Obejrzałem niedawno Blame i w sumie sam nie wiem co o tym myśleć. Pewne elementy mi się podobały, do innych natomiast nie jestem przekonany. Zaznaczę jednak od razu, że nie czytałem pierwowzoru więc cały świat znałem wcześniej jedynie pobieżnie. Do filmu podszedłem więc na świeżo bez konkretnych oczekiwań, może z odrobiną ciekawości.
Przede wszystkim spodobał mi się świat i panująca w nim atmosfera. Mroczne, nieprzyjazne miasto opanowane przez maszyny i garstka ludzi w nierównej walce o kolejny dzień. To zdecydowanie moje klimaty. Inaczej sprawa ma się z historią i bohaterami. Jeśli chodzi o fabułę to nie wciągnęła mnie zbytnio, a do tego miałem skojarzenia... ze Skyrimem

Główny bohater o imieniu Killy ma jakiś cel, który popchnął go do rozpoczęcia podróży, ale choć wątek ten gdzieś tam migocze stale w tle to nie sprawia wrażenia zbyt ważnego. Reszta opowieści czyli pomoc mieszkańcom pewnej wioski to po prostu jedna z wielu losowych przygód, które spotkały go po drodze. Dokładnie tak to wyglądało we wspomnianej grze gdzie wątek główny jest tylko po to żeby wyjaśnić czemu wyruszyliśmy w podróż. Gdyby nie zakończenie będące klamrą spinającą całość to pomyślałbym, że to dopiero pierwszy odcinek serialu, który miał na celu przedstawić kilka postaci i nakreślić realia.
Jeśli chodzi o postacie to główny bohater na pierwszy rzut oka wydaje się totalnie beznamiętny, ale po zastanowieniu się uważam, że nie jest tak źle. Opanowany i małomówny, stroniący od ludzi, a jednak potrafiący znaleźć w sobie trochę współczucia. Widzimy to kiedy dzieli się żywnością z głodującymi dziećmi albo kiedy rzuca się do walki w obronie innych. Dodając do tego świetny design i kozackie zdolności, wychodzi na to że Killy jest całkiem fajną postacią choć raczej nie nadaje się na głównego bohatera. Twórcy chyba też tak pomyśleli, bo wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia mieszkańców wspomnianej wioski. Ci niestety prezentują się bardzo kiepsko, wszyscy są do bólu stereotypowi i raczej nudni. Podczas seansu w ogóle nie przejąłem się ich losem, a kilka dni po seansie nie jestem wstanie przypomnieć sobie nawet ich imion.
Na koniec zostaje chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa czyli oprawa wizualna. Lubię porządnie wykonane filmy w CGI pokroju pełnometrażówek z Final Fantasy, Kapitana Harlocka czy Gantz:0. Nie lubię natomiast kiepskiego CGI udającego tradycyjną animację. Blame zalicza się do tej drugiej kategorii, ale muszę przyznać, że mnie oczarował. Nie wiem czy to zasługa większego budżetu czy może projektów i gry świateł, ale spodobało mi się to. Odcinkowe adaptacje Ajina i Rycerzy Sidonii stworzone przez to samo studio i w tej samej technologii nie przypadły mi do gustu pod względem wizualnym. Jasne, czasem animacja niedomagała w jakiejś scenie, czasem jakaś twarz wyglądała dziwnie, ale w ogólnym rozrachunku jest na plus. Jeśli tak mają wyglądać współczesne anime to jestem wstanie to przełknąć. Kiedy po obejrzeniu Blame przypominam sobie nowego Berserka to zbiera mi się na płacz. Ten serial od samego początku prezentował się źle, ale w porównaniu do omawianej teraz produkcji to wygląda jak kupsko.
Podsumowując, na pewno nie jest to produkcja, która przekona kogoś do wykupienia Netflixa, ale jeśli już opłacacie abonament i lubicie cyberpunkowe klimaty to warto zerknąć. Mnie film nie rzucił na kolana, ale z pewnością zachęcił do zapoznania się z pierwowzorem i w końcu pewnie po niego sięgnę.