Przeczytałem książkę Phasma i stwierdzam, że tak niewykorzystanej postaci w filmach jeszcze nie było

Boba Fett się chowa, on przynajmniej złapał Hana Solo (w TLJ Finna, Rose i DJa złapał zamiast Phasmy BB-9E). Książka jest super, czasem czuć bardzo mocno klimat Mad Maxa. Phasma jest postacią z krwi i kości, ciekawa, intrygująca, bardzo silna, zdeterminowana, czuć jej pewne kroki na każdej stronie powieści (chociaż jedyny rozdział z jej perspektywy to ostatni). Powiedzmy, że to co wynika z książki o Phasmie jakoś zgadza się z jej wersją w TFA, jednakże ta z książki raczej nie dałaby się złapać jak idiotka Rebeliantowi zza węgła. Natomiast TLJ... dużo lepiej postać oddaje wycięta scena i zastanawia mnie czy autorka nie pisała książki mając przekonanie, że właśnie taka wersja sceny pojawia się w filmie, bo ładnie się to splata. No ale znokautowana przez Finna... to już się zupełnie nie klei. Na ekranie cały czas jest lamusem, w komiksach i w książce jest ultra super cool. Szkoda, że wyleciała ta scena, gdzie zabija czterech szturmowców, bo miałaby moment badass plus świetnie by to do niej pasowało, jak ktoś przeczyta to zrozumie

Jedna z lepszych pozycji nowego kanonu, to na pewno. Zaskoczyła mnie, bo filmy mnie do postaci nie przekonały, a teraz jestem otwarty na wszelkie historie z Phasmą. Polecam. Komiks z nią też, chociaż nie jest już taki dobry i tylko po angielsku.