Tak jak wielu z nas, ja też wychowałem się na komiksach Papcia. Jednak najciekawszym wspomnieniem z nim związanym jest spotkanie z pewnym przypadkowym Łotyszem, w knajpce w bocznej uliczce Rygi. Nie pamiętam, czy to on mnie zagadnął usłyszawszy polski język, czy ja jego, pytaniem o polecany lokalny trunek. Faktem jest natomiast, że poznawszy we mnie Polaka, momentalnie skojarzył nasz kraj z Papciem Chmielem, którego był wielkim fanem. Okazało się, że w czasach ZSRR na Łotwie nie było w ogóle komiksów i oni tam wszyscy również żyli za młodu przygodami Tytusa i spółki. Mój nowo poznany kolega myślał jednak, że Papcio już dawno nie żyje. Gdy wyprowadziłem go z błędu, pokazując aktualne zdjęcia i prace Papcia, zobaczyłem łzy w jego oczach. Ta pociecha, którą wtedy przyniosłem tak niespodziewanemu fanowi Papcia, dzisiaj znikła.