***** UWAGA!!! *****Ten fragment będzie dużym spoilerem, mogącym w dużej mierze popsuć przyjemność z grania, więc jeśli ktoś jeszcze nie ma IV aktu za sobą, to lepiej byłoby dla niego, żeby tego nie czytał.
Mam taką dużą uwagę i żal dla scenarzystów (i testerów też) - do końca IV aktu, choć zdarzały się różne dziwne sytuacje, które mi nie pasowały, to jednak były i dotyczyły raczej rzeczy małych, i jako całość scenariusz bardzo mi odpowiadał. Jednak to co zaserwowano w końcówce IV aktu bardzo mnie zniesmaczyło i szczerze mówiąc czuję się oszukany. Tym bardziej, że w czasie grania starałem się podejmować decyzje zgodnie ze swoimi przekonaniami, a w tym konkretnym przypadku mi na to nie pozwolono. Sprawa dotyczy ostatniej w tym akcie potyczki - Zakonu ze Scoia'tael. Ale żeby o tym mówić, trzeba wrócić do aktu III.Podczas napadu na bank dałem szanse Yaevinnowi na przedstawienia swoich racji. Te jednak nie przekonały mnie - głównie przez masę żółci i nienawiści w jego słowach - i choć starałem się jak najdłużej pozostać neutralnym, to ostatecznie stanąłem po stronie ludzi, zdając oczywiście sobie sprawę, że przez ten wybór będzie brakować Wiewiórkom pieniędzy zarówno na broń jak i na pożywienie. Ale jak mówił Geralt wspominając tamten moment -
"Wybrałem mniejsze zło. Z terrorystami nie można negocjować." I choć, jak pokazała "scenka wspominkowa", późnej przez ten wybór Zakon dostał dofinansowanie, które zaostrzyło represje wobec nieludzi, to dzisiaj, mając tę wiedzę, postąpiłbym identycznie. I tu zaczyna się problem, bo przez ten wybór pozbawiłem siebie możliwości wybrania kolejnego "mniejszego zła" i stanięcie po stronie Scoia'tael w akcie IV. Bardzo czytelnym jest (a żołdak przy bramie do wioski nam o tym jeszcze przypomina, można powiedzieć wykrzykuje w twarz), że Zakon nie przybył do Odmętów z zamiarem wyłapania i uczciwego osądzenia komanda, tylko chce ich ciałami powieszonymi na powrozach przyozdobić drzewa stojące przy drodze niczym choinki na Boże Narodzenie. W tym przypadku Geralt, nie zważając na wybór podczas napadu na bank, powinien móc wygłosić mowę podobną do tej, którą bronił Abigail na Podgrodziu -
"Nieludzie odejdą wolno, a wy im w tym nie będziecie przeszkadzać. Spróbujcie ich tylko tknąć, a wyrżnę was do ostatniego zawszonego /cenzura/". Ale niech będzie, że scenarzystom spodobało się zablokować nam drogę pomocy jednej ze stron w tym miejscu jako konsekwencję wyboru z banku – w końcu ich gra, ich święte prawo. Tylko dlaczego (!) pozostałe dwie możliwości rozwiązania tej sytuacji nie są satysfakcjonujące?! No dobra, na pewno są ludzie, którzy będą chcieć stanąć po stronie zakonu, więc to jest ok. Ale z jakiego powodu neutralność przedstawiona jest w kwestii Jaskra jest jako ucieczka (
!!!) - czyt. tchórzostwo (bo sposób w jaki o tym mówi poeta i reakcja Geralta -
"Dokładnie." - właśnie to sugerują)? Co to ma wspólnego z Geraltem i jego przekonaniami ja się pytam? I dlaczego w tym przypadku zakonnicy nas atakują (!) skoro nie mieli ku temu żadnych podstaw!? To, że chcemy wziąć nogi za pas wie tylko Jaskier, no i może domyśla się Toruviel, ale te tępe pachołki w puszkach z różą na piersi i pustką między uszami nie powinny mieć o tym pojęcia - a jeśli później dowiadujemy się od Białej Rayli, że działali z polecenia Zygfryda (było, nie było - naszego kumpla) to na pewno nie mieli rozkazu "z góry" na usunięcie białowłosego wiedźmina. Co innego gdyby to był rozkaz np. de Wetta. O to czy Wiewiórki powinny nas atakować i dlaczego też można byłoby się sprzeczać, choć mogę przyjąć że słowo
"Zdrada" w ustach Toruviel odnosiła się do Geralta i przez to wrogość Scoia'tael byłaby usprawiedliwiona, choć imho należałoby to jaśniej powiedzieć. I jeszcze, jakby nie było, ucieczka, to branie nóg za pas, a nie miecza do ręki. I dochodzimy do tego co miało być przedmiotem tego posta - nie można było poprowadzić historii "neutralnej" w taki sposób jaki za chwile przedstawię? Oczywiście rozważam tylko przypadek neutralności, więc kwestie pro-zakonne i ogólne pominę.Przedstawionych przeze mnie modyfikacji dialogów (modyfikacji, bo sporo tutaj wypowiedzi skopiowanych z gry) nie można brać dosłownie, pisarz ze mnie taki jaka z Jaskra cnotka, i zdaję sobie sprawę z ich żenująco niskiego poziomu, lecz samo przesłanie i sens tego o co mi chodzi oddają dość precyzyjne. Raczej... Przynajmniej mam taką nadzieję.
Druga rozmowa z Jaskrem, ta kiedy stoi za chatą.Geralt: Zaraz tu będzie gorąco, Jaskier.
Jaskier: Jesteśmy między młotem, a kowadłem. Z jednej strony Scoia'tael, z drugiej Zakon, a pośrodku my z Alvinem.
Geralt: O to się nie martwię. Chcę uratować Alvina, ale jeśli odejdę może dojść do masakry. Poza tym mam zobowiązania wobec przyjaciół.
Jaskier: Geralt, co robić? Skoro już tu jesteśmy nie możemy tak po prostu odejść. Wątpię, żebyś osiągną swoje cele mając przeciw sobie o Zakon Płonącej Róży, i nieludzi.
/* przypomnienie sceny z banku */Jaskier: Wiedźminie, to bardzo ważna decyzja, być może jedna z najważniejszych w twoim życiu. Co robimy? Zabieramy Alvina i opuszczamy wioskę zanim zacznie się piekło?
Geralt: Tak, nie mam zamiaru się do tego mieszać. Zresztą tu nie ma nawet komu pomagać, obie strony żądne są tylko krwi tej drugiej.
Jaskier: To co mam zrobić?
Geralt: Idź do Króla Rybaka i powiedz żeby szykował łódź. Niebawem wypływamy do Wyzimy.
Jaskier: Do zobaczenia na brzegu.
Druga rozmowa z Toruviel.Geralt: Nie mam zamiaru mieszać się w wasze rozgrywki. Jeśli chcecie się zabijać, wasza sprawa, mnie nic do tego. Muszę tylko wyprowadzić Alvina. Nie dopuszczę, żeby coś mu się stało!
Toruviel: Chcesz tak po prostu odejść? Więc to jest ta twoja osławiona neutralność, co Geralt?
/* ironiczny śmiech */ W Wyzimie stanąłeś jednak po stronie ludzi? To jak to z tobą jest wiedźminie? Może ty po prostu lubisz z nami walczyć?
Geralt: 1. Robię to co muszę - bronię słabszych. Ale nie to jest teraz ważne, wypuść chłopca. 2. Milcz! Nie czas i nie pora na wyrzuty. Wypuść małego, bo inaczej sam go zabiorę. Bez względu na to czy wymagać to będzie waszych trupów czy nie.
Toruviel: Dobrze już. Weddin, ten malec, pokochał cię jak ojca, Gwynbleidd... Nie jesteśmy mordercami dzieci. Zabierz go.
Geralt: Dziękuję Toruviel...
/* bierze chłopca za rękę i odchodzi, po kilku krokach odwraca się) */Geralt: Żegnaj...
/* urwane *//* ta sama scenka która jest w grze - zakonnicy atakują wioskę, Alvin ucieka portalem */Toruviel: Atakują!
/* patrzy na Geralta z wyrzutem */ Jak mogłeś nas zdradzić Biały Wilku!
[powód dla którego atakują nas Scoia'tael]/* Toruviel zaczyna walczyć, a Geralt biegnie w stronę tego rycerza w srebrnej zbroi (Komtur Zakonu), który dowodzi teraz zakonnikami, staje mu na drodze, wyciąga rękę i krzyczy */Geralt: Zatrzymać się! Gdzie jest Biała Rayli?!
Rycerz: Zejdź mi z drogi odmieńcu, bo spotka ciebie ten sam los co tych parszywych nieludzi!
/* bierze zamach i próbuje trafić wiedźmina, ten odskakuje na bok, przewrót i wyciągnięcie miecza – kamera pokazuje wykrzywioną w grymasie gniewu twarz, jakiś wylgarmyzm z ust Geralta pod adresem zakonników/ludzi/wiewiórek/świata/neutralności/życia/przeznaczenia/bogów/czegokolwiek mile widziany */ [powód walki z zakonem]