Bauchelain przyjrzał się uważnie czarodziejowi, po czym odchylił sie powoli. -Przypadło mi do gustu twoje towarzystwo, Szybki Benie. Niełatwo mnie zainteresować, ty jednak ubarwiłeś mi dzisiejszą noc i dziękuję ci za to.-Drobiazg.-Niestety, mój towarzysz, Korbal Broach, pragnie cię zabić.-Nie można zadowolić wszystkich.-Czysta prawda. Rozumiesz, on nie lubi, gdy zbija sie go z tropu, a ty właśnie to zrobiłeś.-Lepiej niech siedzi spokojnie na tym kominku - poradził cicho Szybki Ben - bo nie lubię, jak mi przerywają.Po lewej stronie Szybkiego Bena eksplodowały nagle skrzydła. korbal Broach zeskoczył z kominka, zmieniając w locie kształt. Mag wyciągnął rękę. Słynęły z niej liczne warstwy czarów, które uderzyły nekromantę.Broach nie skończył się jeszcze przeobrażać, w połowie był człowiekiem, a w połowie wroną. Fale mocy nekromanty nawet nie zdążyły rozkwitnąć, gdy magiczne uderzenie uniosło go w górę. Kiedy dotarło do ściany nad kominkiem, niosąc półludzką postać, nastąpiła detonacja.Ściana zatrzęsła się i pękła, przebita na wylot w miejscu, gdzie uderzył Broach. Ostatnim, co zobaczył Szybki Ben były buty. Potem widok przesłoniły mu tumany kurzu oraz ruchliwe witki mocy.Zza ściany, gdzie zapewne znajdował się korytarz, dobiegł głuchy łoskot. Potem ciszę mącił już tylko stukot osypującego się na kominek tynku.Szybki Ben rozsiadł się wygodnie.-Jeszcze wina? – zapytał Beuchelain.-Tak, proszę. Dziękiuję. Przepraszam, że narobiłem bałaganu.-Nie ma sprawy. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Sześć, może siedem grot otwartych jednocześnie i starannie połączonych ze sobą w w uzupełniającą się całość. Jesteś prawdziwym artystą. Czy Korbal Broach wróci do siebie?-Jestem twoim goście, Bauchelain. Nie byłoby w dobrym tonie, zabić twojego towarzysza. Ostatecznie, ściśle mówiąc, jestem też jego gościem.Komin leżał w gruzach i pokój powoli wypełniał dym.-To prawda – przyznał Bauchelain – Muszę jednak z niechęcią wskazać, że on próbował zabić ciebie.-Nie ma powodów do trwogi – uspokoił go mag. – To nie był dla mnie wielki wysiłek.-I to najbardziej mnie zdumiewa. W twych czarach nie było ani śladu chaotycznej trucizny, Szybki Benie. Z pewnością rozumiesz, że chciałbym ci zadać całe mnóstwo pytań.Na korytarzu rozległ się jęk.-Muszę też wyznać – ciągnął Bauchelain – że ciekawość to moja obsesja, która często zmusza mnie do użycia godnej pożałowania przemocy wobec wypytywanej osoby. Zwłaszcza, gdy nie jest ona skłonna odpowiadać na moje pytania. Sześć albo siedem grot...-Sześć.-Sześć grot użytych jednocześnie. Twierdzisz, że nie był to dla ciebie wielki wysiłek, wydaje mi się to jednak jawnym samochwalstwem. W związku z czym doszedłem do wniosku, że twoja moc jest, powiedzmy to otwarcie, wyczerpana.-Dajesz mi jasno do zrozumienia, że nie jestem tu mile widzianym gościem – odparł Szybki Ben, z westchnieniem odstawiając kielich. -Niekoniecznie. Wystarczy, ze odpowiesz na wszystkie moje pytania, a będziemy mogli kontynuować rozmowę w uprzejmy sposób.-Obawiam się, że to będzie niemożliwe – odpowiedział Malazańczyk. – niemniej jednak poinformuję cię, że istota, która zatruła groty to Okaleczony Bóg. Będziesz musiał rozważyć... odwet na nim. I to szybciej, niż zapewne ci się zdaje.-Dziękuję. Nie przeczę, że imponuje mi, iż władasz sześcioma grotami, Szybki Benie. Spoglądając w stecz, powinieneś jednak zachować w odwodzie przynajmniej połowę tego, czym dysponujesz.Zaczął powoli podnosić się z kanapy.-Ależ, Bauchelain, – rzekł czarodziej – tak właśnie zrobiłem.Kanapa i siedzący na niej mężczyzna nie znieśli uderzenia sześciu innych, zharmonizowanych grot lepiej niż ściana i Korbal Broach przed paroma chwilami.Steven Erikson, "Wspmnienie Lodu"