Czytałem kiedys taką wypowiedź jednej z pracownic zachodniopomorskiego zakładu zatrudnienia (czy jakos tak sie to zwalo), gdzie kobieta tlumaczyla, ze ani jednego roku od czasu transformacji ustrojowej nie mieliby takiej sytuacji, ze rocznie ok. 2500-3000 wolnych ofert pracy, praktycznie niewymagających kwalifikacji (wlasnie jakies bary masowej obslugi, jakies czynności porządkowe, pomoc domowa itp.) pozostawaly bez odezwu. (Nie mowimy tutaj o ofertach wymagajacych specjalistycznych kwalifikacji). Jednoczesnie , oficjalny poziom bezrobocia jest jak srednia krajowa - more and less 10 %, w zależności od koniunktury gospodarczej. Nie mowiac juz o tych, co robia specjalnie na czarno, zeby uniknąć (bandyckiego) opodatkowania, oraz zeby dodatkowo dostać zasiłek (statystycznie ok. 40 % bezrobotnych wlasnie tak działa), sytuacja ta ma jeszcze inna przeslankę. Mianowicie, masa ludzi, czy to po studiach czy też po szkołach technicznych albo zawodówkach, jest bardzo mocno napalona na robotę " w zawodzie". Takiemu studentowi, dajmy na to, ekonomii czy prawa w bańce się nie mieści, że może przez pewien czas pracować gdzieś na zmywaku, albo w barze czy cos w tym stylu.My point is, that statystyki przedstawiają trochę zbyt zaczernioną wizję rzeczywistości. Nie tyle trudno o pracę, co o standard życia państw zachodnich i tym, co uważamy, że powinno już dawno być implementowane u nas. A dlaczego u nas jest gorzej, niż u nich, to już temat na pracę magisterską. Jest jednak jedno słowo na "k", które nam przybliża przyczynę tego, że mamy teraz pod górkę.