No to wróciłem. Po dwóch i pół tygodnia podróży po europie. Działo się co niemiara. Zacząłem od wylotu z Gdańska do Barcelony a później to już poszło. Przylot koło północy i dzida do hostelu na jedną noc. Następny dzień pełny chodzenia po Barcelonie w poszukiwaniu noclegu. Dzień później wyjazd z tego przeklętego miasta (żeby było weselej to ofc trafiliśmy w złe miejsce gdzie nic się nie dało złapać i w ten sposób straciliśmy ze 4 godziny) Jakoś się udało i z Barcelony dostaliśmy się do Narbonne na jakiś kemping, gdzie śpiąc w namiocie zastała nas burza niczym z filmu o apokalipsie (namiot się aż złożył od wiatru i deszczu) i następnego dnia autostopem (bo tak od Barcelony się poruszaliśmy) do Tuluzy, ale uznaliśmy, że możemy jechać dalej, więc dojechaliśmy do Limoges. W owym mieście spaliśmy u
Kompanionów (link co by się odrobinę o tym dowiedzieć) gdzie spędziliśmy parę dni i spotkaliśmy jednego polaka z Sosnowca. Po poznaniu kilku ważniejszych osobistości udało nam się dostać darmowy nocleg u tej samej organizacji w Paryżu, gdzie zostaliśmy na 3 dni i jedną noc spędziliśmy u nowopoznanej polki z Nowego Targu. Kolejny dzień był nie lada przygodą. Dotarliśmy do drogi wylotowej z Paryża i staraliśmy się dojechać przynajmniej do granicy z Belgią. Po trzech godzinach niepowodzeń, młody biznesmen wraz z przyjacielem zgarnęli nas do swojego sportowego auta, którym przekraczając prędkość o 60 km/h na autostradzie, jadąc wszystkimi pasami by przemieszczać się szybciej i otrzymując po drodze mandat za nadmierną prędkość zajechaliśmy do Lille, gdzie nasz uprzejmy kierowca kupił nam bilety na pociąg do Amsterdamu ("many iz not problem" jak to mówił) co ocaliło nam tyłek, bo w beneluksie oczywiście padało i było zimno, a to nie zachęca do spania w namiocie (zwłaszcza po doświadczeniu z pierwszego rozbicia się). Amsterdam superancki - ładny, ludzie sympatyczni i jedna super fajna sprawa - wszyscy mówili po Angielsku. Najważniejsze miejsca w tym mieście zwiedzone. (Muzea niestety nie, bo nie było nas stać. Btw. w Paryżu jest super muzeum muzyki - Polecam) I dzida na wschód. Tu nam się nie udało. Wyjechaliśmy ze 100 kilometrów od Amsterdamu i trafiliśmy do jakiejś dziury, gdzie nic się nie udało nam złapać, więc rozbiliśmy namiot za zgodą właściciela na jego polu (10 stopni na zewnątrz, a my takie biedaki w śpiworkach :/ ) Za to następnego dnia dojechaliśmy do Szczecina. przespaliśmy się u znajomych i grzecznie dojechaliśmy do domu. Całość zajęła nam 2 tygodnie i 3 dni. 2784 kilometrów autostopem. Jakby ktoś się zamierzał pakować na taką eskapadę - pytać. Może w czymś pomogę
