Ludzie ludzie, wy chyba nie wiecie jak działa w Polsce rynek filmowy... O finansowanie zwrócono się do PISF, dla których głównym punktem w decyzji o finansowaniu jest promocja polskiej kultury. Owszem, ksiażka jest polska, ale gdyby ktoś podsunął propozycję obsady angielskojęzycznej to w zupełności nie zdziwiłbym się, gdyby pan pociągający w PISF za sznurki powiedział: "a co to jest za niepolskie dziwne, tutaj nie pojawia się nawet słowo Polska! Czy ten Geralt jest Polakiem, bo nawet nie będzie mówił po polsku!?". ONI TAK WŁAŚNIE TAM MYŚLĄ. Dlatego uważam, że crowdfunding byłby w tym przypadku stokroć lepszym pomysłem niż pałowanie się z urzędasami z PISF-u. Oni się po prostu nie zgodzą, dopóki nie będzie polskich aktorów.
Przecież w ogóle nie trzeba wykluczać polskich aktorów. Pamiętasz "Pianistę"? Film w całości po angielsku, ale jakże polski w wymowie. Role dalszoplanowe powierzono wielu Polakom. Oczywiście nie jest to idealny przykład, bo dzieło Polańskiego zostało oparte na faktach i to niezbyt odległych czasowo, niemniej myślę, że kampania promocyjna gry może również przyczynić się do wydania pozytywnej decyzji. Marka Wiedźmin w Polsce stale się umacnia - coraz więcej ludzi kojarzy Geralta, choć nie czytali książek.
Wiesz... Ciężko nauczyć obcokrajowca języka polskiego.
To mit, który, co ciekawe, aktywnie podtrzymują sami Polacy. Język polski nie jest w pierwszej lidze najtrudniejszych języków świata. Tylko w Europie na głowę bije polszczyznę węgierski i fiński.
A ja jestem przeciwna tworzeniu wersji anglojęzycznej z zagranicznymi aktorami. Nie i koniec. Dlaczego mamy się macdonaldyzować na siłę i za pieniądze własnego państwa, z naszą krajową ekipą, próbować robić film po angielsku?
Żeby film sprzedać na świecie. Nie zapominaj, że kinematografia to również biznes. Kasa musi się zgadzać tak samo, jak w każdym innym przedsiębiorstwie.
To jest nasza rodzima, klimatyczna produkcja, nasze książki, które, nie da się ukryć, tracą w tłumaczeniu połowę klimatu. Po co z naszej klimatycznej opowieści robić rąbankę w stylu 300, Conana Barbarzyńcy z Momoą, albo nowego Herculesa? Albo inny "holiłódzki" bulszit za przeproszeniem?
Od kiedy to angielski = Hollywood? "Imię Róży" - film w koprodukcji niemiecko-włosko-francuskiej - jest całkowicie po angielsku. Czy język dialogów w jakikolwiek sposób naruszył atmosferę filmu i pozbawił głębi literackiej? Nie. A wiesz dlaczego? Dlatego że został przygotowany z wielką dbałością o detale. Reżyser zdawał sobie sprawę, że istota przekazu tkwi w bohaterach i wydarzeniach, a nie w kwestiach narodowych. Problem polega na tym, że rośnie grupa Polaków, którzy czują się dziwnie widząc, jak Geralt powoli staje się bohaterem popkultury światowej. Czują jak powoli przestaje być "nasz". Denerwują ich zachwyty ze strony obcokrajowców do tego stopnia, że każde odstępstwo od książek traktuje się jak przejaw hamburgeryzacji. Rodacy są zazdrośni o sukces Wiedźmina na Zachodzie, stąd od czasu do czasu pojawiają się te pseudonarodowe posty. Są one jeszcze bardziej absurdalne, gdy się weźmie pod uwagę fakt, że w Wiedźminlandzie nie ma Europy, Ameryki czy Azji. Również mityczna słowiańskość nie jest czymś, co dominuje w cyklu - jakoś Polacy niezmiernie często pomijają wątki arturiańskie, klasyczne archetypy czy motywy przewodnie znane od tysiącleci (np. podróż bohatera czy proroctwa o wybrańcach). No a przede wszystkim pomijają kanon fantasy, który AS opowiedział na nowo. Być może powodem takiej wybiórczości jest również brak umiejętności odczytywania kodu kulturowego; może nawet jest to kwestia jakiegoś wykluczenia z kręgu kultury innej niż rodzima. Sam Sapkowski, z tego co zauważyłem, odcina się od wszelkich ideologii, jako że wartości kulturalne i materialne (

) stoją u niego kilka klas wyżej niż kwestie narodowe.
Mam gęsią skórkę od momentu potwierdzenia newsa dnia, czyli iż pan Bagiński rzeczywiście zabiera się za ekranizację Wiedźmina. Fantastyczna wiadomość. Jestem ufnym człowiekiem i mam cichą nadzieję, iż będzie to ekranizacja na takim poziomie, że my, wszyscy fani Wiedźmina będziemy zbierać szczęki z podłogi. Wcale nie obawiam się słabości projektu, gdyż jak wszyscy doskonale wiemy, dla Tomasza Bagińskiego Wiedźmin to nie pierwszyzna.
Pełnometrażowe dzieło aktorskie to dla niego jednak pierwszyzna. Ja mam trochę obaw dotyczących kwestii finansowych. Dużych pieniędzy najbardziej w Polsce brakuje, a cykl wiedźmiński ma swoje konkretne wymagania, których nie sposób ominąć bez utraty jakości/wiarygodności dzieła. I zgadzam się z opinią, że serial lepiej by się sprawdził fabularnie, co oczywiście nie oznacza, że mógłby być zrobiony po kosztach. Efekt byłby znajomy, a przecież nam wszystkim marzy się rozmach na poziomie "Kompanii braci" - jej budżet wyniósł drobne 100 mln $. Z drugiej strony serial nie wyprodukowany w kraju anglosaskim byłoby znacznie trudniej tam sprzedać. Jak widać wokół filmu jest raf co niemiara.