Okay, w ciągu ostatnich dwóch tygodni pokończyłem parę serii, najwyższa pora zrobić małe podsumowanie.
Zacznijmy od
Zankyou no Terror. Anime dobre, może nawet bardzo, ale jednak ostatecznie czegoś mi w nim brakło. Może to dlatego, że było zbyt krótkie, by bardziej rozłożyć skrzydła. Główni bohaterowie nie rozwijali się, dziewczyna była całkowicie niepotrzebna, nie wykorzystano również potencjału detektywa Shibazakiego. Być może przy większej ilości odcinków byłoby to bardziej wciągające, a tu zanim zaczęło się coś dziać, to już był koniec. Aczkolwiek nie ukrywam, ostatni odcinek był piękny i bardzo widowiskowy
Znalazłem też taki gif stworzony w połowie emisji serii przez rozczarowanych nią widzów (choć osobiście się z nim nie zgadzam, to jednak rozbawił mnie do łez ;P):
Samurai Flamenco - do dziś nie wiem, co myśleć o tej serii, to było jedno z najdziwniejszych anime, jakie oglądałem (aczkolwiek właśnie takie miało być). Opowiada o Masayoshim Hazamamie, zwykłym, młodym człowieku, który postanowił zostać superbohaterem. Jak na superbohatera przystało, jest głupi jak but, ślepo zapatrzony w sprawiedliwość, wygłasza górnolotne przemowy i nie toleruje najmniejszego występku (choćby palenia w miejscach publicznych czy wynoszenia śmieci o złej porze). Na początku jest łagodnie, niewinnie, trochę kick-assowo, świeżo upieczony bohater stara się powstrzymywać drobne wykroczenia, później dołączają do niego kolejni samozwańczy bohaterowie (a właściwie to biuściaste bohaterki ;P), wszystko jest w miarę realistyczne, aż nagle... BUM! Twórcom strzela jakaś żyłka w mózgu i zaczynają serwować nam coraz większą dawkę absurdu, a widzowie po każdym kolejnym zaskakującym zwrocie akcji coraz bardziej zbierają szczękę z podłogi (w niekoniecznie pozytywnym aspekcie). To, co się dzieje dalej, jest z pewnością hołdem złożonym wszelkim generacjom popkulturowych superbohaterów, począwszy od Kamen Raidera, przez Sailorki, po Power Rangers (a raczej ich oryginał Super Sentai) czy Kapitana Amerykę. Żeby to wszystko przetrawić, trzeba być przygotowanym na przyjęcie naprawdę potężnej dawki skondensowanego absurdu, zaczerpniętego z wielu opowieści o obrońcach sprawiedliwości. Sam przyznam szczerze, że gdyby nie pomoc młodszego brata w oglądaniu (któremu jako fanowi wszelkich superkolesi w obcisłych gaciach wyłączenie myślenia podczas oglądania zupełnie nie przeszkadzało), to sam nie dałbym rady dobrnąć do końca, a we dwóch można się chociaż było z czego pośmiać ;P Czy żałuję? Nie, to było interesujące doświadczenie. Ale polecał nie będę tego nikomu, niech każdy próbuje na własną odpowiedzialność, traktując to bardziej jako ciekawostkę
Blue Gender - anime zaczynało się obiecująco, mimo ubogiej jakości oprawy i animacji serwowała poważny nastrój, a swym pustynno-robalowym klimatem przypominała "Starship Troopers" z udziałem mechów (które jednak nie były wszechmocne, stanowiły jedynie support i były mocno ograniczone ruchowo). Największym minusem był jednak główny bohater, którego fryzura dorównywała jego poziomowi intelektualnemu, dzięki czemu był głupszy nawet od wspomnianego wcześniej tytułowego Samuraja Flamenco (serio, tak było, a to naprawdę trudne do wytłumaczenia w tej serii). W dodatku w dalszych odcinkach bohater wcale nie ewoluuje i mimo, że później nauczył się przynajmniej walczyć, to do końca pozostaje debilem. Mało tego, zaraża tym debilizmem główną żeńską bohaterkę, a swoją późniejszą partnerkę, która z twardej, walecznej i bezlitosnej kobiety pod jego wpływem zmienia się w płaczliwą, nierozgarniętą blond-niewiastę, potrafiącą wypowiadać tylko jego imię. Od połowy, czyli przeniesienia akcji w kosmos (ściślej na ziemską orbitę), im dalej, tym gorzej i nudniej. Mówiąc krótko - rozczarowałem się ;P
Suisei no Gargantia - kolejna seria traktująca o walkach mechów, ale dla odmiany całkiem ciekawa i dość oryginalna, ponieważ w pierwszym odcinku akcja przenosi się z ogarniętych walkami między zaawansowanymi technicznie ludźmi a kalmaropodobnymi kosmitami przestrzeni kosmosu na zniszczoną i zalaną wodą Ziemię, gdzie cywilizacja przeżyła regres, a ludzie pomieszkują sobie na pływających po nieskończonych oceanach tratwach, jak w "Wodnym Świecie" z Kevinem Costnerem. Można obejrzeć, jeśli się nie ma uczulenia na słitaśnie, wielkookie nastolatki ;P
Coppelion - oglądając zapowiedzi tej serii, traktującej o mieście zniszczonym i skażonym przez wybuch elektrowni, spodziewałem się tutaj brudnego, dusznego klimatu STALKERA (w poczuciu czego utwierdzały mnie wyblakłe kolory oraz gęsty, ziarnisty filtr), tymczasem dostałem naiwną bajkę o trzech nastolatkach odpornych na promieniowanie, niosącym pomoc ocalałym w owym skażonym mieście. Słabo, nie polecam.
Black Bullet - kolejna opowieść o walce ludzkości z potworami, nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Średniak, zapchajdziura ramówki, typowy odmóżdżacz. A ginące czerwonookie lolitki nie chwytają mnie za serce ;P Dla koneserów małych dziewczynek ;P
Poza tym, obejrzałem prolog remaku
Fate/stay night: Unlimited Blade Works. Krótko mówiąc - jaram się

Czuć moc, animacja jest absolutnie genialna, a fragment, któremu w filmie z 2006 roku poświęcono jedynie 5 minut, tutaj trwa ponad 50. Widać, że Ufotable nie tylko przykłada się do animacji, ale również do całej organizacji fabuły, tak jak w Fate/Zero. Z przyjemnością będę oglądał kolejne odcinki.
Przejrzałem też w przelocie klatkami dwa odcinki
Terra Formars i już wiem, że tego z pewnością nie będę oglądał. Przynajmniej nie w takiej formie. Nie dość, że fabularnie zapowiada się na niemały shit, to do tego tak niesłychanie bezczelnej cenzury nie widziałem jeszcze nigdy. Przy każdej walce zasłania przynajmniej 50% (a czasem 80 i 100) ekranu, byleby nie pokazać nawet kropelki krwi. To się zupełnie nie nadaje w tym momencie do oglądania, co najwyżej można zaczekać na wersję BD z usuniętą cenzurą. Ale zraziłem się tak, że ją też sobie całkowicie daruję ;P