Właśnie skończyłem Call of Duty 4.... Niech mnie szlag jasny trafi, jeśli to nie jest najlepsza gra, w jaką grałem w tym roku. Nawet Wiedźmin nie przykuł mnie tak do kompa, nie czułem takich emocji (moment ucieczki z Prypecia - oczekiwanie na helikopter - $%@$%$^%!!). To gra, w której, nawet gdy ginąłem czułem radość. Pełno skryptów? Może. Ale jest to fantastyczna gra. Świetna fo tego stopnia, że w poszukiwaniu czegoś podobnego, zaraz zainstaluję Ghots Recona. Wybrałem poziom Hardened i łatwo nie było9 - tak w sam raz. Były momenty powtarzane kilka razy, były łatwe misje. Swietna, świetna, świetna gra. Pieję z zachwytu. Tylko nagle, w najlepszym momencie gry, kiedy jestem już "wziągniey" - sru. Koniec. Ehh... szkoda. Ale stawiam na jakość - zdecydowanie bardziej wolę być przykuty do kompa 6-8 h, niż męczyć się z idiotycznymi questami pobocznymi godzin kilkadziesiąt. Tyle ode mnie.