Heh... Cały świat czekał na ten dzień jak na szpilkach, a niektóre działania fanów mające na celu uzyskanie jakichkolwiek informacji przekraczały wręcz granice absurdu (przykładem pomiary ciepła w siedzibie Rockstara czy liczenie petów pod budynkiem firmy). Nadszedł w końcu ten moment i Rockstar (lub może Take Two) dwiema decyzjami biznesowymi zdetonował beczkę smrodu.
Po pierwsze, wydanie fizyczne nie będzie zawierało płyty, a jedynie karteczkę z jednorazowym kodem. To dużo gorsze niż te beznadziejne game key cardy na Switchu 2. Co więcej, ten kawałek plastiku wyceniono drożej niż edycje cyfrowe sprzedawane bezpośrednio w sklepach Sony i Microsoftu. Oficjalne tłumaczenie jest takie że to chęć uniknięcia wycieku spoilerów przed premierą. Jest to oczywiście prawda, bo płyty na konsolach nie posiadają żadnych zabezpieczeń więc jeśli ktoś by się pośpieszył ze sprzedażą to grę można by zainstalować i rozpocząć przygodę wcześniej. Mimo to jest to moim zdaniem zwykłe pitolenie, a prawdziwy powód to chęć maksymalizacji zysków. Brak płyty = brak używek więc każdy zainteresowany (a umówmy się, większość graczy na całym świecie jest zainteresowana) będzie musiał kupić 'nówkę'. Nie ważne czy zrobi to na premierę, tydzień później czy rok. Nie będzie po prostu innej opcji.
Konsolowcy bronią się rękami i nogami przed tym co od kilkunastu lat jest czymś oczywistym na PC, ale wiadomo że wydawcy do tego dążą. Nowa odsłona GTA jest tytułem, który może przetrzeć szlak i zrobić grunt pod całkowitą likwidację rynku wtórnego w niedalekiej przyszłości (np. przy okazji premiery nowych konsol). Straszna lipa zarówno z punktu widzenia graczy, którym odbiera się wybór jak i sklepów handlujących grami z drugiej ręki co mnie osobiście dotyka, bo sam w takim miejscu zarabiam na chleb i komorne. Przyszłość rysuje się w ponurych barwach.
Po drugie zaś, droższa edycja Ultimate. Ta bowiem będzie zawierała nie tylko elementy kosmetyczne, ale również sporo dodatkowej treści wyciętej z bazowej wersji gry takiej jak pojazdy, bronie, punkty usług pokroju warsztatów czy salonów tatuażu, a nawet jakiś nowy gang. Myślę, że specjaliści od Excela aż piali z zachwytu nad swoim geniuszem, a poklepywaniu się po plecach nie było końca. Nie ma to jak wyciąć kawałek gry i sprzedać za dodatkową kasę.
I wiecie co jest najgorsze? Ludzie już ostrzą pochodnie i zapalają widły (albo na odwrót), ale ostatecznie większość i tak kupi. I zanim ktoś tutaj napisze "gucio prawda, w tej sytuacji ja nie kupię!" albo "a mnie to gje te a w ogóle nie interesuje!" to warto mieć świadomość bycia w mniejszości. Szanse na to że gra okaże się niewypałem są bardzo niewielkie, bo co by nie mówić o Rockstarze, główne odsłony ich flagowych serii zawsze są świetne. Takie decyzje to jednak już nawet nie policzek, ale kopniak z półobrotu wymierzony w fanów, którzy i tak bez specjalnego przymusu zakupiliby grę przed premierą, a potem z miłą chęcią ładowaliby kasę w tryb sieciowy.
PS. Ja też zamierzam dołączyć do tego szaleństwa, ale jest mi tak bardzo wstyd, że pewnie będę grał we włosienicy siedząc na stołku ponabijanym zardzewiałymi gwoździami, dodatkowo biczując się od czasu do czasu.
Po pierwsze, wydanie fizyczne nie będzie zawierało płyty, a jedynie karteczkę z jednorazowym kodem. To dużo gorsze niż te beznadziejne game key cardy na Switchu 2. Co więcej, ten kawałek plastiku wyceniono drożej niż edycje cyfrowe sprzedawane bezpośrednio w sklepach Sony i Microsoftu. Oficjalne tłumaczenie jest takie że to chęć uniknięcia wycieku spoilerów przed premierą. Jest to oczywiście prawda, bo płyty na konsolach nie posiadają żadnych zabezpieczeń więc jeśli ktoś by się pośpieszył ze sprzedażą to grę można by zainstalować i rozpocząć przygodę wcześniej. Mimo to jest to moim zdaniem zwykłe pitolenie, a prawdziwy powód to chęć maksymalizacji zysków. Brak płyty = brak używek więc każdy zainteresowany (a umówmy się, większość graczy na całym świecie jest zainteresowana) będzie musiał kupić 'nówkę'. Nie ważne czy zrobi to na premierę, tydzień później czy rok. Nie będzie po prostu innej opcji.
Konsolowcy bronią się rękami i nogami przed tym co od kilkunastu lat jest czymś oczywistym na PC, ale wiadomo że wydawcy do tego dążą. Nowa odsłona GTA jest tytułem, który może przetrzeć szlak i zrobić grunt pod całkowitą likwidację rynku wtórnego w niedalekiej przyszłości (np. przy okazji premiery nowych konsol). Straszna lipa zarówno z punktu widzenia graczy, którym odbiera się wybór jak i sklepów handlujących grami z drugiej ręki co mnie osobiście dotyka, bo sam w takim miejscu zarabiam na chleb i komorne. Przyszłość rysuje się w ponurych barwach.
Po drugie zaś, droższa edycja Ultimate. Ta bowiem będzie zawierała nie tylko elementy kosmetyczne, ale również sporo dodatkowej treści wyciętej z bazowej wersji gry takiej jak pojazdy, bronie, punkty usług pokroju warsztatów czy salonów tatuażu, a nawet jakiś nowy gang. Myślę, że specjaliści od Excela aż piali z zachwytu nad swoim geniuszem, a poklepywaniu się po plecach nie było końca. Nie ma to jak wyciąć kawałek gry i sprzedać za dodatkową kasę.
I wiecie co jest najgorsze? Ludzie już ostrzą pochodnie i zapalają widły (albo na odwrót), ale ostatecznie większość i tak kupi. I zanim ktoś tutaj napisze "gucio prawda, w tej sytuacji ja nie kupię!" albo "a mnie to gje te a w ogóle nie interesuje!" to warto mieć świadomość bycia w mniejszości. Szanse na to że gra okaże się niewypałem są bardzo niewielkie, bo co by nie mówić o Rockstarze, główne odsłony ich flagowych serii zawsze są świetne. Takie decyzje to jednak już nawet nie policzek, ale kopniak z półobrotu wymierzony w fanów, którzy i tak bez specjalnego przymusu zakupiliby grę przed premierą, a potem z miłą chęcią ładowaliby kasę w tryb sieciowy.
PS. Ja też zamierzam dołączyć do tego szaleństwa, ale jest mi tak bardzo wstyd, że pewnie będę grał we włosienicy siedząc na stołku ponabijanym zardzewiałymi gwoździami, dodatkowo biczując się od czasu do czasu.


