Unikam toksycznych znajomości, tak. Jeżeli ktoś chce się niszczyć, niech niszczy się sam, beze mnie. Jak mówiłem, nawet dla mnie jest lepiej, by innym też się powodziło, niż nie powodziło.Ale przecież wyraźnie wcześniej napisałeś, że z jednymi lubisz przebywać inni są toksycznymi nieudacznikami. To jest podział czyż nie?
Zgadzam się, ale ta niechęć do bezdomnych cały czas istnieje i teoretycznie przy odpowiednich perturbacjach społecznych może się "wylać". Podobnie jak niechęć do bogatych podczas silnych kryzysów. W każdym razie postawy skrajne, o których mówisz, rzadko są racjonalne, zazwyczaj są po prostu demagogiczne, żerują na emocjach.Przy odpowiednio głośnym szumie niechęć wobec bezdomnych mogłaby się przerodzić w znacznie bardziej skrajne postawy.
Oczywiście, masz rację. Ile razy już pisałem, że niektórzy muszą wylądować na śmietniku? Taka jest brutalna prawda o cywilizacji, idealizmy tego nie zmienią.Nikt jeszcze nie wymyślił systemu, który skutecznie eksploatuje patologie społeczne. Na świecie funkcjonują mniej lub bardziej efektywne programy walki z alkoholizmem, narkotykami, przestępczością, bezrobociem, etc., ale problemy te nie znikają (wręcz przeciwnie). Mówienie o zaprzęgnięciu przestępców do prac społecznych albo przerobieniu dachowych kotów na buty dla bezdomnych to fajna demagogia, niestety rzeczywistość jest inna i musimy żyć z tym co mamy. Inicjatywy ala ulotki są oczywiście godne pochwały, ale nie mówimy tu nawet o kropli w morzu.
Są jeszcze proporcje. W każdym razie nadal uważam, że żule/menele/jak-zwał-tak-zwał szkodzą innym bezdomnym.Tak jest od zarania cywilizacji i albo się z tym godzisz, albo nie. Nie możesz mieć pewności, że Twoja pomoc idzie na szczytny cel - dletego jest to właśnie kwestia sumienia.
Nic, gdy jesteś tym silniejszym. Tylko że dzięki ewolucji nasza kora mózgowa pofałdowała się na tyle, aby wykształcić postawy altruistyczne. To jest przyszłość a nie powrót do epoki kamienia łupanego. To jest ewolucja.Tak wtrącając, co jest złego w prawie silniejszego?
Ok. W każdym razie wraz z rozwojem będziemy natrafiali na kolejne bariery i ograniczenia, które być może będzie można pokonać tylko przy utracie tego, co obecnie określasz jako "człowieczeństwo". Ta perspektywa nie musi Ci się podobać, ale spokojnie, pewnie nie dożyjemy takich czasów. Człowiek jest dość ograniczony, ale kto powiedział, że za sprawą technologii nie może stać się kimś więcej?A przeczytałeś to co powtórzyłem kilkukrotnie? Wymyślisz jakiś klarowny i mający sens eksperyment myślowy, który do czegoś prowadzi, to chętnie rozważę. Nad bełkotem nie będę się zastanawiał. Wybacz
Dokładnie. Pomyśl jednak o możliwościach, jakie by się przed nami otworzyły - potencjalnie moglibyśmy odrzucić to, co ogranicza nas potencjał, nasze możliwości fizyczne i umysłowe. To oznacza nowe perspektywy, większy potencjał, szybszy rozwój. W przeciwnym wypadku możemy po prostu zatrzymać się w pewnym punkcie i tam się kisić. To mnie przeraża - perspektywa niekończącej się stagnacji z powodu braku woli "przezwyciężenia człowieczeństwa", jak to określiłeś. Fak, powinienem chyba napisać jakieś opowiadanie s-f w tym temacieMoże tak być. Moze pewnych rzeczy nie przeskoczymy jeśli nie przezwyciężymy w sobie tygo człowieczeństwa. I ja właśnie nie chcę by cywilizacja rozwijała się za cenę utraty człowieczeństwa. Ty jesteś innego zdania. Właśnie takie podejście mnie przeraża.
Więc jeżeli Twojego wieloletniego przyjaciela zdradzi żona i popadnie w alkoholizm, to zaczniesz go unikać? Czy może jest to unikanie na zasadzie nie wdawania się w nowe znajomości?Yngh said:Unikam toksycznych znajomości, tak. Jeżeli ktoś chce się niszczyć, niech niszczy się sam, beze mnie.
Określenie, że "ktoś musi wylądować na śmietniku" brzmi raczej mało humanitarnie, ale ok, zwał jak zwał. W każdym razie, dlatego właśnie uważam, że dywagowanie nad użytecznością "żebraków" w kontekście dyskusji jaką prowadzimy jest bezsensowne. Z reguły jest tak, że albo możesz komuś pomóc "z dobrodziejstwem inwentarza" (nie mając pewności co do tego jak Twoją pomoc wykorzysta), albo wcale.Yngh said:Oczywiście, masz rację. Ile razy już pisałem, że niektórzy muszą wylądować na śmietniku?
Ale nie są przez to mniej realne. Sekta Smoleńska i Radio Maryja bazują właśnie na emocjach i kompleksach społecznych.Yngh said:W każdym razie postawy skrajne, o których mówisz, rzadko są racjonalne, zazwyczaj są po prostu demagogiczne, żerują na emocjach.
Przyszłość jest zawsze inna, niż ją sobie wyobrażamy. Rozwój humanizmu i poczucia wspólnoty może się okazać siłą napędową ludzkości.Yngh said:W każdym razie wraz z rozwojem będziemy natrafiali na kolejne bariery i ograniczenia, które być może będzie można pokonać tylko przy utracie tego, co obecnie określasz jako "człowieczeństwo".
A to ja dziękuję, postoję. Rozwój nie jest dla mnie jakąś nadrzędną wartością, której należy podporządkować wszystko inne.Dokładnie. Pomyśl jednak o możliwościach, jakie by się przed nami otworzyły - potencjalnie moglibyśmy odrzucić to, co ogranicza nas potencjał, nasze możliwości fizyczne i umysłowe. To oznacza nowe perspektywy, większy potencjał, szybszy rozwój. W przeciwnym wypadku możemy po prostu zatrzymać się w pewnym punkcie i tam się kisić. To mnie przeraża - perspektywa niekończącej się stagnacji z powodu braku woli "przezwyciężenia człowieczeństwa", jak to określiłeś. Fak, powinienem chyba napisać jakieś opowiadanie s-f w tym temacie.
Raczej nie dojdziemy do konsensusu, ale to w gruncie rzeczy dywagacje czysto teoretyczne, nie mające wiele wspólnego z najbliższą przyszłością, więc problemu nie ma.
Jeżeli to jest sprawdzony kumpel, to wiem, jaki jest naprawdę i czego po nim oczekiwać, więc mogę mu spróbować pomóc, tak jak on pewnie pomógłby mnie w takiej sytuacji. Nie chodzi o to, by odrzucać ludzi przy napotkaniu pierwszych przeciwności losu, ale by wiedzieć, kiedy ktoś nie tylko sam się stacza, ale porywa Ciebie razem z nim i możesz wpaść w dół, z którego już nie wyjdziesz. Są pewne granice, których nie przekroczy się nawet dla kumpla, mimo wszystko. W większości przypadków pewnie postąpiłbym tak jak "ci empatyczni".Więc jeżeli Twojego wieloletniego przyjaciela zdradzi żona i popadnie w alkoholizm, to zaczniesz go unikać? Czy może jest to unikanie na zasadzie nie wdawania się w nowe znajomości?
Wtedy problem się po prostu nie pojawi. Osobiście jednak uważam, że nasze ograniczenia prędzej czy później dadzą się we znaki i zaczną hamować rozwój. Poczucie wspólnoty akurat nie ma tutaj nic do rzeczy, może być wręcz silniejsze w przypadku społeczeństwa nr 2, bo grupa ma trochę inne możliwości niż jednostka. Trudno to rozstrzygnąć na płaszczyźnie abstrakcyjnej.Przyszłość jest zawsze inna, niż ją sobie wyobrażamy. Rozwój humanizmu i poczucia wspólnoty może się okazać siłą napędową ludzkości.
Określenie, że "ktoś musi wylądować na śmietniku" brzmi raczej mało humanitarnie, ale ok, zwał jak zwał. W każdym razie, dlatego właśnie uważam, że dywagowanie nad użytecznością "żebraków" w kontekście dyskusji jaką prowadzimy jest bezsensowne. Z reguły jest tak, że albo możesz komuś pomóc "z dobrodziejstwem inwentarza" (nie mając pewności co do tego jak Twoją pomoc wykorzysta), albo wcale.
Co do żebraków, to już się wypowiadałem, ale jestem w stanie zaakceptować to, co mówisz, z perspektywy systemu, państwa, stabilności społecznej, mniejszego zła itp. Niekoniecznie przekłada się to jednak na moje bezpośrednie postępowanie na co dzień.Ale nie są przez to mniej realne. Sekta Smoleńska i Radio Maryja bazują właśnie na emocjach i kompleksach społecznych.
Chciałaś powiedzieć - dopóki społeczeństwo nr 2 nie wchłonie społeczeństwa nr 1?A to ja dziękuję, postoję. Rozwój nie jest dla mnie jakąś nadrzędną wartością, której należy podporządkować wszystko inne.
Nie wiem, czy akurat w roboty, ale co do tego ostatniego, to masz racjęYngh, ordynarnie spłacając Twoje przemyślenia, zasadniczo jesteś za tym, by ludzi zmienić w roboty. W sumie bardzo cyberpunkowe. xP
Osoba o takich poglądach mogłaby robić za niezłego vilan'a w dowolnym medium SF.
Też jestem tego zdania ale większość ludzi nie ma nic lepszego do roboty (patrz: narzekanie ludzi jaki ten świat zły i ogólna zawiść że tamten ma więcej niż ja). Wielu z nich czuje się też urażonymi z nieznanego mi powodu. I w tym jest moja metoda. Może ktoś twierdzić że to nieludzkie ale wyznaję zasadę "dla bliskich bezgranicznie dobry, dla innych okrutny". Wynika to stąd że zbyt wiele razy się zawiodłem na ludziach dostałem dzięki temu po tyłku i wyciągnąłem wnioski. Nie chodzi mi w tej zasadzie o uprzykrzanie życia innym, to raczej ma oznaczać róbcie co chcecie póki to dotyczy tylko was samych.Wrogów sobie tworzyć nie warto, ale jak będziesz olewał nieznajomych, to w większości przypadków oni będą olewali Ciebie.
Ktoś może uważać mnie za (tu wstaw wiele wyzwisk) i tego nie zmienię. Nie chcę, szkoda na to czasu. Nigdy nie osiągnę stanu gdy każdy będzie mnie lubić, a przynajmniej większość tych osób. Nawet jeśli to osiągnę to po co mi to? By zaspokoić własne ego? Nie zależy mi na tym bo w pewnym momencie i tak każda z tych osób skupi się na własnej rodzinie zostawiając resztę na uboczu. I z tych wszystkich znajomości przetrwa tylko kilka na całe lata. Dlatego wolę je pielęgnować.Wg mnie to akurat błąd, warto dbać o swoją reputację. Czy tego chcesz czy nie, funkcjonujesz w jakimś otoczeniu, w ramach jakiegoś społeczeństwa. Lepiej wyjdziesz na tym, gdy inni będą mieli z Tobą pozytywne skojarzenia.
Nie patrzę na takie zachowanie jak na "zło", oczywiście jeśli pobudki tej osoby są dobre. Mi raczej chodzi o zaspokojenie swoich "duchowych(?)" potrzeb, swojego ego. Często jest to swoistego rodzaju poczucie obowiązku u takich osób, jako sposób na odpłacenie się za pomoc jakiej się doświadczyło w życiu. Ja tego nie odczuwam, ktoś inny może chcieć obdarować cały świat pomocą. Ok jego sprawa mi nic do tego.I tak, jak wspomniał Chroma - można się teraz zastanawiać, czy altruizm w ogóle istnieje, czy nie jest po prostu egoizmem nastawionym na bardziej "duchowe" odczucia niż czysto materialistyczne podejście.
Przy czym ja, w przeciwieństwie do niego (chyba?), bynajmniej takiego zachowania nie wartościuję jako złego. Istotna jest raczej sama pomoc, a nie powód.
Dlatego nie lubię telewizji. Jest zbyt subiektywna. Żadne informacje nie są wolne od ludzkich emocji, osądów, opinii dlatego też nie mam jak stworzyć swojej własnej opinii o danej sprawie.Myślę, że to "co by było, gdyby WSZYSCY" jest bardziej figurą słowną. Łatwiej już jednak wyobrazić sobie sytuację, kiedy dana postawa staje się dość powszechna i społecznie akceptowalna. Koniec końców żyjemy w świecie, w którym media są czwartą władzą i patologiczne postawy są przez ludzi dość łatwo przyswajane. Wystarczy jedna głośna afera albo skandal - ot "Madzia z Sosnowca"; akcja "Mengele" doprowadziła do drastycznego spadku przeszczepów w całej Polsce, bo ludzie zaczęli się bać, że w szpitalach mordują.
Akurat gdy ktoś wpada w nałóg często na terapiach odwykowych radzą ludziom z otoczenia takiej osoby odwrócić się od niej. To ma oznaczać dla osoby uzależnionej osiągnięcie absolutnego dna.Więc jeżeli Twojego wieloletniego przyjaciela zdradzi żona i popadnie w alkoholizm, to zaczniesz go unikać? Czy może jest to unikanie na zasadzie nie wdawania się w nowe znajomości?
A nie sądzisz że one prowadzę wojnę odkąd ludzie są. Jedni to osoby kierujące się rozumem - realiści, drudzy natomiast osoby kierujące się sercem - idealiści. Od zawsze byli ze sobą w konflikcie i zawsze tak pozostanie, przynajmniej w sferach, które omawiamy.Wykształciliśmy inteligencję na tyle wysoką, by ta skutecznie zaczęła odkrywać prawa rządzące światem. Myślę, że ta zasługuje na przetrwanie i dalszy rozwój, niezależnie od formy. Ograniczanie jej rytuałami mającymi zaledwie kilka tysięcy lat jest takie jakieś krótkowzroczne. I ludzkie?
Społeczeństwa nr 1 i 2 mogą istnieć niezależnie od siebie, o ile nie przyjdzie im do głowy jakaś wojna.
To ciekawa perspektywa, ale społeczeństwo nr 1 zawsze pozostawałoby na łasce społeczeństwa nr 2. Jeżeli nr 2 doszedłby do wniosku, że racjonalną opcją jest wchłonięcie nr 1 (to jest dyskusyjne, zależy od okoliczności), to społeczeństwo nr 1 nie mogłoby z tym nic zrobić. Starcie wyglądałoby bowiem tak: (dziewczynka to nr 1), i żaden komandor by tego nie zmienił.Społeczeństwa nr 1 i 2 mogą istnieć niezależnie od siebie, o ile nie przyjdzie im do głowy jakaś wojna.
Nikt się nie kieruje sercem, bo to tylko narząd pompujący krew. W jakimś sensie masz jednak rację, tj. jeżeli chodzi o postawy ludzkie, ale wydaje mi się, że wraz z rozwojem te konflikty będą się nasilać. Flejmy najbliższej przyszłości pewnie będą wyglądać jak w DHR - czy używać implantów, czy nie.A nie sądzisz że one prowadzę wojnę odkąd ludzie są. Jedni to osoby kierujące się rozumem - realiści, drudzy natomiast osoby kierujące się sercem - idealiści.
Świat jest o wiele bardziej skomplikowany.A nie sądzisz że one prowadzę wojnę odkąd ludzie są. Jedni to osoby kierujące się rozumem - realiści, drudzy natomiast osoby kierujące się sercem - idealiści. Od zawsze byli ze sobą w konflikcie i zawsze tak pozostanie, przynajmniej w sferach, które omawiamy.
Tak jak amerykanie w Iraku wprowadzają demokrację?A nie sądzisz że one prowadzę wojnę odkąd ludzie są. Jedni to osoby kierujące się rozumem - realiści, drudzy natomiast osoby kierujące się sercem - idealiści. Od zawsze byli ze sobą w konflikcie i zawsze tak pozostanie, przynajmniej w sferach, które omawiamy.
True. Chociaż czy na pewno? Nawet jeśli zamieszkiwaliby różne, oddalone od siebie planety, to w razie wystąpienia jakiegoś pożądanego surowca na którejś, nr 1 wymyśli kłamstwo (bo agresja nie jest cechą akceptowaną) usprawiedliwiające atak, a nr 2, złożone z pragmatyków, obejdzie się bez kłamstwa.To ciekawa perspektywa, ale społeczeństwo nr 1 zawsze pozostawałoby na łasce społeczeństwa nr 2.
Nie bardzo rozumiem kontekst... Na gruncie abstrakcyjnym, jeżeli jednak pragmatycy dojdą do wniosku, że kłamstwo się opłaca, to go użyją.Chociaż czy na pewno? Nawet jeśli zamieszkiwaliby różne, oddalone od siebie planety, to w razie wystąpienia jakiegoś pożądanego surowca na którejś, nr 1 wymyśli kłamstwo (bo agresja nie jest cechą akceptowaną) usprawiedliwiające atak, a nr 2, złożone z pragmatyków, obejdzie się bez kłamstwa.
O tym później, niestety muszę się zająć innymi rzeczami w tym momencie. Już wystarczająco nieracjonalne jest pisanie tutaj, podczas gdy powinienem robić coś zupełnie innego. Ech, te przeklęte ludzkie słabostki...Teraz kwestia w tym, czy na pewno nr 1 jest pokojowe, a nr 2 agresywne, skoro miało więcej możliwości rozwoju.
Sorry@Yngh, Twoje edytowanie postów bywa problematyczne, wiesz?