Przymierzam się do czwartego razu żeby chociaż raz sprawdzić stronę Zakonu.
Słowo ciałem się stało i zamieszało na dyskach naszych. Właśnie skończyłem Wiedźmina po raz czwarty, jak się rzekło po stronie Zakonu. Było to doświadczenie jednocześnie fajne i niefajne, ale o tym za chwilę.
Gra nadal jest świetna i wciągająca. Fabuła, dialogi, muzyka, klimat, nawet rozgrywka. Co ciekawe, cały czas mi się wydawało, że kanciasta grafika 3D mnie dobija (wolę schludne 2D, wolniej się starzeje niż takie kanty, którymi oko można sobie wybić), ale wychodzi na to że tak naprawdę dobija mnie połączenie kanciastej grafiki z obleśnymi i oczojebnymi kolorkami rodem z wszelkiej maści WoWów, LoLów, DotAów i innych gier o 3-4literowych skrótach. Cudownie szaro-bura kolorystyka Wiedźmina sprawiła, że w ogóle nie zwracałem uwagę na grafikę, a nawet mi się podobała. Jedyny minus to straszny recykling tekstur zarówno w przypadku postaci jak i wnętrz budynków. Nadal męczące jest bieganie w te i wewte szczególnie odczuwalne w rozdziałach 2-3 oraz fedexowe zlecenia. Dzięki temu gra jest znacznie dłuższa, ale jednak bardziej mi tutaj pasuje dwójka - jest krótsza, ale za to mniej tam bezsensownego biegania i robienia non stop tego samego. Po tylu przejściach gry zaczynam też zauważać pewne nieścisłości i dziury fabularne. O co konkretnie chodzi? Ano o to że wiedząc już co i jak, znając przebieg zadań i konsekwencje wyborów byłem wstanie odhaczać zadania w wybranej kolejności i to hurtowo niektóre rzeczy robiąc wcześniej niż powinienem. Przykładem może być tutaj chociażby sekcja zwłok. Tym razem wcześniej znalazłem ciało Raymonda, a tym samym Geralt już się wszystkiego domyślił. Poszedłem jednak zrobić sekcję, a po jej zakończeniu nagle wielkie zaskoczenie ze strony białowłosego kiedy ujawnione zostają wszystkie fakty mimo że powinien to już wiedzieć skoro odkryłem to chwilę temu. Takich momentów jest niestety więcej, ale nie rzuca się to w oczy kiedy grę przechodzi się pierwszy raz i postępuje dokładnie według wskazówek z dziennika i od bohaterów niezależnych. Powyższe minusy jednak nie zmniejszają jakoś poważnie przyjemności płynącej z gry, a to też dobrze o niej świadczy, bo wady blakną w obliczu pozytywów
Wracając do początku posta, czemu rozgrywka była jednocześnie fajna i niefajna. Fajne było to że pierwszy raz grając po stronie Zakonu miałem okazję zobaczyć trochę nowości i to nie tylko pod koniec. Pierwszy raz wydałem wieśniakom Abigail, pierwszy raz zabiłem strzygę i wilkołaka, miałem wreszcie okazję poznać Colemana i wiele innych rzeczy. Niby drobiazgi, a jednak sprawiające frajdę. Niefajne jednak było to że te nowe decyzje nijak nie pasują do mojego wyobrażenia Geralta. Zabijanie elfów w obronie niewinnych? Spoko, ale nie na polecenie zbira. Kumplowanie się z Zygfrydem? Jak najbardziej, ale pomaganie armii fanatyków już niekoniecznie. No i czy Geralt wydałby zielarkę motłochowi nawet mając podejrzenia, że jest winna? Wątpię. Dlatego jakoś przebieg historii trochę mi się nie kleił i raczej już nigdy nie zagram w ten sposób jeśli mnie kiedyś najdzie na piąty raz
Podsumowując, to nadal świetna gra, w której sporo rzeczy można odkryć przy kolejnych podejściach, a pewne zgrzyty nie wpływają bardzo negatywnie na ocenę.