Dzisiaj w nocy finał drugiego i zarazem ostatniego sezonu Andora. Jak dotychczasowe wrażenia? Jakie oczekiwania?
W sumie to się dziwię, że nikt nie podjął tematu. Dla kontrastu, na YT, TT i reddicie różnych dyskusji widziałem sporo

.
Na pomidorach opinie są ogólnie bardzo dobre. Taki obraz też się ogólnie wyłania z mediów społecznościowych.
Jeżeli o mnie chodzi, serial mi się ogólnie podobał, momentami nawet bardzo,
ale ten sezon uważam za bardzo nierówny. Pierwsza połowa jest wyraźnie gorsza od drugiej. Etap rozstawiania pionków i budowania napięcia często należy do moich ulubionych w dobrych serialach jak np. w pierwszym sezonach Rodu Smoka czy The Expanse, ale tutaj dla kontrastu kilka rzeczy mi po prostu nie zagrało. Wątek Andora rozgrywający się w dżungli - głupi, niespójny i rozwleczony - niemalże zabił dla mnie ten sezon, gdyż byłem bliski wyłączenia odcinka, rzucenia tego wszystkiego w kąt i napisania rantu w Internecie, jak na dorosłego człowieka w XXI wieku przystało. Wesele było lepsze, ale zbyt przeciągnięte. Ogólnie było sporo problemów z tempem narracyjnym i rozłożeniem akcentów. Pewne rzeczy można by poskracać lub wyrzucić, a w zamian za to rozwinąć wątki, które w tym serialu są mocne i powodują, że chce się to oglądać. Tym bardziej, że ten sezon jest przecież ostatnim.
Największą zaletą Andora jest wg mnie przedstawienie uniwersum z innej perspektywy. To serial o cichych bohaterach tego świata, o których historia często po prostu zapomni. Schodzimy na średni i niski szczebel hierarchii imperialnej i rebelianckiej, widzimy jak działa Zły System (tm) zarówno w stosunku do swoich i jak obcych, jak również mamy okazję obserwować działania rebeliantów, które cechują się moralną niejednoznacznością. To są tematy, których oryginalna trylogia oraz prequele generalnie nie podejmowały, także jest to ciekawe. Oczywiście ktoś może powiedzieć: "ale to nie są Gwiezdne Wojny", jednak wg mnie w ramach tego uniwersum w innych projektach skręcono tak bardzo w nachalny fanserwis, że odejście od tego klucza stanowi przyjemny powiew świeżości.
Złośliwie przy tym dodam, że mamy tylu "cichych bohaterów", że wielu z nich jest kompletnie nieciekawych. Albo nie daje się im wystarczająco wiele czasu ekranowego, albo ich wątki sobie jakoś tak dryfują bez ładu i składu. To jednak nie wina koncepcji serialu, lecz poszczególnych decyzji twórców w tym sezonie. Ci potrafili wcześniej stworzyć nawet epizodyczne postacie, które bardzo zapadają w pamięć (jak np. Kino z S1).
Jeśli chodzi o postacie główne, najmniej interesujący pozostaje... sam Andor. Luthen, Syril, Mon Mothma, Kleya czy Dedra - wszyscy wydają się ciekawsi niż sam Andor. Ba, ta ostatnia jest ciekawsza od niego pomimo iż w 75% scen ma taką samą minę, przypominając jakąś stereotypową babę z NRD, której dodatkowo coś śmierdzi pod nosem. W żadnej mierze nie jest to wina aktorki - ta ogólnie gra świetnie, zwłaszcza gdy daje się jej ku temu okazję. Sam wątek też jest dobry, no ale mimika szybko staje się powtarzalna. Z nudniejszych postaci poza Andorem wymieniłbym również Bix, także całkiem nieźle się dobrali

.
Dużo marudzę, ale to głównie dlatego, że nie rozumiem powszechnych peanów na cześć serialu w przypadku gdy drugi sezon naprawdę miał sporo różnych problemów. Pierwszy uważam za bardziej udany jeśli chodzi o całokształt, natomiast w żadnej mierze nie oznacza to, że drugi jest zły. Nie no, aż tak to nie... Peak przypada moim zdaniem na odcinki 7-11. Wtedy to naprawdę kanał świetnej telewizji

. Odcinek finałowy (12.) już takiego wrażenia nie robi, ale wciąż jest nieźle. Całość zachęciła mnie do powrotu do Rogue One, gdyż ciekaw jestem, jak odbiorę ten film mając tym razem kontekst dostarczony przez Andora.