Jako że jestem tu po raz pierwszy, witam serdecznie wszystkich,Aurelinus ma sporo racji - gra, pomimo że świetna, ma pewne dość denerwujące nieścisłości. Ponieważ jestem na szlaku poraz drugi, staram się iść nieco wolniej i rozpatrywać każdy quest uważniej, niż za pierwszym razem. Oto co zauważyłem:1) u Raymonda zaraz po bijatyce z Salamandrą wewnątrz domu - rozmawiamy o zajściu, Raymond informuje mnie, że jest tuż tuż od rozwiązania zagadki, ale musi wiać, bo depczą mu po piętach. Co też czyni, rzucając na odczepnego listę z sześcioma nazwiskami (nawiasem mówiąc, nygus on jest, bo poza nazwiskami owa lista nic więcej nie zawiera, a z rozmowy wynika, że dowiedział się różności). Po wyjściu Raymonda zająłem się obmacywaniem trupów w poszukiwaniu różności i w tym momencie opadła mi szczęka - Dosłownie w sekundę po wyjściu Raymonda właściwego do pokoju wlazł Raymond-Azar i spokojnie zaczął kontemplować widoki za oknem. Rzeczywiście zdolna bestia z tego Azara - w sekundę zarąbał Raymonda, teleportował (?) ciało do krypty, rzucił na siebie iluzję i spokojnie wlazł prosto na mnie. Jak już odzyskałem równowagę, podszedłem do dziada i zagaiłem, a ten jakby nigdy nic, żąda ode mnie bezczelnie 200 orenów!!! Powiedziałem mu "Bywaj" (to co powiedziałem do ekranu nie nadaje się do powtórzenia) skończyłem obmacywanie zwłok i wyszedłem. A za drzwiami - któż by inny - zdyszany brzdąc z informacją, że pan Marloewe ma dla mnie ważną wiadomość.Otóż drodzy REDzi - jest to poważna niedoróbka. Ja rozumiem, że to świat baśniowy z magikami itd, ale w tym miejscu w następnym patchu trzeba wstawić co najmniej 12 godzin timeoutu. Inaczej cała zabawa traci sporo smaku.2) w II akcie szedłem sobie do Vivaldiego w celu bodaj wycyganienia książki dla Kalksteina. Po drodze, a konkretnie przed wejściem do Małego Mahakamu, minąłem Zoltana - ponieważ biegłem, zostawiłem go daleko w tyle. Wchodzę zziajany do Vivaldiego - a tam kto rozparty za stołem? Zoltan Chivay, we własnej brodatej osobie! Teleportował się, czy zna skrót?3) zastanawiam się, po co w grze pożywienie i napoje różne od wyskokowych? Jak już wspomniałem, idę drugi raz, i w dalszym cziągu nie bardzo potrzebuję się pożywiać. Chlam wyłącznie eliksiry, od czasu do czasu z kimś się urżnę. OK, OK - wiedźmin to mutant i w zasadzie nie potrzebuje jeść, ma immunitet, kocie oczy i dwa miecze na plecach. Ale Geralt, którego znałem, nie pogardzał dobrym żarciem, zwłaszcza że pieniżdzem nie śmierdział i na ogół chodził nie najedzony do końca. Chyba, że stracił pamięć do tego stopnia, że zapomniał o konieczności jedzenia. Z tym też coś wypadałoby zrobić, drodzy REDzi. Albo wzmocnić działanie i wydłużyć czas działania regeneracji - albo np. nienajedzony i nienapity Geralt niech ma spowoknione ruchy (np. nie może biegać) albo niech od czasu do czasu narzeka, że jeść musię chce.4) Wspominana już sytuacja w Odmętach - po śmierci dwóch sióstr goście nadal czekają na balangę, a ojciec obu pań jakby nic się nie stało (twardziel !). Generanie nie podoba mi się miemoc Geralta w tej kwestii - w pratyce nie można zapobiec tragedii, aż się prosi wprowadzenie alternatywy. Tym raze spróbuję generalnie olać sprawę obu pań i zająć się zadaniami zleconymi przez Panią Jeziora. Zobaczymy pod koniec aktu, czy dziewuchy żyją, czy też pourywały sobie łby samodzielnie.5) Tożsamość Geralta - tu zadziwiające jest zachowanie naszego bohatera, który chcąc się dowiedzieć czegoś o sobie wręcz namolny jest wobec osób, które mu pomóc nie chcą lub nie mogą (Triss, Pani Jeziora, Morenn itd), a przy tym dziwnie obojętny wobec tych, którzy do takich opowieści aż się palą - vide choćby Jaskier, że o karczmarzu nie wspomnę. Nawiasem mówiąc, przydałoby się uzupełnienie wpisów w dzienniku po takich wypoweidziach6) Wielebny z poierwszego aktu - pomimo że zaciukałem go za pierwszym i drugim razem, to wpos w dzienniku głosi, że darowałem mu życie.7) w nawiązaniu do punktu 1 - większość zadań, w których trzeba poczekać na ruch innej postaci ma za krótki timeout. Wystarczy wyjść i wejść ponownie, i już sprawa załatwiona. Aż się prosi cięta riposta np. Vivaldiego nt. napisania listu lub kowala w sprawie odgromnika (np. "Czy ty myślisz, że mam w d...e motor?", albo "Idź na dziwki i wróć następnego dnia"). Z kolei większość z zadań, które trzeba wykonać w określonym czasie (a przynajmniej tak mi się wydaje) - można przeciągać i nic się nie dzieje. (Popieram tu jednego z przedmówców, że warto wprowadzić określony czas na zadania, zwłaszcza te z ogłoszeń. Ja jak dotą tylko raz nadziałem się na skutki opóźnienia - gdy wziąłem od Yarena Bolta zlecenie na oczyszczenie drogi do przystani i nie wróciłem następnego dnia, tylko o dzień później. Gościu zjechał mnie równo, jako że ostał się na porębie sam jak palec.Na koniec pytanie, którego nie mogę nie zadać - gdzie, na ryżą brodę starego Rhundurina, są niziołki??? No gdzie??? Jak dotąd, na jednej z reklam udało mi się dostrzec nazwisko "Biberveldt". W glosariuszu ani słowa, nawet po przeczytaniu większości książek. O gnomach, owszem jest wzmianka, ale o niziołkach - głucho. Wyginęły, czy się dobrze schowały???Pozdrawiam