Jeśli chodzi o śmierć Solo, to w pewien sposób była do przewidzenia. Pojawili się nowi bohaterowie, którzy mają predyspozycje do pilotowania Sokoła, a Ford miał możliwość odejścia w dobrym stylu.
OK. takie podejście może trochę trąci technokracją. Oczywiście też uważam, że śmiało mógł grać jeszcze przez kolejne dwie części, lub więcej. Znalazłoby się dla niego miejsce i to wcale nie jako płaskorzeźba zamrożonej w karbonie postaci ustawionej pod ścianą jakiegoś badass'a. Solo postanowił jednak postawić wszystko na szali, zawsze taki był, za to był lubiany. A Snoke za mocno namieszał w głowie Kylo.
Kylo tak samo jak Vader, na ciemną stronę mocy został zwiedziony przekonaniem o jej potędze, tym co uznał za prawdziwe na temat Vadera. Można zauważyć, że charaktery obu postaci były do siebie zbliżone. Także powiedzenie: "co w rodzinie, to nie zginie" - nabiera głębszego wymiaru przy SW7

Kylo dał się wplątać mocno w sieci zapuszczone przez Snoka i tu dochodzimy do punktu, w którym moim zdaniem, nie dało się wyjść z sytuacji bez śmierci, a przynajmniej Kylo nie widział innej możliwości.
Na moje, jeszcze przejdzie na jasną stronę mocy, ale to znowu będzie pod koniec żywota, jak przy Vaderze. Kiedy w końcu zrozumie, że nie jest w stanie więcej zyskać, że Snoke go wykorzystuje a i podejrzewam, że matczyna miłość będzie mogła odegrać przy tym wszystkim sporą rolę, ale zobaczymy...