Ja liczę na Abramsa.
Odkurzył Star-Treka w sposób, który mi bardzo odpowiadał, jednocześnie czyniąc go bardzo rozrywkowym i mniej obciachowym.
Star-Warsom przyda się to samo. Mania na tą markę mnie zawsze jakoś omijała, nigdy nie szalałem za filmami i generalnie za uniwersum.
Doceniam wizję, jaka realizowana była w przypadku oryginalnej trylogii i mimo (a może przez?) upływu lat efekty wciąż uważam za niesamowite, ale prequele zwyczajnie uważam za filmy mierne, bo mało interesujące, pełne reżyserskiej amatorszczyzny, drewnianych dialogów i... Christensena :C
Mnie więc hype również ominął, bardziej niż samo Przebudzenie Mocy interesuje mnie wydarzenie i jego skala, która - co by o serii nie mówić - jest fenomenalna. Może po tym filmie zostanę fanem? Kto wie.