Ekranizacja Sagi - czy za drugim razem będzie lepiej? (Hollywood, Platige Films, Netflix)

+
Status
Not open for further replies.
Myślę, że doszukiwanie się w tym całkowitej i absolutnej prawdy może się okazać trochę bezcelowe. Równie dobrze Sapkowski mógł używać tego ficzera jak mu wygodnie. Ale z tego co ja pamiętam to chyba po prostu Geralt potrafił adaptować swe źrenice do otoczenia, więc nie musiał cały czas mieć je wielkości cienkich szparek czy też pięciokoronówek. Pewnie gdy mógł to wolał nie straszyć klienta.
 
Przykłady? Żartujesz sobie, bo aż nie chce mi się wierzyć, że możesz się o coś takiego spierać?

Nie żartuje. Skoro to takie oczywiste, to znalezienie przykładów nie powinno być problemem.

Jedyna rzecz jaka mi przychodzi do głowy, a która może w jakiś sposób wyjaśniać te nasze szokujące różnice w interpretacji, to definicja 'kocich oczu'. Przez kocie oczy rozumiem kolor i funkcjonowanie (możliwość zmniejszania źrenic w szparki). Nie twierdzę, że Geralt cały czas chodził z 'pionowymi źrenicami'. Ale w dowolnej chwili mógł zmieniać ich kształt (jak w walce z zabójca), czy gdy zupełnie niepotrzebnie po przebudzeniu zasłaniał się ręką przed słońcem.

Kocie, nie gadzie.

W książkach oczy wiedźminów wielokrotnie są opisywane jako gadzie.
 
Geralt nadchodzi od bramy Powroźniczej. Wchodzi do karczmy i zamawia piwo. Sądzisz, że karczmarz i klienci tego przybytku codziennie widują kogoś z gadzio-kocimi oczami? Bo jakoś przeszli nad tym do porządku dziennego zupełnie bez żadnej refleksji, że to może nie całkiem jest jakiś zwyczajny Riv. Velerad z kolei zwraca się o okazanie symbolu wiedźmińskiego, bo widocznie gadzie oczy Geralta go nie przekonały wystarczająco. No ale uznajmy, że to pierwsze opowiadanie, nie do końca reprezentatywne dla reszty. Idźmy dalej.
Nivellen również musiał bardzo unikać spoglądania w oczy Geralta, bo dopiero po przyznaniu się przez samego wiedźmina zorientował się, kogo właściwie gości. Osobiście sądzę, że taki szczegół jak gadzie/kocie oczy mógłby go troszkę wcześniej naprowadzić na ten trop.
Co tam dalej? Banda Renfri. Rozpoznali go tylko dlatego, że jeden z nich widział wcześniej Geralta wiozącego kikimorę. Jedyną cechą odmienną w jego wyglądzie jaką sami zauważyli, to blada cera. Gadzie oczy uszły ich uwadze.
Ciri nic, żadnego zdziwienia. Zabójca Levecque też mało spostrzegawczy, chociaż powinien zauważyć taki drobny szczegół jak zupełnie odstające od standardu oczy u zwyczajnego podróżnego.
I tak dalej i tak dalej. Takich sytuacji są dziesiątki.

A poza tym.
Poderwał głowę wyrwany ze snu. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy, penetrowało izbę mackami światła. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią, niepotrzebnym, odruchowym gestem, którego nigdy się nie wyzbył - bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki.

ed
Czyli przyjmujemy, że źrenice miał zwykle normalnego kształtu. Ale kolor już nie? W takim razie musiał to być jakiś zupełnie zwyczajny albo chociaż występujący kolor oczu, skoro nie budził zdziwienia. Tylko że pisałeś, iż Geral cały czas miał jakieś dziwne oczy.
 
Last edited:
Jeśli chodzi o źrenice, to jak już kilka osób wspomniało, Geralt mógł je kontrolować. Jest sporo fragmentów w samych opowiadaniach, w których Geralt w razie potrzeby zwęża oczy w szparki.

a świecą się tylko w ciemności.
Oczy wiedźminów nie świeciły w ciemnościach, przynajmniej tak wynika z opowiadania "Coś więcej"
Yurga wygramolił się na zewnątrz, zamrugał, otarł nos dłonią, rozmazując na
twarzy dziegieć z piasty koła. Jeździec utkwił w nim oczy, ciemne, zmrużone,
przenikliwe, ostre jak ościenie. Yurga milczał.
Gdyby oczy świeciły, to Yurga raczej od razu rozpoznałby w jeźdźcu wiedźmina. Tymczasem poznał go dopiero po medalionie.
 
No to już nie wiem z skąd wzięły się informacje o świecących się ślipiach wiedźminów. Czy to nie jest przypadkiem wymysł gier?
 
Po pierwsze oczy kotów czy innych zwierząt nie świecą same z siebie, czyli nie są źródłem światła, a jedynie je odbijają. Wynika to z ich budowy, dzięki czemu po prostu zbierają więcej światła, co skutkuje lepszą widocznością w warunkach braku tegoż. Ludzkie też w pewnym stopniu to robią, ale nie aż tak mocno. Oczy Geralta faktycznie mogły bardziej odbijać światło, bo ich wewnętrzna budowa została zmieniona przez mutacje. A jeśli dodać do tego eliksiry, to efekt mógł być zauważalny.
 
Last edited:
Oczy Geralta musiały być przynajmniej nietypowe, poza możliwością zwężenia źrenic z pewnością się czymś wyróżniały:

"Mężczyzna pochylił się, płomień ogniska zalśnił w jego oczach. To były dziwne oczy. Bardzo dziwne.
Dawniej Ciri lękała się tych oczu, nie lubiła w nie patrzeć. Ale to było dawno. Bardzo dawno."
 
Sam Sapkowski plącze się w zeznaniach, a Wy próbujecie ustalić faktyczny stan rzeczy. Przecież to jest tak samo niemożliwe, jak ustalenie wieku Geralta.
 
Może ta dziwność wynikała po części z życiowego zmęczenia i nadmiernego doświadczania bliskości śmierci. Nawet Triss określa oczy Geralta jako wszystkowidzące i chore. A Ciri po prostu miała okazję widzieć jego oczy w wielu sytuacjach, nawet właśnie takie odbicie ognia mogło już nie wyglądać jak u zwykłego człowieka tylko bardziej jak u zwierzęcia.
Można też oczywiście przyjąć, że Sapkowski miał co chwilę inną koncepcję, chociaż ja tak ze zdroworozsądkowego punktu patrzenia nie byłbym skłonny uznawać Geraltowych oczu za jakoś nadmiernie odmienne. W normalnych warunkach raczej nikt nie powinien się zorientować.
 
Angoulême od razu zwróciła uwagę na oczy Geralta. W którymś wstępie do rozdziału również jest napisane, że po Próbie Traw młody chłopak otworzył oczy, a były one jak u żmii. Wydaje mi się, że fakt przeoczenia pionowych źrenic u Geralta wynikał z tego, że były one ciemnego koloru. Sam mam brązowe oczy, którym jednak daleko do czarnych, i w wielu warunkach oświetleniowych nie widać mi praktycznie źrenicy.

Świecące oczy to wymysł Wiedźmina 2. Intro W1 nie liczę, bo tam Geralt używał eliksirów, mógł to być ich skutek.
 
Ludzie zwracali uwagę na oczy Geralta, kiedy je zwężał w szparki. Kiedy nie zwężał, to musiały wyglądać dość normalnie (poza ewentualnym nietypowym kolorem). Nie ma tu chyba większej filozofii :p Poza tym np. W pełnym słońcu myślę że Sapkowski zwyczajnie dawał Geraltowi fory i niewielu zauważało jego dziwne oczy "bo tak".

Przecież to się robi automatycznie. I to od lat.
No sam napisałem, że trackują oczy. Ale trackowanie nie zawsze jest idealne i precyzyjne, często trzeba poprawiać śledzenie klatka po klatce. Zwłaszcza, kiedy ujęcia są mało stabilne albo twarz jest gorzej oświetlona, albo kiedy widać oczy bardziej z boku itd. Nie mówię że dla dużych firm typu Industrial Light & Magic siedzenie przy tym to jakiś problem, ale niewątpliwie jest to czasochłonne jeśli materiału jest dużo ;)
 
a Sapkowski pewnie się byciem konsekwentnym w tej kwestii zupełnie nie przejmował i geraltowe oczyska opisywał jak mu akurat w danej chwili było wygodnie. Jak wiele rzeczy w Sadze zresztą.
Dokładnie. Zwyczajnie ignorował te oczy by łatwiej mu się konstruowało fabułę. Gdyby był pod tym względem konsekwentny to każda postać, którą Geralt napotykał rozpoznawałaby w nim Wiedźmina. Co byłoby mocno niewygodne w sadze :p
 
O to się dokładnie rozchodzi. Sapkowski pisał jak mu wygodnie, w książce się nawet tego nie zauważało, a w serialu trzeba takie rzeczy adresować. Zresztą to jak z tą paskudną gębą Gerwanta. Raz jest podkreślane jaki to on średnio atrakcyjny z twarzy, jak mu ludzie pod nogi plują i wyzywają od odmieńców, a z drugiej, na przestrzeni książek śpi z pokaźnym haremem kobiet.
 
Opis oczu Geralta faktycznie jest niespójny. Ja je interpretuję jako "dziwne" i "straszne", co jednak można było dostrzec jedynie przy dłuższym wpatrywaniu się, lub jeśli ktoś miał nadzwyczajną spostrzegawczość pod tym względem. Co do świecenia się, to jak już napisano - tylko w przypadku znacznego rozszerzenia źrenic i odbijania np. światła księżyca.

Pytanie, jak to powinno zostać oddane w serialu. Moim zdaniem Geralt powinien mieć normalne oczy przez większość czasu, zmieniające wygląd tylko gdy sam Geralt tego zechce, w ciemności czy pod wpływem eliksirów. Inaczej sceny, gdy rozmówca bierze go za zwykłego człowieka, a Henry'emu świecą się oczy byłyby po prostu komiczne.
 
Ja je interpretuję jako "dziwne" i "straszne", co jednak można było dostrzec jedynie przy dłuższym wpatrywaniu się, lub jeśli ktoś miał nadzwyczajną spostrzegawczość pod tym względem.
Tru. W większości sytuacji wiele osób zwyczajnie może na te oczy nie zwrócić uwagi, tak jak my często na codzień nie zwracamy uwagi na wiele detali w wyglądzie / ubiorze nowo poznanych ludzi. Zwłaszcza, jeśli przyjąć że tęczówki Geralta mają ciemniejszy odcień -Wtedy dla kogoś średnio spostrzegawczego mogłyby to być kolejne zwykłe oczy o np. brązowym kolorze. A nawet jakby zauważono nietypowy kolor, to wielu może sobie powiedzieć, że pewnie jakaś choroba albo coś w tym guście.

Jak się dłużej nad tym zastanowić to w serialu nie powinno być z tym problemu, no chyba że dadzą Geraltowi zielone oczy które się przez większość czasu świecą i mają zauważalnie pionowe źrenice :D
 
Myślę, że jakby mu się oczy zmieniały tylko w określonych sytuacjach (np. po eliksirach) to byłoby ok. Nie stałoby to do końca w sprzeczności z książkami, a powodowałoby mniej problemów.
 
Zresztą to jak z tą paskudną gębą Gerwanta. Raz jest podkreślane jaki to on średnio atrakcyjny z twarzy, jak mu ludzie pod nogi plują i wyzywają od odmieńców, a z drugiej, na przestrzeni książek śpi z pokaźnym haremem kobiet.

A w Sezonie Burz (który pomijając jakość samej antolo... powieści, nadal zalicza się do książkowego kanonu) mamy strażniczki komentujące, że jest całkiem przystojny. No chyba, że Sapkowski chciał tym pokazać, że miały jakiś spaczony gust.
 
Status
Not open for further replies.
Top Bottom