Gry są olbrzymim medium. Masz produkcje kręcące się wokół trudnych tematów, masz produkcje mroczne, bo niektórzy zwyczajnie lubią taką stylistykę (i nie ma w tym nic złego). Masz też całe morze pozytywnych, przepełnionych kolorem i energią produkcji. Jako gracz, masz przede wszystkim wybór. Więc nie bardzo rozumiem narzekania na ma mroczne, "brudne" produkcje, sokoro możesz przebierać w wysokiej jakości produkcjach z całego spektrum kolorów i nastrojów. Brzmi to bardziej jak Twój problem, niż problem branży.
Przypomnę, że od grubo ponad dekady jedną z najpopularniejszych gier na świecie, jest Minecraft.
No i mamy tegoroczne nominacje do „growych Oskarów”. Clair Obscur pobiło rekord wszechczasów i ma najwięcej nominacji w historii - 12 (wcześniej 11 - TLOU2). Co więcej ten rekord zostanie na 99% powiększony do 13, bo przed nami jeszcze nominacje do kategorii Player’s Choice.
View all nominees for The Game Awards. Vote for your favorite games and creators.
thegameawards.com
Nie ukrywam, że liczę na podobną historię jak z Powrotem Króla i zgarnięcie wszystkich nagród (choć maksymalnie może ich wygrać 11, bo są 3 nominacje w kategorii aktorskiej).
Nie mniej jednak mocno dziwią mnie nominacje Clair Obscur w kategoriach indie, bo to zdecydowanie nie jest taka gra.
Według mnie wygląda to lepiej niż ostatnio. Polski dubbing zdecydowanie dodaje grze sporo uroku. Nie podoba mi się odczuwalny czasem vibe klona Wiedźmina, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę podczas eksploracji miasta, interfejs, nieszczęsne nadludzkie zmysły. Natomiast tam, gdzie udaje się tego uniknąć, jest całkiem spoko. Nie miałem żadnych oczekiwań po tym filmiku, ale wywołał całkiem dobre wrażenie.
No i mamy tegoroczne nominacje do „growych Oskarów”. Clair Obscur pobiło rekord wszechczasów i ma najwięcej nominacji w historii - 12 (wcześniej 11 - TLOU2). Co więcej ten rekord zostanie na 99% powiększony do 13, bo przed nami jeszcze nominacje do kategorii Player’s Choice.
View all nominees for The Game Awards. Vote for your favorite games and creators.
thegameawards.com
Nie ukrywam, że liczę na podobną historię jak z Powrotem Króla i zgarnięcie wszystkich nagród (choć maksymalnie może ich wygrać 11, bo są 3 nominacje w kategorii aktorskiej).
Nie mniej jednak mocno dziwią mnie nominacje Clair Obscur w kategoriach indie, bo to zdecydowanie nie jest taka gra.
Strona działa tragicznie. Udało mi się zagłosować w kilku kategoriach. Wszystko otwiera się wolno, ewentualnie nie otwiera się wcale. Ewidentnie mają problemy z przeciążeniem serwerów.
Taka liczba nominacji jest sukcesem dla Clair Obscur już sama w sobie. Gra się spodobała graczom i zrobiła furorę w mediach, więc ma szansę na zgarnięcie wielu nagród. Nominacja w kategorii indie jest wg mnie niesprawiedliwa. Odbiera szansę innym, mniejszym tytułom, które bardziej do tej kategorii pasują. To wygląda trochę jak taki owczy pęd. W Internecie bardzo szybko rozpowszechniła się też historyjka o tym, jak to gra była tworzona przez 30 osób, podczas gdy to niezwykle złudne, gdyż creditsy mówią o ponad 400 (większość nie była pracownikami z uwagi na outsourcing). Oczywiście nie oznacza to, że nad grą pracowało 400 osób naraz, ale taką samą bajeczką jest powtarzanie historii o teamie 30-osobowym. Gra ma też wydawcę, co również nie jest bez znaczenia wg mnie. Nie wiem, jaki był budżet. Zapewne znacznie mniejszy niż większość dużych tytułów na rynku, no ale nie z "dużymi" porównujemy w kategorii indie.
Swoją drogą, ciekawe, czy można zaklasyfikować Star Citizen do gier indie?
Mam nadzieję, że KCD2 wygra chociaż w kategorii najlepszy RPG. Gra jest pod wieloma względami unikalna. W zasadzie nikt inny nie robi takich RPGów. Najbliżej byłaby Bethesda, ale nie zrobili żadnego TES-a od 14 lat. Poza tym Warhorse moim zdaniem bije Bethesdę na głowę. Tak czy siak, cieszy fakt, że KCD2 otrzymał parę nominacji w ważnych kategoriach. Niektórzy spekulowali, że gra może zostać pominięta.
Patrzę sobie na kategorię najlepsza adaptacja i szyderczo uśmiecham pod nosem, gdyż mimo iż oglądałem tylko S2 TLOU z wymienionych tam pozycji, to absolutnie bym nie chciał, by TLOU wygrało cokolwiek. Ogólny poziom sezonu był bardzo słaby. Spory downgrade w stosunku do S1. Z perspektywy czasu to nasuwają mi się wręcz skojarzenia z Witchflixem, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Porażka.
Jako, że Hellraiser to jeden z moich ulubionych horrorów (1 i 2 część), to jestem ostrożnie, ale jednak zajarany.
Sam Clive Barker czuwa nad projektem, a ten pan ma raczej pozytywne portfolio jeśli chodzi o gry (Świetne Undying, trochę mniej udane Jericho). No i Pinheadowi głosu udziela Doug Bradley, jak się należy.
@I_w_a_N No nieźle, czyli YT w międzyczasie przekierował mnie do innego filmiku, bo oglądałem ten, który ty wkleiłeś.
Ostatnio apka jutubowa odwala takie harce, że może nawet bym się skusił na premium żeby uniknąć reklam, ale nie przy takiej "jakości".
Tematem lekkiego off-topu dodam, że u mnie aplikacja YT (na telefonie) czasem (rzadko ale nie był to odosobniony przypadek) wyświetla reklamy w innym języku. I nie mam tutaj na myśli angielskiego, ale jakieś spersonalizowane klipy... po niemiecku czy też węgiersku/słowacku (albo jakimś innym południowo wschodnim języku), mimo iż zwykle nie ruszam się z Polski (czy nawet Mazowsza).
Przy okazji nikt nie wspominał tutaj o tym:
Wiem, że pokaz jest porządnie wyreżyserowany i oskryptowany ale gra ma potencjał.
Bardzo mi się podoba klimat wczesnego średniowiecza i animacje przy różnych czynnościach. Wygląda na to, że trzeba będzie dbać o takie rzeczy jak jedzenie, utrzymanie ciepła, a nawet stan psychiczny postaci gracza. Może być ciekawie.
@Chodak Wygląda bardzo ciekawie, chociaż podczas gdy twórcy na stronie na Steamie chwalą się płynnością, to ja już na trailerze mam wrażenie, że tej tutaj brakuje . Tak czy siak, interesujący klimat, ambitne pomysły. Ciekawe, jak brzmi polski dubbing.
Bardzo mi się podoba klimat wczesnego średniowiecza i animacje przy różnych czynnościach. Wygląda na to, że trzeba będzie dbać o takie rzeczy jak jedzenie, utrzymanie ciepła, a nawet stan psychiczny postaci gracza. Może być ciekawie.
Zawsze jest jakiś pierwszy projekt, jedno takie studio robiło grę w kilkanaście osób w czterech biurach na krzyż przy Jagiellońskiej, i jakoś poszło… W sumie ciekawy przykład tych Kielc do dyskusji o tym, co to jest indie, a co indie nie jest. Wizualnie robi to wrażenie, oby się nie skończyło jak z PLO nieodżałowanym.
Sam miałem pisać, że jedno co mi zgrzyta, to płytowe elementy zbroi, trochę chyba nie na czasie.
Twórcy idą chyba w historyczną fantasy, nie stricte realia historyczne, ale i tak mogliby sobie to darować.
Niemniej podoba mi się właśnie pogańsko-słowiański feeling świata. Będę kibicować.
Kilka dni temu włączyłem na YT Clair Obscur. Początkowo głównie się chciałem zorientować, czy gra, o którą jest tyle szumu, może być dla mnie. Nie lubię jRPGów, więc byłem sceptyczny, i cóż... powiem tak: nie byłbym w stanie zbyt długo w to grać. W zasadzie gra składa się z 2 faz: albo oglądamy cutsceny, albo walczymy. Ta część filmowa jest ogólnie świetna, natomiast w istocie gameplayu nie stanowi i nie wiąże się z żadną interaktywnością (gracz jest biernym obserwatorem). Podczas eksploracji natomiast walka ma miejsce co 30 sekund. Często jedno starcie za drugim i wszystkiemu natomiast towarzyszą ekrany ładowania/ekrany zwycięstwa (walka jest przy tym turowa, więc choćby z uwagi na mechanikę przeciąga to każde takie starcie). Podróż co chwila jest przerywana przez walki, gdyż twórcom się najwyraźniej wydaje, że jeżeli idzie się od punktu A do punktu B, to jedyną formą zaangażowania gracza jest umiejscowienie na takiej trasie 15 przeciwników.
Dość naciągane jest również nazywanie Clair Obscur RPG-iem. To przygodówka z elementami akcji/taktycznymi. Gra jest niemalże pozbawiona player agency. Nie ma tu żadnych mechanik wykraczających poza walkę. Nie ma żadnych skill checków. Nie ma wyborów dialogowych. Pozadialogowych zresztą też nie, gdyż brak tu skomplikowanych systemów związanych z interakcją ze światem. Nie ma też żadnego wpływu na dobór drużyny (skład jest narzucony z zerowym wpływem ze strony gracza czy to na początku, czy w trakcie rozgrywki). W zasadzie to nawet The Last of Us (którego nikt RPGiem nie nazywa) oferuje więcej możliwości, gdyż możemy np. skradać się celem uniknięcia wielu starć. W tym kontekście dziwi zatem nominacja Clair Obscur na TGA w kategorii RPG. Według mnie to taki przykład owczego pędu, któremu dziennikarze się poddali. CO jest dobre, więc wrzucamy je gdzie się da. Do kategorii indie też niezbyt pasuje, ale o tym była już mowa wcześniej.
W każdym razie, jako iż już w ciągu 1,5-2h okazało się, że gameplay CO wręcz przeszkadzałby mi w odbiorze historii, wyszło na to, że zamiast w grę grać, postanowiłem ją *obejrzeć*. Cieszę się, że tak zrobiłem, gdyż naprawdę warto było poznać tę historię i pozwala mi to przejść z marudnej do laurkowej części posta . Ekspedycja 33 jest bowiem prawdziwym dziełem sztuki i musi to wybrzmieć.
Już sam prolog stanowi bardzo ciekawe wprowadzenie w świat. Czułem się zaintrygowany pomimo iż pewne jego aspekty pachną jankiem oraz rozwiązaniami niskobudżetowymi. Do tego szybko idzie się przyzwyczaić, a na pierwszy plan szybko wysuwają się mocne elementy gry. Twórcy świetnie operują dźwiękiem i obrazem. Po mistrzowsku potrafią tworzyć odpowiednią atmosferę i wyzwalać w graczu emocje. Kierunek artystyczny jest wspaniały, a w dodatku jeszcze zyskuje na wartości po tym, jak już pozna się całą historię. Zazwyczaj jeśli w fantasy są jakieś inspiracje XIX wiekiem, to jest to steampunk. Tutaj twórcy poszli w innym kierunku, tj. setting stawia głównie na magię, a większość lokacji i przeciwników ma surrealistyczny charakter. Miejsca, które się zwiedza, naprawdę potrafią wprawić w zachwyt. Co ciekawe, nawet jeśli lokacje nie są za duże, a realna przestrzeń do eksploracji jest ograniczona i odbywa się w liniowy sposób, to za sprawą designu tła, gry świateł i wykorzystania wertykalności nadal udaje się utrzymać poczucie przestrzeni. Podoba mi się również, że pomimo bardzo mrocznego klimatu gry, świat nie stroni od kolorów. Zdecydowanie nie jest zatem tak, że ciągle jest szaro, czarno, buro i ponuro, i natrafiamy na ciekawe kontrasty czy to stricte kolorystyczne, czy to pomiędzy kolorystyką a klimatem lokacji. Wszystko zostało przemyślane starannie i widać, że ktoś się tu mocno napracował. Czapki z głów, panie i panowie.
Gra jest mocno skupiona na postaciach i te kilka kluczowych dla fabuły zostało naprawdę dobrze rozwiniętych. Jeżeli chodzi o postacie ludzkie, z mojej strony wielki plus za to, że nie zdecydowano się na animkowe twarze. To jest pierwsza rzecz, która mnie odrzuca od większości jRPGów, ale tutaj na szczęście ludzie wyglądają jak ludzie. Normalne oczy, dość realistyczne proporcje twarzy, szczegółowe tekstury itp. W zasadzie jedyna postać, która negatywnie się dla mnie wyróżniała na tym tle, to Maelle, która często wygląda jak taka dziwna lalka. Niektórzy pewnie będą tego bronić, ja jednak wolałbym inny design. Nie pomaga również fakt, że gra ma inne oświetlenie w toku rozgrywki, a inne w prerenderowanych cutscenach, przez co czasem twarze potrafią wyglądać zupełnie inaczej, a w przypadku Maelle jest to najbardziej dostrzegalne.
Jeżeli chodzi o odbiór fabuły i podejście do historii, u mnie chyba był efekt odwrotny niż u @CesarzTemeri . Mianowicie gra zyskuje, a nie traci po finale. Według mnie CO startuje z wysokiego C (hehe), w środku jest bardzo nierówne i ma problemy z pacingiem, natomiast końcowe etapy gry to absolutny banger.
W ogóle od momentu, w którym poznajemy naturę tego świata, jak również zaczynamy na serio poznawać motywy działania postaci i niektóre tajemnice, wszystko zyskuje na wartości. Cała sekwencja finałowa to, jak to się mówi, kino absolutne! Kadrowanie, tempo, muzyka, sceneria - wszystko pięknie płynie. Sceny końcowe są natomiast tak genialnie zrealizowane, że westchnięcie Verso i spojrzenie Maelle w jej epilogu czy też detale na pogrzebie Verso (jak np. maskotka Esquie) w jego epilogu chyba na zawsze pozostaną mi w pamięci. A to wszystko "tylko" obrazki. Gdy się człowiek zastanawia nad konsekwencjami, losem postaci, charakterystyką uniwersum itp., to robi się lepiej i lepiej.
Swoją drogą, to ciekawe, że jedyny moment, w którym gra daje graczowi jakikolwiek wybór, został zrealizowany perfekcyjnie, a jednocześnie jest inherentnie wpisany w narrację i w żaden sposób nie gryzie z *filmowym doświadczeniem*, co często jest argumentem przeciwko oferowaniu graczowi możliwości wyboru w grach z rozwiniętą, przemyślaną fabułą.
Gdy kurz po wszystkim opadł i zaczęły lecieć napisy końcowe, dosłownie złapałem się za głowę. Niesamowita przygoda, więc mimo całej mojej niechęci do gameplayu, który tego typu gry oferują, gorąco polecam zapoznać się z fabułą tak czy siak, nawet jako widz, kiedy to te gorsze elementy można sobie po prostu przewinąć .
BTW jeżeli ktoś nie słyszał, to polecam polski cover utworu Lumiere. Piękny przekład oraz wykonanie.
Ta część filmowa jest ogólnie świetna, natomiast w istocie gameplayu nie stanowi i nie wiąże się z żadną interaktywnością (gracz jest biernym obserwatorem).
Przecież jedna z głównych pochwał dla tej gry to system walki, który właśnie nie jest typowo turowy, tylko wprowadzana interaktywne uniki/parowania, aby ciągle utrzymać zaangażowanie gracza.
Dość naciągane jest również nazywanie Clair Obscur RPG-iem. To przygodówka z elementami akcji/taktycznymi. W tym kontekście dziwi zatem nominacja Clair Obscur na TGA w kategorii RPG. Według mnie to taki przykład owczego pędu, któremu dziennikarze się poddali.
Nie żeby coś, ale jest taki podgatunek gatunku RPG, jak jRPG (o którym piszesz, że go nie lubisz). A Clair Obscur jest właśnie sztandarowym przykładałem dobrego jRPGa. W kryteriach nie określają „jedynego słusznego RPG”, tylko łapią się wszystkie odmiany gatunku.
Przecież jedna z głównych pochwał dla tej gry to system walki, który właśnie nie jest typowo turowy, tylko wprowadzana interaktywne uniki/parowania, aby ciągle utrzymać zaangażowanie gracza.
Jasne, takie pochwały są. I świetnie. Rozumiem, że część graczy taki gameplay lubi. Tylko że uciąłeś mój cytat .
W zasadzie gra składa się z 2 faz: albo oglądamy cutsceny, albo walczymy. Ta część filmowa jest ogólnie świetna, natomiast w istocie gameplayu nie stanowi i nie wiąże się z żadną interaktywnością (gracz jest biernym obserwatorem). Podczas eksploracji natomiast walka ma miejsce co 30 sekund. Często jedno starcie za drugim i wszystkiemu natomiast towarzyszą ekrany ładowania/ekrany zwycięstwa (walka jest przy tym turowa, więc choćby z uwagi na mechanikę przeciąga to każde takie starcie). Podróż co chwila jest przerywana przez walki, gdyż twórcom się najwyraźniej wydaje, że jeżeli idzie się od punktu A do punktu B, to jedyną formą zaangażowania gracza jest umiejscowienie na takiej trasie 15 przeciwników.
Walki to nie jest część filmowa, do której należą przerywniki filmowe. Walki to ta druga część, która mi się podoba, niezależnie od tego, ile pochwał może być pod jej adresem od community
Nie żeby coś, ale jest taki podgatunek gatunku RPG, jak jRPG (o którym piszesz, że go nie lubisz). A Clair Obscur jest właśnie sztandarowym przykładałem dobrego jRPGa. W kryteriach nie określają „jedynego słusznego RPG”, tylko łapią się wszystkie odmiany gatunku.
Jedynego słusznego RPGa nie ma. Nadmierne rozwadnianie kategorii niczemu jednak nie służy wg mnie. Często mam wrażenie, że współcześnie określa się to w ten sposób, że jeżeli twórcy sami napiszą "RPG", to znaczy, że to jest RPG. W każdym razie przy zbyt szerokich kategoriach trudno odróżnić RPG od przygodówki, gry akcji czy action adventure wg mnie.
Faktycznie, proszę o wybaczenie. Często skracam cytaty, aby nie zajmować nimi zbyt dużo miejsca. Po tym jednak też widać, że ten gatunek nie jest dla Ciebie, bo w nim to jest norma. W Clair Obscur i tak to urozmaicili w stosunku do większości jRPG i mamy interaktywne elementy w tych walkach (dla mnie jako fana mechaniki parowania w grach był to ogromny plus). Dzięki czemu nie wpadamy w wir automatyzacji walk zbyt szybko (jak ma to miejsce w dużej części takich gier).
Masz rację, wiele współczesnych gier ma jakieś tam mechaniki RPG, ale same w sobie takimi grami nie są. Z jRPGami jest to jednak inna sytuacja, bo jest podgatunek istniejący już od kilkudziesięciu lat i traktowany jako pełnoprawny odłam gatunku.
Faktycznie. Po tym też widać, że ten gatunek nie jest dla Ciebie, bo w nim to jest norma. W Clair Obscur i tak to urozmaicili w stosunku do większości jRPG i mamy interaktywne elementy w tych walkach (dla mnie jako fana mechaniki parowania w grach był to ogromny plus). Dzięki czemu nie wpadamy w wir automatyzacji walk zbyt szybko (jak ma to miejsce w dużej części takich gier).
Pełna zgoda. Dodam, że laaaata temu, gdy odrzuciłem... któreś Final Fantasy (niestety serio nie pamiętam, które, a było ich tyle, że trudno się połapać), to grałem jeszcze w grę Grandia 2, którą ktoś mi za dzieciaka podarował w prezencie. Staroć dzisiaj. Tamtejszy system walki też zdawał mi się bardziej dynamiczny i bardziej urozmaicony niż ten "klasyczny" z FF.
Swoją drogą, pamiętam, jak w niektórych starych jRPGach na przeciwników natrafiało się losowo podczas chodzenia po mapie świata i byli niewidzialni do momentu, aż nie otworzył się ekran walki .
Masz rację, wiele współczesnych gier ma jakieś tam mechaniki RPG, ale same w sobie takimi grami nie są. Z jRPGami jest to jednak inna sytuacja, bo jest podgatunek istniejący już od kilkudziesięciu lat i traktowany jako pełnoprawny odłam gatunku.
Ano, hybrydyzacja gatunkowa jest od lat bardzo powszechna. Klasyfikacje coraz trudniejsze. W sumie jRPG jest na tyle ugruntowany w popkulturze, że odrębna kategoria po prostu robiłaby sens i nie powinna budzić większych kontrowersji. Podobnie uważam, że łączenie MMORPG i RPG singleplayer to nieporozumienie.
Dla jasności też dodam, że to, że coś nie jest RPG, a np. grą action adventure, nie jest wadą . Chodzi tylko o sensowną i sprawiedliwą klasyfikację. Przynależność gatunkowa nie jest ujmą, a np. w kategorii action adventure mamy wiele imponujących tytułów z ostatniej dekady, w tym RDR2 - wybitne doświadczenie gamingowe, w tym fabularne.
TGA za nami.
O samych nagrodach wypowiadał się nie będę, bo że zeitgeist zrobi swoje nie było żadnych wątpliwości.
Co do zapowiedzi natomiast, największą z nich zdecydowanie jest Divinity:
Problem z zapowiedziami tego typu jest jednak taki, że jedyne co wiemy, to że gra powstaje, i nic o niej samej Nic się w tym aspekcie u mnie nie zmieniło, czekałem i wciąż czekam na cokolwiek, co wyjdzie spod skrzydła Larianów. Teraz tylko wiem, że nazywa się to "Divinity".
Zaraz po tym kolejną ekscytującą niewiadomą jest zapowiedź Fate of the Old Republic, rzekomo duchowego spadkobiercy KOTORa, choć sygnowanego słowami action RPG - i co ciekawe, pod wodzą Caseya Hudsona, czyli reżysera trylogii Mass Effect, któremu stosunkowo niedawno temu ucięto finansowanie w jego własnym studiu. To się nazywa lądowanie na cztery łapy.
W końcu siadł mi też jakiś oficjalny materiał z Exodus - do tej pory cały hype koncentrował się raczej dookoła tego, kto stoi za projektem oraz lore, którym został on obudowany, natomiast wszystkie zajawki gry były... takie sobie.
I też nie jest tak, że tutaj jest to jakaś rewelacja, ale po prostu kliknęło:
I ostatnia rzecz, która zwróciła moją uwagę, to sequel Control. Dobry zwiastun, fajne wiżuale. Minus taki, że gramy chłopem