Zerkając na oceny moich (licznych) znajomych z filmwebu, jak i choćby opinie na IMDb, trudno nie dojść do wniosku, że widownia "Man of Steel" wyraźnie podzieliła się na dwa obozy; z jednej strony pierś wypinają dumnie entuzjaści zaliczający film do kanonu bardzo udanych adaptacji komiksowych (dominują oceny oscylujące w okolicy 8/10), gdy z drugiej strony odbywa się kolektywne ziewanie rozczarowanych, klasyfikujących film jako bezpłciowego przeciętniaka (5/10). Osobiście nie opowiadam się po stronie żadnej z grup, ale bliżej mi - mimo chęci polubienia filmu - do tych drugich.
Życzyłem sobie więcej efektowności, mniej efekciarstwa oraz więcej duszy i emocji, a otrzymałem niekoherentny mariaż sentymentalnego kina paralelnego do twórczości Malicka z nużącą rozwałką, której niestety bliżej momentami do Transformers 3, niż bardziej wyrafinowanych letnich blockbusterów. Snyder wywiązuje się z zadania całkiem spoko, ale nie może przecież zrobić z tego filmu klasyka rozrywki, gdy ma do czynienia z tak chaotycznym scenariuszem, jak twór Goyera. "MoS" ogólnie brakuje szlifu, bo film chwilami naprawdę ciągnie się bezlitośnie. W dodatku chwilami dziwiła mnie paleta barw, jakby nie do końca trafiono z pomysłem na zdjęcia.
Z drugiej strony, o obsadzie mogę wypowiadać się tylko w superlatywach. Shannon jako Zod to strzał w dziesiątkę, a poza tym bardzo podobało mi się, co z Lois Lane zrobiła Amy Adams. Kevin Costner i Diana Lane mimo stosunkowo niewielkiej ilości scen dorzucają sporo do emocjonalnego serca filmu, sam Caville, mimo iż nie gra najciekawszego z superbohaterów daje radę, a reszta ekipy, choć nie ma dużego wyzwania, również spisuje się bez zarzutu.
Mamy tutaj niestety casus tych nieszczęsnych sequeli Transformers, sceny akcji o takim rozmachu trzeba także umieć poprowadzić, a po Smallville Battle spektakl głównie mnie nudził. Suma sumarum dostaliśmy zjadliwy blockbuster niepozbawiony kilku genialnych scen, garści wciągających sekwencji akcji i solidnego aktorstwa, ale jak zwykle boli ciężar niewykorzystanego potencjału i szans. Zakrzyknąłbym, "Scenarzysta do wymiany!", ale niestety wiem, że pracuje już nad "MoS2" i pewnie innymi filmami z uniwersum, stąd nie wiem, czy zaszczycę te filmy obecnością w kinie.
6/10
tl;dr Niekoherentny mariaż paru konwencji, który mimo solidnego aktorstwa i garści wysmakowanych scen zbyt często nuży, co zrzucam na karb chałturniczego scenariusza.