Gry a teksty kultury w odniesieniu do rozumienia humanistyczno-polonistycznego.
Witam wszystkich i każdego z osobna!
Jako, że mam teraz rekolekcje (czytaj wolne od szkoły) naszła mnie chęć podzielenia się z Wami pewnymi przemyśleniami dotyczącymi związków pomiędzy grami a szkolnictwem a konkretnie powiązań między kulturą w znaczeniu dzieł sztuki a grami komputerowymi/konsolowymi. Tego typu refleksje nachodziły mnie już wcześniej ale gdyby nie pewna wredna polonistka, nie zajmowałbym się nimi głębiej. Co prawda jestem ścisłowcem ale zawsze coś tam ze sztuką miałem do czynienia. Historia zaczyna się od zwykłego, szarego dnia w polskiej placówce oświaty. Na lekcji języka polskiego znienawidzona przez całą moją klasę polonistka zadała nam wypracowanie w formie rozprawki na temat: "Gwara, dialekt i slang jako urealnienie wizji świata przedstawionego" (albo coś w tym guście, nie pamiętam słowo w słowo). Oprócz standardowych wytycznych, że praca musi zawierać tyle i tyle słów itd. mieliśmy odnieść się do "Chłopów" (dany był fragment) oraz do wybranych tekstów kultury co w rozumieniu wszystkich w tym ww. kobiety oznacza dowolne dzieło sztuki. Zadowolony, że trafił się całkiem fajny temat zacząłem pisać. Kiedy już przemęczyłem Chłopów odniosłem się do Wiedźmina zarówno gier jak i książek. Do serialu się nie odwoływałem z wiadomych względów, jest to niechlubny wyjątek od za***ści uniwersum. Oddałem pracę napisaną praktycznie bez błędnie (co przy mojej dysortografii graniczy z cudem) i z bananem na twarzy z powodu przyszłej dobrej oceny poszedłem do domu. Następnego dnia nieświadom co mnie jeszcze czeka z dobrym humorem siadam grzecznie w ławeczce i czekam na moją przynajmniej czwóreczkę. Ha to żem się przeliczył. Na kartce z pięknym pismem przypominającym hieroglify tuż przy mym nazwisku zobaczyłem smukłą, we wszystkich dziedzinach życia (za wyjątkiem szkoły oczywiście) dobrze kojarzącą się jedynkę. Adnotacja "uzasadniająca" ocenę głosiła praca niezgodna z poleceniem. Moja twarz wyglądała jakbym solidnie przedawkował eliksiry. Czytam szybko jeszcze raz całe moje wypociny. Odwołanie do Chłopów jest, odwołanie do Wieśka jest, wnioski końcowe wraz z pełną argumentacją są, forma rozprawki jest, błędy gramatyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne i jakie to poloniści potrafią sobie jeszcze wymyślić o dziwo brak. No to do jasnej cholery co jest nie tak. Z całkowicie bojowym nastawieniem ruszyłem do biurka i pytam się się po chamsku "Przepraszam, czy mogłaby mi pani profesor (tak profesor, nie wiedzieć czemu każe do siebie mówić per pani profesor mimo iż posiada ledwo co magistra ale to temat na inną dyskusję) powiedzieć dlaczego moja praca jest niezgodna z poleceniem?" a ona na to "Nie odwołałeś się do dowolnego tekstu kultury. Wiedźmin nie jest w żadnym razie dziełem sztuki więc nie mogę tego zaliczyć.". Mocno poirytowany zacząłem jej argumentować, że Wiedźmin jest jak najbardziej dziełem sztuki i to nawet większym niż te jej wszystkie Mickiewicze Słowackie itd z prostego powodu. Mianowicie na grę składają się wszystkie formy dzieł sztuki. Fabuła i dialogi to nic innego jak forma literacka. Mało tego dialogi i fabuła muszą być wykonane dużo lepiej niż zwykła książka zwłaszcza w grach takich jak Wiesław gdzie mamy wiele różnych wyborów. Dialogi te ktoś musi przecież wypowiadać więc dochodzi nam kolejny aspekt sztuki czyli aktorstwo. Dubbingowanie jest dużo trudniejsze od zwykłego zagrania jakiejś roli. Trzeba wszystkie emocje i intencje oddać za pomocą głosu co jest naprawdę hardcorowe. No dobra gadanie gadaniem ale w grze trzeba coś jeszcze widzieć. Ileż to pracy muszą włożyć w grę graficy i animatorzy. Wszystkie malownicze pejzaże, niezwykle szczegółowe detale i superrealistyczne postacie po stokroć przebijają nudne, statyczne, kiczowate obrazy zwłaszcza uznawane na całym świecie za najwybitniejsze dzieła sztuki wszech czasów kwadraty na białym tle. Inna kwestia, że jeśli taki kwadrat namalowałby jakiś uczeń to pierwsze co by usłyszał to co ty sobie wyobrażasz takie gó*** to każdy przedszkolak potrafi narysować. Nieważne. Idziemy dalej. Teraz moja ulubiona część czyli muzyka. Czymże byłby nawet największy roz***l bez odpowiedniego podkładu podkręcającego to wszystko. A ktoś to przecież musi skomponować, ktoś to musi zagrać, no ktoś musi to wszystko ładnie spiąć do kupy. Gra przypomina pod pewnym względem film, żeby miała jakiś sens musi być ktoś kto czuwa nad wszystkim i decyduje jak to ma wyglądać, taki swojego rodzaju reżyser. Na te wszystkie argumenty padła taka odpowiedź, uwaga cytuję: "Wiedźmin to efekt pracy wielu ludzi na dodatek nastawiony tylko na zysk. Nie może więc być mowy o jakimkolwiek dziele sztuki. Ponadto jest to fantastyka a ja nie lubię fantastyki jak i Andrzeja Sapkowskiego." Machnąłem ręką i odchodząc walnąłem "Są rzeczy, które nie śniły się fizjologom lecz mieszczą się jakoś w ludzkim rozumowaniu ale takiej głupoty nawet Bóg nie przewidział.". A Wy co sądzicie czy gry faktycznie są arcydziełami nowej formy kultury XXI wieku? Czy może to ja jako fan wiedźmina odpłynąłem zbyt daleko od brzegu zwanego racjonalizm. Wszelkie opinie mile widziane.
Witam wszystkich i każdego z osobna!
Jako, że mam teraz rekolekcje (czytaj wolne od szkoły) naszła mnie chęć podzielenia się z Wami pewnymi przemyśleniami dotyczącymi związków pomiędzy grami a szkolnictwem a konkretnie powiązań między kulturą w znaczeniu dzieł sztuki a grami komputerowymi/konsolowymi. Tego typu refleksje nachodziły mnie już wcześniej ale gdyby nie pewna wredna polonistka, nie zajmowałbym się nimi głębiej. Co prawda jestem ścisłowcem ale zawsze coś tam ze sztuką miałem do czynienia. Historia zaczyna się od zwykłego, szarego dnia w polskiej placówce oświaty. Na lekcji języka polskiego znienawidzona przez całą moją klasę polonistka zadała nam wypracowanie w formie rozprawki na temat: "Gwara, dialekt i slang jako urealnienie wizji świata przedstawionego" (albo coś w tym guście, nie pamiętam słowo w słowo). Oprócz standardowych wytycznych, że praca musi zawierać tyle i tyle słów itd. mieliśmy odnieść się do "Chłopów" (dany był fragment) oraz do wybranych tekstów kultury co w rozumieniu wszystkich w tym ww. kobiety oznacza dowolne dzieło sztuki. Zadowolony, że trafił się całkiem fajny temat zacząłem pisać. Kiedy już przemęczyłem Chłopów odniosłem się do Wiedźmina zarówno gier jak i książek. Do serialu się nie odwoływałem z wiadomych względów, jest to niechlubny wyjątek od za***ści uniwersum. Oddałem pracę napisaną praktycznie bez błędnie (co przy mojej dysortografii graniczy z cudem) i z bananem na twarzy z powodu przyszłej dobrej oceny poszedłem do domu. Następnego dnia nieświadom co mnie jeszcze czeka z dobrym humorem siadam grzecznie w ławeczce i czekam na moją przynajmniej czwóreczkę. Ha to żem się przeliczył. Na kartce z pięknym pismem przypominającym hieroglify tuż przy mym nazwisku zobaczyłem smukłą, we wszystkich dziedzinach życia (za wyjątkiem szkoły oczywiście) dobrze kojarzącą się jedynkę. Adnotacja "uzasadniająca" ocenę głosiła praca niezgodna z poleceniem. Moja twarz wyglądała jakbym solidnie przedawkował eliksiry. Czytam szybko jeszcze raz całe moje wypociny. Odwołanie do Chłopów jest, odwołanie do Wieśka jest, wnioski końcowe wraz z pełną argumentacją są, forma rozprawki jest, błędy gramatyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne i jakie to poloniści potrafią sobie jeszcze wymyślić o dziwo brak. No to do jasnej cholery co jest nie tak. Z całkowicie bojowym nastawieniem ruszyłem do biurka i pytam się się po chamsku "Przepraszam, czy mogłaby mi pani profesor (tak profesor, nie wiedzieć czemu każe do siebie mówić per pani profesor mimo iż posiada ledwo co magistra ale to temat na inną dyskusję) powiedzieć dlaczego moja praca jest niezgodna z poleceniem?" a ona na to "Nie odwołałeś się do dowolnego tekstu kultury. Wiedźmin nie jest w żadnym razie dziełem sztuki więc nie mogę tego zaliczyć.". Mocno poirytowany zacząłem jej argumentować, że Wiedźmin jest jak najbardziej dziełem sztuki i to nawet większym niż te jej wszystkie Mickiewicze Słowackie itd z prostego powodu. Mianowicie na grę składają się wszystkie formy dzieł sztuki. Fabuła i dialogi to nic innego jak forma literacka. Mało tego dialogi i fabuła muszą być wykonane dużo lepiej niż zwykła książka zwłaszcza w grach takich jak Wiesław gdzie mamy wiele różnych wyborów. Dialogi te ktoś musi przecież wypowiadać więc dochodzi nam kolejny aspekt sztuki czyli aktorstwo. Dubbingowanie jest dużo trudniejsze od zwykłego zagrania jakiejś roli. Trzeba wszystkie emocje i intencje oddać za pomocą głosu co jest naprawdę hardcorowe. No dobra gadanie gadaniem ale w grze trzeba coś jeszcze widzieć. Ileż to pracy muszą włożyć w grę graficy i animatorzy. Wszystkie malownicze pejzaże, niezwykle szczegółowe detale i superrealistyczne postacie po stokroć przebijają nudne, statyczne, kiczowate obrazy zwłaszcza uznawane na całym świecie za najwybitniejsze dzieła sztuki wszech czasów kwadraty na białym tle. Inna kwestia, że jeśli taki kwadrat namalowałby jakiś uczeń to pierwsze co by usłyszał to co ty sobie wyobrażasz takie gó*** to każdy przedszkolak potrafi narysować. Nieważne. Idziemy dalej. Teraz moja ulubiona część czyli muzyka. Czymże byłby nawet największy roz***l bez odpowiedniego podkładu podkręcającego to wszystko. A ktoś to przecież musi skomponować, ktoś to musi zagrać, no ktoś musi to wszystko ładnie spiąć do kupy. Gra przypomina pod pewnym względem film, żeby miała jakiś sens musi być ktoś kto czuwa nad wszystkim i decyduje jak to ma wyglądać, taki swojego rodzaju reżyser. Na te wszystkie argumenty padła taka odpowiedź, uwaga cytuję: "Wiedźmin to efekt pracy wielu ludzi na dodatek nastawiony tylko na zysk. Nie może więc być mowy o jakimkolwiek dziele sztuki. Ponadto jest to fantastyka a ja nie lubię fantastyki jak i Andrzeja Sapkowskiego." Machnąłem ręką i odchodząc walnąłem "Są rzeczy, które nie śniły się fizjologom lecz mieszczą się jakoś w ludzkim rozumowaniu ale takiej głupoty nawet Bóg nie przewidział.". A Wy co sądzicie czy gry faktycznie są arcydziełami nowej formy kultury XXI wieku? Czy może to ja jako fan wiedźmina odpłynąłem zbyt daleko od brzegu zwanego racjonalizm. Wszelkie opinie mile widziane.
Last edited by a moderator:









