Ciemna strona mocy - uniwersum Star Wars

+

Ciemna strona mocy - uniwersum Star Wars

  • Luke Skywalker

    Votes: 22 11.8%
  • Yoda

    Votes: 65 34.8%
  • Palpatine

    Votes: 5 2.7%
  • Obi-Wan Kenobi

    Votes: 30 16.0%
  • Qui-Gon Jinn

    Votes: 5 2.7%
  • Darth Vader

    Votes: 37 19.8%
  • Hrabia Dooku

    Votes: 3 1.6%
  • Mace Windu

    Votes: 20 10.7%

  • Total voters
    187
Też byłem dzisiaj w kinie. Czekałem na ten film jak na zbawienie i poniżej moje wrażenie. Niestety w znaczej mierze ZŁE.

Od razu zaznaczam, że oceniam film holistycznie, nie jako część cyklu czy jako "o jezu gwiezdne wojny 10/10". NIE. Sentyment nie bierze tutaj góry.
Najpierw co było dobre:
- nowy droid - świetny
- sekwencje walki X wingów, Tie fighterów, Falcona, również walki na ziemi z udziałem szturmowców i "rebeliantów" - świetne
- walka na miecze - genialna (jeśli chodzi o technikę, a nie sens czyt. nigdy-nieszkolona-super-Jedi-Rey - irytowało mnie to tańczenie i salta w poprzednich częściach)
- miecz Kylo Rena - jest świetny, strasznie mi się podoba pomysł (zjedzcie mnie)
- Jakku i scenieria rozbitych niszczycieli
- humor lepszy niż w częściach 1-3
A teraz wady:
- fabuła po chamsku ZERŻNIĘTA (nie wzorowana), na oryginalnej trylogii
- Finn, którego rola sprowadzała się do dyszenia i stękania, kompletnie antycharyzmatyczna postać, nie czuć chemi między postaciami (porównajcie relacje Han - Leia - Luke z oryginału)
- Han Solo i Leia, brak ikry sprzed lat, próbowano to ukazać, lecz nieudolnie (postać Hana szczególnie mnie zawiodła, dużo sobie obiecywałem, ale postać ma mało wspólnego z pierwowzorem)
- fabuła poprowadzona zbyt szybo i tym samym BRAK CZASU na poznanie postaci (chyba największa wada, ale obecna przy wielu innych współczesnych produkcjach)
- cały film został potraktowany jako wstęp do tzw. nowej franczyzy czyt. maszynki do robienia pieniędzy o nazwie Gwiezdne Wojny
- scena z knajpy Maz Kanaty (czy jak jej tam było) - słaba kopia oryginalnej sceny z kantyny Mos Eisley
- Snoke - jakiś żart (jedynie głos odpowiedni)
- Phasma - tyle się mówiło o tej postaci - kolejny żart i nie obchodzą mnie tłumaczenia, że "będzie rozwinięta później"
- Poe Damron - co ta postać ma do zaoferowania poza byciem "super pilotem" i "totalnie niespodziewanym zmartwychwstaniem"?
- Rey, która bez jakiegokolwiek szkolenia bądź wytłumaczenia ( u Anakina były przynajmniej nieszczęsne midihloriany), włada mocą niemal profesjonalnie
- Kylo Ren, największa wada. Ja rozumiem, że chciano zerwać z kanonem (dlaczego akurat w tym miejscu skoro w reszcie kopiowano oryginał?), ale koleś jest totalnym kiepiszczem. Jeszcze póki ma maskę to jak cię mogę, ale po zdjęciu - co to za wymocz? W oryginalnej trylogii jak wchodził Vader to respekt wylewał się z ekranu. Żadna Moc nie zmusi mnie do jakiegokolwiek szacunku względem kolesia z dziewiczym wąsem. Dla mnie jest to Anakin - Christensen 2.0.
- dialogi - wcale nie takie lepsze, od besztanej non stop "nowej trylogii" - Kylo wprost mówiący, że oooooo jestem rozdarty, sranie w banie, można to było pokazać subtelniej
- ogólnie cała ta historia, że Kylo jest synem Lei i Hana - dlaczego on właściwie ojca do tego stopnia nienawidzi, że chce go zabić? Ja tego nie widzę. Może się czepiam, ale totalnie nie rozumiem. Co mu takiego Han Solo zrobił? Scena śmierci natomiast wprowadzona na siłę, tani chwyt, byle był zwrot akcji (spowodowany również tym, że Ford nie chciał już więcej grać tej postaci)
- uniwersum. Rozmumiem, że cały sukces w Powrocie Jedi, zniszczenie Imperium oraz zwycięstwo Rebelii zaowocowało tym, że Rebelia zmieniła nazwę na Resistance, a Imperium na New Order? Warto było.
- Luke Skywalker - nie wiem czy wada czy zaleta, że w tym badziewiu nie brał udziału za wiele. Może Hamill i postać przez niego grana sprawi, że Star Warsy się odrodzą. Bo na pewno nie zrobi tego Rey. Na razie niestety uważam tą część za gorszą od Zemsty Sithów... Tam przeżywałem autentyczne emocje, tutaj w nielicznych momentach ( pierwsze pojawienie się starych bohaterów i walki oraz pościgi myśliwców). Jest to moje zdanie i rozumiem jeśli ktoś się nie zgodzi.

W kinie byłem jako opiekun z klasą gimnazjalną, która pierwsze części SW obejrzała stosunkowo niedawno (niektórzy wcale). Mogę więc powiedzieć, że im się podobało i dla nich zostało to stworzone. Z całą pewnością nie dla mnie. Owszem były emocje, przy tekście na początku, przy Falconie itp. Im dalej jednak tym entuzjazm opadał. Ośmiele sie stwierdzić, że ekranizacja serii Thrawna byłaby znacznie lepszym pomysłem niż to "coś" co nam zaserwowano.
 
W kinie byłem, film widziałem i jestem rozczarowany.

Fanem serii nie byłem, nie jestem i - biorąc pod uwagę kierunek, jaki obierze ekipa przy produkcji kolejnych części - raczej nie zostanę.
Głównie dlatego, że film jest skrojony na modłę chyba wszystkich stosunkowo nowych, hollywoodzkich blockbusterów - czyli do bólu uproszczony, często nielogiczny, czasami nawet głupi, ale przeładowany efektami specjalnymi i wybuchami w stopniu, w którym nawet 10 sekundowy dialog jest wytchnieniem.

Jako ktoś, kto nigdy Star Warsami nie był zafascynowany - nie mogłem polegać na sentymencie.
Wiele jestem w stanie przeboleć, w końcu to jest głównie bajka dla dzieci (średnio rozgarniętych) i moja frustracja wynika z wiedzy, że da się film tego typu zrobić lepiej, bez stawiania wyzwań przed logicznym myśleniem widza. Zamiast tego mam wrażenie, że te produkcje są coraz głupsze.
Coraz więcej tu skrótów i umowności, które kłócą się z wiarygodnym przedstawieniem bohaterów i wydarzeń.

Relacja Poe-Finn to jakiś żart był. Już pomijam fakt, że wartościowy dla Rebeliantów żołnierz i pilot nie waha się nawet chwili zaufać komuś, kto chwilę przedtem służył w obozie wroga - taka konwencja, just roll with it. Ale ich jedyna interakcja odbyła się w trakcie ucieczki, która trwała może 15 minut, a kiedy spotykają się kolejny raz zachowują się jak najlepsi przyjaciele, jakby się znali od wielu lat. WTF?

To samo tyczy się stosunków Finna względem głównej bohaterki - Rey, gdzie też to wszystko było mega przyspieszone, zero w tej relacji głębi, za dużo wymuszonego i nachalnego patosu, który ma jasno wskazać widzowi "Patrz! Przyjaźnią się!".
Przy dialogu Hana i Lei o Kylo Renie czułem się zażenowany. Miałem zresztą wrażenie, że aktorzy również.

Względem samej osi fabularnej też się twórcy nie popisali.
Może brakuje mi wglądu w "kanon" i w wydarzenia, które miały miejsce pomiędzy filmami, jeżeli tak, to niech mnie ktoś oświeci. Tymczasem:

Przy Gwieździe Śmierci wielkości planety (sic!), która może zniszczyć siedem innych planet na raz (sic!), w której konstrukcji nikt nie przeszkodził (sic!), i która ostatecznie została zniszczona przez oddział 40 X-wingów załamałem ręce i stwierdziłem, że za stary chyba na to jestem.

I na koniec - samo starcie Kylo Ren'a z Rey. Bogowie.
Dziewczyna, która pierwszy raz trzyma w ręku miecz świetlny i dopiero uczy się korzystać z Mocy kosi jak chce gościa, który uczył się tego X-lat i jest ponoć mocno utalentowany. Nie dostrzegłem, kiedy konwencja w filmie zmieniła się na anime typu shounen - ale kiedy Rey zamknęła oczy w reakcji na słowo "force" i nagle dostała power-upa pojawił się na mojej twarzy uśmiech politowania.

Żeby nie było, że nic mi się nie podobało.
Aktorsko film przez większość czasu dawał radę. Podobał mi się (mocno na starość zmanierowany) Harrison Ford, podobał mi się John Boyega (jego postać zresztą też) - szczególnie w kontekście wszechobecnych w sieci zarzutów, że ma bardzo uliczną i pospolitą urodę (cokolwiek to znaczy) i nie nadaje się przez nią do filmów bardzo mnie fakt tego, że dał radę cieszy - podobał mi się comic relief, jaki zapewniał BB-8, i podobała mi się Daisy Ridley, bardzo urocza dziewczyna, która zdecydowanie dźwignie resztę tych filmów.
Zawiódł mnie trochę Adam Driver, za gładki się w tym filmie wydawał, jego postać też średnio do mnie przemawia, miał być ciekawy czarny charakter, a wyszedł rozdarty wewnętrznym konfliktem chłopczyk.

Tak se było, no. Ogólnoświatowy zachwyt nad tym filmem ma miejsce, bo Star Wars. I już.
Z Jurassic World było dokładnie to samo, na szczęście w przypadku Przebudzenia poziom nie był aż tak żenujący.

ED: Dodam jeszcze, że wizualnie ciężko mieć do filmu zastrzeżenia.
Bardzo mi się podobał krajobraz Jakku, pustynne klimaty i monumentalne wraki statków zrobiły klimat.
To samo z bazą Starkiller (scena przemowy jak z obrazka), i samą akcją w lesie pokazywaną już na trailerach - czyli zimowe klimaty w kontraście z jarzącymi się mieczami też robiły.
 
Last edited:
A komu miałby niby się nie podobać miecz Kylo Rena?
Pamiętam ile było jojczenia na ten temat wśród fanów. Nie na tym forum, ale w innych miejscach było o tym głośno. Dla mnie ten miecz to jedyna oryginalna rzecz jaką wstawiono do filmu.
 
Hm... Pierwsze emocje opadły, każdy szanujący się fan jak i zwykły miłośnik kina widział już ten film i opinie w internecie są w większości dość chłodne. Nie dziwię się, mimo iż film świetnie się ogląda i jego pierwsza połowa jest zrealizowana wzorowo, to nie obyło się bez poważnych wad.

W wielu momentach zbyt wartka akcja i za mało czasu dla bohaterów na wytchnienie, rozwinięcie pewnych wątków, motywów itd. (mocno to czuć np. w fragmencie z Maz Kanatą, wizją Rey. Zamiast dać Rey więcej czasu na zapoznanie się z Mocą, to walnęli na "chybcika" scenkę z odnalezieniem miecza Anakina, nagle znikąd wyskakuje Maz i mówi moc w Tobie silna, musisz ją poczuć i takie tam, ok, możesz już iść" i tyle jeśli chodzi o robienie klimatu jak i samą postać Kanaty). Wspomnieć muszę też o śmierci Hana, którą to nikt się zbytnio nie przejął. Nawet Chewie w finale filmu nie wydawał się zbytnio podłamany faktem, że go już nie ma. To jakaś nowa moda chyba od czasów Jak Wytresować Smoka 2 :p

Wątek z bazą Starkiller -Jawna kpina z widza, serio. Nie chodzi nawet o to, że po raz trzeci (!) dali ten sam motyw (superbroń co niszczy planety) ale o to, że znowu prawie w ten sam sposób udało się ją zniszczyć i to jeszcze łatwiejszym sposobem niż DS 1.0 i 2.0. Ja sobie myślałem przed premierą "Przecież Abrams wydaje się tak świadom tych wszystkich grzeszków nowej jak i starej trylogii, nie odwali takiej chały. Jest nowa superbroń, ale na pewno podejdzie do tego tematu poważniej i inaczej". A dupa tam. Nawet nie musiał nikt planów tej bazy wykradać, tylko ktoś wskazał w jakie miejsce ma walić, wysłali paręnaście / parędziesiąt X-wingów, postrzelano trochę i gotowe, kabum. Widać chciano zachować motyw "Im większa i groźniejsza gwiazda śmierci, tym łatwiej ją rozwalić". Eeeech, szkoda gadać.

Wielu narzeka na "emowatego" Kylo Rena. Dla mnie okazał się fajną i ciekawą postacią właśnie przez te wybuchy złości, wątpliwości i kontrasty, więc to już kwestia dyskusyjna. Ale na pewno nikomu nie spodobało się to, z jaką łatwością Rey go pokonuje w finale. Okej, był ranny i zbyt pewny siebie, ale tak czy owak nie podoba mi się kierunek, w jakim poszli scenarzyści pozwalając Rey wygrać. I to, z jaką szybkością i łatwością opanowuje tajniki władania Mocą.

Plus ogólnie za dużo zapożyczeń z "Nowej Nadziei" i innych części sagi. Mnie osobiście raził tylko ten wątek z nową Gwiazdą Śmierci, ale rozumiem rozczarowanie innych.

Ciekawe co na to wszystko Abrams i Kasdan.

Pamiętam ile było jojczenia na ten temat wśród fanów. Nie na tym forum, ale w innych miejscach było o tym głośno
Ja pamiętam tylko narzekania trolli, którzy nawet nie potrafili powiedzieć dlaczego im się ten miecz nie podoba. "Bo tak" "Bo sobie ręce poucina, bo to niepraktyczne". Lol, miecz z jelcem niepraktyczny, i to jeszcze z wypustkami które chronią dłoń przed dodatkowymi promieniami. Ot, hejcenie czegoś nowego z zasady. Przecież miecz świetlny sam w sobie jest niepraktyczny i niebezpieczny -Założę się, że gdyby pierwsze GW wychodziły dzisiaj, to by się śmiano bez litości ze zwykłych lightsaberów z jednym ostrzem.
 
Last edited:
@adventus.991
IMHO owo "przeładowanie" akcją wynika nie tyle z jakiegoś konkretnego pomysłu Dżejdżeja, a z wycięcia sporej ilości scen. Obiła mi się o oczy (tu lub w newsach Bastionu) jego przedpremierowa wypowiedź o konieczności pozbycia się części materiału w celu zachowania tempa akcji. Stąd moim zdaniem problemy z nieukazaniem części relacji międzu postaciami czy choćby nagłym ucięciem wątku Phasmy. Wersja reżyserska mogłaby sporo wyjaśnić.
 
opinie w internecie są w większości dość chłodne

Przeglądamy inne internety. :D

Na IMDB (prawie 110 tys. głosów) 8.9, na filmwebie (ponad 14 tys. głosów) 8.2, rotten tomatoes audience score (ponad 120 tys. głosów) 93%.

Na forach, (a szczególnie w komentarzach pod serwisami) wypowiadają się głownie osoby rozczarowane. Choć generalnie zgodzę się, że ep. VII dużo się wybacza. JJ musiał zrobić film rezonujący z nowymi fanami (dla których będą to pierwsze Star Warsy), starymi fanami, dzieciakami, starszymi itd. Do tego musiał wprowadzić nowe postaci, które będą twarzami franczyzy w kolejnych latach, wyjaśnić losy starych (30 letnia dziura czasowa), a przy tym opowiedzieć trzymającą się kupy historię. Jak dla mnie poszło mu całkiem nieźle zważywszy na skalę przedsięwzięcia i ogrom oczekiwań, przy okazji udała mu się mała rewolucja w marketingu.

Tak czy inaczej Rian Johnson ma solidny fundament, na którym może budować przyszłość uniwersum. Z jednej strony ma "łatwiejsze" zadanie, z drugiej, jego film będzie ostrzej oceniany.
 
Jeszcze trzy rzeczy mi się przypomniały na chłodno:

1. Wątek Finna. Byłem przekonany, że będzie to ukazane w typowy sposób. W sensie, że on na początku nie przyznaje sie do bycia szturmowcem, później wychodzi to na jaw i Rey traci do niego zaufanie, później je odzyskuje. Motyw ograny w kinie do granic możliwości. Tutaj tego nie było, za to było jeszcze gorzej. Dameron od razu wielki przyjaciel, Han Solo z Rey wierzą kolesiowi na słowo. A jakby był szpiegiem? Dziwne, że ten First Order wcześniej nie wpadł na taki pomysł. Mogli podesłać jakiegos randomowego typa, niby nawróconego szturmowca, który strzeliłby Lei w papę przy pierwszej okazji. A i jeszcze jedno. Okazało się pod koniec, że Finn to woźny na tej nowej Gwieździe Śmierci. Więc jakim cudem brał udział w akcji wojskowej na Jakku? Co, mieli niedobór żołnierzy w danym momencie?

2. Nie dziwię się, że w trailerach nie pokazywano fabuły. Bo żadnej nowej fabuły tu nie ma. Jest chamska zżynka z Nowej Nadziei. Napalony byłem, że wymyślą cos nowego, nie chcą spoilerować itp. No i dupa zbita.

3. Nie mogę przeżyć tego, w jaki sposób potraktowano uniwersum w tej części. To tak jakby Powrót Jedi nie miał miejsca. Jaki jest sens istnienia ruchu oporu skoro istnieje Republika? Jak to się stało, że owa Republika spokojnie dała jakiemuś First Orderowi zbudować tego Starkillera? Sami wydali na siebie wyrok, całą Republikę zniszczono w minutę, zamieciono wątek pod dywan, tylko po to żeby znowu było złe Imperium i malutki Ruch Oporu. To ja już wolałem politykę w epizodach 1-3.

Przez pierwszą połowę filmu, aż do zniszczenia Republiki chyba nawet mało co mrugałem, tak mi sie ten film podobał. Już planowałem kiedy idę obejrzeć drugi raz w kinie. Dla mnie zawód na miarę ostatniej części Hobbita. Czekam w zasadzie teraz tylko na Rogue One - podejrzewam, że tam będzie więcej tego co w tej częsci było najlepsze, czyli walk myśliwców.
 
Last edited:
Odnośnie fabuły...
Oczywiście była w większości przewidywalna i w wielu aspektach stanowiła kopię Nowej Nadziei. Zdecydowanie najgorszym motywem był Starkiller i nawet nie chce mi się nad nim pastwić. Nie przeszkadzało mi za to to, że Rey w gruncie rzeczy pokonała Rena. Pomijając już fakt, że Ren był ranny, to Rey jest ewidentnie nowym Wybrańcem na miarę Skywalkerów, a Moc rządzi się swoimi prawami, gdzie emocje i siła charakteru mają spore znaczenie. Zatem akurat ten fragment łyknąłem bez problemu, mimo iż scena, w której Rey zamyka oczy i szuka w sobie Mocy, była dość kiczowata.

Zgadzam się z @lukszwed, że zbyt szybko zrzucili z siebie brzemię Powrotu Jedi. Ewidentnie twórcy chcieli szybko przejść do znanego scenariusza, w którym to Zło jest wszechpotężne, a Dobro musi walczyć o przetrwanie. The First Order to kalka Imperium, poza nazwą nie zmieniło się praktycznie nic i w gruncie rzeczy nie uzyskujemy wyjaśnienia, czemu są tak potężni. Upadek Republiki w ciągu kilku ekranowych minut również wypadł słabawo, zupełnie jakby scenarzysta chciał czym prędzej wymazać Republikę z mapy i mieć to z głowy. Generalnie jest tak, jakby od PJ minęło nie 30, a 100 czy 300 lat. Zamiast klimatu odradzającego się zła, od razu dostajemy walkę ruchu oporu z kolejnym imperium, a szkoda.
 
@Yngh
Odnoszę wrażenie, że brakuje jednego filmu (epizodu/spin-offu) umiejscowionego pomiędzy RotJ a TFA. Dotychczas takie luki uzupełniało EU, ale skoro teraz mają powstawać również spin-offowe filmy...
Chciałbym ujrzeć szkolenie nowych Jedi, powstanie First Orderu, przejście Bena na ciemną stronę.
 
Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku Epizodu 2 i Epizodu 3. Swoistym Epizodem 2,5 była Wojna Klonów.
 
Wszyscy (słusznie) wytykają głupotę faktu, że nieszkolona Rey z łatwością pokonuje Kylo, ale dla mnie jeszcze większą bzdurą jest fakt, że niewrażliwy na moc Finn zdołał Renowi dotrzymać pola, a nawet go zranić (!).

Przecież to jest czysty idiotyzm, scena nielogiczna do bólu, zrobiona tylko po to, żeby dać więcej machania mieczem.
Kylo powinien Finna zabić w sekundę, przecież był w stanie sparaliżować całe ciało Rey, czy zatrzymać promień blastera w locie.
Przedstawione to zostało tak, jakby trzymanie miecza świetlnego z automatu uodparniało trzymającego na działanie mocy.

@Nars: ciężko mi się zgodzić z Kylo jako "nową jakością" czarnego charakteru.
Przecież Ren to zwykły pozer i płaczliwy, niedojrzały dzieciak. Coś w rodzaju parodii Vadera. Postać może i ciekawa, ale kompletnie nie sprawdzająca się w roli antagonisty. Jego końcowy dialog z Hanem to była katorga, z zażenowania chciałem wyjść z kina.

Ogólnie jednak na filmie bawiłem się świetnie, choć zgadzam się z przedstawionymi tu już zarzutami względem fabuły i niektórych postaci (szczególnie Kylo). Byłoby dużo lepiej, gdyby nie wszechobnecny deus ex machina , czyli mówiąc inaczej, motywy wyjęte z d...
 
Nadszedł czas na parę zdań ode mnie :) Uwaga - spoilery, spoilery i jeszcze raz spoilery - jeżeli nie widziałeś filmu to nawet nie rozwijaj reszty!

Więc tak - moc się przebudziła! Muszę powiedzieć, że z seansu wyszłam naprawdę zadowolona. Oczywiście przed seansem ponad 20 minut reklam (z czego większość trailerów po prostu żenująca tak, że opada wszystko co opaść może - mam tu na myśli polskie filmy przede wszystkim), ale w końcu ten wyczekiwany moment nastąpił - znane napisy, znana muzyka, powiem wam, że na napisach początkowych wzruszyłam się potwornie. A potem cóż - akcja, akcja i jeszcze raz akcja, która pędzi jak szalona niemalże, ale no chcąc mieć chociaż odrobinę sensu i konkretnego wprowadzenia tylu nowych postaci i historii musieli tak zrobić.

Najpierw może plusy:
- przede wszystkim, czuć klimat starej trylogii - absolutnie nie jestem hejterką 'nowej' trylogii, oglądam te filmy naprawdę z wielką przyjemnością (poza pewnymi nielicznymi momentami), ale stara trylogia miała w sobie taką naturalność, przede wszystkim w warstwie scenografii - użycie prawdziwych plenerów, rekwizytów, choreografia walk, to wszystko naprawdę dużo zmienia w odbiorze, przynajmniej dla mnie
- nowe postaci - wszyscy bardzo dobrze zagrani, szczególnie Rey i Poe Dameron (tudzież Poe DAMNeron, mamy następcę młodego Hana Solo jeśli chodzi o czarujących panów na ekranie), ale Finn też zdecydowanie daje radę. Są wiarygodni, od samego początku dają się lubić, a przede wszystkim nie są kalkami starych postaci
- humor - w odpowiednich ilościach, nienachalny i autentycznie śmieszny, nie tam żadne Jar Jary włażące w łajno
- BB-8! Przeuroczy, przesłodki, przekochany, absolutnie cudowny, no chciałabym takiego do domu :3
- starzy przyjaciele powracają w świetnym stylu - Han bardzo Hanowaty, Leia mądra i dojrzała - relacja tej dwójki pokazana raczej dość gorzko, ale przez to bardziej realistycznie dla tych postaci, bo jakby nie patrzeć Han miał swoje za uszami i jakoś mnie specjalnie nie dziwi, mimo mojej wielkiej sympatii dla tej postaci, że w pewnym momencie nie wytrzymał presji i po prostu postanowił dosłownie zwiać od problemów. Chewie, C-3PO i R2D2 to klasa sama w sobie, tych postaci się po prostu nie da zepsuć.
- twist fabularny - wielki, wielki plus, że twórcom tak się udało zrobić widzów w bombę - mało tego, że cała promocja mocno kierowała nas na to, że to Rey będzie dzieckiem Hana i Lei, to jeszcze Finn kreowany był na głównego bohatera, obdarzonego Mocą - nawet na plakacie trzyma miecz świetlny, a Rey tylko swój kijaszek, a tu niespodzianka, bo się okazuje, że to Rey zostanie Jedi i bynajmniej nie jest z Hanem spokrewniona (bo czy z Leią to się jeszcze okaże)
- walka na miecze świetlne - ktoś tu pisał, że piorą się nimi jak cepami, a mi dużo bardziej podoba się walka tutaj, niż w epizodach I-III, owszem tam walka była bardzo widowiskowa i bardzo epicka, ale chwilami to skakanie zakrawało na absurd, tu myślę znajdą odpowiedni balans między starą, a nową trylogią
- bardzo ładne plenery i ujęcia - podejrzewam, że TIE fightery lecące na tle zachodzącego słońca trafią na niejeden plakat
- świetne x-wingi i pod względem designu, i walki, epicko i emocjonująco, ale bez przesadyzmu - to nastraja mnie mega optymistycznie na Rogue One
- Rey, której należy się osobny punkt - świetnie zagrana i super nowa role-model dla młodych dziewcząt - tak, tak, tak! Tylko muszą nieco uważać, żeby nie przegiąć z genialnością Rey - nikt nie lubi oglądać wiecznie idealnych Mary Sue. Do tego kobieta jako główna protagonistka i nareszcie jakaś 'główna' Jedi w filmach - yaaaaaaas!
- generał Hux - oprócz tego, że ma śmieszną czapkę to zastrzeżeń nie mam, przeciwnie, Hitler 2.0 wyszedł mu naprawdę bardzo przyzwoicie, scena z przemową, w trakcie której prawie się pluje i salutem od szturmowców może niektórych wkurzyć swoją oczywistością, ale mnie się podobało
- Kylo Ren - to będzie albo największa bomba, albo największa klapa tych filmów, wszystko zależy od tego jak zostanie poprowadzony. Tu oceniam go dobrze, na szczęście nikt nie próbował się bawić w robienie kalki Vadera, czy Maula. Ren (tudzież Ben ;)) to jeszcze nieukształtowana postać, ale z dużym potencjałem. Miałam duże wątpliwości czy Driver się sprawdzi pod względem fizycznym także, ale jestem miło zaskoczona - głęboki, niski głos połączony z oryginalną twarzą. Na plus również to, że widać (przynajmniej ja zauważyłam od razu) ewidentne podobieństwo do charakteryzacji i wyglądu Christensena z ep. III. Podoba mi się to, że Ren jest postacią niezdefiniowaną, miotającą się, że cierpi na skrzętnie ukrywany kompleks niższości (Ren w masce, a Ren bez maski to dwie zupełnie różne postaci), czyli coś zupełnie odwrotnego, niż reprezentował sobą przekonany o własnej zajebistości Anakin - czy pójdą tu w redemption arc, jak przy Vaderze, czy w drogę w ciemność bez powrotu, tego nie da się przewidzieć. Typowe dla Star Wars byłoby to pierwsze, ale ten motyw nieco się już przejadł i muszą wymyślić coś naprawdę świetnego tutaj, żeby można było to łyknąć. Bardzo natomiast podobał mi się pewien drobniutki szczegół - jak Kylo przed finałową walką bił się po ranie od kuszy aż krew pryskała. Nie wiem właściwie dlaczego, ale to jest właśnie to, co doskonale zapamiętałam. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy jego historii, natomiast trochę nie ogarniam krytyki, że emo, że za bardzo się rzuca - dla mnie to jest właśnie świetne odwzorowanie tego, co tak naprawdę dzieje się z osobą, która przechodzi na ciemną stronę, to wewnętrzne rozdarcie, wyparcie, totalne niezrównoważenie psychiczne, dla mnie to było naprawdę bardzo dobre.
- śmierć Hana Solo, którą niestety jakiś &*%!^%^ zaspoilerował mi na czacie w Star Wars: The Old Republic trzy godziny przed pójściem do kina, bo dosłownie na dwie minuty zapomniałam schować czat. Nie powiem, że tego nie przewidziałam - wiedziałam, że ktoś ze starej gwardii na pewno kopnie w kalendarz, a Han był najbardziej prawdopodobną opcją, ale i tak scena wywołała we mnie niemałe emocje, bo to jednak odejście legendy i dla mnie takie dość straszne - życzyłam sobie żeby Han, jedna z moich ukochanych postaci w uniwersum, odszedł z przytupem, jak bohater, z blasterem w ręce, poświęcając się dla kogoś (choćby umożliwiając ucieczkę Rey, Chewiemu i Finnowi), a nie zdradziecko zadźgany przez własnego syna, który go popisowo podszedł. Jeszcze brak ciała, brak pogrzebu - liczę na to, że będzie na to chwila w kolejnej części już po powrocie Luke'a, jakieś drobne memento, Han na to zasłużył. Nawet jak teraz o tym myślę to ściska mi się serducho, bo nie mogę uwierzyć, że tej postaci już po prostu nie ma. Jedyne co mnie pociesza to odwaga, którą na końcu ponownie wykazał się Solo - Ren go nie widział, mógł po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść z tego bunkra, wrócić do żony, do ukochanego statku, mógł nawet olać wszystko i założyć knajpę gdzieś na końcu galaktyki, wchodząc na most zapewne wiedział, że szanse na sukces są nikłe i najpewniej zginie, ale dla Lei i dla siebie podjął ostatnią, rozpaczliwą próbę odzyskania dziecka. Cholera, no smutno mi i tyle.

Jeśli chodzi o to, co mi się mniej podobało:
- brak nowych, wyrazistych motywów muzycznych np. dla Nowego Porządku. Ja rozumiem, że stworzyć coś na miarę Marszu Imperialnego, czy The Force Theme nie jest łatwo, ale naprawdę powinni nad tym przysiąść, bo z całego filmu zapadł mi w pamięć JEDEN, dosłownie JEDEN motyw muzyczny, a jak na Star Wars to zdecydowanie za mało
- Snoke - i animacja i pomysł na postać. Właściwie nie wiadomo skąd, po co, na co, nagle się pojawia jakiś dziwny koleś z dziwną twarzą i robi z siebie wielkiego, groźnego villaina och i ach. Tu mogło być dużo ciekawiej
- mało kapitan Phasmy - uwielbiam Gwendoline, pomysł na PANIĄ kapitan szturmowców dla mnie kapitalny, design super, ale dla mnie było jej śmiesznie mało, czekam na jej większy czas antenowy w kolejnych częściach
- fabuła jest kalką z Nowej Nadziei, nie dyskwalifikuje to filmu w mojej opinii, ale bazę Starkiller to mogli sobie odpuścić - wystarczyłoby po prostu ratowanie Rey z pomocą eskadry X-wingów. Niemniej to twórcom wybaczam, myślę że chcieli po prostu pójść w bezpieczny schemat, taki pewnik, który spodoba się ludziom, żeby przekonać ich do nowych filmów. Jeżeli tylko nie będą tak ordynarnie kalkować w kolejnych częściach to naprawdę nie będę się czepiać tego zabiegu tutaj.

Ogólnie jestem naprawdę mega zadowolona i chciałoby się więcej :) Jak tylko będzie to przynajmniej tak dobre jakościowo to mogą te filmy i do 2050 roku robić, nie mam nic przeciwko.

---------- Zaktualizowano 12:51 ----------

Wszyscy (słusznie) wytykają głupotę faktu, że nieszkolona Rey z łatwością pokonuje Kylo, ale dla mnie jeszcze większą bzdurą jest fakt, że niewrażliwy na moc Finn zdołał Renowi dotrzymać pola, a nawet go zranić (!).

Przecież to jest czysty idiotyzm, scena nielogiczna do bólu, zrobiona tylko po to, żeby dać więcej machania mieczem.
Kylo powinien Finna zabić w sekundę, przecież był w stanie sparaliżować całe ciało Rey, czy zatrzymać promień blastera w locie.
Przedstawione to zostało tak, jakby trzymanie miecza świetlnego z automatu uodparniało trzymającego na działanie mocy.

A ja się nie zgadzam tak do końca z tą krytyką - pomijam fakt, że Ren był tylko i wyłącznie ADEPTEM i to raczej specjalizującym się w użyciu Mocy, niż w szermierce, ale przecież gość był totalnie rozchwiany i osłabiony - przed chwilą zabił ojca, miał na boku wielgachną ranę z kuszy, która rzucała ludźmi o ściany, a Finn przeżył tą walkę z nim ledwo ledwo. Miecza wcale nie używał jakoś specjalnie dobrze, na moje to po prostu szturmowcy mieli przeszkolenie z użycia vibroswordów/vibroblade/vibrostaff/coś takiego (w SWTORze to występuje, tak bym też zapewne określiła to, czym zaatakował Finna kolega szturmowiec, generalnie jest to vibro-coś bez wątpienia) i jakoś sobie poradził, ale po prawdzie to jeszcze chwila i by zszedł. Natomiast Rey była po prostu utalentowana bardziej od Rena, choć też udało jej się wygrać, bo ewidentnie pomogła sobie gniewem (co dość pokrętnie może rokować na przyszłość), no i jednak z natury wychodzi, że jest bardziej utalentowana, a gość, jak powiedziałam, ledwo na nogach stał.
 
Last edited:
@Chodak

Walka Finna z Renem nie byłą znowu aż tak głupia. Nie trzeba być wrażliwym na moc, by umieć wywijać mieczem. Poza tym nie wiemy, w czym był szkolony Finn (może też go uczono jak walczyć wręcz albo z wykorzystaniem tych "pałek"). Ren był ranny, więc tylko dlatego Finnowi udało się go lekko ranić, ale poza tym Finn był w ciągłej defensywie i padł błyskawicznie. Dla mnie może być.

Ciekawe kiedy zaczną ujawniać pierwsze materiały z epizodu VIII. I kiedy zdradzą tytuł. Trochę dziwne będzie to, że za równy rok wychodzi Rogue One, a kolejne Gwiezdne Wojny pojawią się już w 6 miesięcy później. Chyba nie będą promować obu filmów naraz, więc chyba pierwszy teaser zobaczymy przed seansem RO.

A się nie mogę doczekać.


Tataaa taaa tatatataaaaaaaaaaa
 
Nie wytrzymałem, poszedłem dzisiaj raz jeszcze. I znowu to samo. Pierwsza godzina - wytrzeszcz oczu, później facepalm na twarzy aż do końca. Ostatecznie wystawiam ocenę 6/10. Bo mimo wszystkich wad film jest naprawdę fajnie nakręcony i ogląda się go z przyjemnością. Sam się sobie dziwię, targają mną sprzeczności jak
Kylo Renem :p
Jeszcze co do fabuły:
z ludźmi dającymi 10/10 (nie mam tu na myśli użytkowników tego forum - mówię ogólnie) i twierdzącymi, że ta zrzynka z fabuły epizodu czwartego to ukłon w stronę fanów i ciekawy "smaczek" nie mogę się w żadnym razie zgodzić. Ukłonem w stronę fanów to jest genarał ryba, nowa scena w kantynie itp. a nie odtwarzanie całej linii fabularnej. Rozumiem, że jakby wymyślono coś nowego i świeżego to pojawiłyby sie opinie, że to nie Gwiezdne Wojny. Ale przypomnijmy sobie taką "gierkę" - KOTOR :p Umiejscowiona w czasie odległym, jeśli chodzi o historię z oryginalną trylogią nie ma wspólnego praktycznie nic - a chyba nikt nie powie, że nie ma w niej ducha Star Wars. Czegoś takiego oczekiwałem po tym filmie i stąd moje rozczarowanie.
 
Chyba nie będą promować obu filmów naraz, więc chyba pierwszy teaser zobaczymy przed seansem RO.

Zdjęcia rozpoczynają się na początku 2016, więc zapewne wtedy zaczną spływać jakieś informacje (lokacje, obsada itd.). Watpię też , żeby poziom "zabezpieczeń" był równie wysoki co w przypadku ep VII.

Zresztą już teraz internet tonie w spekulacjach...

Ludzie zdają się być zgodni, że przebudzenie Mocy, podtytuł siódmego epizodu tak naprawdę dotyczy przebudzenia się Rey. Połączenie Rey z mocą "zasnęło", gdy została zostawiona na Jakku i "przebudziło się" w ep VII.

Oficjalna nowelizacja filmu ma kilka dodatkowych scen i dialogów. Między innymi jest mocno zasugerowane, że Kylo i Snoke znali Rey jeszcze przed wydarzeniami z filmu. Wpisuje się to ładnie w teorie, że Rey za dziecka była jednym z dzieci trenowanych przez Luke'a i że została ukryta przed Kylo i Snoke'iem na Jakku. Co wyjaśniałoby jej instynktowne używanie sztuczek Jedi po "przebudzeniu".

Względem pochodzenia Rey, to aktualnie są dwie popularne teorie:

  • Córka Luke'a:

    Pro:
    • Kiedy Kylo sonduje jej umysł, wspomina o morzu i wyspie (co pokrywa się z miejscem pobytu Luke'a).
    • Jest bardzo silna
    • Miecz Luke'a/Anakina wywołał u niej wizję
    • Pełna emocji twarz Skywalkera w ostatniej scenie filmu
    • Wypowiedzi Kennedy, że Star Wars, to opowieść o rodzinie
    Przeciw:
    • Zarówno Leia jak i Han nie rozpoznają Rey. Żeby nasza bohaterka mogła być córką Luke'a, ten musiałby ukryć fakt jej narodzin przed siostrą i szwagrem i jednocześnie szkolić ją w czasie gdy szkolił Bena. Całość nie trzyma się kupy.
    • W filmie nie ma wzmianki o kochance/żonie/partnerce Luke'a, w wizji słychać głos matki Rey, co oznacza, że musiała żyć gdy ta miała ~ 5 lat.
    • JJ uwielbia zaskakiwać (patrz, trailery i plakat, które promowały Finna jako Jedi), a Rey będąca córką Luka, to jedna z pierwszych, oczywistych konkluzji.
  • Wnuczka Kenobiego:

    Pro:
    • W filmie mamy już jednego potwierdzonego potomka Skywalkerów -> Kylo.
    • W wizji Rey słyszymy Obi - Wana (McGregora) wypowiadającego imię "Rey", jest też nawiązanie do sali, w której Kenobi pojedynkował się z Maulem.
    • "Otwarcie uniwersum", stworzenie głównego, wrażliwego na moc bohatera, niezwiązanego z linią Skywalkerów, zwiększyłaby możliwości narracyjne i odeszłaby od konceptu, że jedna rodzina "wybrańców" regularnie decyduje o losach galaktyki.
    • W wojnach klonów zostało pokazane, że Obi raz niemal odszedł z zakonu dla kobiety.

    Przeciw:
    • Jest to dość mglista argumentacja, generalnie rzecz broniąc



 
Last edited:
@Nars
Co do głosów w wizji:
"Rey" akurat wypowiedział nie Ewan, a... Alec Guinness. Dzwiękowcy wycięli kawałek z nowonadziejowego "afraid".
Source
 
@Nars

podtytuł siódmego epizodu tak naprawdę dotyczy przebudzenia się Rey
A o co innego mogło chodzić? :p Już w pierwszym teaserze jest dialog Snoke'a "Coś się przebudziło. Poczułeś to?" co raczej jednoznacznie wskazuje na to, że w kimś obudziła się moc i silnie nią emanuje.

[*]Pełna emocji twarz Skywalkera w ostatniej scenie filmu
Mi się wydawało, że jego mina wyraża "Kim Ty do cholery jesteś i co robisz w mojej kryjówce?" :D

[*]Zarówno Leia jak i Han nie rozpoznają Rey. Żeby nasza bohaterka mogła być córką Luke'a, ten musiałby ukryć fakt jej narodzin przed siostrą i szwagrem i jednocześnie szkolić ją w czasie gdy szkolił Bena. Całość nie trzyma się kupy.
Ale czemu mieliby ją rozpoznawać? Była małym dzieckiem, kiedy ukryto ją na Jakku. A imię "Rey" mogła nadać sobie sama albo ktoś z Jakku, bo oryginalnego nie pamiętała (jak i całego swojego dzieciństwa -Wiedziała tylko, że ktoś ją tam zostawił i całe życie czekała, aż po nią wróci).

No i skąd ta pewność, że Rey była szkolona? Mogła być córką Luke'a, ale np. nie zdążył jej czegokolwiek przekazać bo była jeszcze zbyt małym dzieckiem.

[*]W filmie nie ma wzmianki o kochance/żonie/partnerce Luke'a, w wizji słychać głos matki Rey, co oznacza, że musiała żyć gdy ta miała ~ 5 lat.
Właściwie to nie było żadnej okazji. Zwłaszcza, jeśli partnerka Luke'a nie żyje (a tak zakładam).

[*]JJ uwielbia zaskakiwać (patrz, trailery i plakat, które promowały Finna jako Jedi), a Rey będąca córką Luka, to jedna z pierwszych, oczywistych konkluzji.
To już nie wina Abramsa, a ludzi, którzy lubią sobie sami wmawiać różne rzeczy bez sprawdzenia nawet fabuły filmu. Dla tych, którzy czytali wywiady oraz śledzili materiały promocyjne filmu było oczywistym, że Finn weźmie ten miecz tylko dlatego, że np. akurat nic innego nie będzie miał pod ręką. Rey mimo iż na żadnym materiale nie była pokazana z mieczem, to było jasne, że to ona jest "najgłówniejszą" bohaterką i to w niej moc się przebudzi.

A najpopularniejsza teoria była taka, że Rey to córka Hana i Lei :p

[*]Wnuczka Kenobiego:

Pro:

  • W filmie mamy już jednego potwierdzonego potomka Skywalkerów -> Kylo.
  • W wizji Rey słyszymy Obi - Wana (McGregora) wypowiadającego imię "Rey", jest też nawiązanie do sali, w której Kenobi pojedynkował się z Maulem.

  • Niczego z tych rzeczy nie zauważyłem / nie pamiętam, będę musiał jeszcze raz obejrzeć tę scenę.
 
Top Bottom