Dyskutować - to jest kluczowe słowo. Bo ten syf, który robi część klienteli to jakaś masakra. Czytam i nie jestem w stanie ogarnąć chamstwa, jakie opanowuje Internety. Wszyscy przemądrzali, wszechumiejący, wszechwiedzący i niecierpliwi, pryszczaci (jeśli nie wiekowo, to mentalnie) konsumenci wszystkich rozumów na świecie.
Być może jestem z nieco innej gliny ulepiony (jeśli tak, to na szczęście). A może gry komputerowe to nie cały mój świat, nie całe życie, że jak coś nie bangla, to albo idę się pochlastać albo rzygać na forum. Inaczej chyba umarłbym z frustracji dotyczącej produktu, który ma bawić. Problemy pierwszego świata, jego mać... Marne pocieszenie, że nie tylko tu tak jest.
Czarna Płotka, brak pochew? Naprawdę to tak psuje zabawę? Gerwant zakleszczony między ścianami budynku gdzieś w Novigradzie? Rozegrałem ponad 100 godzin, być może miałem jakieś błędy, z powodu których część forowiczów rwie kłaki z głowy. Ale jeśli zaczyna mnie coś irytować - wyłączam. Bo to ma być rozrywka, a nie powód do frustracji. Tak, też wydałem na ten produkt swoje (ciężej lub lżej zarobione) pieniądze. Ale brałem pod uwagę, że nie wszystko musi być idealne.
Idę se pobiegać po Kaer Morhen, bo czytanie forum powoduje więcej frustracji związanych z mentalnym stanem społeczeństwa, niż błędy, jakie ma prawo mieć gra komputerowa.
Amen. Dobranoc.