Ekranizacja Sagi - czy za drugim razem będzie lepiej? (Hollywood, Platige Films, Netflix)

+
Status
Not open for further replies.
Skoro nazwany zostanie nowo odkryty kontynent, to można założyć, że ludzie nadali nazwę i temu, po którym chodzą. Oczywiście nazwy nadaje się dla odróżnienia jednych rzeczy od innych, więc możliwe, że zwykli ludzie nie mieli takiej potrzeby i po prostu mówili kontynent, bo innych nie znali. Tak jak my mówimy Księżyc na naszego jedynego naturalnego satelitę, chociaż przy innych planetach też krążą księżyce. Ale nazwa powstała w czasach, gdy takiej wiedzy nie było. Stąd w sumie poprawne założenie, że mieszkańcy Wiedźminlandu zamiennie używają terminów kontynent i Kontynent.

Daleko posunięta spekulacja. Faktem jest, że nie mamy żadnych informacji w źródle, o potencjalnej nazwie kontynentu, czy generalnie świata. Może miał miał nazwę, może nie miał, może cała geograficzna nomenklatura zmieniła się wraz z odkryciem nowego kontynentu. Może nie. W końcu to nie tak, że z chwilą wylądowania Kolumba na Karaibach, wszyscy automatycznie zgodzili się nazwać kontynent Ameryką. Osobiście zawsze mi się podobał podział na nowy i stary świat, jeśli chodzi o nazewnictwo w konsekwencji wielkich odkryć.
 
Avallach mówił, że lądy w świecie Wiedźmina zajmują 90% półkuli północnej. Prawdopodobnie mamy do czynienia z superkontynentem. Ja zawsze kojarzyłem, że u nich kontynent się nazywa Kontynentem, bo Sapkowski jest leniem i go nie nazwał :D
 
Avallach mówił, że lądy w świecie Wiedźmina zajmują 90% półkuli północnej.

Możesz dać cytat? Bo to brzmi dla mnie na grubą przesadę, w takim wypadku to morze musiało by być strasznie małe, z resztą, jak miała by ta północna półkula wyglądać?
Tak?:
morze.png
 
Avallach mówił, że lądy w świecie Wiedźmina zajmują 90% półkuli północnej.

Nie mówił tak. Mówił, że dziewięćdziesiąt procent lądu znajduje się na półkuli północnej, a nie, że ląd zajmuje dziewięćdziesiąt procent półkuli północnej. Mała wielka różnica.

Światu grozi zagłada. Kataklizm klimatyczny o potężnej skali. chodzi o potężne zlodowacenie. A ponieważ tak się składa, że dziewięćdziesiąt procent lądu to półkula północna, zlodowacenie może zagrozić egzystencji większości żywych istot.
 
A cóż takiego w mojej interpretacji cię ugodziło prosto w serce? Z którym fragmentem się nie zgadzasz, albo jakich argumentów chciałbyś użyć by mnie przekonać do swojego zdania?
 
A cóż takiego w mojej interpretacji cię ugodziło prosto w serce?

Wszystko pięknie ujął Nars.

A uwaga wynika z tego, że to nie pierwsza Twoja interpretacja słowa pisanego mocno naciągana, oparta na daleko posuniętym wnioskowaniu opartym z kolei na skrawku zdania albo dwóch słowach. Dla przypomnienia:

metaforyczny opis aktu płciowego połączony ze wzmianką "o sutkach urzeczywistnionych jedynie kształtem" = dowód na to, że bohaterka była blada

Teraz zaś daleko posunięte wnioskowanie na temat czegoś, co w sadze nigdy nie padło, czyli nazwy kontynentu, na którym rozgrywa się akcja. Jeśli znasz prozę AS-a to powinieneś wiedzieć, że on do tego wagi nie przywiązywał i wszelkie doszukiwanie się i interpretowanie w tym stylu jest z gruntu pozbawione sensu. Jeśli czegoś nie napisał, to nie napisał bo nie uznawał tego za stosowne. W związku z tym, doszukiwanie się np. tego jak nazywał się kontynent i wnioskowanie tego na podstawie materiału źródłowego w taki sposób, w jaki Ty to robisz mija się z celem i jest z góry skazane na porażkę.

Kontynent się nie nazywał w sadze i nie wiadomo, jak ludzie go nazywali i czy nazywali. I tyle. Postronnego czytelnika możesz li tylko wprowadzić w błąd tego typu wnioskami.
 
Coś się tak uczepił tych sutków. Poza tym jeśli już przytaczasz cytat, to zrób to poprawnie, wówczas może nieco jaśniejszy stanie się przekaz.
...o sutkach tak bladych, że uzewnętrzniających się jedynie kształtem.
Dalej ci się wydaje naciągane przypuszczenie, że bohaterka była blada?

Co do nazwy kontynentu ja przecież nigdzie nie pisałem, że ma swoją nazwę. Rzuciłem tylko przypuszczenie, że niektórzy ludzie mogą go jakoś nazywać. Tak jak za pół wieku nazwą inny kontynent. Jest dla mnie oczywiste, że większość mieszkańców tego świata nie interesowała się tym, jak i czy w ogóle przyjęto nazywać ten obszar lądu, bo do niczego nie jest im to potrzebne. Planety też zapewne prawie nikt nie nazwał. Ale być może marynarze czy uczeni nadali kontynentowi jakąś nazwę. Tak dla formalności.

Jeśli nie obca ci jest lektura sagi, to powinieneś wiedzieć, że Sapkowski często zostawiał takie detale domysłowi. Cała zabawa polega właśnie na tym, by je wyciągnąć na światło dzienne.
Przykładowo jest wzmianka, że zimą przy zachodnim wietrze, czyli wiejącym z zachodu, zdarza się, że na Archipelag Skellige przylatują gryfy. Na zachód od Skellige nie ma już nic. Ale skądś przylatują. Skąd? Być może właśnie z tego jeszcze nie odkrytego kontynentu. Ale pewne to nie jest. Tylko że ludzie muszą sobie zdawać sprawę, że gryfy się raczej nie lęgną z ikry, więc można założyć (można?), że ktoś się nad tym zastanawia i wyobraża sobie, że gdzieś tam daleko, dalej niż najodważniejsi marynarze zdołali dopłynąć, jest jakiś inny ląd. Ląd, z którego przylatują gryfy. A skoro jest, to wypadałoby go jakoś nazwać, najlepiej inaczej niż ten, na którym się już jest.

I takich mikrodetali jest pełno w książkach. Zresztą jest cały temat na forum, w którym się o nich rozmawia(ło).
Czy wiesz, że mały chłopiec ze szkuty, którego ojciec miał wszystko większe, został prawdopodobnie ojcem profesora Uniwersytetu Oxenfurckiego? A mógł zostać zjedzonym przez żagnicę. Tego też Sapkowski nigdzie otwartym tekstem nie napisał. Bo i po cóż by miał? Tak więc zapewniam cię, że to nie jest tak, że jak czegoś nie ma napisanego, to nie istnieje.
 
Last edited:
Dalej ci się wydaje naciągane przypuszczenie, że bohaterka była blada?

Dziękuję, że dałeś dokładny cy(c)tat. Dzięki temu będzie lepiej widoczne o co mi chodzi. Oczywiście, że to jest naciągane jak sparciała gumka do majtek!
To tak, jakby napisał, że ma czerwone usta więc to oznacza, że bohaterka jest czerwona <facepalm>. Nie wiem, jak Ci to prościej wytłumaczyć. Tego typu wnioskowanie obnaża duże niezrozumienie metafor i zbyt dosłowne kierowanie się tekstem. Innymi słowy, czytasz dokładnie, pamiętasz dobrze, ale mam wrażenie że niewiele rozumiesz z tych cytatów, tak jak z powyższego.

Rzuciłem tylko przypuszczenie, że niektórzy ludzie mogą go jakoś nazywać.

Przypuszczenie oparte na bardzo naciąganej przesłance i nietrafionym cytacie. Cała reszta Twojego wywodu nie ma sensu, bo do takich wniosków, że kontynent się jakoś nazywa można dojść, niczego nie cytując. Ale to detal.

Jeśli nie obca ci jest lektura sagi, to powinieneś wiedzieć, że Sapkowski często zostawiał takie detale domysłowi.

Nie jest mi obca, tak jak nie jest mi obcy wywiad-rzeka z Sapkiem i mnóstwo jego wypowiedzi z których jasno wynika, że on po prostu nie przywiązywał takiej wagi do geografii i "fizyki", że tak to ujmę świata przedstawionego i brał tylko to, co mu w danej chwili było do tego potrzebne. Dlatego kontynent nie ma nazwy, bo Sapkowi nie była do niczego potrzebna i nie miał fantazji, by go nazwać.

Z tego co piszesz wynika, że być może nie ma nazwy celowo, żebyś mógł sobie gdzieś ją wykoncypować i znaleźć jako "smaczek", a tymczasem jest to nieprawda i sam autor wielokrotnie wydrwiwał tego typu zapędy wobec jego prozy.

I tak samo jest z kontynentem. A twórcom serialu na szczęście nie zależy na tym, by mieszać za bardzo, więc nazwą to po prostu Kontynentem i ok.
 
To tak, jakby napisał, że ma czerwone usta więc to oznacza, że bohaterka jest czerwona <facepalm>. Nie wiem, jak Ci to prościej wytłumaczyć.
Bzdura. Serio tak rozumujesz? Bo to jest zupełne odwrócenie logiki zdania. Używając twojego przykładu należałoby napisać - Jej usta były tak czerwone, że od twarzy odróżniał je tylko sam kształt. Jaki z tego zdania wyciągnąłbyś wniosek? Że najwidoczniej i twarz danej kobiety jest czerwona. I to samo jest w zdaniu opisującym Yennefer. Jeśli coś się kolorem prawie nie odróżnia od tła, to znaczy, że jest w tym samym kolorze. Patrzysz na litery i wyrazy, ale chyba nie rozumiesz ich znaczenia.
Można zakładać, że to jakaś metafora, ale nie sądzę, bo to nie jest jedyny przykład na ogólną bladość tej czarodziejki.
Przypuszczenie oparte na bardzo naciąganej przesłance i nietrafionym cytacie. Cała reszta Twojego wywodu nie ma sensu, bo do takich wniosków, że kontynent się jakoś nazywa można dojść, niczego nie cytując. Ale to detal.
Cóż takiego jest nietrafionego w tym cytacie? Nie mam nic przeciw, byś do wniosków dotyczących takich zagadnień dochodził sam z siebie, ale jednak podparcie się cytatami z książek znacznie poprawia wiarygodność wypowiedzi. Jeszcze niedawno twierdziłeś, że na pewno żadnej nazwy nie ma, bo Sapkowski nigdzie jej nie podał. Wnioskowanie przez analogię nie zawsze jest poprawne, ale moim zdaniem w tym wypadku się całkiem dobrze sprawdza. Oczywiście mogłem napisać, że ten kontynent ma nazwę, bo tak i już, jednak przypuszczam, że mogłyby się odezwać głosy pytające, na czym opieram to swoje przypuszczenie.
Dlatego kontynent nie ma nazwy, bo Sapkowi nie była do niczego potrzebna i nie miał fantazji, by go nazwać.
Nie. Powtórnie złe wnioskowanie. To my nie wiemy, czy kontynent ma jakąś nazwę, bo Sapkowski jej nie wymienił. Nie wymienił też nazw wielu rzek, gór i lasów, ale to nie znaczy, że ich nie mają. Kontynent może mieć nazwę, co uzasadniłem. Nie musi. A ty twierdzisz, że nie ma nazwy, bo Sapkowski jej nie sprecyzował.
I nie zrobił tego jakoś celowo, w tym sensie, że chciał ją zachować w tajemnicy z sobie znanych tylko powodów. Nie po to również by czytelnicy jej szukali między wierszami, bo jej tam nie ma. Nie, nie tędy droga. Tak jak pisałem wcześniej, Sapkowski, co jest wiadome dla każdego, kto jest namiętym czytelnikiem sagi, lubił i bardzo często to robił, wsadzać w treść książek czasami dosłownie mikroskopijne odniesienia do zupełnie innych zdarzeń, rzeczy czy osób. Możesz tego nie dostrzegać, ale tak jest. I albo argumentami i cytatami przekonasz innych forumowiczów do swojego pomysłu, albo nie. Chwilowo pozostanę przy swoim zdaniu. Przy obu.
 
Last edited:
Ale potwór mi się wielce podoba, chociaż niestety do designu zaserwowanego przez Red-ów trochę brakuje. Uprzedzając uwagi - porównania będą nieuniknione.

Do designu REDów nie brakuje nic, bo to kropka w kropkę Królowa Kikimor z Wiedźmina 1 :)
 
Patrzysz na litery i wyrazy, ale chyba nie rozumiesz ich znaczenia.

A Ty patrzysz na litery i wyrazy, ale zbyt dosłownie i to prowadzi do zabawnych "dowodów", typu jeśli sutki są blade to znaczy że cała jest blada.

Przy czym ja nie twierdzę, że Yen nie była opisywana jako blada, ale akurat ten cytat jest kiepskim dowodem.

Można zakładać, że to jakaś metafora

Pewnie, że można, bo to poetycki opis aktu płciowego i traktowanie go dosłownie jest... niewłaściwe. To tak, jakby w opisie takiegoż aktu było, że jej talia była jak kandelabr, a Ty byś przytaczał przeciętną szerokość kandelabru i na tej podstawie wywodził, że była kadawerycznie chuda. Nie da się już prościej wytłumaczyć, gdzie popełniasz błąd w tym rozumowaniu :)

Wnioskowanie przez analogię nie zawsze jest poprawne, ale moim zdaniem w tym wypadku się całkiem dobrze sprawdza

Tak, bo jest jedna wzmianka na tysiące stron tekstu, że Fabio Sachs dotrze kiedyś do nienazwanego kontynentu. To jest zwykłe sformułowanie, figura literacka, bo wiadomo, że nieznane lądy nigdy nie mają nazwy i jak ktoś je odkryje, to nada im nazwę. Budowanie na czymś takim przesłanek jest, po raz kolejny, zbyt dosłownym interpretowaniem słowa pisanego. Szukasz w metaforach, potocyzmach i figurach literackich dowodów na worldbuilding, który Sapkowskiego zajmował po stokroć mniej, niż niektórych jego fanów.

Powtórnie złe wnioskowanie. To my nie wiemy, czy kontynent ma jakąś nazwę, bo Sapkowski jej nie wymienił.

To jest książka. Mylisz pojęcie tego, co istnieje obiektywnie z tym, co istnieje w tym świecie. Innymi słowy, mieszają Ci się nieco rzeczywistości w tej akademickiej dyskusji. Rozmawiamy o adaptacji książek na medium filmowe i ten kontynent nie ma nazwy, bo Sapkowskiemu ona do niczego nie była potrzebna i jej nie nadał. I tyle, koniec kropka. Nazwę, jeśli jest ona potrzebna, należy zatem wymyślić. Książki i uniwersa tworzone przez autorów tychże nie są samoistnymi bytami, tylko istnieją w takim zakresie, w jakim zostały stworzone przez tych właśnie autorów.

Dyskutowanie w kontekście książki, czy ci ludzie nazywają jakoś kontynent jest puste, pozbawione sensu. W praktyce bowiem ten kontynent nie ma nazwy, ponieważ nie został nazwany przez autora. Znów - wybacz, ale prościej się nie da. Resztę napisał już Ci Nars.

Sapkowski, co jest wiadome dla każdego, kto jest namiętym czytelnikiem sagi, lubił i bardzo często to robił, wsadzać w treść książek czasami dosłownie mikroskopijne odniesienia do zupełnie innych zdarzeń, rzeczy czy osób.

Po co o tym wspominasz? Przecież to nie ma związku z przedmiotem dyskusji, ponieważ cytat który Ty przytaczasz absolutnie nie jest potwierdzeniem powyższego.

To co robisz, to nie jest wnioskowanie przez analogię. To jest szukanie na siłę czegoś, czego nie ma. Uwierz mi, można znać Sagę na pamięć i nawet czytać ją > 20 razy i tego nie robić :)
 
Last edited:
A Ty patrzysz na litery i wyrazy, ale zbyt dosłownie i to prowadzi do zabawnych "dowodów", typu jeśli sutki są blade to znaczy że cała jest blada.
Przy czym ja nie twierdzę, że Yen nie była opisywana jako blada, ale akurat ten cytat jest kiepskim dowodem.
Przytoczony cytat o sutkach jest bardzo dobrym dowodem na to, że Yen była blada. I nie jest to "zabawny" dowód, chyba że nadal jesteś w tej fazie, gdzie "hehehe cycki hehehe suty" nadal Cię śmieszy.

Pewnie, że można, bo to poetycki opis aktu płciowego i traktowanie go dosłownie jest... niewłaściwe. To tak, jakby w opisie takiegoż aktu było, że jej talia była jak kandelabr, a Ty byś przytaczał przeciętną szerokość kandelabru i na tej podstawie wywodził, że była kadawerycznie chuda. Nie da się już prościej wytłumaczyć, gdzie popełniasz błąd w tym rozumowaniu :)
Ty z kolei starasz się udowodnić, że blade sutki stanowią metaforę czystości sumienia i piękna uniesienia miłosnego aktu.
Saga była pisana prozą i nie ma tu miejsca na jakieś dziwne interpretacje, jeśli chodzi o opisy wyglądu zewnętrznego. Przykład z kandelabrem bardzo na siłę i w ogóle nie oddaje analogii.

Ja rozumiem, że można się nie zgadzać z tym co pisze @raison d'etre (sam wielokrotnie spierałem się z nim w wielu kwestiach) ale Ty chyba na siłę starasz się zaprzeczyć oczywistości, szukać interpretacji tam gdzie nie ma dla nich miejsca, byle tylko nie przyznać mu racji.
Jeśli jest inaczej, to proszę zinterpretuj ten fragment, co on według Ciebie oznacza:
"...o sutkach tak bladych, że uzewnętrzniających się jedynie kształtem. "
 
Ja, gdy czytam te dyskusje o bladych sutkach Yennefer:
comment_HwWmS4kpqC0HW39CT4EA8PPvWlkWGzTG.gif

Post automatically merged:

 
Last edited:
I nie jest to "zabawny" dowód, chyba że nadal jesteś w tej fazie, gdzie "hehehe cycki hehehe suty" nadal Cię śmieszy.

Nie zrozumiałeś widać kontekstu użycia sformułowania "zabawny".

Ty z kolei starasz się udowodnić, że blade sutki stanowią metaforę czystości sumienia i piękna uniesienia miłosnego aktu.

Wskaż fragment, gdzie tak udowadniam.

Saga była pisana prozą i nie ma tu miejsca na jakieś dziwne interpretacje, jeśli chodzi o opisy wyglądu zewnętrznego.

Teraz z kolei nie rozumiesz, że to iż coś jest pisane prozą nie oznacza, że nie stosuje się tam przenośni, metafor czy zwyczajnie poetyckiego opisu. Sapkowski zresztą w całej swojej twórczości stroni od przyziemnych i doniosłych opisów scen łóżkowych.

Przykład z kandelabrem bardzo na siłę i w ogóle nie oddaje analogii.

jest bardzo dobry i oddaje sedno.

Jeśli jest inaczej, to proszę zinterpretuj ten fragment, co on według Ciebie oznacza:
"...o sutkach tak bladych, że uzewnętrzniających się jedynie kształtem. "

Że ma, na litość boską, jasne sutki i tyle. Nawet jeśli trzeba, to niech ktoś inny wam tłumaczy że kolor sutków nie przekłada się wprost na cerę:) I dlatego między innymi posiłkowanie się tym cytatem zakrawa na żart albo niezrozumienie.

Ja, gdy czytam te dyskusje o bladych sutkach Yennefer:

A żebyś wiedział, bo posiłkowanie się akurat takim cytatem by udowadniać cerę czarodziejki jest zwyczajnie zabawne. Podobnie jak wyciąganie pokrętnych wniosków odnośnie nazwy kontynentu i jeszcze inne tego typu cytaty, które w wypowiedziach tego użytkownika występują co rusz.

To jest dosłowny, zwyczajny cytat opisujący jej wygląd:

Mnóstwo czarnych loków, blada trójkątna twarz, fiołkowe oczy, lekko skrzywione wargi, ładne ramiona, zgrabna szyja, na szyi czarna aksamitka z gwiaździstym, skrzącym się od brylantów klejnotem.
 
Wskaż fragment, gdzie tak udowadniam.

"...metaforyczny opis aktu płciowego..."
"...Tego typu wnioskowanie obnaża duże niezrozumienie metafor i zbyt dosłowne kierowanie się tekstem. "
"...o poetycki opis aktu płciowego i traktowanie go dosłownie jest... niewłaściwe. "


Udowadniasz, że coś jest metaforą, choć nią nie jest. Nie wiem, czy w ogóle znasz pojęcie słowa "metafora."

Że ma, na litość boską, jasne sutki i tyle. Nawet jeśli trzeba, to niech ktoś inny wam tłumaczy że kolor sutków nie przekłada się wprost na cerę:) I dlatego między innymi posiłkowanie się tym cytatem zakrawa na żart albo niezrozumienie.

Ale gdzie tu metafora? Gdzie przenośnia? Gdzie drugie dno? Ty naprawdę nie rozumiesz pojecia tego słowa.
Jeszcze raz Ci wytłumaczę, po kolei.
"...o sutkach tak bladych..." Z tego wynika, że sutki są blade.
"...że uzewnętrzniających się jedynie kształtem. " Z tego wynika, że reszta skóry jest blada, gdyż sutki są jedynie wypukłością i nie odróżniają się kolorem od cery. W tym przypadku kolor skóry przekłada się na cerę. Prościej Ci już tego nie wytłumaczę.


To jest dosłowny, zwyczajny cytat opisujący jej wygląd:
Mnóstwo czarnych loków, blada trójkątna twarz, fiołkowe oczy, lekko skrzywione wargi, ładne ramiona, zgrabna szyja, na szyi czarna aksamitka z gwiaździstym, skrzącym się od brylantów klejnotem.
Aha, cytat o sutkach jest metaforyczny, a ten jest dosłowny xD Przyznaj się, trollujesz i łyknąłem zarzutkę jak pelikan. Po prostu nie wierzę xD
 
Status
Not open for further replies.
Top Bottom