Mi też Black Flag chodzi o wiele lepiej niż III.
Eeeh, piszecie tu o jakimś cudownym zakończeniu, muszę się wziąć za siebie i skończyć...Zostały mi już może ze 2-3 misje? Ale znów, trzeba rozwalić trochę statków po drodze, moja Kawka za słaba, materiałów i kasy na ulepszenie brak, a zbierać się tego nie chce.
@Myszoskoczka, mi przynajmniej się podobało Co do Kawki, za pierwszym razem jak grałem, nie ulepszałem prawie w ogóle, na farcie(no i trochę umiejętnościach, co by za skromnym nie być) przechodziłem kolejne misje, dopiero przed ostatnią musiałem ulepszać, bo już się nie dało inaczej. Za drugim razem powiedziałem sobie, teraz regularnie ulepszasz, będziesz miał na koniec super statek. No i miałem, tyle że statki które sprawiły mi tyle problemu za pierwszym razem, teraz sobie gdzieś odpłynęły Równie dobrze mogłem jej nie ulepszać. Ale nie powiem, po morzu całkiem przyjemnie się pływało, a i jeszcze udało mi się za drugim razem sporo nowych szant uzbierać.
Eeeh, piszecie tu o jakimś cudownym zakończeniu, muszę się wziąć za siebie i skończyć...Zostały mi już może ze 2-3 misje? Ale znów, trzeba rozwalić trochę statków po drodze, moja Kawka za słaba, materiałów i kasy na ulepszenie brak, a zbierać się tego nie chce.
Zakończenie AC4 zyskuje wobec AC3 podwójnie. Po pierwsze, wątek "współczesny" w AC4 jest dużo lżejszy i drugoplanowy - a w AC3 to właśnie zwieńczenie historii Desmonda najbardziej wzburzało. Po drugie, wątek "historyczny" (Connor) w AC3 kończy się dość gorzko, a zarazem z pewnym niedosytem (słabe ingame outro), no i potem nie ma wiele do roboty (o ile nie zostawiliśmy sobie questów pobocznych), tzw. "pivot points" brzmią wręcz jak kpina. Natomiast w AC4 mamy bardzo przyjemne, "sycące" ingame outro (m.in. ze świetnym kawałkiem w podkładzie), no i zawsze można (po wyczerpaniu questów i wątku głównego) sobie zwyczajnie popiracić.
Nowięc mi właśnie zakończenie trójki się podobało, ze względu na jego gorzkość. Czwórki nie skończyłam, bo mnie potwornie wynudziła, choć byłam tuż przy finale.
No przecież stawał na rzęsach, żeby jego pobratymcy mogli żyć tam, gdzie chcą i jak chcą, miał nadzieję na zniesienie niewolnictwa. A wyszło jak zwykle, czyli pusta wioska i targowisko z niewolnikami. Plus świadomość, że zrobili to ludzie, którym zaufał i pomagał. Oraz, jeśli się pamięta historię marszów śmierci jakie zafundowali lokalsom biali i w ogóle całą politykę wobec rdzennej ludności to już w ogóle człowiek patrzy na finał przygód Connora w trójce inaczej.
@zi3lona Chyba patrzę na te wydarzenia zbytnio przez pryzmat postaci, a że nie lubię Connora, to i nie wywarło to na mnie oczekiwanego efektu. On był przez całą grę albo zły, albo smutny, zbyt się do tego przyzwyczaiłem(gdyby nie misje osady, to nie przypuszczałbym, że potrafi się uśmiechać). Wiem, że sytuacja w której był, była więcej niż poważna, ale jakoś no... Nie umiem tego ubrać dobrze w słowa, to co napisałaś bardziej mnie chwyciło za serce niż obrazy z gry, którą trzykrotnie przeszedłem. W jakiś sposób ta gra nie wywołuje we mnie zbyt wielkich emocji. Może jestem zbyt wymagający po dwójce i jej kontynuacjach, gdzie bohater był po prostu ludzki i chciało się z nim przeżywać smutki i radości. Aha, co do języka indiańskiego(nie wiem który to dialekt), plus za wykorzystanie, minus za wykonanie, przy końcu męczyłem się słuchając monotonnego gadania, jakby czytano to z kartki, najlepiej pod tym względem wypadła Ziio i młody Connor, tyle że ich mało było. Zazdroszczę Ci, że wyciągasz z tej gry emocje, sam bym tak chciał, bo AC to moja trzecia ulubiona seria.
Zakończenie ACIV ma podobny charakter jak to w ACIII, ale jest inaczej przedstawione, i bohater jest nieco lepiej zarysowany. Choć to też tylko moje zdanie, najlepiej ukończ i sama oceń
A propos AC i Watch_Dogs(może już było?)
W ACIV Olivier Garneau wyjeżdża do Chicago i tam ginie. W WD jest podobno misja, w której zabijamy Oliviera. Smaczek, czy może wróżycie połączenie uniwersów?
1. Samotność. Wioska opuszczona, Achilles umiera (niby można odwiedzić innych mieszkańców Domostwa, ale i tak tam pustawo), towarzyszy jako takich w grze i tak specjalnie nie ma.
2. Poza tym brak celu - raz, że końcówka gry to pościg za mordercami matki (Lee). W sumie zakończenie dobrze pokazuje, że zemsta nie daje spełnienia. Dwa, że tak naprawdę trudno stwierdzić, o co Connor walczył.
Natomiast w AC4:
Ad 1. Samotności nie ma - kończymy w dość zatłoczonej Inagui, a potem (po napisach) przenosimy się na zapełniony załogą statek. Pod koniec pojawiają się towarzysze, zarówno żyjący, jak i polegli (tu się niektórym łza w oku zapewne zakręci). No i oczywiście - córka.
Ad 2. Cele Edwarda zostały w grze dobrze pokazane. Wpierw chodziło o wzbogacenie się, ale z czasem doszło utożsamienie z ideałami asasynów.
Zakończenie AC4 jest smutne, ale nie do końca - ma posmak słodko-gorzki. Natomiast AC3 jest zwyczajnie gorzkie, bez innych odcieni.
Jeszcze małe ad rem:
Wydaje mi się, że w "uczłowieczaniu" bohaterów AC znaczącą i pozytywną rolę odgrywa pokazanie uczuć - miłości i przyjaźni. Weźmy pod uwagę to pierwsze: czyli rola kobiet. Altair miał Marię, Ezio siostrę, matkę, Cristinę, i wreszcie Sofię (a do tego w grach pojawiają się "krwiste" bohaterki historyczne - Caterina Sforza i Lucrezia Borgia). Edward ma oczywiście (retrospektywną) żonę, ale do tego przyjacielskie (ale z pewnym "iskrzeniem") relacje z Mary Read i Anne Bonny, no i na drugim planie jest Rhona. Natomiast w AC3 ogólnie brakuje postaci kobiecych, a sam Connor jest jakiś taki niedojrzały/aseksualny. Jedyną w miarę ciekawą postać kobiecą, choć i tak trzecioplanową - Myriam - "odpuszcza" na rzecz jednego z mieszkańców Domostwa, jeszcze robiąc przy tym za swata.
Podobnie sytuacja wygląda z przyjaźnią - pozostali bohaterowie mają jakichś przyjaciół, przeważnie dobrze zarysowanych. Zaś u Connora właściwie jedynym "ludzkim" momentem jest krótka i burzliwa relacja z ojcem.
Na to się oczywiście nakładają zakończenia "współczesne" - w AC3 dość mocne i wręcz dominujące, a w AC4 wyraźnie drugoplanowe.
@P ATROL
A to, swoją drogą, ciekawe, jak inaczej patrzy się na tę samą historię i jak zupełnie inne rzeczy nas poruszają. Dla mnie trójka to była głównie opowieść o dziecku, które musiało bardzo wcześnie dorosnąć i radzić sobie bez rodziców, stąd pewne wycofanie i naiwność. Dlatego też Connor przy ekspansywnym Ezio wypada nie tak barwnie, ale odbieram go jako bohatera bardziej pogłębionego i najbardziej dojrzałego w całej serii.
I dlatego tak gorzko odbieram finał, bo, można powiedzieć, że na pewnym poziomie, prawie wszystko stracił, choć tak strasznie starał się uratować możliwie wiele. Zupełnie nie jak w wysokobudżetowj grze od Ubi.
Zrobienie tego w ten sposób było imo dobrą decyzją. Tym bardziej, że zakończenie współczesne trójki to Mount Everest okropnych zakończeń w grach.
E: W ogóle w tej serii nie mają szczęścia do zakończeń w teraźniejszości. O ile w jedynce to jeszcze jakoś wyglądało (taki cliffhanger, nie za bardzo było wiadomo osochozi), to już w dwójce rozdźwięk był tak wyraźny, że zęby zaczęły boleć. I bolały coraz bardziej, aż do czwórki, która zrobiła ten wątek tak na odwal, że odrzuciła wszystkie pozory brania tej części gry na poważnie. I bardzo dobrze, bo choćby nie wiem jak grzebali, to z dziury jaką była trzecia część się nie wygrzebią.
Dlatego też Connor przy ekspansywnym Ezio wypada nie tak barwnie, ale odbieram go jako bohatera bardziej pogłębionego i najbardziej dojrzałego w całej serii.[/spoiler]
Oj, nie zgodzę się. Przy Ezio wszyscy pozostali bohaterowie się "chowają". Porównaj sobie młodego z AC2 (jeszcze we Florencji, w tutorialu) z dojrzałym ze Stambułu. Oczywiście, zapewne nie byłoby to możliwe (tzn. takie ukazanie postaci) bez rozciągnięcia na trzy spore gry i kilkadziesiąt lat czasu.
Dla porównania: Connor to trochę jakby Ezio, ale z wątkiem urwanym gdzieś pomiędzy Monteriggioni a San Gimignano.
@Napoleon_Pl przepraszam sam nienawidzę spoilerów, więc wiem jaką krzywdę Ci wyrządziłem. Myślałem, że wrzucenie w spoiler oraz wzmianka jakiej gry on dotyczy będzie wystarczająca.
Trochę a propos, skojarzyło mi się - mam nadzieję, że będzie można włączyć francuskie głosy (do angielskich/polskich napisów). AC II i Brotherhood rozgrywałem po włosku, co sporo wzmacniało klimat (poza fragmentami z Desmondem - szkoda że nie dało się ustawić tego oddzielnie).