Kingdom Come: Deliverance

+
Odbiłem się ostatecznie od pierwowzoru z uwagi na optymalizację i błędy, przez które traciłem godziny progresu.
Z uwagi na to, że fascynowała mnie zawsze nieprzystępność gry, przez lata chodziło za mną ponowne podejście - którego zaniechałem po zapowiedzi zdającego się być swoistym "makeoverem" sequela.
Zasiadłem zatem do KCD2.
I przepadłem.

Ponad 60h na liczniku, końca nie widać, a satysfakcja i przyjemność płynące z rozgrywki tylko rosną.
Absolutnie nie mogę w to uwierzyć, że w erpegowej niszy tak szybko po trzecim Baldurze pojawił się taki banger.
Ten diament, o którym wspomniał Yngh został doszlifowany, sequel dosłownie wszystko robi lepiej - mam wrażenie, że właśnie taką grą od początku miało być Kingdom Come.
Spędziłem w grze 140 godzin i zgadzam się, że gra jest oszlifowanym diamentem, niemniej jednak jedynka robiła pewne rzeczy albo lepiej albo odważniej.

Przede wszystkim walka, w momencie zdobycia lepszego rynsztunku w około 30 godzinie gry, wciąż na pierwszej mapie nikt nie stanowił już dla mnie zagrożenia, liczba wrogów nie miała znaczenia. Nie pomaga zbyt szybkie odblokowanie masterstrike, mocno spowolnione reakcje przeciwników oraz śmieszna ekonomia gry. Na drugiej mapie musiałem już ratować się modem na utrudnienie kilku aspektów walki. Krzywa nauki w pierwszej części była jednak dłuższa plus często wymagała racjonalnego podejścia czy warto w ogóle do jakieś potyczki podchodzić.

Kolejnym aspektem (choć możliwe, że nie mam racji bo to mocno subiektywne odczucie) jest złożoność samych questów; interakcji i "decyzji" które podejmujemy w trakcie zadania. W jedynce bardzo łatwo można było sprawy schrzanić, ale to niekoniecznie prowadziło do końca misji, a nawet jeśli już to wciąż mieliśmy wiele innych możliwości podejścia do konkretnego celu. Świetnym przykładem jest tutaj misja z Ojcem Bogutą. Dwójka wiele razy prowadzi nas po sznurku, questy pomimo, że złożone w ilości NPC, iluzorycznych wyborów oraz obszaru po jakim się poruszamy, są tak naprawdę liniowe i bardziej kojarzą się z grą akcji niźli RPG z krwi i kości.

Wiele mogę KCD2 zarzucić pod kątem samego role-playowania, uważam, że jedynka robiła to lepiej. Mimo wszystko w mojej subiektywniej ocenie to absolutne arcydzieło w którym klimat, scenariusz, muzyka to absolutne 10/10.
 
Widzę, że sporo osób wciąż pogrywa w dwójkę, a tymczasem ja jakiś czas temu zacząłem swoją pierwszą przygodę z jedynką. Gra od początku była na moim celowniku, ale jakoś się nie złożyło, a mam tak że jak nie sięgnę po dany tytuł w okolicy premiery to potem ciężko jest mi to już zrobić. Częściowo pewnie dlatego że w międzyczasie wyjdą inne interesują mnie gry, a częściowo że wokół produkcji nie ma już takiego szumu. Tak minęło kilka lat, Pan Epic wręczył mi grę za darmo, a o marce znowu zrobiło się głośno z powodu premiery kontynuacji. To był ostateczny impuls żeby zainstalować i będąc aktualnie mniej więcej w 2/3 fabuły muszę przyznać że... bawię się doskonale! Nie jest to oczywiście arcydzieło, gra ma trochę problemów czy nietrafionych decyzji, ale zdecydowanie nadrabia tymi elementami, które są dobre. No ale po kolei.

+Fabuła
Niby typowa opowieść "od zera do bohatera", ale sprawnie opowiedziana i wciągająca. Pomagają w tym też zróżnicowane zadania i to zarówno pod kątem rozgrywki (jedne kładą nacisk na walkę, inne na kombinowanie, a jeszcze inne na dyplomację) jak i klimatu (są misje poważne i zabawne). Generalnie każdy znajdzie coś dla siebie w zależności od osobistych preferencji jak i kierunku, w którym rozwija bohatera.

+Klimat
I to jaki! Czechy są nam dość bliskie więc łatwo zanurzyć się w tym świecie. Ogromnym plusem jest też dla mnie to że choć opowiadana historia jest fikcyjna i jedynie osadzona w historii to gra jest totalnie na serio. Bez magii, potworów i nadprzyrodzonych elementów. Lubię fantastykę, nie powiem że nie, ale szkoda że niemal wszystkie erpegi idą w tym kierunku, bo nawet jeśli akcja jest osadzona w jakimś autentycznym czasie i miejscu to zawsze jest ubarwiona jakąś odmianą fantastyki. Co tak naprawdę mamy poza Kingdom Come? Alpha Protocol? Coś jeszcze? No właśnie.

Tym bardziej zżera mnie zazdrość, że my nie mamy takiej gry jak Czesi - dużej, rozbudowanej gry RPG w otwartym świecie osadzonej w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Nie widzę też niestety za bardzo polskiej firmy, która mogłaby się tego podjąć. REDzi już raczej wyczerpali słowiańskość w Wiedźminach i nie sądzę żeby Hadar miał iść w tym kierunku. Zostaje w zasadzie chyba tylko Techlnad, ale oni raczej celują w klimaty zachodnie. Szkoda.

+Mechanika
Gra jest niesamowicie rozbudowana. Mnóstwo statystyk, zdolności czy cech. Bardzo podoba mi się to że trzeba dbać o takie rzeczy jak głód, zmęczenie czy nawet higiena. Do tego sporo zdolności o więcej niż jednym przeznaczeniu, a także wykluczające się co jest świetne, bo w końcu nie da się być dobrym we wszystkim. Podoba mi się również to że rozwój postaci jest bardziej realistyczny i nie opiera się na bzdurnych cyferkach tylko starej, dobrej życiowej zasadzie, że "trening czyni mistrza". Nie rozdzielamy jakichś punkcików co prowadzi do absurdów, że nagle potrafię świetnie strzelać z łuku chociaż do tej pory walczyłem mieczem. Zamiast tego najpierw uczymy się podstaw, a potem rozwijamy się po prostu robiąc to np. walcząc mieczem, jeżdżąc konno, warząc mikstury itd. posiłkując się przy tym szkoleniem u mistrzów i czytaniem mądrych ksiąg (oczywiście kiedy już nauczymy się czytać).

Podoba mi się też mnogość elementów, które możemy na siebie założyć. Co więcej, mają one mnóstwo statystyk, często wykluczających się więc warto mieć w zapasie więcej niż jeden zestaw i zmieniać w zależności od tego czy szykujemy się do bitki, kradzieży z włamaniem czy może twardych negocjacji. Twórcy pomyśleli nie tylko o tym że ciężka zbroja hałasuje więc trudniej się skradać, ale również o tym że biegając w samych kalesonach przyciągamy uwagę co również utrudni skradanie mimo iż hałas będzie zerowy. Rewelacja!

W ogóle sporo tutaj takich drobiazgów. Ludzie skomentują brudny ubiór, szybciej przyswajamy wiedzę siedząc podczas lektury, a przeżarcie choć odgoni głód na dłużej to jednocześnie sprawi że staniemy się ociężali co będzie miało swoje konsekwencje. Do tego zróżnicowani kupcy, którzy nie tylko oferują różne towary i usługi, ale też nie kupią od nas wszystkiego (lub kupią taniej), różnią się też zasobnością sakiewki. Ma to jak najbardziej sens, że skóry lepiej sprzedać u garbarza, mięso u rzeźnika, a zbroję u płatnerza, ale twórcy gier RPG często o tym zapominają.

Można by tak wymienia i wymieniać, bo jest tego mnóstwo!

+Walka
Trochę kontrowersyjne, bo system walki początkowo wydaje się albo zbyt toporny albo zbyt skomplikowany. Sam w pierwszych godzinach drżałem ze strachu, że podczas dłuższej podróży zostanę napadnięty przez 3-4 drabów i będzie mnie to kosztowało utratę np. godziny postępu. Z czasem jednak zacząłem go doceniać. Rozwinąłem swojego bohatera, sprawiłem lepszy ekwipunek, a i sam rozwinąłem się jako gracz ogarniając lepiej parowanie i kombiniacje i zaczęło mi iść o wiele lepiej. Wciąż pojedynek nawet z jednym przeciwnikiem może stanowić wyzwanie, nie mówiąc już o większej grupie, ale już mnie to nie przeraża. Z przyjemnością zacząłem brać udział w turniejach rycerskich czy pacyfikacji bandyckich obozów (na tym etapie wybiłem już wszystkich hersztów na całej mapie).

No i jakby nie patrzeć, ma to fabularny sens, bo w końcu Henryk nie jest jakimś wojownikiem tylko zwykłym synem kowala, który do tej pory z mieczami miał do czynienia co najwyżej pomagając ojcu w kuźni.

+Ogólne wrażenia
O pozytywach można by jeszcze długo pisać więc na koniec dodam tylko że ogólna frajda płynąca z gry. To sama przyjemność wskoczyć na konia i ruszyć w nieznane, zapolować na grubego zwierza, skrzyżować miecze z bandytami, warzyć mikstury, czytać książki, grać w kości z miejscowymi albo upijać się do nieprzytomności żeby walczyć potem z kacem w czym niewątpliwie pomoże wizyta w łaźni i sute śniadanie. Jednocześnie wszystko co robimy rozwija naszego bohatera w jakiś sposób.

Podobne wrażenia miałem w Red Dead Redemption II, bo niby fabuła fabułą, ale samo spędzanie czasu w tym świecie sprawia radość.

A teraz przejdę do wad...

-Konsekwencje wyborów
Gra nierzadko oferuje różne opcje na wykonanie zadania czy to ze względu na umiejętności czy też wcześniejsze wybory, które odblokują nam dodatkową ścieżkę. Nie zauważyłem jednak żeby miało to jakiś wpływ na historię. Być może jakiś wpływ jest i potrafiłbym to dostrzec dopiero podczas drugiego przejścia, ale na ten moment tego nie widzę. Nie przeszkadza to jakoś bardzo, bo fabuła mi się podoba, ale ja zwyczajnie lubię kiedy historia w grze się rozgałęzia dzięki czemu mam większe poczucie, że to moja opowieść, bo dokonując innych wyborów zawędrowałbym w inne miejsca, budował relacje z innymi postaciami i brał udział w innych wydarzeniach.

-Nieprzemyślany ekwipunek
Pisałem wcześniej, że podoba mi się mnogość elementów wyposażenia, ale niestety brakuje dodatkowych zakładek czy to w metaforycznym plecaku Henryka czy to u kupców. Ot, żebym mógł sobie odsiać np. tylko nakrycia głowy albo tylko miecze, przydałoby się też móc łatwiej porównać poszczególne przedmioty.

-Brakujące animacje
W grze jest trochę kontekstowych animacji więc zaskakuje, że jednocześnie wielu nie ma. Przykładowo, widzimy jak Henryk siada, rzuca kostkami podczas gry czy zrywa zioła, ale już nie widzimy jak je, naprawia buty, oprawia zwierzęta czy bierze kąpiel. Tak jakby zabrakło czasu na zaimplementowanie wszystkiego. Wiem, że jest duża grupa graczy, którzy tego nie lubią, bo mają poczucie marnowania czasu jeśli muszą oglądać jak ich bohater pochyla się nad każdym kwiatkiem. Rozumiem więc że w wielu grach jest to bardzo uproszczone. Dla mnie szkoda, ale ok. Tutaj jednak trochę tego jest a trochę nie.

Przy animacjach muszę jeszcze wspomnień o rozmowach. Zdarza się że podczas dialogu odpala się jakaś scenka i widzimy jak bohaterowie coś robią (tańczą, piją, chodzą nerwowo w kółko), zdarza się że podczas rozmowy scena wygląda inaczej, bo bohaterowie siedzą albo coś w tym stylu, ale przeważająca ilość dialogów to po prostu dwie gadające głowy jakbyśmy się cofnęli do Wiedźmina 2. Ponownie mam wrażenie że zabrakło czasu lub kasy i liczę że w dwójce jest chociaż trochę lepiej.

-Czeski dubbing
Lubię kiedy język w grze czy filmie pasuje do realiów. W Metro grałem po rosyjsku, a w Ghost of Tsushima po japońsku więc w przypadku Kingdom Come zdecydowałem się na czeski. Cóż, nie znam czeskiego więc nie potrafię do końca ocenić jakości, ale i tak czuję że niekiedy te dialogi są jakieś takie bez emocji, bez życia. Wiem, że został on dodany dopiero jakiś czas po premierze i jest półprofesjonalny, więc i tak doceniam że jest bo nie chciałbym w to grać po angielsku, ale mam nadzieję że w dwójce jest lepiej skoro tym razem nie odkładali tego na później. Choć z drugiej strony oznacza to zapewne inną obsadę, a już przyzwyczaiłem się do pewnych głosów.

I to w sumie tyle z takich wrażeń na szybko. Pora wracać do Jędrzyka ze Skalycy w służbie Pana Radzka Kobyly! :beer:

PS. Jak to jest z dodatkami? Gra podoba mi się tak bardzo że na pewno zakupię, ale nie wiem jak szybko. Czy da się je przejść już po zakończeniu przygody?
 
PS. Jak to jest z dodatkami? Gra podoba mi się tak bardzo że na pewno zakupię, ale nie wiem jak szybko. Czy da się je przejść już po zakończeniu przygody?
DLC są tak zrobione, by można je było naturalnie przechodzić w toku gry i całkiem nieźle się to klei, także jak widzisz, że masz dostępne zadanie i jesteś w okolicy, to możesz już próbować. Co do zakończenia, gra ma epilog, a po drodze wykonuje się wiele zadań "etapowych", także zakończenie Cię nie weźmie z zaskoczenia. Nawet po napisach końcowych można grać dalej i dopiero wykonanie konkretnej czynności spowoduje, że gra się "formalnie" zakończy i poskutkuje to achievementem.
 
Widzę, że sporo osób wciąż pogrywa w dwójkę, a tymczasem ja jakiś czas temu zacząłem swoją pierwszą przygodę z jedynką. Gra od początku była na moim celowniku, ale jakoś się nie złożyło, a mam tak że jak nie sięgnę po dany tytuł w okolicy premiery to potem ciężko jest mi to już zrobić. Częściowo pewnie dlatego że w międzyczasie wyjdą inne interesują mnie gry, a częściowo że wokół produkcji nie ma już takiego szumu.
Ja co prawda słyszałem o tej grze, ale nie zaciekawiła mnie na tyle by zagrać. No ale rok-dwa temu kupiłem za te 30zł więc wypadałoby zagrać.
Sam wolę grać w gry jak już szum o nich ucichnie, i zostaną ostro przecenione.
+Mechanika
Gra jest niesamowicie rozbudowana. Mnóstwo statystyk, zdolności czy cech. Bardzo podoba mi się to że trzeba dbać o takie rzeczy jak głód, zmęczenie czy nawet higiena. Do tego sporo zdolności o więcej niż jednym przeznaczeniu, a także wykluczające się co jest świetne, bo w końcu nie da się być dobrym we wszystkim.
Zależy co masz przez to na myśli. Ja na przykład nie licząc topora i buławy to praktycznie wszystko wymaksowałem za 1 podejściem.
Chyba że mówisz o wykluczających się perkach, wtedy zgoda.
Podoba mi się też mnogość elementów, które możemy na siebie założyć. Co więcej, mają one mnóstwo statystyk, często wykluczających się więc warto mieć w zapasie więcej niż jeden zestaw i zmieniać w zależności od tego czy szykujemy się do bitki, kradzieży z włamaniem czy może twardych negocjacji. Twórcy pomyśleli nie tylko o tym że ciężka zbroja hałasuje więc trudniej się skradać, ale również o tym że biegając w samych kalesonach przyciągamy uwagę co również utrudni skradanie mimo iż hałas będzie zerowy. Rewelacja!
Czy ja wiem. Na początku to może było ważne, ale jak wymaksowałem skradanie to włażenie komuś w pełnej płycie na kuckach i świecenie pochodnią w twarz jak śpią w łózkach rzadko powodowało że się budzili.
W ogóle sporo tutaj takich drobiazgów. Ludzie skomentują brudny ubiór, szybciej przyswajamy wiedzę siedząc podczas lektury, a przeżarcie choć odgoni głód na dłużej to jednocześnie sprawi że staniemy się ociężali co będzie miało swoje konsekwencje. Do tego zróżnicowani kupcy, którzy nie tylko oferują różne towary i usługi, ale też nie kupią od nas wszystkiego (lub kupią taniej), różnią się też zasobnością sakiewki. Ma to jak najbardziej sens, że skóry lepiej sprzedać u garbarza, mięso u rzeźnika, a zbroję u płatnerza, ale twórcy gier RPG często o tym zapominają.
Nie wiem jak ty, ale ja praktycznie przez całą grę nie kupowałem żadnych zbroi/broni od kupców, bo lepsze można było dostać/znaleźć.
+Walka
Trochę kontrowersyjne, bo system walki początkowo wydaje się albo zbyt toporny albo zbyt skomplikowany. Sam w pierwszych godzinach drżałem ze strachu, że podczas dłuższej podróży zostanę napadnięty przez 3-4 drabów i będzie mnie to kosztowało utratę np. godziny postępu.
Od 10 levelu dopiero zaczynają się bandyci na drogach pojawiać.
Z czasem jednak zacząłem go doceniać. Rozwinąłem swojego bohatera, sprawiłem lepszy ekwipunek, a i sam rozwinąłem się jako gracz ogarniając lepiej parowanie i kombiniacje i zaczęło mi iść o wiele lepiej. Wciąż pojedynek nawet z jednym przeciwnikiem może stanowić wyzwanie, nie mówiąc już o większej grupie, ale już mnie to nie przeraża.
Z nadużywaniem master parry walka stawała się zbyt łatwa.
No i jakby nie patrzeć, ma to fabularny sens, bo w końcu Henryk nie jest jakimś wojownikiem tylko zwykłym synem kowala, który do tej pory z mieczami miał do czynienia co najwyżej pomagając ojcu w kuźni.
Niby nie jest, ale równie dobrze mógłby być, bo jest najlepszym kozakiem w grze.
-Konsekwencje wyborów
Gra nierzadko oferuje różne opcje na wykonanie zadania czy to ze względu na umiejętności czy też wcześniejsze wybory, które odblokują nam dodatkową ścieżkę. Nie zauważyłem jednak żeby miało to jakiś wpływ na historię. Być może jakiś wpływ jest i potrafiłbym to dostrzec dopiero podczas drugiego przejścia, ale na ten moment tego nie widzę. Nie przeszkadza to jakoś bardzo, bo fabuła mi się podoba, ale ja zwyczajnie lubię kiedy historia w grze się rozgałęzia dzięki czemu mam większe poczucie, że to moja opowieść, bo dokonując innych wyborów zawędrowałbym w inne miejsca, budował relacje z innymi postaciami i brał udział w innych wydarzeniach.
Na historię może nie ma, ale sam na własnej skórze się przekonałem że olanie epidemii i skupienie się na odbudowywaniu Borysławic nie było mądrym pomysłem.
-Nieprzemyślany ekwipunek
Pisałem wcześniej, że podoba mi się mnogość elementów wyposażenia, ale niestety brakuje dodatkowych zakładek czy to w metaforycznym plecaku Henryka czy to u kupców. Ot, żebym mógł sobie odsiać np. tylko nakrycia głowy albo tylko miecze, przydałoby się też móc łatwiej porównać poszczególne przedmioty.
Mnie bardziej wkurzało że jak zakładałeś hełm z przyłbicą, to podczas rozmów nie było widać Heńka i musiałem zdejmować by podziwiać nową fryzurę czy brodę. Na szczęście w KCD2 już nie ma tego problemu.
-Brakujące animacje
W grze jest trochę kontekstowych animacji więc zaskakuje, że jednocześnie wielu nie ma. Przykładowo, widzimy jak Henryk siada, rzuca kostkami podczas gry czy zrywa zioła, ale już nie widzimy jak je, naprawia buty, oprawia zwierzęta czy bierze kąpiel. Tak jakby zabrakło czasu na zaimplementowanie wszystkiego. Wiem, że jest duża grupa graczy, którzy tego nie lubią, bo mają poczucie marnowania czasu jeśli muszą oglądać jak ich bohater pochyla się nad każdym kwiatkiem. Rozumiem więc że w wielu grach jest to bardzo uproszczone. Dla mnie szkoda, ale ok. Tutaj jednak trochę tego jest a trochę nie.
Mi to tak nie przeszkadzało. Ba, sam od razu poleciałem szukać moda na usunięcie animacji zbieractwa, bo już w Skalicy mnie to irytowało.
A spędziłem parę godzin wyrywając z ziemi wszystko co się dało, także pewnie sobie możesz wyobrazić ;D
-Czeski dubbing
Lubię kiedy język w grze czy filmie pasuje do realiów. W Metro grałem po rosyjsku, a w Ghost of Tsushima po japońsku więc w przypadku Kingdom Come zdecydowałem się na czeski.
Mam tak samo.
Cóż, nie znam czeskiego więc nie potrafię do końca ocenić jakości, ale i tak czuję że niekiedy te dialogi są jakieś takie bez emocji, bez życia. Wiem, że został on dodany dopiero jakiś czas po premierze i jest półprofesjonalny, więc i tak doceniam że jest bo nie chciałbym w to grać po angielsku, ale mam nadzieję że w dwójce jest lepiej skoro tym razem nie odkładali tego na później.
Mi tam nie przeszkadzało. Jak nie znam jakiegoś języka dobrze, jest on dla mnie dosyć egzotyczny i wtedy nie wykrywam czy to jest dobry dubbing czy nie.
Słyszałem gdzieś że rosjanie marudzili na jakość rosyjskiego dubbingu w Metrze, bo oni go lepiej znają i wyczuwają czy coś brzmi sztucznie czy nie.
To samo podobno w kwestii ukraińskiego w Stalkerze HoC.
Choć z drugiej strony oznacza to zapewne inną obsadę, a już przyzwyczaiłem się do pewnych głosów.
Wiem że co najmniej Jyndrych został ten sam, bo kiedyś zerknąłem na gameplay z czeskiej wersji jak streamowali przed premierą.
PS. Jak to jest z dodatkami? Gra podoba mi się tak bardzo że na pewno zakupię, ale nie wiem jak szybko. Czy da się je przejść już po zakończeniu przygody?
Niektóre tak, inne nie.
Ja generalnie jestem trochę zawiedziony, bo spodziewałem się czegoś takiego jak dodatki do Wiedźmina, a to takie kilka dodatkowych questów z mini historyjką.
Podejrzewam że w KCD2 będzie tak samo, i cena tego Season Passa jest nieadekwatna do zawartości. Dlatego zaczekam kilka lat zanim w ogóle grę kupię.
W międzyczasie muszę zagrać w KCD jeszcze raz, bo przez brak wiedzy i podjęte wybory nie zaliczyłem 5 trofeów.
 
Przede wszystkim walka, w momencie zdobycia lepszego rynsztunku w około 30 godzinie gry, wciąż na pierwszej mapie nikt nie stanowił już dla mnie zagrożenia, liczba wrogów nie miała znaczenia. Nie pomaga zbyt szybkie odblokowanie masterstrike, mocno spowolnione reakcje przeciwników oraz śmieszna ekonomia gry. Na drugiej mapie musiałem już ratować się modem na utrudnienie kilku aspektów walki. Krzywa nauki w pierwszej części była jednak dłuższa plus często wymagała racjonalnego podejścia czy warto w ogóle do jakieś potyczki podchodzić.
Zgadzam się co do pierwszej części wypowiedzi - tj. stałem się w pewnym momencie personifikacją tego mema o walce z bossem po zrobieniu wszystkich zadań pobocznych. Miałem wrażenie, że twórcy nie zakładali, że gracz wyczyści całą mapę przed weselem, bo dosłownie wszystko w grze przestało sprawiać problem - od walki, po inne skill checki.
Na drugiej mapie trudność jednak rośnie, bandytów jest więcej i są dużo lepiej uzbrojeni. Jak zbyt pewnie podejdę do starcia, to często gęsto daje się głupio złapać na master strike, a że jeszcze przy okazji zapomnę opuścić przyłbicę... Dość powiedzieć, że cały czas muszę się mieć na baczności i unikać głupich błędów - generalnie uważam zatem trudność za relatywnie dobrze wyważoną.

questy pomimo, że złożone w ilości NPC, iluzorycznych wyborów oraz obszaru po jakim się poruszamy, są tak naprawdę liniowe i bardziej kojarzą się z grą akcji niźli RPG z krwi i kości.
Tutaj pełna zgoda. Właściwie od początku gry miałem wrażenie, że nie podejmuję znaczących wyborów. Ba, czasem nawet tam, gdzie wydaje się, że gra powinna dać kilka opcji, okazuje się, że jest tylko jedna słuszna droga wykonania zadania.
Nawet teraz, mimo tylu spędzonych w grze godzin, właściwie jedyną istotną rzeczą w zakresie decyzji kojarzę raptem jedną i momentami kołacze się z tyłu głowy myśl, czy powinienem KCD2 oceniać jako erpega, czy właśnie grę akcji z elementami tegoż.
 
W jedynce dość istotne dla RPG poczucie progresji było bardzo dobre wg mnie. Nie każdy RPG robi to dobrze, ale KCD owszem. Naprawdę dało się odczuć postępy, które robił bohater, i spore znaczenie miały zarówno same statystyki, jak i naturalne polepszanie umiejętności przez samego gracza jeśli chodzi o znajomość mechanik. Podobało mi się też, że gra uczyła respektu do zbroi płytowej, jak również karała za błędy. Pod koniec oczywiście postać mogła być już przegięta, co jest typowym problemem w wielu RPGach, natomiast i tak łapałem się na tym, że jeżeli zbytnio lekceważyłem przeciwników, to dostawałem po pysku.

BTW duży plus za to, że walka nie zawsze jest jedynym rozwiązaniem i jest dozowana w rozsądnych ilościach. W ciągu 100 godzin rozgrywki w KCD1, ani razu nie poczułem znużenia walką i nigdy nie miałem poczucia, że jest jej za dużo. Czasem całe godziny gameplayu spędzałem na samych rozmowach i handlu. Wielu starć uniknąłem w ten czy inny sposób. Bardzo mi się podobało, że przeciwnicy nie zawsze walczyli do końca, ale potrafili się też poddać lub uciec. Na koniec gry mimo iż Henryk uczestniczył w dużych starciach fabularnych, nie miałem nawet wbitego osiągnięcia za zabicie 200 wrogów. W porównaniu do wielu innych dużych gier z otwartym światem, to w ogóle są śmieszne liczby.
 
Czytam sobie uważnie nitkę dyskusji zapoczątkowaną przez wtorkowy wpis Yngha i dzięki Wam znowu czuję siłę przyciągania jedynki.

Był moment, kiedy doszedłem do wniosku analogicznego do refleksji Szinczy. Wygląda to tak, jakby druga część prawdopodobnie dochowała wierności złotej zasadzie kontynuacji, czyli więcej, ładniej i lepiej; że twórcom udało się w pełni zrealizować pierwotne założenia, z których być może nie zdołali wywiązać się w satysfakcjonującej mierze przy pierwszej odsłonie.

Ponieważ jednak pozostaję wierny gamingowemu lapkowi, który ma już trochę lat i w ślimaczym tempie obgrywam ostatnie śmigające na nim tytuły, nim zaplanuję upgrade, to trudno mi oprzeć się jedynce. W 2024 wreszcie rozprawiłem się z Dishonored 2 i Prey (2017), a na placu boju pozostały Divinity: Original Sin 2 i Disco Elysium, ale i powtórki: trylogii ME w Legendarny Edition oraz trzecie i ostatnie podejście do Fallout: New Vegas. Może więc poniekąd wypadałoby jeszcze dorzucić do tej klasyki Kingdom Come.

W sumie trudno mi w ogóle przywołać, kiedy ostatni raz grałem w coś, co dawałoby tak silne i dostarczające tyle satysfakcji poczucie progresu, jak opisywane przez Was. Brzmi to wszystko wspaniale, zupełnie, jak powrót do Gothica, pierwszego Wieśka czy nawet serii The Elder Scrolls. Takie diamenciki pobłyskują już obecnie niezwykle rzadko i niewykluczone, że mimo wszystko grzechem byłoby pominąć pierwszą część? Rozklekotane technikalia mi niestraszne, nie powinno mi też zabraknąć cierpliwości, by zmierzyć się z systemem walki. Wiem, że jakoś bliżej końca ubiegłego roku Royal Edition śmigało na Steam za maks. 18 zł, także nic, tylko znowu zapolować. Wiem, że w przypadku tej gry musiałbym nafaszerować pliki jakimiś optymalizacyjnymi modami, które pewnie podkręcą temperaturę sprzętu, no ale cóż.

Czyli mówicie, że w jakim języku najlepiej zasiąść do jedynki?​
 

Attachments

  • 1744900797746.gif
    1744900797746.gif
    3.5 MB · Views: 52
Last edited:
Czy ja wiem. Na początku to może było ważne, ale jak wymaksowałem skradanie to włażenie komuś w pełnej płycie na kuckach i świecenie pochodnią w twarz jak śpią w łózkach rzadko powodowało że się budzili.
Myślę, że @HuntMocy chodziło o to, że gra ma mechaniki zachęcające do dobierania odpowiedniego ubioru do czynności, które wykonujemy. A to, że przy wymaksowaniu wszystkiego i jakimś zestawie perków można niektóre z nich strywializować, to już odrębny temat.

Czyli mówicie, że w jakim języku najlepiej zasiąść do jedynki?
Zdania są bardzo podzielone. Ja grałem w jedynkę po angielsku. Zastanawiałem się, co zrobić przy dwójce, ale ostatecznie GeForce Now ułatwił zadanie, bo nie pozwolił na zmianę języka dialogów z uwagi na konieczność pobierania jakichś tam dodatkowych pakietów językowych. Zostałem zatem przy angielskim, a czeski sobie zarezerwuję na powrót do gry w przyszłości. Warto tylko dla kontekstu dodać, że w jedynce dubbing czeski nie był dostępny na premierę i został wykonany dużo później, de facto jako rozwiązanie fanowskie. W dwójce już jest dubbing profesjonalny, dostępny od początku.

Tymczasem zacząłem grać w KCD2. Kontekst:
- odpalona niedługo po zakończeniu jedynki
- ok. 12h na liczniku, pierwsze kroki za mną, ale wciąż jestem w lesie tak naprawdę
- tryb hardcore z 4 negatywnymi perkami
- GeForce Now, ustawienia "Doświadczalne"

Zacznę od porównania z minusami wymienionymi przez @HuntMocy :
-Nieprzemyślany ekwipunek
Pisałem wcześniej, że podoba mi się mnogość elementów wyposażenia, ale niestety brakuje dodatkowych zakładek czy to w metaforycznym plecaku Henryka czy to u kupców. Ot, żebym mógł sobie odsiać np. tylko nakrycia głowy albo tylko miecze, przydałoby się też móc łatwiej porównać poszczególne przedmioty.

-Brakujące animacje
W grze jest trochę kontekstowych animacji więc zaskakuje, że jednocześnie wielu nie ma. Przykładowo, widzimy jak Henryk siada, rzuca kostkami podczas gry czy zrywa zioła, ale już nie widzimy jak je, naprawia buty, oprawia zwierzęta czy bierze kąpiel. Tak jakby zabrakło czasu na zaimplementowanie wszystkiego. Wiem, że jest duża grupa graczy, którzy tego nie lubią, bo mają poczucie marnowania czasu jeśli muszą oglądać jak ich bohater pochyla się nad każdym kwiatkiem. Rozumiem więc że w wielu grach jest to bardzo uproszczone. Dla mnie szkoda, ale ok. Tutaj jednak trochę tego jest a trochę nie.
Otóż w obu tych aspektach nastąpił progres. Ekwipunek jest nieco wygodniejszy i bardziej klarowny, a przedmioty są oddzielone zakładkami u kupców, więc łatwiej przeglądać dostępne towary. Mniejsze jest wrażenie śmietnika przy większej liczbie przedmiotów, jak również łatwiej je sortować. Co do animacji, dodano szereg nowych. Przykładowo teraz obmycie się w balii nie powoduje, że pojawia się czarny ekran i po chwili wracamy do gry, tylko odgrywa się krótka animacja mycia dłoni i twarzy (w FPP). Bardziej płynne są również niektóre interakcje, np. można wydawać polecenia psu bez wchodzenia w "dialog", jak również "ręcznie" opuszczać i podnosić zasłonę hełmu.

Póki co wrażenia są takie, że co jedyna robi dobrze, to dwójka lepiej. Praktycznie wszystko zostało w jakiś sposób usprawnione. Gra jest płynniejsza, lepszy jest jej flow, wygląda znacznie ładniej, dodano dodatkowe typy broni, jak również nowe mechaniki jak np. kowalstwo (taki crafting, ale interaktywny i animowany podobnie jak alchemia), psujące się zioła i możliwość ich suszenia, mycie ubrań (wykorzystuje się mydło - tak, mydło dostało swoją mechanikę i jest zużywalnym przedmiotem), wędzenie mięs i serów. NPCe mają większy zestaw zachowań i reakcji.

W trybie hardcore, podobnie jak w jedynce, nie widać pozycji gracza na mapie, a Oblivionowy kompas nie wskazuje kierunków świata ani nie wyświetla znaczników za wyjątkiem przypadków, gdy jesteśmy blisko celu. Trzeba się orientować w terenie, przez co początkowo człowiek może się czuć jak ślepiec i bynajmniej nie chodzi o Matta Murdocka. Dość szybko zaczyna się jednak kojarzyć miejscówki i zestawiać to z mapą, która wciąż jest dostępna. Dodatkowo zastosowane bardzo ciekawe rozwiązanie. Mianowicie można zapytać NPCów "o drogę", co powoduje, że chwilowo na mapie ujawnia się położenie postaci gracza. Proste, lecz skuteczne. Na swój sposób wręcz genialne w tej prostocie.

Graficznie podbito stawkę wysoko, a przecież już jedynka była grą bardzo ładną. Moim zdaniem obecnie w tej grze jest już "efekt Red Deada", czyli człowiek chodzi i chce wąchać trawę. Słonko świeci, ptaszki ćwierkają, strumyczek wolno płynie, a ja patrzę i podziwiam. Gra za sprawą ogólnego poziomu fotorealizmu, klimatu, mechanik i immersyjności zachęca do zachowywania się tak, jakby było się autentyczną częścią świata. Oczywiście to wciąż gra, a nie życie, no ale wiadomo, o co chodzi. Jestem przekonany, że wywołanie takiego efektu wymaga masy pracy, jak również odpowiedniego podejścia twórców. Innymi słowy, z pewnością nie chodzi tylko o samą grafikę. Dla przykładu, jak włączę np. AC Origins, to Egipt jest tam zajebisty - flamingi cudne, Nil piękny, piramidy sztos - i byłaby to świetna baza dla immersyjnego doświadczenia, tyle że co z tego, skoro cała reszta w tym kierunku wcale nie podąża. Rodzaj rozgrywki i sposób interakcji ze światem gry są w AC takie, że od razu widać, że krajobraz to tylko ładne tło, natomiast nigdy u mnie nie powstaje wrażenie "bycia na miejscu", a w KCD2 już tak.

BTW jedynym odstającym elementem jest mimika twarzy, która wciąż pozostaje kiepska. Z RDR2 to nie ma co porównywać, ani z TLOU 1 czy 2. To jest *góra* poziom Wiedźmina 3, a czasem mam wrażenie, że gorszy. Szkoda, że tak to kuleje.

Kilka screenów:
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 15.24.15.00 — kopia.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 11.57.31.00.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 11.51.40.00.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 15.39.52.01 — kopia.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 12.00.15.01.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 18.34.16.01.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 19.22.02.07.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 19.11.55.05.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 19.46.06.08.png
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 19.51.27.09.png

I jeszcze jeden dla memów, mój smutny Henryk-Stańczyk:
Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 12.39.30.02.png
 

Attachments

  • Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 15.39.52.01 — kopia.png
    Kingdom Come Deliverance II 2025.04.17 - 15.39.52.01 — kopia.png
    3.3 MB · Views: 52
Last edited:


Czyli mówicie, że w jakim języku najlepiej zasiąść do jedynki?​
Poza oczywistą odpowiedzią z mojej strony, że warto, uważam, że słusznym wyborem na pierwsze przejście jest język angielski. Przede wszystkim dlatego, że aktorzy którzy użyczyli swoich twarzy i byli mocapowani nagrywali tez dubbing. W jedynce półamatorski czeski nie jest też najwyższych lotów, więc, żeby zachować ciągłość doświadczenia w dwójce też polecam na pierwszy raz zasiąść z angielskim.
 
Poza oczywistą odpowiedzią z mojej strony, że warto, uważam, że słusznym wyborem na pierwsze przejście jest język angielski. Przede wszystkim dlatego, że aktorzy którzy użyczyli swoich twarzy i byli mocapowani nagrywali tez dubbing. W jedynce półamatorski czeski nie jest też najwyższych lotów, więc, żeby zachować ciągłość doświadczenia w dwójce też polecam na pierwszy raz zasiąść z angielskim.
Może i jest półamatorski, ale dla mnie siada cały klimat, gdy czesi gadają jakby pochodzili z Anglii.
 
Poza oczywistą odpowiedzią z mojej strony, że warto, uważam, że słusznym wyborem na pierwsze przejście jest język angielski. Przede wszystkim dlatego, że aktorzy którzy użyczyli swoich twarzy i byli mocapowani nagrywali tez dubbing. W jedynce półamatorski czeski nie jest też najwyższych lotów, więc, żeby zachować ciągłość doświadczenia w dwójce też polecam na pierwszy raz zasiąść z angielskim.
Ja się zgadzam, średniowieczna stylistyka i język angielski w ogóle się nie gryzą i mimo nazewnictwa nie mam zgrzytów. Plus, jak wspomniałeś, percap i „oryginalność” angielskiej ścieżki dźwiękowej niejako narzucają priorytet tego dublażu.
Do tego dochodzi wygoda, bo mogę swobodnie słuchać gry bez ciągłego wpatrywania się w napisy.
 
Do nazewnictwa to polecam jednak polskie napisy :coolstory: . Angielskie określenia dla nazw miast, imion itp. w tym przypadku brzmią tak sobie, a nasz język radzi sobie z tym dobrze :sneaky:.
 
Jakiś czas temu ukończyłem Kingdom Come: Deliverance, ale w zasadzie nie mam nic do dodania ponad to co pisałem wcześniej. To naprawdę świetna, wręcz imponująca gra, w której liczne zalety zdecydowanie górują nad nielicznymi wadami. Wrażenie robi to tym większe, że była to pierwsza gra tego studia. Gra bardzo rozbudowana, ambitna i wyróżniająca się na tle konkurencji. Oczywiście Warhorse Studios nie jest złożone z nowicjuszy w branży, ale wciąż wiele mogło pójść tutaj nie tak. Dobra robota!

W sumie to jedną rzecz mógłbym jeszcze dodać do swoich wrażeń. Twórcy mogliby zaserwować bardziej różnorodne spotkania na szlaku, bo większość sprowadza się do walki czy to z bandytami, czy to Kumanami czy innymi mistrzami miecza chcącymi spróbować się jeden na jeden. Rzadziej trafimy na jakiegoś handlarza czy kogoś kto ma dla nas jakiś zakład, zagadkę czy coś do powiedzenia, albo jakieś zwłoki przy drodze gdzie historię dopowiadamy sobie sami, a przecież dałoby się więcej! Choćby ranny człowiek, który prosi o pomoc w dotarciu do najbliższej osady co mogłoby obfitować w zwroty akcji, bo ów człek mógłby skrywać jakąś tajemnicę.

Do tematu wróciłem jednak dlatego, że w międzyczasie zaopatrzyłem się w dodatki do gry. Dobrze zrobiłem czekając, bo ulepszenie do edycji Royal wyrwałem na promce za jakieś 20 zł :D

Pierwsze co mi się ciśnie na usta po odpaleniu gry po kilku tygodniach przerwy to... jak dobrze tu wrócić! Kingdom Come: Deliverance ma dla mnie podobny vibe co Red Dead Redemption II czy Wiedźmin 3, bo zwyczajnie miło spędza się tutaj czas. Nic tylko wskoczyć na konia i ruszyć przed siebie chłonąc klimat i podziwiając widoczki od czasu do czasu krzyżując miecze z bandziorami, polując na dzikie zwierzęta czy zajmując się innymi aktywnościami. Jestem jednak typem gracza, który lubi mieć jakiś cel na końcu drogi więc choć takie wałęsanie się po okolicy sprawia mi wielką frajdę to jednak po ukończeniu fabuły niezbyt już mam ochotę wracać do gry. Zainstalowanie dodatków było zatem świetnym pretekstem do powrotu, bo choć nie są one zbyt rozbudowane to przeplatając nowe zadania z jeżdżeniem po okolicy i różnymi aktywnościami pokroju turnieju rycerskiego sprawiło, że spędziłem w grze kolejnych kilkanaście godzin, a wciąż jeszcze trochę przede mną!

Najbardziej wyróżnia się tutaj Z Popiołów w ramach którego przyjdzie nam zająć się odbudową Przybysławic. Dodatek nie jest szczególnie obszerny i głównie sprowadza się do wydawania kasy. Dość powiedzieć, że kończąc główną przygodę miałem w sakiewce jakieś 31 tys groszy, a kiedy zabrałem się za odbudowę wioski bardzo szybko konieczne stało się rozglądanie za jakimś źródłem zarobku. Idealna rzecz na końcówkę gry kiedy mamy sporo pieniędzy i mało opcji na wydawanie ich.

Wioska z czasem zaczyna na siebie zarabiać więc kolejne budowle stawiamy już z budżetu, z którego można też uszczknąć coś dla siebie. Kolejne budynki to handlarze, rzemieślnicy, partnerzy do gry w kości, ogród będący stałym źródłem ziół czy stanowisko do zabawy w alchemika. Szkoda tylko że nie da się postawić wszystkich budowli. Na ogół lubię kiedy gra daje mi wybór albo-albo, bo wtedy czuć jego wagę, ale tutaj nie znajduję logicznego wyjaśnienia czemu w mojej wiosce nie mogę mieć jednocześnie piekarza i rzeźnika albo stajni i strażnicy. Zabrakło też tutaj opcji customizacji np. poprzez zakup obrazów i innych ozdób czy choćby stojaków, na których możemy wyeksponować nieużywane zbroje i miecze. Zabrakło również większej ilości fabularyzowanej treści. Poza kilkoma zadaniami wprowadzającymi, które polegają na pozyskaniu źródła zasobów czy sprowadzeniu handlarzy i rzemieślników przyjdzie nam jeszcze czasem rozsądzać jakieś spory, ale te sprowadzają się tylko do wyboru w dialogach. O ile zażegnanie konfliktu między mieszkańcami w takiej formie ma sens - wysłuchujemy zainteresowanych i podejmujemy decyzję - o tyle szkoda, że chociaż od czasu do czasu nie mamy nic bardziej rozbudowanego. Przykładowo, raz miałem sytuację, w której dowiedziałem się o kradzieży zapasów i gra dała mi dwie opcje: kupić nowe zapasy wykładając fundusze z własnej kieszeni albo zarekwirować zapasy rzemieślnikom co wiązałoby się ze spadkiem reputacji. Zabrakło mi tutaj trzeciej opcji gdzie mógłbym osobiście wytropić bandytów i odebrać co moje.

No i jeszcze jedno! Henryk został wychowany przez kowala więc sporą część życia spędził pomagając w kuźni i tym samym z pewnością nabył jakieś umiejętności w tej materii. Brakuje zatem w grze możliwości wykorzystania tego. Jako że w Przybysławicach możemy postawić kuźnię to aż prosiło się o dodanie takiej mechaniki. No cóż, może w dwójce, bo z opisu jednego z nadchodzących dodatków wynika, że przyjdzie nam w nim parać się kowalstwem zgłębiając przy tym rodzinne sekrety.

W sumie trochę tutaj narzekam, ale generalnie jestem zadowolony, bo zwyczajnie lubię kiedy mój bohater otrzymuje w posiadanie jakąś nieruchomość albo ruchomość pokroju warowni, wioski czy statku. Miejsce, które można nazwać domem, które można ulepszać i które generuje jakieś dodatkowe treści. Ot, chciałoby się więcej!

Pozostałe dodatki są już bardziej typowe. Kilka misji układających się w jakąś historyjkę czyli coś co pewnie najlepiej sprawdza się jeśli ogrywamy to w trakcie głównej przygody. Dodatki choć nie zaskakują rozgrywką to zdecydowanie nadrabiają treścią. W przypadku Doli Kobiety fajnie jest poznać pewne wydarzenia z innej perspektywy, a z kolei tytułowa Banda Drani to barwna ekipa, z którą chce się spędzić czas. Do tego ostatniego mam jednak zarzut o zakończenie, a konkretnie brać jakiegoś epilogu. Po wykonaniu ostatniego zadania nasi kompani wsiadają na konie i ruszają w siną dal, a Henryk wraca do Radzika złożyć raport kończąc tym samy dodatek. Szkoda, że nie można potem odwiedzić Kuna i jego bandy, popić, pogadać, zagrać w kości, a jakby jeszcze doszła tutaj jakąś powtarzalna aktywność w ramach, której razem z bandą polujemy na niedobitki bandytów to byłby szał.

Innym ukończonym przeze mnie dodatkiem były Skarby Przeszłości, ale to nic specjalnego. Po prostu kilka map skarbów dzięki którym zgromadzimy unikatowy ekwipunek. Na plus oczywiście, że tak jak przy wszystkich skarbach musimy sami poszukać korzystając ze wskazówek. Na ogół tego typu dodatki w grach po prostu dorzucają nam nowy sprzęt do ekwipunku i tyle. Ponownie jednak szkoda, że to nic więcej, żadnej historii do poznania czy czegoś w tym rodzaju.

Przede mną jeszcze historia Johanki i przygoda z panem Ptaszkiem więc parę godzin jeszcze spędzę z tą wspaniałą grą.

PS. Jedną z nowości, którą otrymujemy w Doli Kobiety jest psi towarzysz Orzech, który zostaje z Henrykiem już na zawsze :love: Jako psiarz jestem zadowolony, bo mam wrażenie, że na ogół twórcy gier preferują koty (które też są fajne, no ale...!). Nasz psiak poza byciem uroczym bywa też przydatny podczas walki, polowania czy poszukiwania skarbów.
PPS. Powyższy post brzmi trochę jakbym głównie narzekał, ale to wynika z prostego faktu: Kingdom Come: Deliverance jest tak dobre, że chciałoby się więcej i więcej, dlatego choć takie małe przygody fajnie rozbudowują podstawową grę to jednak wielka szkoda że twórcy nie pokusili się o jakiś większy dodatek pokroju Krwi i Wina. Nowe tereny do eksploracji i nowa rozbudowana historia ubarwiona zadaniami pobocznymi i nowymi mechanikami czy aktywnościami. Patrząc po opisach dodatków do dwójki wnioskuję, że przy kontynuacji idą tą samą drogą dając graczom takie małe przygody osadzone gdzieś w trakcie głównej historii. Może w trójce...
 
1763111301010.png


Kilka miesięcy po premierze gra sprzedała się w 4 milionach kopii. To jest wynik mniej więcej 2x lepszy niż w przypadku KCD1. Z uwagi na to, że produkcja KCD2 była relatywnie tania, gra zwróciła się bardzo szybko. Wyszło też ostatnie DLC, także wygląda na to, że poza ewentualnymi patchami etap związany z KCD2 jest zamknięty.

Myślę, że długo nie wyjdzie nic podobnego. RPG będące połączeniem RDR i TES to zdecydowanie coś unikalnego. Może są jakieś zapowiedziane immersyjne RPGi z nie-fantastycznym settingiem, ale na ten moment nie kojarzę. Pytanie też, co dalej będzie robił Warhorse, gdyż zakładam, będą chcieli robić podobne gry w przyszłości.
 

Guest 3711278

Guest
View attachment 11429405

Kilka miesięcy po premierze gra sprzedała się w 4 milionach kopii. To jest wynik mniej więcej 2x lepszy niż w przypadku KCD1. Z uwagi na to, że produkcja KCD2 była relatywnie tania, gra zwróciła się bardzo szybko. Wyszło też ostatnie DLC, także wygląda na to, że poza ewentualnymi patchami etap związany z KCD2 jest zamknięty.

Myślę, że długo nie wyjdzie nic podobnego. RPG będące połączeniem RDR i TES to zdecydowanie coś unikalnego. Może są jakieś zapowiedziane immersyjne RPGi z nie-fantastycznym settingiem, ale na ten moment nie kojarzę. Pytanie też, co dalej będzie robił Warhorse, gdyż zakładam, będą chcieli robić podobne gry w przyszłości.
Kiedyś na facebooku rzuciłem pomysłem że w sumie fajnie by było zobaczyć kcd w wersji starożytnego Rzymu z czasów największych sukcesów jako legionista.
Teraz jeszcze mam w głowie idee zagrania jako japoński shinobi albo kunoishi, ale ze wszystkimi detalami ich pracy, np. zachowanie anonimowości przez wykorzystywanie legend o yokai, przebieranki, dojście do celu ala hitman...

Dla mnie obydwa te pomysły są dobre =) . Tak tylko rzucam. A samo kcd ubóstwiam...
 
RPG z otwartym światem w starożytności mógłby być ciekawy. Prawdopodobnie zamiast legionisty łatwiej byłoby stworzyć postać najemnika lub agenta, gdyż oferowałoby to większą swobodę jeśli chodzi o eksplorację. Według mnie ciekawą opcją byłby jakiś miejski RPG, który obejmowałby np. Rzym i okolice bądź też jakiejś miasto wraz z okolicami w jednej z rzymskich prowincji. Różne miejskie frakcje, polityka, handel, półświatek... duży potencjał wg mnie. Ustrukturyzowane życie rzymskiego legionisty pasowałoby za to do jakiegoś mniejszego RPGa bez otwartego świata i z pewnością dałoby się opowiedzieć ciekawą historię.

Jeżeli chodzi o Warhorse, to podejrzewam, że będą trzymać się lokalnych klimatów, tj. średniowiecze i Europa Środkowa. Zapewne nadal będą promować czeską kulturę, skoro już są z tego znani. Natomiast lata wcześniej niektórzy z ludzi ze studia pracowali przy grach z serii Mafia, także wiemy już w zasadzie, że potrafią się odnaleźć w różnych klimatach. Jeżeli Warhorse zyskałby realne możliwości, by pracować nie nad jedną, a dwiema grami jednocześnie, to jedna mogłaby być osadzona gdzieś lokalnie w Europie Środkowej, a druga mogłaby być czymś z zupełnie innej bajki, ale też w settingu historycznym, a nie fantastycznym. Na to przynajmniej bym liczył :howdy:.
 
Top Bottom