Jeśli o mnie chodzi to osobiście czuję się czasami jak jakiś dziwak. W domu pojęcie o grach jest standardowe niemal: "Gry są dla dzieci, a ty jesteś już dorosła masz te x lat, nie powinnaś grać w gry tylko ciuchy kupować albo za chłopakami latać." Przykro mi, ale obstaję przy swoim, nie porzucę RPG'ów, ani innych gier, czy też czytania fantastyki, bo to przyrosło do mnie tak jak słuchanie heavy metalu (przynajmniej w tym się rozumiem z ojcem

). Co ciekawe, ojciec w latach młodości pomykał na Atari w Prince of Persia, sokobany i inne takie (ja mam po nim chyba to granie w gry), a teraz nagle gry są dla dzieci, są siedliskiem wirusów i zaśmiecają komputer. Nawet saga o Wiedźminie to dla niego bajka, on woli naukowe SF. Koleżanka w ogóle gry uważa za wszelkie zło tego świata, a fantastykę trochę czyta, ale pogadać o tym jakoś się nawet nie da. Moje ex połówki pod tym kątem były w porządku, bo nawet razem grywaliśmy w Silent Hille czy Gothic. Tak więc zostałam sama ze swoim zamiłowaniem.
