Geralt nadchodzi od bramy Powroźniczej. Wchodzi do karczmy i zamawia piwo. Sądzisz, że karczmarz i klienci tego przybytku codziennie widują kogoś z gadzio-kocimi oczami? Bo jakoś przeszli nad tym do porządku dziennego zupełnie bez żadnej refleksji, że to może nie całkiem jest jakiś zwyczajny Riv. Velerad z kolei zwraca się o okazanie symbolu wiedźmińskiego, bo widocznie gadzie oczy Geralta go nie przekonały wystarczająco. No ale uznajmy, że to pierwsze opowiadanie, nie do końca reprezentatywne dla reszty. Idźmy dalej.
Nivellen również musiał bardzo unikać spoglądania w oczy Geralta, bo dopiero po przyznaniu się przez samego wiedźmina zorientował się, kogo właściwie gości. Osobiście sądzę, że taki szczegół jak gadzie/kocie oczy mógłby go troszkę wcześniej naprowadzić na ten trop.
Co tam dalej? Banda Renfri. Rozpoznali go tylko dlatego, że jeden z nich widział wcześniej Geralta wiozącego kikimorę. Jedyną cechą odmienną w jego wyglądzie jaką sami zauważyli, to blada cera. Gadzie oczy uszły ich uwadze.
Ciri nic, żadnego zdziwienia. Zabójca Levecque też mało spostrzegawczy, chociaż powinien zauważyć taki drobny szczegół jak zupełnie odstające od standardu oczy u zwyczajnego podróżnego.
I tak dalej i tak dalej. Takich sytuacji są dziesiątki.
A poza tym.
Poderwał głowę wyrwany ze snu. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy, penetrowało izbę mackami światła. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią, niepotrzebnym, odruchowym gestem, którego nigdy się nie wyzbył - bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki.
ed
Czyli przyjmujemy, że źrenice miał zwykle normalnego kształtu. Ale kolor już nie? W takim razie musiał to być jakiś zupełnie zwyczajny albo chociaż występujący kolor oczu, skoro nie budził zdziwienia. Tylko że pisałeś, iż Geral cały czas miał jakieś dziwne oczy.