Ciemna strona mocy - uniwersum Star Wars

+

Ciemna strona mocy - uniwersum Star Wars

  • Luke Skywalker

    Votes: 22 11.8%
  • Yoda

    Votes: 65 34.9%
  • Palpatine

    Votes: 5 2.7%
  • Obi-Wan Kenobi

    Votes: 29 15.6%
  • Qui-Gon Jinn

    Votes: 5 2.7%
  • Darth Vader

    Votes: 37 19.9%
  • Hrabia Dooku

    Votes: 3 1.6%
  • Mace Windu

    Votes: 20 10.8%

  • Total voters
    186
No i w następnym odcinku szykuje się prawdziwa bomba: Ashoka:beer: W końcu jakaś postać która miała kontakt z Yodą, nie mogę się doczekać reakcji.

Czuj się, teraz będziesz miał kolejne dwa odcinki niezwiązane z głównym wątkiem, zobaczysz.
Aż tak szybko jej nie pokażą.
Ona też za dużo mu pewnie nie powie, bo nic o Yodzie nie wiedziała. Wysłałaby go do Luke, on by zadzwonił do Yody i byłoby po problemie, ale to byłoby za łatwe.
 
Ona też za dużo mu pewnie nie powie, bo nic o Yodzie nie wiedziała.
Przecież znała go osobiście. Nawet jeśli nie wie jakiej był rasy, na pewno po zobaczeniu dzieciaka skojarzy że są z tej samej. Poza tym wątpię by Luke został tu w ogóle wspomniany, zresztą wątpie by go w ogóle znała. (Chyba że poznała go w Rebelsach)
 
Trzy odcinki Mandalorianina już wyszły, a tu tak cicho?

Mamy erę streamingu, która bardzo wszystkich rozleniwiła, a że Disney+ nie jest dostępny w naszym kraju to pewnie mało komu się chce kombinować żeby w taki czy inny sposób być z serialem na bieżąco :shrug:

No i? To do niczego nie zaprowadzi, bo nic o nim nie wiedziała.

Dlaczego uważasz, że Ahsoka nie wiedziała absolutnie nic o Yodzie mimo iż znała go praktycznie od dziecka i spędziła z nim dużo więcej czasu niż Luke podczas swojego krótkiego pobytu na Dagobah? Poza tym, nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o odnalezienie ziomków dzieciaka. Jako istota potężna Mocą powinien trafić pod opiekę Jedi żeby nauczyć się kontrolować swoje możliwości, a następnie rozwinąć się. Dlatego nawet gdyby było tak jak mówisz i dla Ahsoki Yoda byłby ledwie znajomym znajomych znanym z widzenia to i tak zasięgniecie u niej rady albo wręcz oddanie małego pod jej opiekę byłoby dobrym pomysłem.

A tak z innej beczki, właśnie skończyłem Squadrons i była to całkiem przyjemna zabawa choć z masą wad. Od razu jednak na wstępie zaznaczę, że nie jestem fanem symulatorów i gdyby nie były to Gwiezdne Wojny to bym nawet nie spojrzał na tę grę. Doceniam jednak odrobinę głębi jaką cechuje się mechanika rozgrywki. Zdecydowanie nie jest to tryb myśliwców z Battlefronta 2 sprzedany jako osobny produkt. Każdym statkiem lata się trochę inaczej, a do tego trzeba sprawnie manewrować przepływem energii pomiędzy silnikiem, bronią i tarczą dostosowując się do sytuacji. Trochę jak zmiana stylu walki w slasherach żeby dostosować się do typu przeciwnika. Mimo iż akcję obserwujemy z pierwszej osoby siedząc w kokpicie to w żaden sposób to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Myślę, że w goglach VR z joystickiem w łapie wrażenia byłyby jeszcze lepsze i faktycznie można by się poczuć jak pilot myśliwca w odległej galaktyce dawno, dawno temu.

Fabuła jest hmm... niezła? Tak, to chyba dobre określenie, bo choć historia nie robi szału, protagoniści są niemi podczas rozmów z innymi bohaterami więc nie da się z nimi zżyć, a pomiędzy misjami całość jest bardzo statyczna i nie oferuje nic do roboty to jednak nie powiedziałbym, że bawiłem się źle. Akcja rozgrywa się jakiś czas po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci kiedy niedobitki Imperium walczą z niedawno utworzoną Nową Republiką. Gracz na przemian wciela się w pilota jednej i drugiej strony w trakcie 15 misji, które są w miarę zróżnicowane. Czasem po prostu się strzelamy z wrogą eskadrą, czasem kogoś ścigamy lub uciekamy, innym razem mamy większy statek do ochrony bądź zniszczenia. Podobało mi się pokazywanie nieudolności imperialnych dowódców, którzy bez silnej ręki Palpatine'a nie potrafią ze sobą współpracować i dbają tylko o własne cele i chwałę. Sporo też tutaj smaczków dla osób siedzących nieco głębiej w uniwersum (m. in. postacie znane z kreskówek czy książek).

Powyższe akapity mogą sugerować naprawdę solidny tytuł dla fanów Gwiezdnych Wojen i symulatorów kosmicznych, a na początku wspominałem o masie wad. Cóż, na każdym kroku widać, że to gra robiona na pół gwizdka. Misjom brakuje rozmachu, a pomiędzy nimi nie ma nic do roboty. Ot, każda baza wypadowa ma dwa pomieszczenia, w których możemy porozmawiać (czy raczej posłuchać monologów) z kilkoma postaciami i to tyle. Nie zaszkodziłoby kilka misji pobocznych i jakieś mini gierki (jeden z bohaterów niezależnych wspomina o chęci grania w sabacca, niestety nic z tego). Zdarzają się przerywniki filmowe i są wykonane bardzo ładnie, ale jednak częściej widać tę statyczność. Nie próbowałem co prawda gry w sieci, ale trochę poczytałem i wynika z tego że też straszna bieda. Dwa tryby na krzyż, kilka statków na stronę i to wszystko, nic więcej nie będzie. Z jednej strony to dość odświeżające dostać w dzisiejszych czasach grę będącą w pełni ukończonym produktem bez mikropłatności, przepustek sezonowych, dodatków i w ogóle jakiegokolwiek wsparcia po premierze. Z drugiej jednak, gry sieciowe nie mają szans przetrwać bez regularnego dodawania nowej treści.

Plusem jednak jest to że przynajmniej wydawca nie robi nikogo w konia (czy to naprawdę EA?!) reklamując grę jako pełnoprawny produkt AAA za pełną cenę. Nic z tych rzeczy, od początku było mówione że to mniejsza gra i też kosztuje odpowiednio mniej. W sam raz na przystawkę bądź deser przed/po jakiejś większej grze. Problem w tym że ostatnia duża gra z uniwersum jaką był Upadły Zakon wyszła rok temu, a na kolejną grę zapewne przyjdzie poczekać następny rok. Jest to więc w pewien sposób kolejna wada.

Aha, zdarzyło mi się trafić na kilka upierdliwych błędów wymuszających ponowne wczytanie misji. Nie były to niestety pojedyncze przypadki, ale norma. Z braku czasu odpalałem grę raz na kilka dni więc przed ukończeniem kampanii załapałem się na dwie albo trzy aktualizacje, a problemy dalej występowały. Twórców czeka jeszcze zatem trochę pracy zanim będą mogli w pełni skupić się na kolejnym projekcie, który rzekomo już powstaje i ponownie będzie to coś z Gwiezdnych Wojen.

Podsumowując, jeśli jesteście na głodzie gwiezdnowojennych gier to pewnie z braku innych opcji prędzej czy później sprawdzicie. Fani kosmicznych symulatorów powinni się dobrze bawić, a cała reszta może obniżyć poziom trudności i porobić piu piu piu w kosmosie ;)
 
Wyszły kolejne dwa odcinki Mandalorianina. O ile o czwartym za wiele nie można powiedzieć, poza tym, że pozostałości Imperium pracuje nad jakimiś badaniami genetycznymi (Snoke? Klony Imperatora?) tak piąty odcinek jest wydarzeniem sezonu, bo pojawia się w nim w końcu znana i lubiana przez fanów postać z Wojen Klonów i Rebels, Ashoka Tano
bandicam 2020-11-28 13-05-57-236.png
Z racji że jest to pierwsze pojawienie się tej postaci w wersji live-action, nie można nie wspomnieć o tym, jak wypadła jej charakteryzacja. No i wypadła znakomicie, do tej pory Tortgutanie w żywym wydaniu, czy to cospley czy z trylogi prequeli wypadali raczej okropnie, więc istniały obawy o to jak Ashoka będzie się prezentować, ale wyszło dobrze. Może jej "włosy" czy co to jest wypadły trochę sztucznie, ale poza tym, zadbano o to by miała te same wzory, kolory skóry a nawet oczu (Oczy Rosario Dawson są naturalnie ciemne). Jeżeli chodzi o sam odcinek to raczej jest taki sobie, nie potrzebna była potyczka Mando z Ashoką na przy samym poznaniu jej, za to dostarcza sporo informacji:
Nie dość, że znamy już imię małego Yody, (Grogu) to jeszcze możemy podejrzewać, że faktycznie jest on synem Yody lub Yaddle, skoro był szkolony w Świątyni Jedi przed Wojnami Klonów. Zauważyłem za to, że Ashoka nic nie wspomniała o Luku, który chyba w tym momencie powinien być najbardziej znanym Jedi w całej galaktyce. Mógłby mi ktoś, kto lepiej zna lore, czy Ashoka w ogóle poznała Luke'a lub wiedziała o jego istnieniu?
 
Last edited:
Z racji że jest to pierwsze pojawienie się tej postaci w wersji live-action, nie można nie wspomnieć o tym, jak wypadła jej charakteryzacja. No i wypadła znakomicie, do tej pory Tortgutanie w żywym wydaniu, czy to cospley czy trylogi prequeli wypadali raczej okropnie, więc istniały obawy o to jak Ashoka będzie się prezentować, a ale wyszło dobrze.

Akurat o to nie miałem obaw, bo w poprzednich odcinkach charakteryzacja stała na naprawdę wysokim poziomie.
Jedyne czego się czepiałem to płaskie pyski Trandoshan, zbyt ludzko wyglądali.

Może jej "włosy" czy co to jest wypadły trochę sztucznie, ale poza tym, zadbano o to by miała te same wzory, kolory skóry a nawet oczu (Oczy Rosario Dawson są naturalnie ciemne).

Jedyne co mi wadziło to długość jej Lekku. Normalnie powinna mieć je do pasa, jak w finale SW Rebels, ale zdecydowali się na takie jakie miała w wieku 17 lat (ostatni sezon Wojen Klonów), bo prawdopodobnie Rosario miała problemy przy nagrywaniu scen z długimi, tak przynajmniej przypuszczam. Kto wie, może Filoni wymyśli jakąś wymówkę, dla której nagle nie ma takich długich, oraz to że już nie nosi się jak Gandalf Biały. Z oczami fakt, ale już przy Bo-Katan to olali, bo tam nie miała takich mega jasnych jak w serialach. W Rogue One, Saw też nie miał takiego samego koloru, jak w serialu.

Mógłby mi ktoś, kto lepiej zna lore, czy Ashoka w ogóle poznała Luke'a lub wiedziała o jego istnieniu?

Póki co nic o tym nie wiadomo, ale zawsze mogą to zretconować, jak masę różnych rzeczy.
Wiem że wyszła jakaś książka w której Luke opisywał różnych Jedi i Sithów z prequeli, tak jakby o nich czytał, ale czy się spotkali to wątpię.
Myślę że celowo olali tą kwestię, aby nie wprowadzać Luke'a do serialu, bo szybko by się skończyło. Patrząc na to że mógłby porozumieć się z Yodą, a ten wyjawił by nazwę swojej rasy i ich planetę.

Podsumowując, Rosario jako Ahsoka jest świetna, ale Ashley Eckstein to ona niestety nie jest.
Szkoda że większość epizodu walczyła trzymając miecze normalnie, a nie tak jak przyzwyczaiły mnie animacje.
Ta sama sytuacja co z Hrabią Dooku: W filmach walczył dosyć normalnie, trzymając miecz obiema rękami, a w animacjach miał swój specjalny styl walki, i stąd zagięty miecz stworzony do tego stylu.
 
Szkoda że większość epizodu walczyła trzymając miecze normalnie, a nie tak jak przyzwyczaiły mnie animacje.
Ta sama sytuacja co z Hrabią Dooku: W filmach walczył dosyć normalnie, trzymając miecz obiema rękami, a w animacjach miał swój specjalny styl walki, i stąd zagięty miecz stworzony do tego stylu.
Wiesz, taki jest problem z liveaction, że w animacji jednak mogą pozwolić sobie na więcej i lepiej takie szczegóły pokazać.
Wiem że wyszła jakaś książka w której Luke opisywał różnych Jedi i Sithów z prequeli, tak jakby o nich czytał, ale czy się spotkali to wątpię.
To jest właśnie trochę bez sensu, bo wydaje mi się, że w tym świecie po śmierci imperatora po galaktyce powinna roznieść się wieść, że pojawił się nowy mistrz Jedi, który tworzy nową świątynię owego zakonu, i wszyscy pozostali przy życiu rycerze powinni się wokół owego mistrza zebrać, by pomóc mu reaktywować zakon, a nie siedzieć po jakichś odludziach galaktyki i zajmować się swoimi sprawami.
 
Jestem właśnie po seansie finałowego odcinka Mandalorianina...
WOW, nie sadziłem się że Disney się odważy.
Po tym, oraz po zapowiedzi że Christensen wraca jako Vóder, aż strach pomyśleć co jeszcze wymyślą.
Naprawdę nie sądziłem że zdecydują się
pokazać Luke'a, a jak już to nie jako Deepfake, a granego przez Sebastiana Stana.
Ostatecznie tyłem, by nie było widać twarzy. Mega satysfakcjonujący moment, widać chcieli trochę udobruchać fanów po tym co zrobili z jego postacią w sequelach.
Nawet łezkę uroniłem, gdy
Din zdjął hełm by młody mógł mu się przyjrzeć.
Oczywiście to tworzy pełno dziur fabularnych względem tej pogiętej trylogii, i pewnie się nagimnastykują by to jakoś poukładać.
Nie wiem co myśleć o scenie po napisach.
Nie kupuję tego że Boba zapragnął zagarnąć to co zostało z imperium Jabby. Nie wygląda na typa, który chciałby siedzieć na tyłku, ale nie znam EU. Może tam coś o tym było.
 
Last edited:
@5ander5
Ja właśnie byłem pewien że w końcu go pokażą. Mando latający po całej galaktyce szukający Jedi i ani razu nie natrafiający na Skywalkera byłoby cholernie naciągane, choć przyznam, że nie spodziewałem się zobaczyć go w tym odcinku. Hype miałem podobny do sceny z Vaderem w Rogue One. A moment gdy Din zdjął hełm też strasznie mnie wzruszył, przypomniał mi scenę z Powrotu Jedi.
Oczywiście to tworzy pełno dziur fabularnych względem tej pogiętej trylogii, i pewnie się nagimnastykują by to jakoś poukładać.
Niby jakich?
Że nie było Grogu w trylogii sequeli? Mógł zostać zabity przez rycerzy Ren, lub mogło go nie być w świątyni w tę noc gdy Ben wpadł w szał.
grany przez Sebastiana Stana.
To naprawdę był on? Myślałem że to albo deepfake albo bardzo podobny aktor.
 
Że nie było Grogu w trylogii sequeli? Mógł zostać zabity przez rycerzy Ren, lub mogło go nie być w świątyni w tę noc gdy Ben wpadł w szał.

Na przykład to, ale niech zgadnę..
Znowu go ukrył, i zapomniał powiedzieć Rey o nim? Tak jak Yoda zapomniał powiedzieć komukolwiek o Grogu? Słabe to.
Te cieniasy raczej by go nie zabili, bo do tego czasu raczej stał się potężniejszy niż oni wszyscy razem.
Ale hej, w końcu to Disney: Albo coś retconują, albo teasują w filmach, a potem kup se komiks/książkę jak chcesz wiedzieć więcej.

To naprawdę był on? Myślałem że to albo deepfake albo bardzo podobny aktor.
To był Deepfake, czy jak nazywa się tą technologię co w Rogue One Tarkina i Leię napędzała.
Co prawda
Mark Hamill
padł w creditsach, ale moim zdaniem to nie był jego głos. A jeżeli nie głos, to za co go kredytowali?
Za komputerowo odmłodzoną twarz?
 
Znowu go ukrył, i zapomniał powiedzieć Rey o nim?
A po co miał jej o nim mówić? Nie wydaje mi się by był on na tyle ważny by go wyróżnić spośród innych padawanów jakich miał.
Te cieniasy raczej by go nie zabili, bo do tego czasu raczej stał się potężniejszy niż oni wszyscy razem.
Wątpię, by 75 letni Grogu był jakoś wyraźnie silniejszy od obecnego, Nie wiadomo czy w tym wieku wreszcie wyszedłby z fazy niemowlęctwa.
Za komputerowo odmłodzoną twarz?
To chyba jedyne sensowne wyjaśnienie.
 
Skończyłem Mando. Wielkie WOW na końcu i jestem bardzo ciekaw co dalej. Natomiast skończyłem też 7 sezon Wojen Klonów i jakoś dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że całe te Gwiezdne Wojny są po prostu bardzo smutne. Niby dobro ostatecznie wygrywa, ale przez wszystkie najważniejsze momenty panuje ponury smutek.
 
Niby dobro ostatecznie wygrywa, ale przez wszystkie najważniejsze momenty panuje ponury smutek.

Bo gdyby miało tryumfować na zawsze, to nie byłoby kolejnych opowieści.
Zawsze jest to samo: Zawsze Sithowie w sile, a Republika ledwo na nogach, i jeden bohater musi ocalić wszystkich etc.
 
Może tym razem wyprawimy się osobiście w kosmos, by sprać tyłki Minerwie, Junonie i reszcie ferajny (chyba, że to już było, bo nie jestem na bieżąco :p).
 
Dam sobie odciąć kosmyk włosów, że dostaniemy " typowy ubisoft open world" z przemytnikiem/mandalorianem w roli głównej, z elementami live service.

Co nie zmienia faktu, że Disney już oficjalnie potwierdził, że Ubi to dopiero początek i teraz każdy będzie mógł im picznąć grę, koniec z jakimiś ekskluzywnymi umowami. W końcu będzie tak jak być powinno.
 
Top Bottom