Tak na początek - Siema ;D.Co do epilogu... Zdecydowanie za prosty i jakoś tak mało widowiskowy pod względem walki. No i przydałoby się spotkanie chociaż z Vesemirem. A oprócz tego nie trawię rysunków w zastępstwie końcowego filmiku. Ale na tym wady się kończą. Dopiero w V akcie i Epilogu gra tak naprawdę się rozkręca. Spotykamy sporo postaci z poprzednich aktów, a niektóre wystąpią przeciwko nam. A te niedomówienia na koniec - po prostu mistrzostwo! Kontynuacja to zapewne tylko kwestia czasu, ale mam nadzieję, że wątek Alvina nie będzie już poruszany (chybaże twórcy wpadną na jakiś super-genialny pomysł - i w sumie nie wątpię w to

). Po prostu taka otoczka tajemnicy jest potrzebna każdemu arcydziełu.Jeśli chodzi o motyw Alvin-Wielki Mistrz to pomysł podróży w czasie nie za bardzo mi się podoba. Sam pomysł na powiązanie Alvina i WM jest super, ale podróże w czasie do mnie po prostu nie przemawiają (chybaże przedstawione w ciekawy sposób - tak jak tutaj ;D). A teraz kilka teorii, które stworzyłem jedynie dla własnej satysfakcji:-Nie było nigdy Alvina. Od początku był to WM, który jak wiemy był mistrzem iluzji, więc bez problemu mógłby się zamienić w małego chłopca. Może po to, żeby szpiegować Geralta? A może jego Moc wzięła nad nim górę i przemieniła go wbrew woli? Kto wie. Potem gdy dostał od Geralta amulet, pozwalający kontrolować jego zdolności zaczął jasno myśleć i korzystać z swego daru. I wtedy się teleportował, zakończył iluzję Alvina, oraz dokończył to co zaczął.-Alvin gdy się teleportował trafił do WM. Może to był jego ojciec? Dał mu amulet, powiedział czego się dowiedział o wiedźminach i tyle.-Alvin teleportował się, jego Moc przejęła nad nim kontrolę, zabił WM, potem sam się w niego zamienił.-Nie było, ani Alvina, ani WM. Była nimi jakaś wyższa istota - bóstwo, czy inne coś. I to Coś się zamieniało raz w Alvina, a raz w WM, zależnie od potrzeby. A może to jakaś gra bogów? Taki zakład - jeden obstawił, że Geralt (którego przywrócili do życia) poradzi sobie z innym bogiem, który był Wielkim Alvinem

. Ale to już naprawdę wymyślanie na siłę, zresztą jak wszystkie te teorie xD. Jak było naprawdę? Możliwe, że tego nie wiedzą nawet twórcy gry ;D. Pozostaje czekać na kontynuację, może poruszą ten temat w następnej części

.I jeszcze sprawa wiedźmina-zabójcy. Na początku gry coś mi się nie podobał Lambert i obstawiałem, że okaże się zdrajcą xD... Zresztą kto wie. Przyznaje się bez bicia, że nie znam się za bardzo na Wiedźminie - czytałem tylko kilka opowiadań. Więc pojęcia nie mam kim on może być. Chociaż pewne jest, że to nie była żadna postać, którą spotkaliśmy podczas gry. I to na pewno nie był jakiś wiedźmin-jełopek, ponieważ walczył na poziomie Geralta, a ten pod koniec gry naprawdę wymiata

. Chociaż w sumie jakimś cudem mógłby to być Radowid xD... Tak z wyglądu, bo może coś mu się nie spodobało w nowym sojuszu i chciał sam objąć władzę w Temerii, zabijając króla, a zwalając wszystko na Geralta. Teoria naciągana, ale mógł to być ktoś komu się nowy sojusz nie spodobał. Albo jakiegoś wiedźmina olśniło i stwierdził, że to co się stało jest sprzeczne z przeznaczeniem i chciał zabić Foltesta.