Teoretycznie oczywiście nawet starsze aktorki mogły wziąć udział w castingu (w sumie kto im zabroni ), ale jeśli showrunnerka serialu, która ma najwięcej do powiedzenia przy całej produkcji, szuka aktorki, która będzie grała zarówno osobę dorosłą jak i nastolatkę, to wiadomo, że raczej 30 latki nie miały szans.
O ile to musi być taka tylko alternatywa. A przecież nie musi, przecież można było dobrać takie aktorki, żeby wiarygodna ciągłość roli była zachowana.
No ale to już nad rozlanym mlekiem w sumie.
Co do zdjęcia, to nie bijcie za psucie zabawy, ale to naprawdę może być wszystko, absolutnie. W książkach nie ma nic, co by mogło nawiązywać do tej sceny albo się z nią kojarzyć.
Też sądzę że to nie Wiewiórki. To byli terroryści właściwie, zupełnie nie w ich stylu żeby podszywać się pod kogoś innego - wręcz sprzeczne z ideą.
Znów poczarnowidzuję, ale po teaserze spodziewam się w tym miejscu american-netflix-banału, typu: Nilfgaard będzie robił za imperium absolutnego zła, które porywa małe uzdolnione magiczne dzieci. Na czele takiego oddziału musi być mag, w tym wypadku Fringilla, dlatego podróżuje z oddziałem Nilfgaardu. Yennefer, przez wzgląd na swoje traumatyczne dzieciństwo i uprawianie magii pod przymusem, pełna empatii próbuje jedno z takich dzieci obronić. Od tej pory zaczyna się jej konflikt z Vigo.
Fajne, nie? Składam CV do Netflixa na kolejne sezony
Przeca wyraźnie wynika z cytowanej chociażby przez @Margoletta wypowiedzi, że nie. Jeżeli szukali aktorki nie takiej, która będzie perfekt Yennefer z książek, tylko takiej która będzie perfekt do wizji Lauren, to logiczne jest, że jej wizja rozmija się z tą z książek.
Pozostaje nam tylko poczekać i zobaczyć jak to w praniu wyszło. Wygląda na zwiastunie jak dla mnie wystarczająco dobrze, żeby tylko nie poległa na grze aktorskiej.
Moim zdaniem Anya wygląda nieźle w trailerze i z grą aktorską pewnie sobie poradzi. Pytanie tylko jaką Yen będzie odgrywać i jak będą wyglądać jej relacje z Ciri. Trailer sugeruje, że scenarzyści dużo czasu poświęcili tej postaci i to w niej najprawdopodobniej zobaczymy najwięcej zmian.
Moim zdaniem jest właśnie wręcz przeciwnie. Sapkowski dał nam o Yen tyle informacji, ile było potrzebne do zbudowania postaci i to powoduje, że jest tak charakterystyczna. Dodatkowe rozbudowanie tej postaci może ją zepsuć.
W którym momencie w Twoim odczuciu miało to miejsce?
Dla mnie postać Yen jest poprowadzona w świetny sposób, nie wiem, czy nie w najlepszy ze wszystkich drugoplanowych (moim zdaniem w książkach długo nie jest to pierwszy plan, dlatego tak ją określam). Ale ciekawi mnie inna opinia.
W głównej sadze strasznie jej mało. Jej postać była mocno rozbudowana w pierwszych książkach. Potem zostaje złapana przez Vilgefortza i do końca nic się z nią nie dzieje.
Moim zdaniem w sadze występuje dość często. Poza tym dobrze napisana postać wcale nie musi być też tą, o której się najwięcej pisze. Złapanie jej przez Vilgefortza jest tak na prawdę motorem napędowym całej akcji w ostatniej książce. Poza tym pokazuje siłę jej charakteru i siłę jej relacji z Ciri i Geraltem.
Powiedziałbym, że przewija się ciągle tak samo. Kiedy przebywa w niewoli, poznajemy jej działania z perspektywy śledztwa Triss i jest to fajna konstrukcja charakterystyczna dla ASa. Plus to, co @Margoletta napisała - rzecz jest przemyślana.
A dla mnie jest absolutnie odwrotnie. Pojawia się tylko w kilku opowiadaniach i to głównie jako partnerka Geralta, której celem w jest pokazanie tego, jaki on jest. Jest raczej narzędziem do zbudowania postaci Geralta. Dopiero w sadze staje się postacią niezależną, która ma swoją rolę do odegrania.
Ale przecież opowiadań jest 12, a Yen pojawia się w zaledwie ilu - 3 albo 4? Do tego bywa wspominana. Staje się właśnie główną postacią później, szkoląc Ciri, a potem coraz bardziej się z nią związując i to jest właśnie świetnie i wiarygodnie przedstawione.
Ale przecież opowiadań jest 12, a Yen pojawia się w zaledwie ilu - 3 albo 4? Do tego bywa wspominana. Staje się właśnie główną postacią później, szkoląc Ciri, a potem coraz bardziej się z nią związując i to jest właśnie świetnie i wiarygodnie przedstawione.
Kiedyś już popełniłem na ten temat sporo postów, dlatego mam nadzieję, że wybaczysz mi gdy napiszę skrótowo:
Powody, dla których rolę Yennefer i Ciri mają zostać rozbudowane zostały już podane, ale niezależnie od tego - z punktu widzenia budowania angażującego scenariusza nie ma to znaczenia, co widać po książkach, bo przecież są angażujące, fajne i w ogóle, mimo że Yen jest tyle właśnie, w takich proporcjach i tak podanej. Nie ma więc absolutnie żadnego powodu, żeby wprowadzać tę postać od początku. Racjonalnego, ponieważ jest jej... Cóż, tyle i lle trzeba.
Brienne z Tarhu jest ważną postacią w GoT, podobnie jak np. Ramsay Bolton. I dla mnie ma to tyle samo sensu co pomysł, żeby widzowie poznali Ramsaya Boltona od samego początku, no bo przecież inaczej... No, właśnie, co? Pogubiliby się?
Są fabularne, korespondujące z character arc powody, dla których postaci pojawiają się wtedy, a nie kiedy indziej. Podobnie jak Fringilla, Cahir i jeszcze kilka innych postaci. Jeśli sprawdziły się w książce, nie ma powodu, dla którego nie miałyby się sprawdzić w dobrze zrealizowanej ekranizacji. I nie, argument "książka to inne medium niż film" (które na forum w tym kontekście padały) samo w sobie nie jest argumentem, ponieważ nie wyjaśnia, jaki jest konkretny wpływ tego, że książka to inne medium niż film na ten akurat aspekt (czyli kiedy jaka postać się pojawia).
Już teraz ma za sobą nie jedną walkę z potworem, a z opisów wiemy jak one wyglądały. Tutaj prezentuje się jak jakiś książę spędzający czas na zamku, a nie wiedźmin.