W kinie byłem, film widziałem i jestem rozczarowany.
Fanem serii nie byłem, nie jestem i - biorąc pod uwagę kierunek, jaki obierze ekipa przy produkcji kolejnych części - raczej nie zostanę.
Głównie dlatego, że film jest skrojony na modłę chyba wszystkich stosunkowo nowych, hollywoodzkich blockbusterów - czyli do bólu uproszczony, często nielogiczny, czasami nawet głupi, ale przeładowany efektami specjalnymi i wybuchami w stopniu, w którym nawet 10 sekundowy dialog jest wytchnieniem.
Jako ktoś, kto nigdy Star Warsami nie był zafascynowany - nie mogłem polegać na sentymencie.
Wiele jestem w stanie przeboleć, w końcu to jest głównie bajka dla dzieci (średnio rozgarniętych) i moja frustracja wynika z wiedzy, że da się film tego typu zrobić lepiej, bez stawiania wyzwań przed logicznym myśleniem widza. Zamiast tego mam wrażenie, że te produkcje są coraz głupsze.
Coraz więcej tu skrótów i umowności, które kłócą się z wiarygodnym przedstawieniem bohaterów i wydarzeń.
Relacja Poe-Finn to jakiś żart był. Już pomijam fakt, że wartościowy dla Rebeliantów żołnierz i pilot nie waha się nawet chwili zaufać komuś, kto chwilę przedtem służył w obozie wroga - taka konwencja, just roll with it. Ale ich jedyna interakcja odbyła się w trakcie ucieczki, która trwała może 15 minut, a kiedy spotykają się kolejny raz zachowują się jak najlepsi przyjaciele, jakby się znali od wielu lat. WTF?
To samo tyczy się stosunków Finna względem głównej bohaterki - Rey, gdzie też to wszystko było mega przyspieszone, zero w tej relacji głębi, za dużo wymuszonego i nachalnego patosu, który ma jasno wskazać widzowi "Patrz! Przyjaźnią się!".
Przy dialogu Hana i Lei o Kylo Renie czułem się zażenowany. Miałem zresztą wrażenie, że aktorzy również.
Względem samej osi fabularnej też się twórcy nie popisali.
Może brakuje mi wglądu w "kanon" i w wydarzenia, które miały miejsce pomiędzy filmami, jeżeli tak, to niech mnie ktoś oświeci. Tymczasem:
Przy Gwieździe Śmierci wielkości planety (sic!), która może zniszczyć siedem innych planet na raz (sic!), w której konstrukcji nikt nie przeszkodził (sic!), i która ostatecznie została zniszczona przez oddział 40 X-wingów załamałem ręce i stwierdziłem, że za stary chyba na to jestem.
I na koniec - samo starcie Kylo Ren'a z Rey. Bogowie.
Dziewczyna, która pierwszy raz trzyma w ręku miecz świetlny i dopiero uczy się korzystać z Mocy kosi jak chce gościa, który uczył się tego X-lat i jest ponoć mocno utalentowany. Nie dostrzegłem, kiedy konwencja w filmie zmieniła się na anime typu shounen - ale kiedy Rey zamknęła oczy w reakcji na słowo "force" i nagle dostała power-upa pojawił się na mojej twarzy uśmiech politowania.
Żeby nie było, że nic mi się nie podobało.
Aktorsko film przez większość czasu dawał radę. Podobał mi się (mocno na starość zmanierowany) Harrison Ford, podobał mi się John Boyega (jego postać zresztą też) - szczególnie w kontekście wszechobecnych w sieci zarzutów, że ma bardzo uliczną i pospolitą urodę (cokolwiek to znaczy) i nie nadaje się przez nią do filmów bardzo mnie fakt tego, że dał radę cieszy - podobał mi się comic relief, jaki zapewniał BB-8, i podobała mi się Daisy Ridley, bardzo urocza dziewczyna, która zdecydowanie dźwignie resztę tych filmów.
Zawiódł mnie trochę Adam Driver, za gładki się w tym filmie wydawał, jego postać też średnio do mnie przemawia, miał być ciekawy czarny charakter, a wyszedł rozdarty wewnętrznym konfliktem chłopczyk.
Tak se było, no. Ogólnoświatowy zachwyt nad tym filmem ma miejsce, bo Star Wars. I już.
Z Jurassic World było dokładnie to samo, na szczęście w przypadku Przebudzenia poziom nie był aż tak żenujący.
ED: Dodam jeszcze, że wizualnie ciężko mieć do filmu zastrzeżenia.
Bardzo mi się podobał krajobraz Jakku, pustynne klimaty i monumentalne wraki statków zrobiły klimat.
To samo z bazą Starkiller (scena przemowy jak z obrazka), i samą akcją w lesie pokazywaną już na trailerach - czyli zimowe klimaty w kontraście z jarzącymi się mieczami też robiły.
Ja akurat fanem serii jestem odkąd pamiętam, łącznie z całym Expanded Universe, który ostatnio poszedł do kosza. Ale mimo to odczucia mam praktycznie identyczne, zatem dzięki - nie muszę pisać swojej opinii
Tylko kilka drobnych uwag:
Klimat (w większości) i kwestie, nazwijmy to, wizualne - rewelacja. Sceny z wrakami znanych pojazdów, przeloty X-Wingów czy Sokoła - zdecydowanie najlepsze momenty filmu. Do tego sporo odniesień do Nowej Nadziei - super. Natomiast cała (praktycznie) reszta - bardzo, ale to bardzo średnio. Naiwna, płytka fabuła zrzynająca ile wlezie z IV części, tragiczni "główni źli", groteskowe niekiedy relacje między głównymi bohaterami - tego wybaczyć się nie da. Ja wiem, że to tylko pierwszy film, ale choćby pod względem całej historii większość książek z EU bije go na głowę.


