Jak dla mnie obydwoje mieli zawsze genialnie dobrane głosy. Nad Lambertem ubolewam, choć jak dotąd słyszeliśmy go jedynie w wersji mocno podpitej.Jaskier jest słabo zagrany i w dodatku nie umie śpiewać, ale to nie jego się zmienia tylko Lamberta, który był jak najbardziej okej. Tak, to ma sens.
W kwestii Jaskra, nie wiem, co w nim było nie tak, oprócz faktycznie słabego śpiewu. Chociaż może chłopak się przez te lata podszkolił, w końcu w dwójce nie słyszeliśmy by śpiewał cokolwiek. Sam głos jest dla mnie rewelacyjny, ma taką wyraźną "teatralną" nutę, ale tak jak w przypadku innych postaci mogłoby to uchodzić za wadę, w przypadku naszego barda jest dużym plusem. To człowiek sceny, który bywał częściej na dworach i w pałacach niż w zapadłych wioskach i prastarych puszczach, gdzie mógłby gadać sam do siebie całymi tygodniami. Tacy ludzie mają wyrobioną, charakterystyczną mowę, taką właśnie teatralną jak w przypadku Jaskra.


