Ok, miałam już nie pisać, bo już wszędzie o tym spamuję, ale mnie namówił
Szypek ktoś zupełnie obcy i nie wiadomo, na kogo zwalić winę teraz, więc proszbarc, będzie gawęda o dizonaurach.
Może ktoś z Was pamięta magnetofony Grundig?
O, takie coś:
Otóż to było kiedyś moje okno na świat. Nagrywałam listę przebojów Niedźwiedzkiego na "Trójce", a potem pomału kompletowałam kasety i dzięki temu orientowałam się muzycznie.
Szybko zechciałam się dowiedzieć, o czym ta wychwalana, choć pokoleniowo mi odległa czwórka chłopaków z Liverpoolu śpiewa - i tak właśnie nauczyłam się angielskiego, cierpliwie przewijając suwakiem ww. magnetofonu, ff i rew, sprawdzając słowa "na ucho" w małym, śmiesznym słowniku.
Zakochałam się, wiecie?
The Beatles to jedyny bodaj zespół, którego wszystkie piosenki znam, których teksty pamiętam do dziś. Ogromny, ogromny sentyment do tematu. Tak jakoś.
Wczoraj miałam okazję zobaczyć Legendę. Ja wiem, że jeden z czterech to nie czwórka (a czwórki nie będzie już nigdy, nie po Tej Stronie... ale może po Tamtej ich posłucham, chociażby z dołu, gdzie niechybnie trafię

), jednak Sir Paul nie zmienił się wcale. No dobrze, są zmarszczki i przerzedzony włos, jest taka typowa starcza żylastość; ale Głos pozostał ten sam, naprawdę. Charakterystyczny surdut, beatlesówki i gitara basowa, na której wtedy grał.
Energia, wielki talent i promieniująca ze szczupłej postaci charyzma, ale i ciepło.
Każdemu życzę takiego koncertu: przynoszącego najmilsze wspomnienia, rozgrzewającego od środka... i wprawiającego w dumę i zachwyt, że przez kilka godzin oddychało się tym samym powietrzem, co wspaniała gwiazda. Gwiazda z gatunku tych, o które dziś tak trudno.
Kilka amatorskich filmików, zanim nie usuną, bo zdajsie McCartney mocno o to dba, albo sztab jego ludzi: http://www.eska.pl/news/paul_mccartney_w_polsce_koncert_w_warszawie_2013_za_nami_mamy_pierwsze_filmiki_zobacz_video_youtube/84911
Wybaczcie przydługawy post, zebrało mi się.
Wielkie przeżycie.
Once in a lifetime.
Let it be
