I tak właśnie - jako pastisz, czasem też jako komiks - zawsze odbierałem Bondy. Te ciągła jazda po schematach (podoba mi się określenie, że zmieniają się tylko kobiety i samochody

), stereotypach, nadludzkie wyczyny, triki nie z tej Ziemi, specyficzny humor itp. Nigdy Bondów nie brałem na poważnie, zawsze oglądałem je z przymrużeniem oka i z uśmieszkiem na twarzy, bo to nie żadne ambitne kino przecież, tylko takie tam filmiki, przy których można przyjemnie zjeść popcorn, popodziwiać sobie drogie garnitury, zegarki i auta, zobaczyć, jaka marka samochodowa tym razem jest promowana i obowiązkowo oczywiście przeprowadzić dyskusję ze znajomymi na temat aktorów grających Bonda i kobiet Bonda, bo to przecież istotne rzeczy są

.
Nigdy nie zaliczyłbym jakiekolwiek Bonda do swojego top10, albo nawet top20. Bondy są nędzne, słabe, przeciętne albo dobre. Nigdy wybitne. Oczywiście to tylko moje zdanie

.