O wow!
Lecę po kałamarz.
Edit:
Później mówiono, że gracz ten przybył pekaesem, z miejscowości na północ od stolicy.
Gdy grupa osób w blasku monitorów i w pocie czoła pracowała nad pierwszą częścią gry Wiedźmin, ja również nie próżnowałem, w tamtym czasie z pełnym zapałem najpierw przygotowywałem się do matury, a następnie stawiałem czoło wyzwaniom jakie stoją przed młodymi adeptami na uczelniach wyższych.
Studia nie były okresem gdzie szczególnie dużo czasu poświęcałem grom, często nie byłem wtedy na bieżąco z nowościami. Jednak od pewnego momentu na okładkach czasopism i w zapowiedziach zaczęła pojawiać się pewna białowłosa postać. Polska firma robi grę!!! Nagłówki wielu artykułów rozbudzały wyobraźnię. Gry rodzimej produkcji nie były wtedy taką codziennością jaką są dziś.
Producent pomimo iż nie był znany z tworzenia gier z pewnością nie był anonimowy dla graczy. Każdy kto grywał lub posiadał prasę grową z pewnością kojarzył działalność tej firmy. Myślę, że skojarzenie "jakość" można było wtedy bezpośrednio powiązać z samą marką. Udział takiego zawodnika dawał więc nadzieję na powodzenie tego typu projektu.
Siwą postacią był Wiedźmin czyli pogromca potworów maści wszelakiej! Jegomość powołany do życia przez cenionego pisarza adaptowany na kartach komiksu czy srebrnym ekranie. Przepis na sukces wydawał się prosty – weźmy wyjątkowy świat wykreowany na kartach książek, do rąk gracza dajmy postać, która jest kojarzona przez miłośników fantastyki, ale również wielu graczy, dajmy to uzdolnionym programistom, muzykom, grafikom, pisarzom i innym "magikom" i… chyba nie może się nie udać?
No mogło się nie udać… wiele rzeczy mogło się nie udać... ale jak najbardzie się udało! Nie tylko moim zdaniem, ale i zdaniem setek tysięcy (a później i milionów) do mnie podobnych.
Wypatrywać Wiedźmina na sklepowych półkach pobiegłem w dniu jego premiery. Była to chyba pierwsza gra, na której premierę oczekiwałem - wszystkie inne po prostu jakoś wpadały w ręce. W sklepie spotkałem człowieka w średnim wieku, który stwierdził, że graczem już od dawna nie jest, ale ze względu na sentyment do postaci Wiedźmina kupił mocniejszy komputer i wraca z „emerytury”. Czuć było, że coś rozpala serca graczy!
Tematem wielu rozmów w tamtym czasie była jedna postać, jedna gra, jedno studio.
Na moim ówczesnym sprzęcie Wiedźmin nie działał imponująco szybko, ani też nie wyglądał specjalnie ładnie, ale nie miało to żadnego znaczenia. Właściwie to niewiele wtedy miało znaczenie, choć starałem się pamiętać o tym, że wciąż studiuję ;-)

. Ten świat mnie zwyczajnie pochłonął - mroczny, dojrzały, tajemniczy, nie potrzebujący bohatera lecz profesjonalisty.
Pierwsze spotkanie z Wiedźmińskim światem w grach miało miejsce przeszło 18 lat temu, ale w pewien sposób wpłynęło na mnie jako gracza, na postrzeganie gamedevu, przenikanie się światów gier i literatury. Pamiętam to spotkanie bardzo wyraźnie. Dziś, gdy wirtualny Geralt jest już pełnoletni, cieszę się, że mogłem patrzeć od samego początku jak dojrzewał na moich oczach i wywalczył swoją obecną pozycję.
I pomimo upływu lat, jako dojrzały gracz, znów czekam co przyniesie kolejna produkcja.