Drogi serze. To, tak jakbyś się czepiał Nostromo, za to, że wyglądał plastikowo na tle kosmosu, to tak jakbyś się czepiał endoszkieletu T-800 z pierwszego Terminatora, za to, że jest animowany poklatkowo i widać różnice ostrości między nim, a drugim planem. Takie czasy, takie budżety, takie techniczne możliwości. Pierwsza Godzilla miała przesłanie, sam potwór był personifikacją zagrożenia jakie niesie za sobą broń nuklearna, a jego pochód przez Japonię wywoływał gigantyczne straty i prawdziwe ludzkie tragedie. Żeby zagrożenie ze strony gigantycznego jaszczura powstrzymać zostaje wymyślona kolejna potężna broń, której twórca poświęca się i po jej użyciu ginie, zabierając ze sobą tajemnicę jej produkcji do grobu. Bo ludzkość nie jest gotowa na posiadanie kolejnej tak niszczycielskiej broni.ser-ekxD said:Do tej pory mam napady śmiechu jak se to coś gumowo-kretopodobne z którejś z japońskich Godzilli przypomnę/>/>
I to właśnie pierwsza Godzilla jest rzekomo największą inspiracją, dla reżysera (stosunkowo mało znanego) najnowszego amerykańskiego remake'u. Oczywiście może wyjść z tego wielka wizualna wydmuszka, ale z drugiej strony, liczę nieco naiwnie na happy end w stylu District 9.
Kolejną właściwością Godzillowej franczyzy jest to, że dzieli się ona dość diametralnie różne w tonie i wymowie serie. Są skierowane do dzieci, te z lat 70tych, gdzie Godzilla jest obrońcą uciśnionego narodu, jest seria z przełomu lat '80/'90 gdzie Godzilla znów staje się największym zagrożeniem itd. Są też całkiem kiczowate z początku tego wieku.
Fun fact: ładnych parę lat temu wytwórnia Tōhō przeprowadziła ankietę wśród fanów, czy gumowe kostiumy Godzilli nie powinny zostać zastąpione efektami CGI, gumowe kostiumy wygrały. Druzgoczącą przewagą głosów.
Jak oddaje się taką franczyzę w "zdolne" ręce Rolanda Emmericha, to wiadomo, że nic z tego nie będzie...ser-ekxD said:Japońska gumowa Godzilla to klasyk, Amerykańska to... ten... Thanks, but no thanks.


