Co mi się nie podobało:
Gwiazda śmierci 3.0. Jedyny moment w całym filmie który wdał mi się "na siłę", pozbawione pozorów subtelności wciskanie nam nostalgii. Cały wątek, jest bezwstydnie skopiowany z oryginalnej trylogii. Super broń wyglądająca jak Jeszcze Większa Gwiazda Śmierci. Analiza w wykonaniu Ruchu Oporu skutkuje odnalezieniem słabego punktu. Relatywnie mały oddział X-Wingów jako siła uderzeniowa. Konieczność wyłączenia tarcz "na ziemi". Presja czasu. Destrukcja instalacji.
Marketing wprowadzał w błąd. Pewne mocno promowane postacie, mają skandalicznie krótki czas antenowy. Max von Sydow był na ekranie może z dwie minuty, po czym kitę odwalił. Kapitan Phasma, miała może z trzy minuty i poza customową zbroją i damskim głosem wydobywającym się zza hełmu nie wyróżniała się absolutnie niczym na tle innych szturmowców. Zmarnowana okazja.
Generalnie można odnieść wrażenie, że akcja nieco za szybko brnie do przodu, za mało po drodze wyjaśniając, zadaje za dużo pytań, nie dają zbyt wielu odpowiedzi.
Postacie wykonane komputerowo, Maz i Snoke, negatywnie wybijają się na tle reszty fantastycznych, praktycznych designów. Nie wiem, co ostatnio dziej się z komputerowymi postaciami CGI, ale te najnowsze strasznie biją po oczach, taki Gollum, czy Na'vi wyglądają dużo lepiej. Wiem, że Maz miała być oryginalnie kukiełką, ale zrezygnowano z tego pomysłu, ze względu na wymaganą dawkę mobilności. Tymczasem w filmie w ogóle tego nie widać. Zmarnowana okazja.
Muzyka. Niby jest, niby John Williams, ale pyrka sobie w tle, żaden motyw się nie wyróżnia, żaden nie przysparza gęsiej skórki. Po prostu jest. Nawet skrajnie beznadziejne
Mroczne Widmo miało
Duel of the fates. Wydaje mi się, że po sześciu filmach kompozytor się zwyczajnie wypalił. Choć brzmi to jak herezja, to wydaje mi się, że czas zaprosić nową krew do pracy nad starwarsową muzyką.
Co mi się podobało:
Najważniejsza rzecz (uwaga, będzie śmierdziało banałem), Gwiezdne Wojny odzyskały duszę.
Cały ciężar filmu został przerzucony na bohaterów, to oni są motorem napędowym i zawsze znajdują się w centrum wydarzeń.
Którzy to bohaterowie spisali się świetnie, bo film jest zwyczajnie kapitalnie zagrany. Szczególnie cieszy, że nowa obsada,
bez wyjątku podołała zadaniu. Szczególnie Daisy, która była wielką niewiadomą. Nowych postaci zwyczajnie nie da się nie lubić. Poe, Finn, Rey, godnie reprezentują nową generację.
Gwiezdne Wojny znów są śmieszne. Nie ma postaci spełniającej rolę "comic relief" humor jest naturalny, często sytuacyjny (ale w dobrym znaczeniu), wychodzi bezpośrednio od postaci. I jest go dużo (ale nie aż tak dużo, by film stał się komedią).
Udany powrót legend, Han, Leia mają logiczne miejsce w historii, a kreacje aktorskie są naturalną ewolucją postaci z OT. Szczególnie cieszy to w przypadku Forda, który - jak wiemy - miał mocno ambiwalentne uczucia względem Hana.
Przepiękny wizualny design, cudownie przeplatający stare z nowym. Świetne lokacje i projekty ras/droidów. Udźwiękowienie pierwsza klasa, strzały, wybuchy, odgłosy silników.
Akcja. W filmie cały czas się coś dzieje, efektowne bitwy zarówno w powietrzu jak i na lądzie. Choć oczywiście konserwatystów może zawieść brak polityki i rozmów o traktatach handlowych.
Pojedynki na miecze świetlne. JJ znalazł idealny balans między "tańcem" z prikłeli i surowością starć z OT. Innymi słowy PM w tym aspekcie, to oryginalna trylogia na sterydach. Co najważniejsze, znów czuć emocje.
Film nie jest przegadany, a same dialogi są naturalne i mają konkretną funkcję.
Kylo Ren. Chłopak zasługuje na osobny akapit. Nowa jakość jeśli chodzi o czarne charaktery w uniwersum. Kylo jest skonfliktowany, wybuchowy, ma komplet mniejszości, przy czym jest silny, świadom własnych słabości, ambitny i bezwzględny. Widać, że nie jest jeszcze zdefiniowanym bohaterem, podobnie jak Rey czeka go podróż i "trening", który go ukształtuje.
Scena konfrontacji z Hanem, to mistrzostwo świata. Jednoczesne hołd dla OT i twist fabularny. Tam gdzie Luke zwyciężył i pomógł skonfliktowanemu ojcu stanąć po Jasnej Stronie, Han (dosłownie i w przenośni) poległ "pomagając" skonfliktowanemu synowi w pełni przejść na Ciemną Stronę.
Najfajniejsze jest jednak to, że to wszystko działa. Znów czułem magię, znów pochłonęły mnie Gwiezdne Wojny i odżył mój entuzjazm do franczyzy. Wszystkie na początku wymienione wady, to szczegóły, pierdoły w morzu pozytywnych, dobrze współgrających elementów.