Nie twierdzę, iż nie zmienia, a jedynie że w tym konkretnym wypadku empatia nie gra głównej roli. Sytuację, w której pacjent traci wzrok będąc głuchym raczej trudno traktować w kategoriach wyolbrzymiania, zwłaszcza że organizm pozbawiony jednego ze zmysłów próbuje to rekompensować wyostrzeniem pozostałych (dlatego osoby ślepe mają lepszy słuch). Tak więc to trochę tak, jakby po utracie ręki uczyć się żyć z jedną, a potem ją też stracić.
Każdy przeciętny człowiek jest sobie w stanie wyobrazić koszmar bycia głuchym i ślepym, nie trzeba być do tego specjalnie empatycznym. Stan taki powoduje cierpienia niewiele mniejsze niż paraliż, z którym też przecież można żyć. Prawo belgijskie dopuszcza w takich sytuacjach eutanazję i lekarze dokonali jej na żądanie (co czuli w chwili jej dokonywania i jak traktowali pacjenta nie wiemy). Tyle..
Moim zdaniem empatia jednak odgrywa tu rolę wiodącą, bowiem - co podkreślają media (swoja drogą: na ile im można wierzyć?) - prawo belgijskie dopuszcza eutanazję w przypadkach, kiedy spełnione są trzy warunki: nieuleczalność choroby, prośba pacjenta, ból pacjenta, a w tej sytuacji spełniony był de facto jeden, o prośbie. Bo chodzi o ból - o ile rozumiem sytuację prawną - fizyczny.
Gdyby to było takie oczywiste, to nie byłoby tak gorących dyskusji w Belgii na ten temat, poza, że to tak ujmę, "zwyczajowymi" sprzeciwami środowisk religijnych bądź grup, które nie uznają eutanazji w ogóle.
A jednak dyskusje są, a lekarzy odsądza się od czci i wiary, bowiem dokonali uśmiercenia fizycznie zdrowych (a "tylko" niepełnosprawnych) osób.
I dlatego, wg mnie, wskazania medyczne były tutaj żadne, zadecydowała "ludzkość" lekarzy.
A kiedy ja powiedziałem, że empatia je bez znaczenia w zawodzie lekarza? Uważam dokładnie odwrotnie.
Źle się wyraziłam, próbując innymi słowami ująć ten sam problem, a mianowicie istotę podstawy decyzji podjętej przez lekarzy, a co za tym idzie, naczelną rolę empatii w tym zawodzie.
Bowiem - pomijając przekonania religijne czy przyjęte granice moralne jednostek - w głowie mi się nie mieści, jak można krytykować lekarzy za taką decyzję, a tym samym pośrednio skazywać podobne przypadki na dalszą egzystencję; i imo taka postawa wynika z nieumiejętności zrozumienia stanu fizycznego i psychicznego drugiej osoby.
Wskazania czysto medyczne były tutaj żadne na dobrą sprawę, w myśl zasady "poboli i przestanie" - i tylko osoba, która potrafi sobie wyobrazić "koszmar bycia głychym i ślepym", jak napisałeś, może osądzić temat względnie obiektywnie. Ale, moment, czy nie opisałeś tym samym właśnie empatii?
Nie wiem, na czym opierasz przekonanie, że każdy przeciętny człowiek posiada taką zdolność, ale przyjmijmy, że masz rację. Czyli wywieść stąd można pośrednio dowód mojej tezy - że człowieczeństwo musi się wiązać z empatią, bez tego człowiek nie istnieje.
Bo chyba to chciałam udowodnić.
O ile pamiętam...