Jako że pewne powtarzające się wątki tej dyskusji zdążyły mnie już nieco zmęczyć, pozwolę sobie niejako podsumować swoje dotychczasowe stanowisko w temacie.
Można chyba śmiało założyć, że wszyscy biorący udział w niniejszej wymianie są w mniejszym lub większym stopniu fanami gier komputerowych i życzą tej branży jak najlepiej.
Jeśli dotychczasowa dyskusja dowiodła czegoś na sto procent, to tego, że gry komputerowe w kontekście sztuki to nadal tematyka kontrowersyjna i wielowątkowa, a co za tym idzie OP powinien się na drugi raz głębiej zastanowić, kiedy postanowi tonem nie cierpiącym sprzeciwu uzmysłowić swojej konserwatywnej polonistce, że gra komputerowa jest dziełem sztuki. To tak w ramach morału, żeby było po amerykańsku…
Nasza kłótnia ma o tyle jałowy wymiar, że wszyscy zgadzamy się, iż gry komputerowe w jakimś stopniu sztuką są, natomiast spieramy się o definicje nieostre i często dość intuicyjnie używane w języku potocznym.
Dla mnie to naprawdę bez znaczenia, czy nazwiemy gry sztuką, formami sztuki, dziełami sztuki, tekstami kultury, formą artystycznej ekspresji itd. Niejedna gra to dla mnie wyjątkowa podróż, z której wspomnień nie zamieniłbym na żadne inne - nawet na te z prawdziwych podróży, a swego czasu trochę po świecie pojeździłem. Nie czuję potrzeby, aby nadawać swojemu hobby jakiś wyższy status, bo wiem swoje i nikt mi tego nie odbierze. Aczkolwiek irytuje mnie, kiedy o grach i sztuce pierd**ą jakieś spaślaki w Fedorach z NeoGafa, które o grach mają takie pojęcie, jak Tyranozaur o waleniu konia (chodzi *oczywiście*o to, że w Erze mezozoicznej nie było koni ;p). To antagonizuje mnie do tematu i skłania do stwierdzenia, że jeszcze za wcześnie na górnolotne definicje – bo chyba lepiej, aby grę komputerową po raz pierwszy uznano za sztukę w czasach dla gier mniej ponurych niż te obecne, i aby uczynił to ktoś bardziej kompetentny od IGNu czy innego szamba.
W ramach dygresji; kiedyś pewien fan Gwiezdnych Wojen powiedział, że prawdziwego fana SW można poznać po tym, że nienawidzi Gwiezdnych Wojen (chodzi oczywiście o tzw. Nową Trylogię, ale myśl fajniej brzmi bez wskazania). IMO bardzo podobnie jest w przypadku gier – prawdziwi fani gier komputerowych nienawidzą gier komputerowych.
Można chyba śmiało założyć, że wszyscy biorący udział w niniejszej wymianie są w mniejszym lub większym stopniu fanami gier komputerowych i życzą tej branży jak najlepiej.
Jeśli dotychczasowa dyskusja dowiodła czegoś na sto procent, to tego, że gry komputerowe w kontekście sztuki to nadal tematyka kontrowersyjna i wielowątkowa, a co za tym idzie OP powinien się na drugi raz głębiej zastanowić, kiedy postanowi tonem nie cierpiącym sprzeciwu uzmysłowić swojej konserwatywnej polonistce, że gra komputerowa jest dziełem sztuki. To tak w ramach morału, żeby było po amerykańsku…
Nasza kłótnia ma o tyle jałowy wymiar, że wszyscy zgadzamy się, iż gry komputerowe w jakimś stopniu sztuką są, natomiast spieramy się o definicje nieostre i często dość intuicyjnie używane w języku potocznym.
Dla mnie to naprawdę bez znaczenia, czy nazwiemy gry sztuką, formami sztuki, dziełami sztuki, tekstami kultury, formą artystycznej ekspresji itd. Niejedna gra to dla mnie wyjątkowa podróż, z której wspomnień nie zamieniłbym na żadne inne - nawet na te z prawdziwych podróży, a swego czasu trochę po świecie pojeździłem. Nie czuję potrzeby, aby nadawać swojemu hobby jakiś wyższy status, bo wiem swoje i nikt mi tego nie odbierze. Aczkolwiek irytuje mnie, kiedy o grach i sztuce pierd**ą jakieś spaślaki w Fedorach z NeoGafa, które o grach mają takie pojęcie, jak Tyranozaur o waleniu konia (chodzi *oczywiście*o to, że w Erze mezozoicznej nie było koni ;p). To antagonizuje mnie do tematu i skłania do stwierdzenia, że jeszcze za wcześnie na górnolotne definicje – bo chyba lepiej, aby grę komputerową po raz pierwszy uznano za sztukę w czasach dla gier mniej ponurych niż te obecne, i aby uczynił to ktoś bardziej kompetentny od IGNu czy innego szamba.
W ramach dygresji; kiedyś pewien fan Gwiezdnych Wojen powiedział, że prawdziwego fana SW można poznać po tym, że nienawidzi Gwiezdnych Wojen (chodzi oczywiście o tzw. Nową Trylogię, ale myśl fajniej brzmi bez wskazania). IMO bardzo podobnie jest w przypadku gier – prawdziwi fani gier komputerowych nienawidzą gier komputerowych.


