Wiem, że dziś wszyscy jarają się głownie datą premiery nowego NCW, mnie jednak cieszy co innego:
Dziś premiera nowego wydania Szninkiela od Egmontu. Tak jak poprzednie komiksy z serii Kolekcji Wybranych Dzieł Grzegorza Rosińskiego, komiks wydany jest na porządnym, kredowym papierze, w kolorze, twardej oprawie i dużym, albumowym formacie.
Moje najwcześniejsze wspomnienie tego dzieła, to czarno-białe wydanie z Orbity z 1988.
Będąc szczeniakiem, ale znającym już Thorgala, zauważyłem okładkę na półce w księgarni. Niestety moja rodzicielka, najwyraźniej tknięta przeczuciem, przed kupieniem mi go, postanowiła je przejrzeć. Z racji, że komiks zawiera sporo erotyki, uznała, że jestem jeszcze za młody (zdaje się, że nagich piersi Kriss w kupionym wcześniej Thorgalu jakoś nie zauważyła, czy coś).
Oczywiście jak to w takich przypadkach bywa, ten stan rzeczy tylko zaostrzył mój apetyt i jakoś tydzień później czytałem już Szninkiela po kryjomu, pożyczonego od starszego kuzyna.
Wydaje mi się, że nie tyle erotyka, ale dość poważna, dojrzała fabuła
wywarła znaczny wpływ na moje postrzeganie świata. Czy negatywny? Nie sądzę. Wydaje mi się, że moje dziecięce horyzonty zostały poszerzone, a to raczej pozytywna zmiana. Na pewno było to coś innego od opowieści o szlachetnym wikingu z gwiazd, pragnącym tylko żyć w pokoju z rodziną i zawsze wychodzącym cało z opresji.
Kończąc ten przydługi wywód, mamy do czynienia z dziełem wybitnym zarówno pod względem fabularnym, jak i graficznym. Absolutnie zachwycający jest też wykreowany na jego potrzeby przez twórców świat fantasy.
Kupujcie, póki jeszcze jest, bo w końcu mamy do czynienia z porządnym wydaniem w niewygórowanej cenie.