Gry komputerowe

+
No nie do końca pod wodzą, bo przy tym kierownicze stanowiska dalej pełnią polscy pracownicy Redów i do nich należy ostatnie zdanie. Nawet jakby trafili im się jacyś tępi pracownicy którzy chcieli by wprowadzić jakieś oderwane od rzeczywistości pomysły, to oni mogą po prostu powiedzieć "nie" i koniec tematu.
Inna sprawa, że nie wiem już czy Redom można ufać w kwestiach kreatywnych, bo naczytawszy się o procesie produkcji Dzikiego Gonu, widząc ile glupich rzeczy wprowadzili do trójki, i słysząc jakie chcieli wprowadzić, to ja nie jestem pewien czy oni wiedzą co robią.

No nie wiem, musieliby by chyba zakazać kupna gier z Europy, a to nie wygląda na coś, co miałoby szansę przejść.
Nie doceniasz ludzkiej pomysłowości. Kwestia na ile możliwa jest realizacja takich "pomysłów", na ile to takie gadanie to polityka.
Co prawda mowa jest o amerykańskim przemyśle filmowym, ale to już niedaleko od branży gier. W taki czy inny sposób temat jest podnoszony w debacie publicznej.
 
Ulegając nieco hype'owi (i przez wyprzedaż na Steam) zagrałem w święta w Dispatch, czyli grę "narracyjną" (jeśli jest taki gatunek) od ludzi (a przynajmniej części ludzi) dawnego Telltale Games, którzy teraz (a tak naprawdę kilka ładnych lat wstecz) założyli własne AdHoc Studio.

Co mogę powiedzieć o produkcji, po jej ukończeniu?

Całość stanowi dość przemyślaną grę AA, z ciekawą (dobrze stylizowany na cel-shading serial animowany) grę o bardzo dobrze odegranych postaciach i dialogach.

Historię zaczynamy w momencie gdy nasz główny bohater ( Robert Robertson III ) mierzy się z super zbirami, a następnie (mimo wysiłków) ... przegrywa swoją potyczkę. Trzeba jednak nadmienić iż Robert nie jest super bohaterem, a jednie zwykłym człowiekiem, którego rodzina od pokoleń walczy ze złoczyńcami. Rodzinna tradycja to dbanie o porządek oraz bezpieczeństwo przy pomocy specjalnego kombinezonu-robota (coś na wzór Iron Man'a ). O ile jednak Tony Stark był geniuszem i miliarderem, tak Robert i jego poprzedni właściciele Mecha Man'a (bo tak nazwa się ów super bohater w kostiumie robota) są raczej średnio zamożnymi ludźmi. Tak więc, gdy nasz protagonista przegrywa nie stać go na naprawę (gubi zresztą jeden z ważniejszych elementów zestawu - moduł zasilający) i postanawia zrezygnować z dotychczasowego zajęcia.

Wówczas dzieje się jednak rzecz najmniej oczekiwana. Otóż jego dawny przyjaciel z dzieciństwa (a dokładniej przyjaciel jego ojca, który się zajmował naszym bohaterem za młodu) postanawia go przygarnąć pod swoje skrzydła. Ma ku temu powód. Sprawa rezygnacji Roberta z bycia Mecha Man'em była medialna, ale jego tożsamość pozostaje tajemnicą, stąd też mało kto wie iż Robert (jako eks-super bohater), mimo iż pozbawiony swoich "mocy", wciąż może być bardzo cenną osobą. Jak mało kto nadaje się do zarządzania grupą super bohaterów zrzeszonych w organizacji SDN (Superhero Dispatch Network).

Tak więc, w ten sposób zaczyna się jego nowa przygoda, na końcu której (potencjalnie) znajduje się powrót do kostiumu Mecha Man'a. Nie będzie to jednak proste, gdyż Robert będzie musiał się odnaleźć w zupełnie obcym sobie środowisku super bohaterów (obecnie nie posiadając kostiumu, czyli żadnych mocy). Sprawy nie ułatwia też fakt iż zespół, którym zarządza składa się z eks-super złoczyńców.

W ten sposób (z grubsza) zarysowuje się historia opowiedziana w Dispatch.

Gra ma konstrukcję mini serialu i podzielona jest na 8 epizodów, gdzie każdy z nich zapewnia około 35-45 minut "rozgrywki" (niedługo wyjaśnię dlaczego wziąłem to słowo w cudzysłów). Łącznie daje to 5-6 godzin rozgrywki. A na czym ona dokładnie polega?
Otóż głównym daniem jest tutaj oglądanie animacji, które przewijają się nam na ekranie (cała gra to prawie cały czas interaktywny film bez przestojów) i w odpowiednim momencie wybieranie decyzji (lub dialogów - tutaj chyba zawsze jednej z trzech opcji), które rzutują (w mniejszym lub większym stopniu) na przebieg całej historii.
Oczywiście zostaje jeszcze bardziej interaktywna (i poniekąd strategiczna) część, którą stanowi zarządzanie podczas akcji naszą grupą super bohaterów. Mamy wówczas mapę ze zgłoszeniami, gdzie musimy wybrać odpowiednie osoby (lub grupy osób) o przydatnych zdolnościach do danego zadania. Jest jeszcze kilka niuansów jak levelowanie postaci, czy dobieranie grup dobrze ze sobą współpracujących. Wszystko to przekłada się na szansę powodzenia danej misji (obliczane jest prawdopodobieństwo, ale sam ostateczny wynik jest wypadkiem losowym - po prostu z większą lub mniejszą szansą na sukces).
Najbardziej interaktywne (i zależne od nas) jest hakowanie w postaci mini gry w "labiryncie".

Nie odniosłem jednak wrażenia aby powyższe zadania (w tym głównie zarządzanie bohaterami) przekładało się zbytnio na całą historię. Podobnie jest z wyborami. Jednym słowem nie uświadczymy tutaj ekranu Game Over (może gdy włączymy QTE w przerywnikach, ale można je dezaktywować - co też osobiście zrobiłem). Przy każdym wyborze widzimy też napis iż dana osoba zapamięta naszą decyzję/słowa. Jednak jak mam być szczery to rzadko znajduje to odczuwalne odzwierciedlenie w późniejszej rozgrywce (sądzę iż często jest to zabieg zwiększający dramaturgię).

Tak więc mamy tutaj "interaktywny serial" z kilkoma wyborami oraz paroma momentami, gdzie musimy poklikać/pomyśleć. Całość płynie samemu. Na ogół jest to przyjemne, a postacie zostały dobrze napisane i jeszcze lepiej nagrane (chociaż czasami wkrada się nieco cringe'u, jednak jak na współczesne standardy jest naprawdę dobrze w większości przypadków).
Strona dźwiękowa również stoi na wysokim poziomie, tak samo jak aspekt wizualny.

Na moją ostateczną ocenę nie bez znaczenia jest też cena za grę (w promocji na Steam gra kosztowała nieco ponad 100 PLN, a z racji iż miałem nieco grosza - ze sprzedaży kart, zapłaciłem nieco ponad 90 PLN). W powyższej cenie nie żałuję.

Jak kogoś interesuje temat, wówczas polecam.
 
Jeżeli chodzi o Warszawę to nie ma tak, że lubię albo nie lubię… w bitwie na stolice stanęłabym zawsze po stronie Krakowa, bo klimat, bo piękne. Ale Warszawa zaczyna mi się podobać nieco bardziej, bo gram w grę!

The Thaumaturge - no tu musi pójść polecajka, bo rzadko zdarza mi się, że gra tak wciąga, jest tak ładna i ciekawa, i przykuwa do kompa tak, że czas leci nie wiadomo, kiedy. Sama jestem zdziwiona swoim zaangażowaniem, nie powiem.

No nie jest to rozgrywka na miarę BG3 czy innych znanych i rozbudowanych tytułów AAA, ale wpasowała się idealnie w moje potrzeby: szukałam gry z relatywnie prostym gameplayem, ciekawej fabularnie, ale żeby nie zjadała mi całych dni, nie zmuszała do niekończących się sesji, bo ja po prostu nie mam na to czasu. I żebym mogła ją pojąć swoim małym rozumkiem bez potrzeby zaglądania w notatki, że co tam w zasadzie teraz trzeba było zrobić, jak to miało być i w trakcie którego wątku teraz jestem. Krótko mówiąc: prosta, z łatwą walką, z fabułą do ogarnięcia pamięciowo i umożliwiająca oderwanie się z powrotem do życia w dowolnym momencie.

No i mam to wszystko (prawie), a nawet jeszcze więcej, bo gra jest naprawdę bardzo piękna pod względem wizualnym, ale też muzycznie + niesamowicie podoba mi się klimat dawnej Warszawy z całym zróżnicowaniem kulturowym, zapleczem historycznym i społecznym. Smaczki w postaci nazwisk z epoki - no i miejsc, oczywiście - są autentycznie znakomite.

Jest sporo czytania, szukania tropów, łączenia kropek, klimat „revelio” (lubię!) - gra w sumie mocno prowadzi za rączkę, ale tak wolę akurat… nie znoszę się męczyć w gąszczu znaków zapytania na pustej mapie. Jest też relatywnie mało walki, która w ogóle nie jest zręcznościowa, dzięki Bogu. Postacie są barwne, ciekawe, niejednoznaczne, ciekawa jest też sama fabuła i wątki poboczne. No i są wybory, które dość szybko przynoszą efekty i można sobie pewne sprawy ułatwić, a niektóre ścieżki zablokować - co jest logiczne, tak powinno być.

W zasadzie tylko jeden warunek nie został spełniony: miała to być gra, która mnie za bardzo nie wciągnie, żebym bez problemu porzucała kompa po godzince czy dwóch. No, to nie, siedzę godzinami, bo koniecznie muszę wiedzieć, co jest za rogiem, i za następnym, i za następnym.

Dobrze, że jeszcze trochę wolnego, może nawet skończę.

Polecam wielce ten tytuł.
 
Również obecnie ogrywam Thaumaturge i przyłączam się do polecajki. Klimat jak i sam pomysł na setting są super. Projekt lokacji robi robotę, chodzenie po Powiślu w trakcie deszczu pozwala poczuć ten specficzny depresyjny nastrój, który występował chociażby w Wyzimie Klasztornej w W1. Początkowo miałem trochę obawy czy historia wciągnie i czy dubbing będzie trzymał poziom, ale obecnie jestem zadowolony (początek aktu II). Czuć w nieco bardziej rozbudowanych cutscenkach mniejszy budżet, ale całość się dzielnie trzyma. Gameplayowo trochę bieda, zbyt często wszystko się sprowadza do mordobicia, co biorąc pod uwagę talenty postaci, którą gramy, pozostawia niedosyt. Reszta gry to jednak rekompensuje.
 
niesamowicie podoba mi się klimat dawnej Warszawy
Zdecydowanie to najbardziej podobało mi się w tej grze. Dawno nie miałem tak, że lokacje mnie na tyle interesowały, że momentami zamiast bawić się fabułą po prostu łaziłem i analizowałem uliczki, budynki, układ mapy, jak to się ma do rzeczywistości itd.

Ostatnio taki efekt miałem w The Division gdzie z przyjemnością łaziłem po Nowym Jorku.

No i bardzo, bardzo się cieszę z polskiej wersji językowej Thaumaturge - choć zazwyczaj wolę grać po angielsku, tutaj bez rodzimych dialogów było jakoś dziwnie.
 
Chyba też w końcu dam się przekonać, choć obiecałem sobie, że nadgonię z zaległościami. Można powiedzieć, ze kilka tytułów temu utknąłem na skale obok Żyrafa i teraz chcę zeskoczyć i skończyć tego Horizona. Zalega mi też Detoit Become Human, którego zawsze bardzo chciałem sprawdzić. Ech, chciałbym czasem znów być studentem :beer:
 
Horizon Zero Dawn zakończone! Dzielna rudowłosa Aloy wie już wszystko co chciała i przy okazji udało się jej uratować to co mogła. A jak ja się z tym czuję?

Zacznę może od tego, że gra ma bardzo fajnie wykreowany świat. Nie dość, że przyjemnie się na niego patrzy, z podziwem dla fauny, flory i robotów, to jeszcze historia jaka się toczy w grze, i to jak poznajemy to co się stało na tej planecie, to wszystko jest niezwykle angażujące. Owszem miałem chwilę, w której zrobiłem sobie przerwę od Horizona, ale jak już do niego wróciłem to do końca. Czy z pełną satysfakcją?

Tu mam uczucia mieszane. Irytujące bywały niektóre elementy gry. Ciągłe podróżowanie z jednego miejsca w drugie umilały nam roboty, które nie są zbyt przyjaźnie nastawione, chyba że je zdominujemy. Wówczas mogą nam służyć jako transport, lub dla nas walczyć, co jest fajnym urozmaiceniem rozgrywki. Ta sama w sobie jest o tyle ciekawa o ile ktoś lubi łuki i skradanie się. Zdecydowanie Aloy nie należy do osób, które radzą sobie w zwarciu. Przydałby się dodatkowy element skupienia, który spowalnia czas. Nie tylko podczas skakania z celowaniem. Mogłoby to być ograniczone poprzez pasek jak z maną, na przykład. Przydałaby się również broń, którą dałoby się szybciej przeładować. Kilka takich jest, o ile wypełnimy parę zadań pobocznych, dzięki którym uda nam się dostać bronie miotające: ogniem, zimnem, prądem i falą uderzeniową. Ta ostatnia przydaje się do niszczenia pancerzy i dodatkowych elementów mocowanych na cielskach maszyn. W momencie, gdy się już zaprzyjaźnimy nieco bardziej z naszą zdolną łuczniczką i będziemy wiedzieli, jak robić by ta gra sprawiała nam więcej przyjemności, to wówczas cały ten świat zaczyna się przed nami otwierać i żaden pagórek, i górka nie będą nam straszne.

Mając już pełen rynsztunek to jednak nie jest tak, że będzie łatwiej. Zaczyna pojawiać się problem z ilością wolnego miejsca w plecaczku. W końcu jakoś trzeba wytworzyć amunicję, jeśli nie chcemy jej co chwilę kupować, a to i tak do stanu, jaki przypada na konkretną broń. Trzeba się więc zaopatrzać. Wszystko to zajmuje za wiele miejsca, a jeszcze jest jedna rzecz. Żeby mieć co trzeba, to należy to znaleźć, odszukać i upolować. Ile to ja się naszukałem królików, żeby tylko wypadła jedna skórka, która była potrzebna do zakupu broni? Ile to ja się musiałem nagłowić przy ekwipunku - co zostawić, a co poświęcić... Mogli to lepiej przemyśleć.

Horizon Zero Dawn to bardzo przyjemny i ciekawy RPG w stylu Ubigame. Co to znaczy? Nie zaznamy tu moralnych rozterek. Mamy się poczuć bohaterami z misją do wykonania. Wcielić się w rudowłosą wojowniczkę, która tylko dzięki swej determinacji i odwadze jest w stanie zrobić więcej niż ktokolwiek inny. Cele Aloy są jasne, a z czasem ich przybywa, wraz z większą odpowiedzialnością. Te elementy historii są bardzo dobrze przedstawione i pchają nas do samego finału. Muszę przyznać, że to była przyjemność poznać to uniwersum. Trochę taka Planeta Małp, ale zupełnie inna. Bardzo fajna przygoda. Nie wiem czy na więcej części. Wszystko ładnie się tu domyka dając odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Oczywiście kontynuacja już istnieje, choć jak słyszałem - nie tak interesująca jak pierwowzór. Mimo to szykuje się 3 część i w sumie cieszy mnie to. Szkoda byłoby porzucać tak interesujące uniwersum.
 
Last edited:
@Sylvin Nie wiem gdzie się uchowałem, ale nie grałem w Horizona.

Z wiekiem lista produkcji, których się nie dotknęło pomimo ich wkładu w branżę, ogólną kultowość itp. jest tak długa...
 
Last edited:
@Sinkey87 Jedynkę warto ograć celem poznania historii tego świata. Wizualnie gra jest ładna, a walka daje radę, ale już większość map to taki Ubislop z masą znaczników, więc meh. Zadania poboczne moim zdaniem nudne.

Ograłem jedynkę paru lat temu i bawiłem się nieźle, ale do tej pory nie tknąłem nawet dwójki. Mam wrażenie, że jedynka po prostu wystarczy i nie ciągnie mnie do kontynuacji.
 
Gra jak najbardziej warta poznania i faktycznie, mimo lat, wygląda nadal naprawdę bardzo dobrze.
Mapa faktycznie jest wypełniona znacznikami i większość misji z tym związanych to drobnica wypełniająca świat. Nie zgodzę się jednak z tym, że wszystkie zadania poboczne można by określić jako nudne. Jest kilka fajnych. Wersja Complete Edition oferuje też dodatkowy obszar z zadaniami, które rozwijają całość. Tu dostajemy też nowe rodzaje broni miotających, o których wspominałem wcześniej, ale również możemy zdobyć nowe wdzianka.
Ograłem jedynkę paru lat temu i bawiłem się nieźle, ale do tej pory nie tknąłem nawet dwójki. Mam wrażenie, że jedynka po prostu wystarczy i nie ciągnie mnie do kontynuacji.
Mi na ten moment również nie spieszy się do kontynuacji. Jest tyle gier, w które chciałbym zagrać, albo przejść na nowo :coolstory:
Druga część spokojnie może poczekać, ale w tą pierwszą warto zagrać. Często pojawia się w promocjach. Warto zapolować ;)
 
Horizon to RPG? W jakim sensie?
Nie grałem, szczerze pytam, bo myślałem że to taki inny AC/GoW
To dobrze myślisz :howdy: . Horizon to według mnie gra akcji z otwartym światem i z elementami RPG, czyli ma drzewko umiejętności, a zatem postać sobie rozwijamy w toku gry. To powszechne w tego typu produkcjach, bo od lat dominują hybrydy. Mam wrażenie, że o ile rzadko trafiamy na rozbudowane RPG, tak elementy RPG związane z wbijaniem poziomów i rozwojem postaci (ale tylko w kwestii walki) stały się wręcz growym elementarzem i występują w co drugiej grze. To nawet nie jest krytyka, tylko zwykła obserwacja. Taka specyfika giereczkowa od lat.
 
Top Bottom