Ja już od W1 lubiłem się bawić alchemią, nawet zmodowałem pod to W3, ale i resztę staram się rozwijać w miarę zrównoważenie

.
System alchemii w W1 był świetny, klimatyczny i mam nadzieję, że w W4 i W1 Remake do niego powrócą. O ile lubiłam bawić się w warzenie mikstur, to moje serduszko w jedynce skradły znaki, a zwłaszcza Aard w Akcie I (ogłuszona Bestia zdjęta rzuceniem znaku i dobiciem) i król wszystkich znaków oraz obrażeń obszarowych Ignii. Jak się je ulepszyło na 5 poziom, wskoczyło w elficką Zbroję Kruka, wykonało rytuał magii w miejscu mocy, skorzystało z Filtra Petriego, Puszczyka i Lasu Mariborskiego, to nawet nie trzeba było wyciągać miecza. Wystarczyło wejść w grupę wrogów i uwolnić swojego wewnętrznego piromana.
W W2 już poszłam w typową wiedźmińską ścieżkę, czyli miecz, wspomagany znakami i alchemią, gdy wymagała tego sytuacja. Ignii niestety nie dawało mi już tyle frajdy co w jedynce, za to zrzucanie wrogów z wysokości Ardem i finishery ogłuszonych przeciwników były bardzo satysfakcjonujące. Quenn był bardzo przydatny, zwłaszcza na Mrocznym poziomie trudności, na którym utrzymywał mnie przy życiu w Prologu i Akcie I, nawet przy buildzie szermierczym.