Ciemna strona mocy - uniwersum Star Wars

+

Ciemna strona mocy - uniwersum Star Wars

  • Luke Skywalker

    Votes: 22 11.8%
  • Yoda

    Votes: 65 34.8%
  • Palpatine

    Votes: 5 2.7%
  • Obi-Wan Kenobi

    Votes: 30 16.0%
  • Qui-Gon Jinn

    Votes: 5 2.7%
  • Darth Vader

    Votes: 37 19.8%
  • Hrabia Dooku

    Votes: 3 1.6%
  • Mace Windu

    Votes: 20 10.7%

  • Total voters
    187
Wiemy,, widać, że Craig jest słabego umysłu :),

Kilka słów więcej na temat epizodu 7. Nie za dużo bo niewiele osób widziało. Największym osiągnięciem filmu jest to, że nowa obsada, na czele z Daisy i Boyegą, pokazała, że warto na nich stawiać. Zdecydowanie dali radę w wiodących rolach. W związku z czym, można ze spokojem patrzyć na przyszłe epizody. Po drugie, z filmu wylewa się humor, (brak tego aspektu był jedną z większych wad prequeli, a jak humor pojawiał się w tych filmach, to był on w złym guście np. Jar Jar wdepnął w łajno itp.) i to nie tylko w scenach z Hanem. Byłem nawet zaskoczony aż taką jego ilością (pozytywnie). Relacje między poszczególnymi postaciami są bardzo fajnie pokazane, czuć chemię między aktorami. Aktorsko film ma równy poziom, nie miałem wrażenia żeby ktoś nie pasował do swojej roli. Pod względem filmowego rzemiosła też jest dobrze, film jest bardzo dobrze zrealizowany, widać że udało się zachować odpowiedni balans między efektami komputerowymi a praktycznymi efektami. Reżysersko również jest ciekawie, wiele ujęć których w Star Warsach jeszcze nie widzieliśmy. Ogólnie jest to bardzo dobry film, zabawny, dostarczający sporo frajdy, pełen akcji i zachęcający do oglądania następnych części. Zdecydowanie jest to jednak pierwszy film trylogii, a nie zamknięta historia. Film nie wyjaśnia wszystkiego. Nadal jest sporo znaków zapytania. O mankamentach, napiszę później, bo będzie trochę spoilerów.
 
Jestem po nocnym pokazie.

Bez wątpienia najlepsze Gwiezdne Wojny od czasu pierwszej trylogii..

Jakże ja się z tą opinią nie zgadzam. Choćby z tym fragmentem o Renie. Moim zdaniem to nie tylko najgorszy antagonista w tym uniwersum, ale też jeden z najgorszych jakich było mi dane oglądać na ekranach kinowych w ogólne. W skrócie:
emo synalek
 
Last edited:
Poniższy tekst jest pełen fabularnych spoilerów dużego kalibru, całkowicie rujnujących frajdę z oglądania filmu. Serio. Nie oglądałeś Przebudzenia Mocy, nie otwieraj.

Pospałem, poukładałem sobie wszystko, emocje nieco opadły, więc podzielę się swoimi wrażeniami, póki są świeże .
Co mi się nie podobało:

Gwiazda śmierci 3.0. Jedyny moment w całym filmie który wdał mi się "na siłę", pozbawione pozorów subtelności wciskanie nam nostalgii. Cały wątek, jest bezwstydnie skopiowany z oryginalnej trylogii. Super broń wyglądająca jak Jeszcze Większa Gwiazda Śmierci. Analiza w wykonaniu Ruchu Oporu skutkuje odnalezieniem słabego punktu. Relatywnie mały oddział X-Wingów jako siła uderzeniowa. Konieczność wyłączenia tarcz "na ziemi". Presja czasu. Destrukcja instalacji.

Marketing wprowadzał w błąd. Pewne mocno promowane postacie, mają skandalicznie krótki czas antenowy. Max von Sydow był na ekranie może z dwie minuty, po czym kitę odwalił. Kapitan Phasma, miała może z trzy minuty i poza customową zbroją i damskim głosem wydobywającym się zza hełmu nie wyróżniała się absolutnie niczym na tle innych szturmowców. Zmarnowana okazja.

Generalnie można odnieść wrażenie, że akcja nieco za szybko brnie do przodu, za mało po drodze wyjaśniając, zadaje za dużo pytań, nie dają zbyt wielu odpowiedzi.

Postacie wykonane komputerowo, Maz i Snoke, negatywnie wybijają się na tle reszty fantastycznych, praktycznych designów. Nie wiem, co ostatnio dziej się z komputerowymi postaciami CGI, ale te najnowsze strasznie biją po oczach, taki Gollum, czy Na'vi wyglądają dużo lepiej. Wiem, że Maz miała być oryginalnie kukiełką, ale zrezygnowano z tego pomysłu, ze względu na wymaganą dawkę mobilności. Tymczasem w filmie w ogóle tego nie widać. Zmarnowana okazja.

Muzyka. Niby jest, niby John Williams, ale pyrka sobie w tle, żaden motyw się nie wyróżnia, żaden nie przysparza gęsiej skórki. Po prostu jest. Nawet skrajnie beznadziejne Mroczne Widmo miało Duel of the fates. Wydaje mi się, że po sześciu filmach kompozytor się zwyczajnie wypalił. Choć brzmi to jak herezja, to wydaje mi się, że czas zaprosić nową krew do pracy nad starwarsową muzyką.

Co mi się podobało:

Najważniejsza rzecz (uwaga, będzie śmierdziało banałem), Gwiezdne Wojny odzyskały duszę.

Cały ciężar filmu został przerzucony na bohaterów, to oni są motorem napędowym i zawsze znajdują się w centrum wydarzeń.

Którzy to bohaterowie spisali się świetnie, bo film jest zwyczajnie kapitalnie zagrany. Szczególnie cieszy, że nowa obsada, bez wyjątku podołała zadaniu. Szczególnie Daisy, która była wielką niewiadomą. Nowych postaci zwyczajnie nie da się nie lubić. Poe, Finn, Rey, godnie reprezentują nową generację.

Gwiezdne Wojny znów są śmieszne. Nie ma postaci spełniającej rolę "comic relief" humor jest naturalny, często sytuacyjny (ale w dobrym znaczeniu), wychodzi bezpośrednio od postaci. I jest go dużo (ale nie aż tak dużo, by film stał się komedią).

Udany powrót legend, Han, Leia mają logiczne miejsce w historii, a kreacje aktorskie są naturalną ewolucją postaci z OT. Szczególnie cieszy to w przypadku Forda, który - jak wiemy - miał mocno ambiwalentne uczucia względem Hana.

Przepiękny wizualny design, cudownie przeplatający stare z nowym. Świetne lokacje i projekty ras/droidów. Udźwiękowienie pierwsza klasa, strzały, wybuchy, odgłosy silników.

Akcja. W filmie cały czas się coś dzieje, efektowne bitwy zarówno w powietrzu jak i na lądzie. Choć oczywiście konserwatystów może zawieść brak polityki i rozmów o traktatach handlowych. :p

Pojedynki na miecze świetlne. JJ znalazł idealny balans między "tańcem" z prikłeli i surowością starć z OT. Innymi słowy PM w tym aspekcie, to oryginalna trylogia na sterydach. Co najważniejsze, znów czuć emocje.

Film nie jest przegadany, a same dialogi są naturalne i mają konkretną funkcję.

Kylo Ren. Chłopak zasługuje na osobny akapit. Nowa jakość jeśli chodzi o czarne charaktery w uniwersum. Kylo jest skonfliktowany, wybuchowy, ma komplet mniejszości, przy czym jest silny, świadom własnych słabości, ambitny i bezwzględny. Widać, że nie jest jeszcze zdefiniowanym bohaterem, podobnie jak Rey czeka go podróż i "trening", który go ukształtuje.

Scena konfrontacji z Hanem, to mistrzostwo świata. Jednoczesne hołd dla OT i twist fabularny. Tam gdzie Luke zwyciężył i pomógł skonfliktowanemu ojcu stanąć po Jasnej Stronie, Han (dosłownie i w przenośni) poległ "pomagając" skonfliktowanemu synowi w pełni przejść na Ciemną Stronę.

Najfajniejsze jest jednak to, że to wszystko działa. Znów czułem magię, znów pochłonęły mnie Gwiezdne Wojny i odżył mój entuzjazm do franczyzy. Wszystkie na początku wymienione wady, to szczegóły, pierdoły w morzu pozytywnych, dobrze współgrających elementów.

Po niemal 40 latach Gwiezdne Wojny wróciły. :)
 
Last edited:
Jako miłośnik SW od razu zaznaczę nie widziałem "Przebudzenia mocy", ale znam pozostałe filmy i nie rozumiem tego morza nienawiści wylanego na drugą trylogię. Uważam, że choć istotnie była ona płasko zrealizowana, lecz fabularnie dojrzalsza bardziej psychologiczna i poświęcona czemuś, co zwykło się określać mianem kondycji ludzkiej. Druga trylogia mówiła o tym, co w nas ludzkie i o tym, że zło jest w nas i nie ma świętych jakież to aktualne. Fantastycznie ukazano tam genezę sporu stron mocy, bo oglądając pierwszy raz kanoniczną trylogię nie wiedzieliśmy dokładnie, dlaczego Jedi są ci dobrzy a imperium złe a w drugiej trylogii to wyjaśniono. Jako teologowi bardzo podobała mi się koncepcja zakonu rycerskiego w typie kawalerów mieczowych oraz odstępców zakonnych, (Sithów) Bardzo to gnostyczne byli wszak nawet Antypapieże. świetnie się to wpisuje w konwencję Gwiezdnych Wojen. Nurt wojowników o słuszną sprawę gdzie nie do końca wiadomo czyja sprawa jest tą 'Słuszną" i brak tego irytującego manicheizmu dawnej trylogii świat tak nie wygląda. Nie było też tyle machania mieczem i latania statkiem jednym słowem druga trylogia jest według mnie głębsza w warstwie treści. Jeszcze słówko do piewców klasycznych SW dostających niemal orgazmu od "Przebudzenia" to zaledwie początek trzeciej trylogii o mrocznym widnie(Początku drugiej) także mówiło się, że to film przełomowy a na pozostałe wylano wiadro pomyj. Czekam niecierpliwie na reakcje "Kanonistów" na następne filmy serii. Ciekaw jestem czy też będą takie ducha pełne jak rzekomo przebudzenie już słyszę o efekcie Deja vu a jeżeli fabuła naprawdę jest powtarzalna to w moich oczach dyskwalifikuje film, ale poczekamy zobaczymy...
 
Poniższy tekst jest pełen fabularnych spoilerów dużego kalibru, całkowicie rujnujących frajdę z oglądania filmu. Serio. Nie oglądałeś Przebudzenia Mocy, nie otwieraj.


Gwiazda śmierci 3.0. Jedyny moment w całym filmie który wdał mi się "na siłę", pozbawione pozorów subtelności wciskanie nam nostalgii. Cały wątek, jest odrzacjąco skopiowany z oryginalnej trylogii. Super broń wyglądająca jak Jeszcze Większa Gwiazda Śmierci. Analiza w wykonaniu Ruchu Oporu skutkuje odnalezieniem słabego punktu. Relatywnie mały oddział X-Wingów jako siła uderzeniowa. Konieczność wyłączenia tarcz "na ziemi". Presja czasu. Destrukcja instalacji.
Cały film pełny jest nawiązań to oryginalnej trylogii ale właśnie gwiazda śmierci to był ten element który zbyt mocno uwidaczniał wtórność tych elementów. Tak na prawdę wątek gwiazdy jest jedynym z którym mam pewne problemy. Szkoda, bo w mym odczuciu nie była ona wcale w filmie potrzebna. Wystarczyło oprzeć wątek o ratowanie Rey z jakiejś tam bazy Porządku. Finn chciał ratować Rey, Han również skoczył by do pomocy (tym bardziej, że miał osobisty powód). Poe był wdzięczny Finnowi za uwolnienie go więzienia, więc też zgłosił się by na ochotnika do ratowania, cały szwadron mógłby się zresztą składać z ochotników (i tak inne statki nie uczestniczyły w tej bitwie) Wcale nie trzeba było na siłę wprowadzać wielkiej stawki o życie galatyki. Zresztą i tak specjalnej dramaturgi nie było.

Marketing wprowadzał w błąd. Pewne mocno promowane postacie, mają skandalicznie krótki czas antenowy. Max von Sydow był na ekranie może z dwie minuty, po czym kitę odwalił. Kapitan Phasma, miała może z trzy minuty i poza customową zbroją i damskim głosem wydobywającym się zza hełmu nie wyróżniała się absolutnie niczym na tle innych szturmowców. Zmarnowana okazja.

Akurat Sydowa nie promowali w ogóle. Co do postaci, to do końca nie wiem jaką on odgrywał rolę, wydaje mi się, że musi być coś więcej w tym niż krótkie cameo. Phasma pojawi się w przyszłych filmach, więc jeszcze będzie miała się okazje wykazać. Rzeczywiście jest jej mało ale biorąc pod uwagę ilość ważnych postaci w filmie, nie dziwota, że pewny postaci ucierpiały jeśli chodzi o ilość czasu antenowego. Także, czy jest to zmarnowana okazja? Jeszcze za wcześnie na takie tezy.

Generalnie można odnieść wrażenie, że akcja nieco za szybko brnie do przodu, za mało po drodze wyjaśniając, zadaje za dużo pytań, nie dają zbyt wielu odpowiedzi.
Zgoda, przy czym, patrząc przez pryzmat trylogii sytuacja może wyglądać innaczej
Postacie wykonane komputerowo, Maz i Snoke, negatywnie wybijają się na tle reszty fantastycznych, praktycznych designów. Nie wiem, co ostatnio dziej się z komputerowymi postaciami CGI, ale te najnowsze strasznie biją po oczach, taki Gollum, czy Na'vi wyglądają dużo lepiej. Wiem, że Maz miała być oryginalnie kukiełką, ale zrezygnowano z tego pomysłu, ze względu na wymaganą dawkę mobilności. Tymczasem w filmie w ogóle tego nie widać. Zmarnowana okazja.
Ja nie miałem akurat takich odczuć, jasne było widać różnice ale było moim zdaniem w porządku. Jeśli chodzi o Snoke'a to dopiero się o tym przekonamy w kolejnych filmach, było go za mała i za mało się ruszał, żeby ocenić.

Muzyka. Niby jest, niby John Williams, ale pyrka sobie w tle, żaden motyw się nie wyróżnia, żaden nie przysparza gęsiej skórki. Po prostu jest. Nawet skrajnie beznadziejne Mroczne Widmo miało Duel of the fates. Wydaje mi się, że po sześciu filmach kompozytor się zwyczajnie wypalił. Choć brzmi to jak herezja, to wydaje mi się, że czas zaprosić nową krew do pracy nad starwarsową muzyką.
Rzeczywiście, nic mi szczególnie nie zapadło w pamięć jeśli chodzi o muzykę, może parę nut w wolniejszych momentach.
 
Kwestia ta intrygowała mnie tak bardzo, że aż odwiedziłem Bastion by zapytać. Max gra postać znaną jako Lor San Tekka, będącą członkiem Kościoła Mocy - organizacji, która zrzesza osoby co prawda niewrażliwe na Moc, lecz służące jej i jej Równowadze oraz wierzące w powrót Rycerzy Jedi. Organizacja jak dotąd nie została wzmiankowana ani w Legendach, ani w nowym EU, jedynie w Słowniku Obrazkowym do siódmego epizodu.
 
dobrze że nie tylko ja zupełnie nie ogarniam tego wszechobecnego hejtu na 'nową' trylogię.
Nawet Lucasarts nie pozostawia wątpliwości "Kanon gwiezdnych wojen stanowią filmy z drugiej trylogii także" Nie wiem w ogóle, o co tyle szumu na obecnym etapie preferuję uniwersum Wiedźmina właśnie za dojrzałość, ale nawet w granicach SF znalazłoby się kilka znacznie poważniejszych cykli jak choćby "Kroniki Diuny", do których bez odrobiny przygotowania teologiczno-filozoficznego nie ma, co siadać lub pełna głębi intelektualnej twórczość Dicka. Nie! Star Wars i Star Wars oszaleć można powiedziałem to już kiedyś i powtórzę dziś Nikt już nie żyje SW jak kiedyś. Cała jazda jest sztucznie generowana przez koncerny i twórców Kasa misiu kasa. Reszta minęła wraz z dzieciństwem pierwszych fanów.
 
@Nars, zgadzam się niemalże w całości z Twoją opinią, z wyjątkiem jej dwóch elementów - "czarnego charakteru" oraz pojedynków na miecze świetlne. Zwłaszcza jeśli chodzi o ocenę tego pierwszego, to różnimy się diametralnie, gdyż wg mnie nowy CC wydaje się być bardziej irytujący i emowaty niż Anakin. Trzeba dodać - jeszcze bardziej. Nie budzi też jakiegokolwiek respektu, a już taki Vader w Zemście Sithów wg mnie momentami potrafił być nawet mroczny. Tak czy siak, mówienie o jakiejś nowej jakości czarnych charakterów w uniwersum wydaje mi się kompletną pomyłką i niesamowitym wyolbrzymieniem. Choć nie wykluczam, że gość jeszcze się wyrobi.
Jeśli zaś chodzi o walki na miecze świetlne, to cóż, osobiście brakowało mi właśnie tego "tańca". Odniosłem wrażenie, że młócą tymi mieczami jak cepem, a nie czegoś takiego można oczekiwać. Inna sprawa, że być może jest to sprytny zabieg fabularny, gdyż żadna z walczących postaci na dobrą sprawę nie jest jeszcze mistrzem miecza pokroju Obi-Wana, Yody czy Luke'a. To się okaże...

Po niemal 40 latach Gwiezdne Wojny wróciły.
Prawda. Dokładnie takie przemyślenia miałem tuż po wyjściu z kina. Mimo różnych niedoróbek (np. CGI) i czasami zbyt nachalnej nostalgii (TA BROŃ...), widać, że tworzy się coś na miarę dawnej trylogii. Abrams dał radę.
 
A ja tam się cieszę, że do charakteru Kylo Rena podeszli inaczej i realistyczniej -Nie jest to jakiś niezniszczalny, super mroczny bad-ass, a zwykły człowiek -Jak Ty czy ja -Który zwyczajnie zstąpił na złą ścieżkę. Po co robić na siłę kolejnego koksa co tylko prawi jaki to on nie jest potężny i zabija wszystkich dookoła bez mrugnięcia okiem? Nuda.

Motyw z rozdartym wewnętrznie "fanem" Vadera, który rozpaczliwie próbuje dorównać potęgą swojemu wielkiemu autorytetowi wydaje mi się całkiem ciekawy. Fajnie ukazano ten kontrast mrocznego Kylo z maską i Kylo bez maski -Człowieka, w którym gdzieś tam głęboko jest dobro i jasna strona Mocy, ale na siłę stara się je stłamsić i nie zawieść swojego mistrza. To też dodaje mu tej nieobliczalności. Poza tym postać jest dobrze zagrana, nie rozumiem niektórych zarzutów dla Drivera że jego występ był słaby.

Problem z Kylo Renem jest inny.
Kylo pod koniec filmu okazuje się żadnym wyzwaniem dla głównej bohaterki. What? Mamy pierwszy film nowej trylogii, a tu już główny zły (Zaraz po Snoke'u) został z łatwością pokonany? Przez pierwszą połowę filmu było idealnie -Kylo robił takie cuda, że szczęka opadała, zatrzymywał promień blastera w locie, paraliżował i miotał ludźmi mocą, a mieczem wywijał tak, że proszę siadać. A tu na koniec filmu przychodzi taka niepozorna Rey, bierze miecz pierwszy raz w życiu do ręki i omal nie pocięła go na kawałki.

I z kim główni bohaterowie maja walczyć w kolejnych epizodach, skoro nawet taki Kylo Ren ledwo uszedł z życiem przy niedoświadczonej Rey? Wątpię że ze Snokiem, widać, że jego rola w tych filmach głównie będzie polegać na siedzeniu i wydawaniu rozkazów.

Ciekaw jestem.
 
Last edited by a moderator:
Faktycznie, przydałoby się więcej charakterystycznych kawałków, zwłaszcza podczas scen walki, ale bardzo wpadło mi w ucho to :) (i kojarzy się z Potterem)

 
Kylo pod koniec filmu okazuje się żadnym wyzwaniem dla głównej bohaterki. What? Mamy pierwszy film nowej trylogii, a tu już główny zły (Zaraz po Snoke'u) został z łatwością pokonany? Przez pierwszą połowę filmu było idealnie -Kylo robił takie cuda, że szczęka opadała, zatrzymywał promień blastera w locie, paraliżował i miotał ludźmi mocą, a mieczem wywijał tak, że proszę siadać. A tu na koniec filmu przychodzi taka niepozorna Rey, bierze miecz pierwszy raz w życiu do ręki i omal nie pocięła go na kawałki.

I z kim główni bohaterowie maja walczyć w kolejnych epizodach, skoro nawet taki Kylo Ren ledwo uszedł z życiem przy niedoświadczonej Rey? Wątpię że ze Snokiem, widać, że jego rola w tych filmach głównie będzie polegać na siedzeniu i wydawaniu rozkazów.

Ciekaw jestem.

Mi się akurat ten motyw podobał. Zacznijmy od tego, że Kylo był rozchwiany emocjonalnie, dopiero co zabił ojca. Do tego właśnie oberwał bezpośrednim strzałem z pukawki Chewiego, która to pukawka rzucała szturmowcami na lewo i prawo.

Nie przesadzajmy też z tym zdominowaniem, przez znakomitą większość pojedynku, to on zupełnie dominował nad Rey i zgubiła go dopiero jego arogancja, kiedy w trakcie starcia zaczął kusić Rey, mimowolnie dając jej "broń do ręki". Sama Rey może i miała miecz pierwszy raz w dłoni, ale już wcześniej była niezłą wojowniczką, co pokazała na Jakku.

Nie bez znaczenia jest fakt, że Kylo to wciąż uczeń, wymagający treningu, bez wątpienia z olbrzymim, nieociosanym potencjałem. Wydaje mi się, że Snoke wstrzymywał się z zakończeniem szkolenia Kylo, dopóki ten nie odrzuci zupełnie Jasnej Strony. Kolejny pojedynek Rey i Bena zapowiada się bardzo smakowicie.
 
Last edited:
@Nars

W sumie... Będę musiał obejrzeć film jeszcze raz, może faktycznie coś w tym jest. No i zupełnie zapomniałem o tym, że Kylo dostał shota od Chewiego.

Osobiście bardziej liczę na jakiś mega efektowny pojedynek Luke'a z Kylo albo ze Snokiem :p Chociaż myślę, że pierwszy raz w akcji Snoke'a zobaczymy dopiero w finałowym epizodzie. Ciekawe, czy w ogóle Najwyższy Wódz First Order będzie walczył mieczem świetlnym, czy przedstawią go jako tak potężnego mistrza Ciemnej Strony, że wystarczy mu sama siła woli by nawet bardzo doświadczony przeciwnik sam sobie swoim mieczem podciął gardło
 
Last edited:
Właśnie przeczytałam teorię, że faktycznie była szkolona przez Luke'a i po zbuntowaniu się Kylo odstawiona na Jakku, więc stąd przebłyski i wiedza jak walczyć mieczem świetlnym i posługiwać się mocą, choć nie pamięta tych wydarzeń. Brzmi prawdopodobnie.
 
@Nars

W sumie... Będę musiał obejrzeć film jeszcze raz, może faktycznie coś w tym jest. No i zupełnie zapomniałem o tym, że Kylo dostał shota od Chewiego.

Osobiście bardziej liczę na jakiś mega efektowny pojedynek Luke'a z Kylo albo ze Snokiem :p Chociaż myślę, że pierwszy raz w akcji Snoke'a zobaczymy dopiero w finałowym epizodzie. Ciekawe, czy w ogóle Najwyższy Wódz First Order będzie walczył mieczem świetlnym, czy przedstawią go jako tak potężnego mistrza Ciemnej Strony, że wystarczy mu sama siła woli by nawet bardzo doświadczony przeciwnik sam sobie swoim mieczem podciął gardło

No i bym był zapomniał. Aktualnie bardzo popularna jest opinia, że Rey była wśród grupy dzieci szkolonej przez Luka i została ukryta na Jakku, po tym jak Kylo zaczął mordować jego uczniów. Traumatyczne wydarzenia i być może manipulacja samego Luka wyparły te wspomnienia z jej głowy. Całość zaczęła do niej wracać w wizji, po znalezieniu miecza. To tłumaczyłoby jej instynktowne "ogarnianie mocy" i pełne emocji spojrzenie Skywalkera.

@eineingarp

Ninja'd. :D
 
Last edited:
@eineingarp
@Nars

Teoria całkiem prawdopodobna, tylko to że jakimś cudem zapomniała o tych wydarzeniach wydaje mi się nieco naciągane. Jeśli faktycznie tak jest, to ciekaw jestem jak to wytłumaczą. Rey w filmie w ogóle Luke'a uważała za postać mityczną, za kogoś całkiem nieznajomego i nierealnego. Bardziej jestem przekonany do tego, że kiedy Kylo zaczął polować na uczniów Luke'a, Rey była dopiero bardzo małym dzieckiem (w sumie w wizji została pokazana jako dziecko, tlyko już nie pamiętam w jakim wieku była mniej więcej) i Luke jej jeszcze wtedy nie szkolił. A ukrył ją dlatego, bo wiedział, że First Order chce wymazać całkowicie ród Skywalkerów z galaktyki.
 
Top Bottom