Też byłem dzisiaj w kinie. Czekałem na ten film jak na zbawienie i poniżej moje wrażenie. Niestety w znaczej mierze ZŁE.
W kinie byłem jako opiekun z klasą gimnazjalną, która pierwsze części SW obejrzała stosunkowo niedawno (niektórzy wcale). Mogę więc powiedzieć, że im się podobało i dla nich zostało to stworzone. Z całą pewnością nie dla mnie. Owszem były emocje, przy tekście na początku, przy Falconie itp. Im dalej jednak tym entuzjazm opadał. Ośmiele sie stwierdzić, że ekranizacja serii Thrawna byłaby znacznie lepszym pomysłem niż to "coś" co nam zaserwowano.
Od razu zaznaczam, że oceniam film holistycznie, nie jako część cyklu czy jako "o jezu gwiezdne wojny 10/10". NIE. Sentyment nie bierze tutaj góry.
Najpierw co było dobre:
- nowy droid - świetny
- sekwencje walki X wingów, Tie fighterów, Falcona, również walki na ziemi z udziałem szturmowców i "rebeliantów" - świetne
- walka na miecze - genialna (jeśli chodzi o technikę, a nie sens czyt. nigdy-nieszkolona-super-Jedi-Rey - irytowało mnie to tańczenie i salta w poprzednich częściach)
- miecz Kylo Rena - jest świetny, strasznie mi się podoba pomysł (zjedzcie mnie)
- Jakku i scenieria rozbitych niszczycieli
- humor lepszy niż w częściach 1-3
A teraz wady:
- fabuła po chamsku ZERŻNIĘTA (nie wzorowana), na oryginalnej trylogii
- Finn, którego rola sprowadzała się do dyszenia i stękania, kompletnie antycharyzmatyczna postać, nie czuć chemi między postaciami (porównajcie relacje Han - Leia - Luke z oryginału)
- Han Solo i Leia, brak ikry sprzed lat, próbowano to ukazać, lecz nieudolnie (postać Hana szczególnie mnie zawiodła, dużo sobie obiecywałem, ale postać ma mało wspólnego z pierwowzorem)
- fabuła poprowadzona zbyt szybo i tym samym BRAK CZASU na poznanie postaci (chyba największa wada, ale obecna przy wielu innych współczesnych produkcjach)
- cały film został potraktowany jako wstęp do tzw. nowej franczyzy czyt. maszynki do robienia pieniędzy o nazwie Gwiezdne Wojny
- scena z knajpy Maz Kanaty (czy jak jej tam było) - słaba kopia oryginalnej sceny z kantyny Mos Eisley
- Snoke - jakiś żart (jedynie głos odpowiedni)
- Phasma - tyle się mówiło o tej postaci - kolejny żart i nie obchodzą mnie tłumaczenia, że "będzie rozwinięta później"
- Poe Damron - co ta postać ma do zaoferowania poza byciem "super pilotem" i "totalnie niespodziewanym zmartwychwstaniem"?
- Rey, która bez jakiegokolwiek szkolenia bądź wytłumaczenia ( u Anakina były przynajmniej nieszczęsne midihloriany), włada mocą niemal profesjonalnie
- Kylo Ren, największa wada. Ja rozumiem, że chciano zerwać z kanonem (dlaczego akurat w tym miejscu skoro w reszcie kopiowano oryginał?), ale koleś jest totalnym kiepiszczem. Jeszcze póki ma maskę to jak cię mogę, ale po zdjęciu - co to za wymocz? W oryginalnej trylogii jak wchodził Vader to respekt wylewał się z ekranu. Żadna Moc nie zmusi mnie do jakiegokolwiek szacunku względem kolesia z dziewiczym wąsem. Dla mnie jest to Anakin - Christensen 2.0.
- dialogi - wcale nie takie lepsze, od besztanej non stop "nowej trylogii" - Kylo wprost mówiący, że oooooo jestem rozdarty, sranie w banie, można to było pokazać subtelniej
- ogólnie cała ta historia, że Kylo jest synem Lei i Hana - dlaczego on właściwie ojca do tego stopnia nienawidzi, że chce go zabić? Ja tego nie widzę. Może się czepiam, ale totalnie nie rozumiem. Co mu takiego Han Solo zrobił? Scena śmierci natomiast wprowadzona na siłę, tani chwyt, byle był zwrot akcji (spowodowany również tym, że Ford nie chciał już więcej grać tej postaci)
- uniwersum. Rozmumiem, że cały sukces w Powrocie Jedi, zniszczenie Imperium oraz zwycięstwo Rebelii zaowocowało tym, że Rebelia zmieniła nazwę na Resistance, a Imperium na New Order? Warto było.
- Luke Skywalker - nie wiem czy wada czy zaleta, że w tym badziewiu nie brał udziału za wiele. Może Hamill i postać przez niego grana sprawi, że Star Warsy się odrodzą. Bo na pewno nie zrobi tego Rey. Na razie niestety uważam tą część za gorszą od Zemsty Sithów... Tam przeżywałem autentyczne emocje, tutaj w nielicznych momentach ( pierwsze pojawienie się starych bohaterów i walki oraz pościgi myśliwców). Jest to moje zdanie i rozumiem jeśli ktoś się nie zgodzi.
Najpierw co było dobre:
- nowy droid - świetny
- sekwencje walki X wingów, Tie fighterów, Falcona, również walki na ziemi z udziałem szturmowców i "rebeliantów" - świetne
- walka na miecze - genialna (jeśli chodzi o technikę, a nie sens czyt. nigdy-nieszkolona-super-Jedi-Rey - irytowało mnie to tańczenie i salta w poprzednich częściach)
- miecz Kylo Rena - jest świetny, strasznie mi się podoba pomysł (zjedzcie mnie)
- Jakku i scenieria rozbitych niszczycieli
- humor lepszy niż w częściach 1-3
A teraz wady:
- fabuła po chamsku ZERŻNIĘTA (nie wzorowana), na oryginalnej trylogii
- Finn, którego rola sprowadzała się do dyszenia i stękania, kompletnie antycharyzmatyczna postać, nie czuć chemi między postaciami (porównajcie relacje Han - Leia - Luke z oryginału)
- Han Solo i Leia, brak ikry sprzed lat, próbowano to ukazać, lecz nieudolnie (postać Hana szczególnie mnie zawiodła, dużo sobie obiecywałem, ale postać ma mało wspólnego z pierwowzorem)
- fabuła poprowadzona zbyt szybo i tym samym BRAK CZASU na poznanie postaci (chyba największa wada, ale obecna przy wielu innych współczesnych produkcjach)
- cały film został potraktowany jako wstęp do tzw. nowej franczyzy czyt. maszynki do robienia pieniędzy o nazwie Gwiezdne Wojny
- scena z knajpy Maz Kanaty (czy jak jej tam było) - słaba kopia oryginalnej sceny z kantyny Mos Eisley
- Snoke - jakiś żart (jedynie głos odpowiedni)
- Phasma - tyle się mówiło o tej postaci - kolejny żart i nie obchodzą mnie tłumaczenia, że "będzie rozwinięta później"
- Poe Damron - co ta postać ma do zaoferowania poza byciem "super pilotem" i "totalnie niespodziewanym zmartwychwstaniem"?
- Rey, która bez jakiegokolwiek szkolenia bądź wytłumaczenia ( u Anakina były przynajmniej nieszczęsne midihloriany), włada mocą niemal profesjonalnie
- Kylo Ren, największa wada. Ja rozumiem, że chciano zerwać z kanonem (dlaczego akurat w tym miejscu skoro w reszcie kopiowano oryginał?), ale koleś jest totalnym kiepiszczem. Jeszcze póki ma maskę to jak cię mogę, ale po zdjęciu - co to za wymocz? W oryginalnej trylogii jak wchodził Vader to respekt wylewał się z ekranu. Żadna Moc nie zmusi mnie do jakiegokolwiek szacunku względem kolesia z dziewiczym wąsem. Dla mnie jest to Anakin - Christensen 2.0.
- dialogi - wcale nie takie lepsze, od besztanej non stop "nowej trylogii" - Kylo wprost mówiący, że oooooo jestem rozdarty, sranie w banie, można to było pokazać subtelniej
- ogólnie cała ta historia, że Kylo jest synem Lei i Hana - dlaczego on właściwie ojca do tego stopnia nienawidzi, że chce go zabić? Ja tego nie widzę. Może się czepiam, ale totalnie nie rozumiem. Co mu takiego Han Solo zrobił? Scena śmierci natomiast wprowadzona na siłę, tani chwyt, byle był zwrot akcji (spowodowany również tym, że Ford nie chciał już więcej grać tej postaci)
- uniwersum. Rozmumiem, że cały sukces w Powrocie Jedi, zniszczenie Imperium oraz zwycięstwo Rebelii zaowocowało tym, że Rebelia zmieniła nazwę na Resistance, a Imperium na New Order? Warto było.
- Luke Skywalker - nie wiem czy wada czy zaleta, że w tym badziewiu nie brał udziału za wiele. Może Hamill i postać przez niego grana sprawi, że Star Warsy się odrodzą. Bo na pewno nie zrobi tego Rey. Na razie niestety uważam tą część za gorszą od Zemsty Sithów... Tam przeżywałem autentyczne emocje, tutaj w nielicznych momentach ( pierwsze pojawienie się starych bohaterów i walki oraz pościgi myśliwców). Jest to moje zdanie i rozumiem jeśli ktoś się nie zgodzi.
W kinie byłem jako opiekun z klasą gimnazjalną, która pierwsze części SW obejrzała stosunkowo niedawno (niektórzy wcale). Mogę więc powiedzieć, że im się podobało i dla nich zostało to stworzone. Z całą pewnością nie dla mnie. Owszem były emocje, przy tekście na początku, przy Falconie itp. Im dalej jednak tym entuzjazm opadał. Ośmiele sie stwierdzić, że ekranizacja serii Thrawna byłaby znacznie lepszym pomysłem niż to "coś" co nam zaserwowano.


