Obejrzałem wczoraj najnowszy film Makoto Shinkaia pt. Kimi no na wa i cóż mogę powiedzieć?
Bardzo lubię twórczość tego reżysera więc byłem pewien że mi się spodoba, ale nie sądziłem że będzie aż tak dobrze. Głównie dlatego że film stał się swoistym fenomenem zarabiając jakieś absurdalne pieniądze na całym świecie i zgarniając mnóstwo nagród. Ponoć twórca był wręcz zawstydzony sukcesem (cóż, Japonia). Sądziłem po prostu że ktoś gdzieś powiedział że to arcydzieło, ktoś inny podchwycił i jakoś tak zostało. Patrząc na opis fabuły to całość nie wydawała się szczególnie oryginalna. Ot, rodząca się więź między dwiema postaciami oparta na motywie zamiany ciał. Momentami jest zabawnie, momentami rozczulająco, ale potem następuje zwrot akcji i...
...i to jeszcze nie jest koniec. Dodajmy do tego absolutnie fenomenalną oprawę audiowizualną będącą znakiem rozpoznawczym tego twórcy i dostajemy produkcję obok której nie można przejść obojętnie. Fanów reżysera chyba nie muszę namawiać, bo na pewno już widzieliście lub macie na liście do obejrzenia. Wszystkim pozostałym polecam, bo to jedno z najlepszych współczesnych anime... nie, wróć... jeden z najlepszych filmów jakie widziałem. Aż żal bierze, że takie produkcje nie trafiają do normalnej dystrybucji kinowej w naszym kraju podczas gdy każde amerykańskie ścierwo już tak.
Dzięki za przypomnienie bo kompletnie zapomniałem o tym filmie i pozostałej twórczości tego reżysera a żal byłoby przejść obok nich obojętnie. Od jutra zaczynam nadrabiać wszystko. Ja tymczasem nadrobiłem zaległości związane z Death Note: filmy, serial, anime i czekam na Netflixową wersję. Btw nie wiem czemu ale cały czas miałem w głowie że to będzie serial a tu jest film
W końcu jakieś przyzwoicie rysowane postacie u Makoto Shinkai.
Większość jego filmów była wizualną ucztą jednak z pokracznymi "aktorami" (chodzi mi o standardy postaci w anime), a teraz zbliżamy się już (na tym polu) do normy. Postęp.
P.S. Samego filmu jeszcze nie widziałem ale z chęcią go obejrzę.
Filmy ogólnie dają radę, będą na poziomie serialu. Akcja trzyma się kupy i przedstawia praktycznie te same wydarzenia co w serialu i anime. Jedynie ten najnowszy film z 2016r o następcach L i Kiry - "Light Up The New World" jest imo najgorszy z nich wszystkich, słabo się to oglądało i cudem dotrwałem do końca. Boję się że produkcja Netflixa może być podobna...
Jest jeszcze coś takiego jak Death Note: Re-Light - Visions of a God oraz Death Note: Re-Light 2 - L`s Successors ale to jest nic innego jak streszczenie całego anime, okrojone o najważniejsze wydarzenia.
Większość jego filmów była wizualną ucztą jednak z pokracznymi "aktorami" (chodzi mi o standardy postaci w anime), a teraz zbliżamy się już (na tym polu) do normy. Postęp.
Ciekaw jestem czy Anime Eden wyda kiedyś więcej Shinkaia. Póki co wypuścili tylko dwa z czego jeden krótszy. Chyba cienko im się wiedzie, bo zamierzają ruszyć ze zbiórką w serwisie crowdfundingowym żeby móc wydać kolejne Sailorki.
rafal12322;n9359381 said:
Jedynie ten najnowszy film z 2016r o następcach L i Kiry - "Light Up The New World" jest imo najgorszy z nich wszystkich, słabo się to oglądało i cudem dotrwałem do końca.
O widzisz, a ja tym filmem byłem zachwycony i w sumie szkoda tylko że to jedna produkcja, a nie np. cała trylogia. Obstawiam, że Netflixowy L będzie bardziej podobny do Ryuzakiego z tego filmu niż do L z pierwowzoru czy dotychczasowych adaptacji. Dziwak, ale jednocześnie badass. To jednak problem, bo Ryuzaki jest całkiem nową postacią więc może sobie być jaki tylko się twórcom zamarzyło, natomiast Lakeith Stanfield ma niby odgrywać konkretną postać z pierwowzoru.
W ogóle dziwię się że męczą motyw Lighta i L jednocześnie zmieniając ich historię i charaktery skoro mogli wymyślić wszystko od zera wykorzystując jedynie sam notatnik i bogów śmierci. Light Up The New World pokazuje że może coś z tego wyjść. Ja bym chętnie zobaczył Death Note'a w realiach historycznych gdzie jakiś żołnierz lub urzędnik wchodzi w posiadanie notesu i z jego pomocą wpływa na losy chociażby Drugiej Wojny Światowej czy coś w tym guście. Samobójstwo Hitlera efektem notesu i jednocześnie punktem wyjścia do fabuły filmu? Oglądałbym
Muszę przyznać że netflixowy Death Note podobał mi się bardziej niż sądziłem. To oczywiście inna historia z paroma zbieżnymi elementami oraz w dużej mierze innymi bohaterami. Jeśli ktoś nastawia się na kalkę mangi jaką było anime to będzie jeszcze bardziej rozczarowany niż wcześniejszymi adaptacjami. Ja osobiście wolałem tamte wersje, bo oferowały coś nowego, coś co mogło mnie zaskoczyć i podobnie jest z najnowszym podejściem do tematu. Jasne, sporo tutaj bzdur i dziur fabularnych, ale to samo mógłbym powiedzieć o każdym produkcie sygnowanym marką Death Note. Fabuła potrafiła wciągnąć, realizacja stała na wysokim poziomie i całość oglądało się przyjemnie. Jeśli powstanie kolejna część (a to może, choć nie musi sugerować zakończenie) to z chęcią obejrzę.
Jeśli chodzi o jakieś zgrzyty to mógłbym wymienić w sumie dwa. Po pierwsze, twórcy wzięli na tapetę komiks dla młodzieży i zrobili z niego film dla dorosłych przy czym oznacza to tylko i wyłącznie wypełnienie go treścią nieodpowiednią dla dzieci (przemoc, wulgaryzmy), a nie skomplikowaniem historii. Nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ale zabieg co najmniej zastanawiający. Z drugiej jednak strony, zwykle jest na odwrót tj. dzieło dla starszych odbiorców ułagadza się pod młodszych widzów.
Po drugie, postać L. Początkowo był dość podobny do pierwowzoru. Dziwny sposób siedzenia i poruszania się, fiksacja na punkcie słodyczy, chłodne podejście do sprawy. Później jednak bardzo mocno się zmienia pod wpływem pewnego wydarzenia i jest to zmiana bardzo na minus choć oczywiście rozumiem z czego to wynikało.
I jeszcze na koniec małe porównanie postaci odpowiednio z mangi, anime, filmu z 2006 roku, serialu z 2015 roku i filmu z 2017 roku.
W końcu obejrzałem Netflixowe Death Note i przed obejrzeniem miałem spore obawy bo i recenzje jak i oceny nie nastrajały pozytywnie ale nie było tak źle. Powiem więcej mile się zaskoczyłem Tutaj jest podobna sytuacja jak z nowym Twin Peaks, jeśli zacznie się to porównywać do pierwowzoru to kończy się to dużym rozczarowaniem. Trzeba to traktować jako coś nowego mającego niewiele wspólnego z anime lub mangą. Fabularnie oczywiście w pewnym stopniu trzyma się to kupy, kluczowe wydarzenia w mniejszym lub większym stopniu przypominają te zawarte w oryginale lecz zostały na swój sposób zmienione.
Podobała mi się gra aktorska dwójki głównych bohaterów (Light i Mia), L na swój sposób dziwny i podobny do pierwowzoru przynajmniej w pierwszej połowie, pod koniec zaczął skakać niczym mistrz parkour'u Ryuk ogólnie ciekawie wyszedł ale jak dla mnie trochę za dużo się ukrywał w cieniu, serialowa wersja nadal pozostanie moją ulubioną.
Film ogólnie ciekawy i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to zabrakło mi tutaj tej wojny psychologicznej pomiędzy L i Kirą z czego słynęło anime i co było jego najmocniejszą stroną, tutaj wszystko zostało spłycone.
Końcowe "You humans are so interesting" żywcem wyjęte z anime Finałowe The Power of Love rozwaliło system
A ja sięgam po "Klan Poe" dwa tomiki (czyli klasyka) i odświeżę sobie Hellsinga. Za Death Note (film) wezmę się pewnie niedługo. Warto? Czy lepiej sobie darować?
O NetFlix'owym "Death Note" są różne opinie. I to na ogół dość skrajne (raczej z przewagą negatywnych?). Więc zapewne idelnie trafi w gusta albo zupełnie się znmi rozminie - sam ("dzieła" amerykanów) nie widziałem, więc nie mnie osądzać.
P.S. Ostatnio "zaszalałem" i zamówiłem dwa anime, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia. Po prostu poczułem, że potrzebuje czegoś w klimacie cyberpunku. Wspomniane tytuły to A.D. Police Files oraz Parasite Dolls. Najlepsze jest to, że nawet nie wiem czy nie zamówiłem kompletnego "crapa".
cześć i czołem.. .dawno tu nie zaglądałem, a mam ku temu powód...
nadziałem się na 全职高手 Quan Zhi Gao Shou na YT... spodobało mi się, szczególnie oprawa audiowizualna. ALe reszta episodów jest w tak chu... koszmarnej ajkości, ze nie idzie oglądać. Obejrzałem 3 odcinki i nie wiem gdzie oglądać resztę... pomoże ktoś? :] pretty please
Oj, przeszukałem torrentownie i okazuje się że tam nie mają sadpanda
P.S. Ostatnio "zaszalałem" i zamówiłem dwa anime, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia. Po prostu poczułem, że potrzebuje czegoś w klimacie cyberpunku. Wspomniane tytuły to A.D. Police Files oraz Parasite Dolls. Najlepsze jest to, że nawet nie wiem czy nie zamówiłem kompletnego "crapa".
Acha, ludzie: Blade Runner Blackout 2022...
Hyped?
HYPED!
Watanabe od Bebopa i Champaloo pisze i reżyseruje, a jakieś solidne studio animuje.. ale nie pamiętam kto.
Szkoda tylko, ze to szort będzie, mam nadzieję na jakieś pół godziny ;D
Ze względu na to, co się ostatnio dzieje w Dragon Ball Super, uznałem że powinienem o tym wspomnieć fanom mangi i anime. A więc krótki update: od odcinka 28 seria zarówno pod względem animacji i fabuły zaczęła się stopniowo poprawiać. Widać było, że Toei zaczęło zależeć na tej serii, ale odcinki 47-67 (future Trunks saga) pozamiatały. Wprowadziły one najlepszego, i zdecydowanie najbardziej charakterystycznego antagonistę od czasu sagi majin buu, czyli Zamasu. Nie ma co go nawet porównywać do tych popierdółek z GT. W tej serii niektóre postaci naprawdę ginęły, (brak możliwości wskrzeszenia) Goku i reszta w zasadzie byli przyparci do muru, a walki (przynajmniej niektóre) naprawdę były pięknie narysowane. A dalej było tylko lepiej, bo od odcinka 77 zaczął się nowy arc, tzw turniej mocy, w którym pojawiło się mnóstwo nowych, ciekawych postaci, fantastycznych walk, fanservicu (Kto by pomyślał że Muten Roshi dostanie tyle czasu antenowego?). A teraz, w najnowszym, (jak dotąd najlepszym) 110 odcinku, Goku osiągnął nową transformację. Nie jest ona jakimś kolejnym poziomem SSJ, tylko zupełnie inną przemianą, jak na razie najpotężniejszą jaką Son kiedykolwiek osiągnął. Także mogę z całą pewnością powiedzieć, że Dragon Ball Super stał się w ciągu tych 2 lat o niebo lepszą serią, niż był na początku.
Dobry montaż z Nichijou - moje zwyczajnee życie. Tak na rozluznienie brzucha po całoświątecznych wyzwaniach.
Może kiedyś powstanie drugi sezon plotki co jakiś czas powstają.