Jakby tak nie kombinowali to mieliby już cztery albo i pięć gier z uniwersum (licząc oba Battlefronty). Niektóre mogłyby być nastawione na rozgrywkę sieciową, inne na rozgrywkę solową i każdy byłby zadowolony.
W ogóle podejście tego typa, które zakłada, że tylko gry sieciowe nastawione na mikropłatności są wstanie zarabiać kokosy jest absurdalne. Niemal wszystkie tytuły ekskluzywne od Sony są pozbawione jakichkolwiek elementów sieciowych (a w tych które takie są i tak kampania jest daniem głównym) i mimo obecności tylko na jednej platformie w zasadzie każdy tytuł jest sukcesem zarówno sprzedażowym jak i krytycznym.
Do tego mamy też inne firmy, choćby Bethesdę, która to wydała w ostatnim czasie takie gry jak Doom, Quake, Dishonored, Wolfenstein, a wkrótce Rage. Z nich wszystkich tylko Quake jest nastawiony tylko na rozgrywkę w sieci (i jest przy tym darmowy), a tryb multi w Doomie jest tylko dodatkiem do kampanii. Każda z tych gier była hitem (no, Rage 2 jeszcze nie wyszedł, ale zapowiada się dobrze) i miała dobre oceny, wszyscy wyglądają już kontynuacji.
Nawet Ubisoft potrafi znaleźć balans między grami-usługami, a doświadczeniem dla pojedynczego gracza. Z jednej strony mamy gry pokroju Division czy Wildlands, a z drugiej Assassin's Creed czy Far Cry. Jasne, przeginają trochę z mikropłatnościami nawet w grach solowych, ale jak najbardziej da się w nie grać bez sięgania po portfel i dobrze się bawić. Dla każdego coś miłego.
Jeszcze inaczej do tematu podchodzi Rockstar. Ich dwa ostatnie hity czyli Grand Theft Auto V i Red Dead Redemption II posiadają zarówno soczystą kampanię fabularną dla pojedynczego gracza jak i rozbudowany tryb sieciowy pozwalający na dodatkowy zarobek. Wszyscy są zadowoleni, a obie gry to jedne z najlepiej ocenianych i najlepiej zarabiających gier w historii.
Electronic Arts woli natomiast wydawać gry za pełną cenę z modelem biznesowym na poziomie darmowych gier mobilnych. Zajechali w ten sposób już niejedno studio, którego byli właścicielem (m. in. Westwood czy Visceral), a w kolejce do odstrzału czeka już Bioware. Kiedyś ikona będąca wzorem dla innych twórców, a dzisiaj pośmiewisko branży.
Tęsknię za dawnymi czasami kiedy gry z uniwersum robiło bądź wydawało Lucasarts. Ich jakość bywała różna, ale robili te gry regularnie więc było w czym wybierać, bo i różnych gatunków próbowali: akcja, przygoda, strategia, RPG, symulatory, wyścigi, a nawet bijatyki.
Teraz nie ma nic.
W ogóle podejście tego typa, które zakłada, że tylko gry sieciowe nastawione na mikropłatności są wstanie zarabiać kokosy jest absurdalne. Niemal wszystkie tytuły ekskluzywne od Sony są pozbawione jakichkolwiek elementów sieciowych (a w tych które takie są i tak kampania jest daniem głównym) i mimo obecności tylko na jednej platformie w zasadzie każdy tytuł jest sukcesem zarówno sprzedażowym jak i krytycznym.
Do tego mamy też inne firmy, choćby Bethesdę, która to wydała w ostatnim czasie takie gry jak Doom, Quake, Dishonored, Wolfenstein, a wkrótce Rage. Z nich wszystkich tylko Quake jest nastawiony tylko na rozgrywkę w sieci (i jest przy tym darmowy), a tryb multi w Doomie jest tylko dodatkiem do kampanii. Każda z tych gier była hitem (no, Rage 2 jeszcze nie wyszedł, ale zapowiada się dobrze) i miała dobre oceny, wszyscy wyglądają już kontynuacji.
Nawet Ubisoft potrafi znaleźć balans między grami-usługami, a doświadczeniem dla pojedynczego gracza. Z jednej strony mamy gry pokroju Division czy Wildlands, a z drugiej Assassin's Creed czy Far Cry. Jasne, przeginają trochę z mikropłatnościami nawet w grach solowych, ale jak najbardziej da się w nie grać bez sięgania po portfel i dobrze się bawić. Dla każdego coś miłego.
Jeszcze inaczej do tematu podchodzi Rockstar. Ich dwa ostatnie hity czyli Grand Theft Auto V i Red Dead Redemption II posiadają zarówno soczystą kampanię fabularną dla pojedynczego gracza jak i rozbudowany tryb sieciowy pozwalający na dodatkowy zarobek. Wszyscy są zadowoleni, a obie gry to jedne z najlepiej ocenianych i najlepiej zarabiających gier w historii.
Electronic Arts woli natomiast wydawać gry za pełną cenę z modelem biznesowym na poziomie darmowych gier mobilnych. Zajechali w ten sposób już niejedno studio, którego byli właścicielem (m. in. Westwood czy Visceral), a w kolejce do odstrzału czeka już Bioware. Kiedyś ikona będąca wzorem dla innych twórców, a dzisiaj pośmiewisko branży.
Jasna sprawa, zwłaszcza że kontynuacją historii i świata była już gra sieciowa. To trochę tak jakby oczekiwać od Blizzarda Warcrafta IV kiedy mamy World of Warcraft. Każdy raczej oczekiwał właśnie kolejnego erpega od Bioware w stylu KotORa, a nie konkretnie KotORa III.Ale nie oszukujmy się, wiadomym było, że nigdy nie doczekamy się KOTORa 3 (bo kanon). Za to mogliśmy dostać duchowego następcę, restart serii, albo zwyczajnie nowego erpega w uniwersum.
Tęsknię za dawnymi czasami kiedy gry z uniwersum robiło bądź wydawało Lucasarts. Ich jakość bywała różna, ale robili te gry regularnie więc było w czym wybierać, bo i różnych gatunków próbowali: akcja, przygoda, strategia, RPG, symulatory, wyścigi, a nawet bijatyki.
Teraz nie ma nic.


