Mimo wszystko nie należy patrzeć tylko przez pryzmat liczby sprzedanych egzemplarzy, bo to nie jest jedyny wyznacznik opłacalności czy renomy danej gry. Co z tego, że jakaś gra rozeszła się w dziesięciu milionach sztuk, skoro na jej produkcję i reklamę wydano wielokrotnie więcej, niż na grę, którą kupiło dwa czy trzy miliony klientów. Dla małego studia i milion sprzedanych egzemplarzy może być dużym sukcesem. Do tego dochodzi różnica w zyskach ze sprzedaży w różnych trybach, bo innych jest zwrot z konsol, a inny z wersji cyfrowej.
Dlatego na mnie nie robią większego wrażenia cyferki, którymi chwalą się działy marketingu, bo często zapominają dodać, że połowa tego poszła na wyprzedażach za dziesięć procent pierwotnej ceny.