Forumowa filmówka

+
Nikt jeszcze o tym nie pisał?
Nighty przywołał ten wątek w temacie serialowym, gdzie odpisałem skoncentrowany na kwestiach odpowiadających tutejszemu, co pozwolę sobie przypomnieć:​
Ta saga faktycznie zdaje się dobiegać końca (jak widać spotkania Sarandosa z Trumpem nie poszło po myśli tego pierwszego), natomiast los WB być może jeszcze nie jest przesądzony; Departament Sprawiedliwości USA to jedno, ale zobaczymy, co wskórają choćby kalifornijscy włodarze czy Komisja Europejska. Jeśli jednak Ellisonowie domkną transakcję, to nabierające mocy ustalenia utwierdzą w przekonaniu, że żyjemy w najgorszym timelinie.

Nie wchodząc głębiej w sprzeczne z tutejszym regulaminem kwestie światopoglądowe, obawa o zamianę aktywów WB w tubę propagandową obecnej administracji USA i narzędzie prawicowego komentariatu to jedno.

Mnie osobiście bardziej martwi los przemysłu filmowego. Pozornie Paramount to lepsza informacja dla kin, niż Netflix traktujący je jako bezpośrednią konkurencję, którą należy zwalczyć. Patrząc jednak na to, ile milionów strat przyniósł w ostatnim kwartale ubiegłego roku Paramount oraz jakimi liderami wydają się być Ellisonowie, gorzej być nie mogło. Obecnie wytwórnia nie ma już nawet działu poświęconego promocji z myślą o nagrodach filmowych, a koncentruje się na dojeniu franczyz; wystarczy spojrzeć na ich bezduszny kalendarz tegorocznych premier.


Tym bardziej tragiczne jest to, że WB ma za sobą bardzo udany pod każdym względem rok, a na gali oscarowej, która odbędzie się w niedzielę za dwa tygodnie mają przecież "Grzeszników" z rekordową liczbą 16 nominacji oraz "Jedną bitwę po drugiej" z 13, czyli dwóch faworytów tego sezonu (oraz "Zniknięcia" z pojedynczą nominacją aktorską). Jeszcze ten rok również zapowiada kontynuację systemu autorskich filmów oryginalnych (na początku października do kin wchodzi najnowszy film Iñárritu) czy jakościowych marek (w grudniu finał trylogii "Diuna" pod batutą Villeneuve'a), ale to może być już łabędzi śpiew i ostatnia duża wytwórnia w takim stopniu oddana ideałom wolności artystycznej niedługo się zawinie...

Obietnica Sarandosa, że Netflix respektowałby 45-dniowe okno dystrybucji kinowej mogłyby zostać szybko zweryfikowane przez rzeczywistość, ale akurat w to, że nie wtrącaliby się w kontynuację ducha WB i dla dobra biznesu zostawiliby w spokoju to, co ewidentnie działa, byłbym skłonny uwierzyć. Także sądzę, że mimo wszystko byli tym mniejszym złem. Wygląda na to, że tym samym za parę lat najbardziej prestiżową wytwórnią zostanie Universal, który obecnie jest domem m.in. Spielberga, Peele'a czy duetu Daniels. Wkrótce pewnie ten lineup wzmocnią uciekinierzy z wypatroszonego Warnera. Szkoda gadać.​

I tak jest za dużo tych platform streamingowych . Mnie tylko ciekawi jaki to bedzie miało wpływ na uniwersa HP i GOT
Konsolidacja o takiej skali będzie jednoznaczna ze srogimi cięciami etatów i masowymi zwolnieniami, więc choćby dlatego zmiana status quo to kolejnego poważny cios dla zszarganego rynku pracy. Nie mówiąc o tym, że Ellisonowie podobno są zwolennikami AI. Dodajmy do tego potencjalną negatywną zmianę w różnorodności oferty kinowej, co może przyczynić się do dalszej erozji na tym polu; dystrybucja kinowa i tak już ledwo zipie. Za kulisami na ten moment krążą głosy, że kierownictwo działów fabularnych Warnera zachowa stołki, ale podstawowym pytaniem jest, ile zostanie z ich strategii nacechowanej artystyczną wolnością...​
 
Ubiegłej nocy odbyła się 98. gala wręczenia Oscarów.

Po kolejnych trzech latach zarywania nocy, tym razem mocno postanowiłem sobie pójść spać. I słusznie, bo samo rozdanie, tak jak się spodziewałem, okazało się bardzo przewidywalne. 20/24 trafione, spudłowałem w Dokumencie Pełnometrażowym i Animacji Krótkometrażowej, a tak to "One Battle After Another" niespodziewanie przegrało z "Sinners" Zdjęcia, choć za to nieco zaskakująco wygrało z filmem Cooglera Casting. Fakt, że ta przewidywalność w większości przyniosła akceptowalne rezultaty.

Nadal jestem zdania, że wiara w możliwą wygraną "Sinners" powstała w internetowej bańce. Dostać rekordową liczbę nominacji to jedno, ale żeby populistyczne kino z wampirami będące gatunkowym miszmaszem miał wygrać Najlepszy Film? Tym bardziej, że było czuć brak wsparcia wśród międzynarodowych głosujących. Cieszę się z triumfu Amy Madigan: druga nominacja po 40 latach, piękna klamra zamykająca karierę, co w dodatku sygnalizuje, że Akademia zaczyna traktować role w horrorach z powagą.

Cudownie, że Paul Thomas Anderson wreszcie został ukoronowany, uważam wszystkie Oscary dla "One Battle..." za zasłużone, choć pewnie ucieszyłbym się z wygranej np. Stellana Skarsgårda. Jak dla mnie film był najlepszym w stawce. To był raczej mało imponujący rok dla kina, a nawet, jeśli "One Battle..." nie jest arcydziełem, to wciąż bardzo dobra pozycja, która wyróżnia się na tle konkurencji i naprawdę zostaje w głowie, a do tego celnie opowiada o współczesności bez tracenia na uniwersalności.​
 
A jakie masz zdanie o „Marty Supreme”, @Galadh ?
Bo film dostał nimbu niszowej klasyki, z fabułą z dala od utartych szlaków, z antybohaterem przez wielkie H…
A mnie Tymek od jakiegoś czasu odrzuca, niespecjalnie czuję jego geniusz, wręcz mi spod jego autoprezentacji w wywiadach przebija taka pełna samozadowolenia arogancja połączona z kompletnym brakiem dystanstu do siebie, zero autoironii (co np. lubię u Seana Penna i nawet jeśli jest to poza, to zdecydowanie wolę taką), co rzutuje też na role… a zachwycił mnie w „Diunie” i czułam się kupiona kreacją Małego Księcia slash chmurnego poety slash ambitnego młodzieńca. Ale wzięło i się rozpękło, i już nie kupuję.
Brak statuetki dla filmu odbieram jako w pewnym sensie autoryzację mojej opinii xD
 
A jakie masz zdanie o „Marty Supreme”, @Galadh ?
To z pewnością inteligentna i bogata wizualnie rozrywka. Josh Safdie powtarza poniekąd schemat fabularny poprzednich dwóch filmów, które zrealizował jeszcze wspólnie z bratem. Tym razem w pojedynkę igra z ogniem na każdym kroku, zachowując precyzyjną kontrolę nad karkołomnym rytmem i nie gubiąc w tym szaleństwie pulsu. Intensywne, orzeźwiające doświadczenie, którego skala, ambicja i humor pozwalają wybaczyć niedoskonałości takie, jak nieco dygresyjny środek. W tym wzorcu zawsze chodziło o ciągłe gonienie króliczka, dodawanie do układanki kolejnych tarapatów, natomiast mam wrażenie, że można było odrobinę zawęzić niektóre z nich, tudzież doszlifować scenariusz.

Całość hołduje dawnemu NYC oraz znajduje między latami 50. a 80. punkty styczne. Co najlepiej słyszać w soundtracku Daniela Lopatina, o którym pisałem już w wątku muzycznym: mocarna rzecz, być może najlepszy aspekt tego filmu, kluczowy w budowaniu jego tożsamości. Nie został nominowany, ponieważ ta gałąź Akademii często bywa hermetyczna.​

Bo film dostał nimbu niszowej klasyki, z fabułą z dala od utartych szlaków, z antybohaterem przez wielkie H…
Czy ja wiem, czy niszowa? To już zależy oczywiście od osobistej definicji, natomiast zarówno budżet, jak i zarobki filmu świadczą o wydarzeniu. Czymś, co zdecydowanie wykracza poza kinofilskie kręgi.​
A mnie Tymek od jakiegoś czasu odrzuca, niespecjalnie czuję jego geniusz, wręcz mi spod jego autoprezentacji w wywiadach przebija taka pełna samozadowolenia arogancja połączona z kompletnym brakiem dystanstu do siebie, zero autoironii (co np. lubię u Seana Penna i nawet jeśli jest to poza, to zdecydowanie wolę taką), co rzutuje też na role… a zachwycił mnie w „Diunie” i czułam się kupiona kreacją Małego Księcia slash chmurnego poety slash ambitnego młodzieńca. Ale wzięło i się rozpękło, i już nie kupuję.
Tymek to ciekawa postać, akurat z planów jego produkcji płyną w jego stronę same superlatywy; podobno jest profesjonalny, zaangażowany, miły w obyciu. Kumam, dlaczego niektórych jego publiczny wizerunek może jednak uwierać.

Jako Marty odgrywa potencjalną życiówkę, a jego charyzma w połączeniu ze stylem reżyserskim nie pozwalają oderwać wzroku; casting to w ogóle organiczny majstersztyk, przez film przewija się sporo znakomicie obsadzonych naturszczyków. To również powrót do jakościowego kina Gwyneth Paltrow oraz przełomowa rola dla Odessy A'zion, która dotrzymuje Chalametowi kroku.

Cała sztuka polega też na tym, że Marty to antypatyczny protagonista, któremu mimo wszystko łatwo kibicować. Mr. Timmypants wybrnął więc i z tego wyzwania.​

Brak statuetki dla filmu odbieram jako w pewnym sensie autoryzację mojej opinii xD
Wiesz, konkurencja była miażdżąca: "OBAA" zdominowało cały sezon nagród, "Sinners" zapewne uplasowali się na drugiej pozycji, jako jedyni na tyle mocni, żeby mówić o jakiejkolwiek rywalizacji, a garść laurów przytuliły jeszcze takie filmy jak "Hamnet" czy "Sentimental Value". Niekoniecznie więc patrzyłbym na powrót do domu z pustymi rękoma jako porażkę. Po prostu "Marty" w żadnej z nominowanych kategorii nie przebił się wystarczająco, ogólnie filmu w tym wyścigu nie napędzała żadna wiodąca "narracja" (np. z odniesieniami politycznymi). Realne szanse miał sam Tymek, jakiś potencjał był też na Casting. Akademia jednak nie bardzo ma ochotę doceniać za aktorstwo panów w tym wieku, a jego wspomniana persona z pewnością nie pomogła.

Dla mnie "Marty" to bardzo dobry obraz, widziałem przedpremierowo dwukrotnie i nie żałuję. Choć nieco się osuwa we wspomnieniach z upływem czasu, jakby to był zastrzyk dopaminy na chwilę, a w sumie nie było tam jakiejś wielkiej głębi, pomimo geopolitycznych nawiązań do sytuacji z lat '50. Co innego "OBAA", które zostaje w głowie.​
Post automatically merged:

18.12.26.
 
Last edited:
Dla mnie też Strażnik Teksasu, to chyba jedna z jego kultowych ról i w naszym kraju najbardziej rozpoznawalna. Z filmów natomiast najbardziej go pamiętam właśnie z Drogi Smoka oraz Zaginiony w Akcji. Wielka strata, legenda kina akcji:cry::cry:
 
Następna legenda odeszła ;( Jak byłem w Koloseum to pierwsze co to poleciałem na górę szukać lokacji gdzie mogła być kręcona słynna scena walki. To też chyba definitywny koniec pewnej kategorii memów. No cóż myślałem w swojej naiwności że tacy ludzie jak Chuck i np. Ozzy są nieśmiertelni.
 
Szkoda Chucka, ale chłop swoje przeżył (86 lat to ładny wiek, zawsze mógł więcej, ale...) i to chyba w całkiem dobrej kondycji, więc nie jest tak żal jak kogoś kto zginął młodo w tragedii (jak chociażby Brandon Lee).

Nie umniejszając oczywiście tej śmierci.

Trailer DIUNY oczywiście świetny (jak zwykle porażający wizualnie) i jedynie szkoda, że trzeba tyle czekać na premierę.
 
Pojawił się zwiastun filmowej wersji Vaiana.

Bajka była dla mnie swojego czasu miłą niespodzianką.

Z chęcią obejrzę filmową wersję tej historii.
 
Last edited:
Nope ... nie ... niet!

"Jak wytresować smoka" w wersji live action było bardzo fajne, ale Vaiana wygląda jak Śnieżka ... słabo. Na dodatek The Rock z włosami wywołuje u mnie zwarcie tych jednych dwóch neuronów w mózgu :p
 
Last edited:
Szczerze to nawet nie wiedziałem że The Rock będzie to grał ale pierwsze co pomyślałem to własne to, że pasowałby idealnie ;).
 
Nope ... nie ... niet!

"Jak wytresować smoka" w wersji live action było bardzo fajne, ale Vaiana wygląda jak Śnieżka ... słabo. Na dodatek The Rock z włosami wywołuje u mnie zwarcie tych jednych dwóch neuronów w mózgu :p
Lepiej przyznaj się, że na swój sposób od lat identyfikowałeś się z The Rockiem :beer:
Ja nie mam żadnych wątpliwości, że będę musiał się wybrać na to do kina. Parę osób mi tego nie odpuści ;P
 
Pojawił się nowy trailer Masters of the Universe. Niby podobny do ostatniego, a jednak bardziej mnie kupił i zaczynam dostrzegać w nim He-Mana. Dokładnie tak. W końcu widać, że jest tym bohaterem, na którego czekano. Podobnie Cringer, który w końcu da się rozpoznać jako Battle Cat.
Zaczynam myśleć, że to może być udany film z Jaredem Leto. Czyżby w końcu udało się przełamać klątwę?

 
Last edited:
Pełen zwiastun pełnometrażowego Backrooms. Mimo że normalnie nie przepadam za horrorami (mocno wyeksploatowany gatunek) to jestem fanem twórczości Kane Pixels. Trailery wiernie oddają klimat jego youtube'owej serii, fajnie będzie zobaczyć to w bardziej "kinowym" wydaniu

 
@Sylvin

Niby trailer lepszy, ale przy szacowanym budżecie (szacowane 170-200 milionów) i zapewne targecie który pamięta z dzieciństwa postać główną postać (czyli teraz są to wcześni 40-latrkowie lub późni 30-latkowie) raczej nie wróżę finansowego sukcesu (aczkolwiek kompletnej klęski może też nie będzie).

Stąd też żadnej kontynuacji, czy też uniwersum, raczej nie zobaczymy.
 
@Sylvin

Niby trailer lepszy, ale przy szacowanym budżecie (szacowane 170-200 milionów) i zapewne targecie który pamięta z dzieciństwa postać główną postać (czyli teraz są to wcześni 40-latrkowie lub późni 30-latkowie) raczej nie wróżę finansowego sukcesu (aczkolwiek kompletnej klęski może też nie będzie).
Target, śmiało można powiedzieć, to dzieciaki z rodzicami, którzy pamiętają He-mana z dzieciństwa. Przy czym nie należy pomijać tego, że w ostatnich latach również pojawiały się kreskówki. W każdym razie, target ten nie jest taki mały i wszystko zależy tylko od tego w jaki sposób zrealizowano ten film. Myślę, że zyski mogą być zbliżone do tych z Shazam!, no ale zobaczymy.
 
Top Bottom