W potocznej mowie przyjęło się to jako odpowiednik "nooba", jakbym napisał "ignoranci" to byś mnie ukrzyżowała . A nagrody i fakultety nie czynią nikogo lepszym (z reguły wręcz wpływają odwrotnie na mózg, hmm, może powinienem wyjąć swoje?), umówmy się . AS nie jest zawodowcem z wykształcenia, a przykłady można mnożyć na pęczki. Co do pomyłek grupy, to o ile wiem jest lead designer, który chyba powinien panować nad tym, co grupa robi , a jak pisałem, dokonać erraty w książkach nie jest tak prosto.
Mimo wszystko, mam nadzieję, że rozumiesz, że nie chodzi o werbalne obrażanie kogokolwiek, ale czasem trudno dobrać jakieś akurat wielce pasujące słowo tu czy tam, więc pozostaje posługiwanie się skrótami myślowymi i tylko o taki "efekt" mi chodziło.
@Aurelinus
Nie zakładam Twojej złej woli. Po prostu wciąż zaskakuje mnie łatwość ferowania wyroków w odniesieniu do pracy innych (w tym wypadku). I ta uwaga nie odnosi się konkretnie do Ciebie (choć się załapałeś ). Przed wydaniem ostatniego patcha na PC w jednym z wątków użytkownicy odsądzali pracowników studia od czci i wiary, że siedzą na tyłkach i liczą kasę, że mają w głębokim poważaniu graczy itepe. I to wszystko, mimo że MM poinformował o pracy nad patchem w długi weekend. Patch wyszedł i nie zauważyłam, żeby ktokolwiek choć się zająknął, że odwołuje swoje obelgi (bo trudnomi to inaczej określić) i jest mu bardzo przykro, za to, co napisał. Z racji funkcji musiałam czytać ten temat, ale było mi cholernie nieprzyjemnie, bo czytało się wstrętnie. A tego rodzaju radykalne opinie pojawiają się także w innych miejscach na forum i są - mam wrażenie - wypowiadane dosyć bezrefleksyjnie. Więc mi się w końcu uzbierało i ulało przy tym dyletanctwie.
A propos nagród i tytułów - otrzymuje się je, zazwyczaj, za jakieś osiągnięcia, które świadczą jednak o pewnym poziomie biegłości w danej dziedzinie. Więc jeśli czytam, że w ekipie od scenariusza są ludzie z takimi nagrodami i osiągnięciami, nie czuję się komfortowo, kiedy ktoś określa ich pracę mianem dyletanckiej, bo na to zwyczajnie nie zasługują.
AS nie był zawodowym pisarzem, ale kiedy zaczynał przygodę z pisarstwem był (i wciąż jest) człowiekiem ze sporym doświadczeniem życiowym, zawodowym i olbrzymią erudycją. Co jest istotnym kapitałem.
Najbardziej bolały mnie, a raczej moje oczy, te prerenderowane cutscenki. Losie. Skoro już były prerenderowane, to czy nie można było ich zrobić na najwyższych detalach i z hairworks? Bo grałam na takich, a potem musiałam patrzeć na te spikselizowane scenki które rujnowały mi immersję. Brr. Nie wspominając już o postaciach noszących inne ciuchy i fatalnym lipsynchu (w tych cutscenach, bo w grze było nienajgorzej). I niedomkniętych w zakończeniu wątkach. Skoro to już ostatnia gra to chciałam usłyszeć jak się potoczyły losy każdej ważniejszej postaci... może nie jakiegoś tam wieśniaka z Zalipia i innego Za*upia, ale że o
Triss albo o Avallac'hu ani słowa nie było to mnie rozczarowało. Albo o wiedźmach. Jedna uciekła, ale co się z nią stało też nie wiadomo. A nic nie stało na przeszkodzie, żeby sobie na nią zapolować, co z resztą ponoć się dzieje w "złym" zakończeniu... ale to dygresja.
Najbardziej bolały mnie, a raczej moje oczy, te prerenderowane cutscenki. Losie. Skoro już były prerenderowane, to czy nie można było ich zrobić na najwyższych detalach i z hairworks? Bo grałam na takich, a potem musiałam patrzeć na te spikselizowane scenki które rujnowały mi immersję. Brr. Nie wspominając już o postaciach noszących inne ciuchy i fatalnym lipsynchu (w tych cutscenach, bo w grze było nienajgorzej). I niedomkniętych w zakończeniu wątkach. Skoro to już ostatnia gra to chciałam usłyszeć jak się potoczyły losy każdej ważniejszej postaci... może nie jakiegoś tam wieśniaka z Zalipia i innego Za*upia, ale że o
Triss albo o Avallac'hu ani słowa nie było to mnie rozczarowało. Albo o wiedźmach. Jedna uciekła, ale co się z nią stało też nie wiadomo. A nic nie stało na przeszkodzie, żeby sobie na nią zapolować, co z resztą ponoć się dzieje w "złym" zakończeniu... ale to dygresja.
Fakt prerendery nie są za ciekawe. Można było te sceny pociągnąć w czasie rzeczywistym ale możliwe, że mieli jakiś powód żeby tak to zrobić.To, że ciuchy inne to raczej oczywiste. Nie będą robić filmików dla kombinacji wszystkich fryzur i pancerzy. Synchronizacja mowy jest jaka jest z powodu klepania ich pod angielski dubbing.
O Triss masz jeżeli z nią romansowałeś. Albo jest doradczynią króla albo doradczynią króla z ciastem i Geraltem , o naszym wiedzącym faktycznie nic nie ma. O innych albo jest w grze albo nie ma wcale
O Triss masz jeżeli z nią romansowałeś. Albo jest doradczynią króla albo doradczynią króla z ciastem i Geraltem , o naszym wiedzącym faktycznie nic nie ma. O innych albo jest w grze albo nie ma wcale
No i znów się nie mało wkurzyłem na walkę na pięści a mianowicie starcie z pół elfem na turnieju Gwinta w Passiflorze, nie dość ze mało miejsca na robienie uników to jeszcze jego ataki lecą jak z karabinu a odskakiwanie mało daje bo nawet nie dosięgając i tak się otrzymuje obrażenia, co to ma być. Zresztą idzie to w dwie strony i nie tylko w walce na pięści.
Zamiast uników stosuj kontry. Kontra -> mocny cios -> blok -> kontra -> mocny cios -> blok itd. Działa na wszystkich, pokonałem w ten sposób przeciwników przewyższających mnie o 10 lvl.
Na dodatek czasem można się zablokować na stojącej jak kołek pośrodku Sashy...
Wstawienie w ten quest elfa jest bardzo denerwujące, bo bez pokonania go nie da się przejść dalej (w przeciwieństwie do walki z Lugosem Szalonym, którą można przegrać). Czyli jak ktoś nie lubi walki na pięści (jak ja), to musi zacisnąć zęby i próbować do skutku (mi się udało gdzieś za 7-8 razem). Sytuacja jest tym głupsza, że to akurat walka na śmierć i życie (przegrana to zgon, a nie fail questa), więc Geralt powinien móc bronić się mieczem.
Druga taka sytuacja, to trzech chuliganów w Śmiertelnych grzechach - mnie się udało ich w końcu załatwić poprzez exploit (strzelając z kuszy na granicy zasięgu, wtedy nie podbiegają).
Na dodatek czasem można się zablokować na stojącej jak kołek pośrodku Sashy...
Wstawienie w ten quest elfa jest bardzo denerwujące, bo bez pokonania go nie da się przejść dalej (w przeciwieństwie do walki z Lugosem Szalonym, którą można przegrać). Czyli jak ktoś nie lubi walki na pięści (jak ja), to musi zacisnąć zęby i próbować do skutku (mi się udało gdzieś za 7-8 razem). Sytuacja jest tym głupsza, że to akurat walka na śmierć i życie (przegrana to zgon, a nie fail questa), więc Geralt powinien móc bronić się mieczem.
Druga taka sytuacja, to trzech chuliganów w Śmiertelnych grzechach - mnie się udało ich w końcu załatwić poprzez exploit (strzelając z kuszy na granicy zasięgu, wtedy nie podbiegają).
Dobra znalazłem poważny minus gry, który nie zależy tylko od gustu gracza. Otóż dźwięki........
Na słuchawkach można się pochlastać, kompletnie brak wyważenia dźwięków. Żeby słyszeć deszcz co przecież jest normą, że słyszysz deszcz głośno "w końcu pada wprost na ciebie", to trzeba nieźle podgłośnić, aby w słuchawkach uzyskać satysfakcjonujący poziom to się tyczy także wszystkich dźwięków otoczenia i tutaj dochodzimy do problemu, gdyż odgłosy walki to także dźwięki otoczenia, KTÓRE SĄ O STOKROĆ GŁOŚNIEJSZE od innych dźwięków, co wręcz uniemożliwia komfortowe granie, gdyż ustawiasz sobie satysfakcjonujący poziom nagłośnienia, aż tu nagle zaczynasz walkę, używasz np. znaku QUEN i ups doznajesz wręcz ogłuszenia przy pierwszym zetknięciu z potworem, gdyż wybuch osłony jest tak głośny, że prawie rozsadza bębenki, więc do każdej walki właściwie trzeba ściszać słuchawki co jest UPIERDLIWE.
Powiecie, przecież mogę regulować ustawienia dźwięków, i zmniejszyć poziom dźwięków zwanych "efektami", NIESTETY to nie takie proste, tu zaczyna się kolejny problem, gdyż tak jak mówiłem, zarówno dźwięki walki, jak i wszystkie inne, które można zaliczyć do otoczenia, zostały wepchane w te zwane "efektami" więc gdy je ściszysz, to niestety dźwięki takie jak deszcz i inne stają się mało słyszalne, po prostu brakuje balansu, niektóre dźwięki są za ciche inne za głośne i ciężko jest cokolwiek dostosować na słuchawkach.
Jest to w sumie jedyna rzecz, na której bardzo się zawiodłem, co jak co, ale grałem w wiele gier i od lat używam słuchawek i pierwszy raz mam z tym problemy.
...zaczynasz walkę, używasz np. znaku QUEN i ups doznajesz wręcz ogłuszenia przy pierwszym zetknięciu z potworem, gdyż wybuch osłony jest tak głośny, że prawie rozsadza bębenk...
Racja, nie raz podskoczyłem na krześle podczas wybuchu Queen Wybuch jest stanowczo za głośny.
Również różnica głośności dialogów a podsumowań pewnych dokonań jest bardzo zauważalna i nie przyjemna.
No i znów się nie mało wkurzyłem na walkę na pięści a mianowicie starcie z pół elfem na turnieju Gwinta w Passiflorze, nie dość ze mało miejsca na robienie uników to jeszcze jego ataki lecą jak z karabinu a odskakiwanie mało daje bo nawet nie dosięgając i tak się otrzymuje obrażenia, co to ma być. Zresztą idzie to w dwie strony i nie tylko w walce na pięści.
Czyli jak ktoś nie lubi walki na pięści (jak ja), to musi zacisnąć zęby i próbować do skutku (mi się udało gdzieś za 7-8 razem). Sytuacja jest tym głupsza, że to akurat walka na śmierć i życie (przegrana to zgon, a nie fail questa), więc Geralt powinien móc bronić się mieczem.
Druga taka sytuacja, to trzech chuliganów w Śmiertelnych grzechach - mnie się udało ich w końcu załatwić poprzez exploit (strzelając z kuszy na granicy zasięgu, wtedy nie podbiegają)
Widzę co jakiś czas narzekania na walkę na pięści - nie mam pojęcia o co chodzi.
Przeszedłem grę raz na najwyższym poziomie trudności i przegrać walkę zdarzyło mi się w jednym przypadku, właściwie tylko przez moją nieuwagę.
Odskok, kontra, atak, atak, odskok, kontra, atak, atak. Czasem nawet silny wejdzie. To był mój przepis na każdą walkę (wyłączywszy dwie ostatnie, z Olafem i tajemniczym mistrzem). Z czym tu problem?
Racja, nie raz podskoczyłem na krześle podczas wybuchu Queen Wybuch jest stanowczo za głośny.
Również różnica głośności dialogów a podsumowań pewnych dokonań jest bardzo zauważalna i nie przyjemna.
No dokładnie, nie wiem, gdzie, co i jak zwiodło, ale doprawdy, granie na słuchawkach w Wieśka jest bardzo niekomfortowe i to łagodnie mówiąc, kombinowałem bardzo długo, ale nie da się ustawić satysfakcjonującej głośności, z reguły gram na 50/60% poziom efektów, niestety tracę trochę na immersji z otoczeniem, które staje się jednak za ciche, ale po prostu dźwięków walki nie da się znieść. W sumie gdyby grać używając tanich słuchawek, a szczególnie takich, które nie wytłumiają otoczenia i przy których dźwięk bardziej się rozchodzi to może dałoby się grać, no ale to raczej nie w tym rzecz, gra przecież powinna być odpowiednio dostosowana, aby w możliwie jak największej ilości konfiguracji gracze mogli grać komfortowo, a tutaj kuluje jeden z podstawowych czynników wpływający na odbiór gry.
I szczerze powiedziawszy jest mi bardzo przykro z tego powodu, gdyż gra jest świetna, wręcz fenomenalna pod względem klimatu, ale ciężko jest eksplorować ten wspaniały świat mając poważny problem z dźwiękami.
Odskok, kontra, atak, atak, odskok, kontra, atak, atak. Czasem nawet silny wejdzie. To był mój przepis na każdą walkę (wyłączywszy dwie ostatnie, z Olafem i tajemniczym mistrzem). Z czym tu problem?
Po pierwsze, z responsywnością. Widocznie jednym myszka / klawiatura / pad reagują szybciej, innym wolniej. A zapewne i te milisekundy zwykłego ludzkiego refleksu swoje dokładają.
Po drugie, ze schematycznością i powtarzalnością. Na pięściarstwo jest jedna słuszna recepta - niestety żmudna i pozbawiona frajdy. Zwyczajnie mi się nie chce w to bawić, i dlatego właśnie tym bardziej mierzi bycie zmuszanym - jak w ww. dwóch przypadkach.
Nie grałem jeszcze z przyczyn ode mnie niezależnych, ale i tak zgaduję, że sióstr Radowida nie ma, bo nie ma. A szkoda, bo spalenie ich na stosie lub chociaż pojmanie i przetrzymywanie w celi byłoby kolejnym akcentem podkreślającym pogłębiające się szaleństwo monarchy.
Skomponowałem krótką listę zarzutów (nawet trochę pośmieciłem na forum zakładając zbędny temat, nie wiem jak tego nie zauważyłem x] ). Oczywiście minusy stricte subiektywne.
1. Mordercze skoki - nie wiem jak wam, ale mi się wydaje, że Geraltowi coś się stawy zastały, bo wystarczy mu upadek z półtora metra, a już traci połowę życia. To już lepiej dostać bełtem z kuszy w plecy niż nieopacznie wyskoczyć w górę i spaść w dół, te parę metrów! A w takim intrze do I Wiedźmina Geralt skakał z dachu elegancko na ziemię (jakieś kilka metrów z tego daszku na pewno było) i było lajtowo. Fakt, że w poprzednich grach, wiesiek prawie w ogóle nie mógł oderwać się od ziemi, wobec czego - faktycznie, zaszokowany taką dawką swobody mógł podupaść na zdrowiu No, ale...
Piszę o tym, bo zwłaszcza na wyspach Skellige pełnej pagórków itd. jedna nieostrożna spacja zabierała połowę życia x]
2. Dubbing - generalnie, to jest fenomenalny Tym niemniej kilka postaci w ogóle mi nie przypadło do gustu. Po pierwsze - Lambert. No ja nie mogłem słuchać tego gościa. Głos Lamberta z I Wiedźmina był o niebo lepszy. Miał w sobie więcej klasy. Albo takiej właśnie ,,cyniczności" podszytej sarkazmem. A tutaj mieliśmy głos typowego łobuza. Do tego jeszcze dochodzi Talar. Nie wiem czy to ten sam gościu podkłada mu głos, tylko na jakąs inną modłę, czy zupełnie kto inny... no, ale nie tak zapamiętałem Talara z I Wiedźmina.
3.
Filippa. Szkoda, że jej nie mogłem zabić
4.
Letho. Nie rozumiem czemu nie mogliśmy z nim trochę więcej pogadać. Mając w pamięci bardzo długi dialog z końcówki II Wiedźmina, sądziłem że przy spotkaniu w III części Geralt i Pudzian ze szkoły żmii będą jeszcze bardziej rozmowni. A tu w sumie niewiele...
5. Emhyr. Mówcie co chcecie, ale dla mnie kreacja cesarza jest po prostu odrzucająca. Straszny się z niego ważniak zrobił - w tym negatywnym sensie. Jeśli mnie pamięć nie myli, to w sadze zachowywał się on nieco inaczej. Mam też wrażenie, że jest strasznie wrogo nastawiony do Geralta. Dlaczego? Człowiek, który tyle zawdzięcza wiedźminowi, każe mu ,,milczeć'', ,,meldować się" i rozkazuje mu jak pierwszemu lepszemu słudze. Wiadomo - w angielskiej wersji głos Charlesa Dance musi zajebiście pasować do wypowiadanych rozkazów itd. No, ale nadal jakoś tak niezbyt mi się to wszystko kleiło w całość.
6. Skellige - czysto subiektywnie - lokacja, która najmniej mi przypadła do gustu. Składa się na to wiele rzeczy, no ale autentycznie - czułem niechęć do poruszania się po tych wysepkach. Surowo, zimno i jakoś tak... nieswojsko W porównaniu do takiego Velen czy okolic Novigradu - niegościnna i niemiła kraina. Nie polecam, nawet na weekendowy wypad
7.
Dziki gon. Nie wiem czemu, ale miałem nadzieję, że jako Geralt będziemy mieli nieco większy wpływ na to, co się stanie z tymi elfami. Nie lubiłem ich od początku, więc liczyłem po cichu na możliwość ich zniszczenia i ostatecznego odcięcia od wiedźminowego świata, a tu taki psikus.. W sumie ostatnia walka z królem Dzikiego Gonu również była taka nieszczególnie. Na tym gościu Geralt mógł się naprawdę mocno zemścić za wszystkie krzywdy. A postąpił z nim w sumie łagodnie. To już jego przybocznego ostrzej potraktował (scena na +!) robiąc mu z tego śmiesznego kasku ,,gorący kubek".
8. Długość gry - wiem, wiem, wiem Gra wcale nie jest krótka. To taki standardowy zarzut, jaki można postawić każdej grze na tak wysokim poziomie. Chciałoby się jeszcze pobyć w tym świecie ze 2x tyle czasu (znaczy i tak się tyle pobędzie za sprawą licznych zleceń itd., chodzi mi bardziej o wątek główny, który tak szybko się skończył [niby tyle godzin, a minęło szybciutko ].
No i na koniec zarzut, który poruszony został w oddzielnym wątku, tj. niesamowita pustka świata po zakończeniu głównego wątku. Aż się chce powiedzieć - gdzie się podziały tamte prywatki? Wrzucenie nas do pustego Kaer Morhen pasuje tylko do jednego zakończenia - tego najsmutniejszego, kiedy kończymy grę sami. Wtedy takie kompletne zdołowanie i pozostawienie nas sam na sam w pustym zamku... Dla tych, którym akurat się trafiło to zakończenie, musiało to być cholernie mocne zwieńczenie wątku głównego ; ]
U mnie było jednak inaczej, bo trafił mi się 100% happy end i takie ponure Kaer Morhen na sam koniec psuło ogólny wydźwięk.
1) brak jakiegoś poważniejszego wpływu na to jak się potoczy fabuła, przynajmniej względem poprzedniej części. Teraz jak będę przechodził to od nowa, to pewnie tylko żeby porobić trochę więcej misji pobocznych, a nie żeby spróbować coś zrobić inaczej, bo gra jest niestety liniowa. Nie zmienia to faktu, że główny wątek jest świetny, a postać Ciri absolutnie zachwycająca pod każdym względem.
2) strasznie brakuje rozwinięcia wątków związanych z przyjaciółmi Geralta oraz romansowych. To co jest, jest świetne, ale ginie w ogromie tego świata. Aż się prosi o zrobienie kolejnej popijawy np. w Novigradzie, czy o dorzucenie innych zadań pobocznych skupiających się na czymś innym niż tropienie i walka.
Znaki zapytania na Skellige to chyba jakaś przesada. Jest ich tona, a każdy to albo kontrabanda, albo łupy wojenne. Do tego większość z nich jest na morzu. Pływanie, walczenie z echidnami i skakanie do wody po 2-3 skrzyneczki nuży. Spory minus, twórcy mogliby dać ich mniej, albo przynajmniej urozmaicić.