Najtrudniejsza decyzja w grze - opinie. UWAGA SPOILERY!

+
Najtrudniejsza decyzja w grze - opinie. UWAGA SPOILERY!

Przechodzę grę po raz trzeci tym razem z dodatkiem Serce z Kamienia. Wiedźmin 3 faktycznie nie jest światem czarno-białym nie ma decyzji tylko dobrych i tylko złych. Niektóre niosą za sobą różne konsekwencje, które nie zawsze są oczywiste, I przy trzecim podejściu gry mimo to, że za każdym razem próbuje grać inaczej tylko w dwóch miejscach mam dylemat gdzie nie umiem się przełamać by podjąć tę decyzję, która się kłóci z moim własnym sumieniem. Są to:
- Pożegnanie z Triss. Mimo, że czytałem książki kilkakrotnie to w grze nie widzę nic między Geraltem i Yenefer. Osobiście lubię ją ale na pewno nie wybrałbym jej na partnera życiowego. Co innego Triss. Jest po prostu idealna i nie mówię o samym wyglądzie. Przy pierwszym podejściu ciągnąłem obie sroczki za ogon i nie miałem problemu z tym wyborem. Było to w sumie w stylu Geralta. Nie opłaciło się :). Przy drugim podejściu gry grałem bardziej zważając na własne sumienie i naturalnym wyborem była Triss. Teraz wybrałem Yenefer i mimo tego postanowienia z dobrą minutę wpatrywałem się w ekran gdy podczas cutsenki pojawiły się opcje "Zostań ze mną" i "Żegnaj Triss". Dijkstra doskonale skomentował mój wybór :)
- Druga taka decyzja pojawia się po zabójstwie Radowida. Kiedy okazuje się, że Dijkstra dla Redanii jest w stanie zrobić bardzo dużo. Jest on postacią znaną z książek i według mnie dość dobrze odzwierciedloną w grze. W grze mamy sporo sposobności by coś dla niego zrobić czy po prostu pogadać i umówmy się. Nie da się go nie polubić. Jego humoru i ironicznie-sarkastycznych tekstów. Dodatkowo gość ewidentnie wyznaje idee, które cenie. Z drugiej strony mamy Vernona Rocha. Co prawda lubię go nieznacznie mniej od Sigiego ale jest postacią wyznającym podobne ideologie. Nie wolno zapomnieć o pomocy, której udzielił Geraltowi. Rzucił na szale karierę i własną reputację by złapać prawdziwego zabójce i oczyścić Geralta z zarzutów mimo, że społeczeństwo Temerii zadowoliło by się egzekucją Geralta. Także później gdy podążymy za Iorwethem mimo niezadowolenia Roch nadal okazuje nam pomoc. I nagle trzeba wybrać. Pomóc Rochowi i Ves co kończy się śmiercią DIjkstry czy wyjść i pozwolić na śmierć Vernona i Ves? Na tej cutsence też zawsze staje na chwilę dłużej i walczę z sumieniem :)


Prawda. Serca z kamienia jeszcze nie przeszedłem i nie wiem czy jest tam jakiś wybór, który by mnie zatrzymał na dłużej więc puki co wypisałem dwa takie wybory, które nigdy nie są dla mnie łatwe.

Ciekaw jestem waszych odczuć. Czy macie w pamięci takie wybory? A może umiecie potraktować to całkowicie jako tylko grę i swobodnie przechodzić Wiedźmina 3 na różne sposoby nie żałując nigdy nawet przez chwilę żadnych decyzji?
 
- Druga taka decyzja pojawia się po zabójstwie Radowida. (...) Pomóc Rochowi i Ves co kończy się śmiercią DIjkstry czy wyjść i pozwolić na śmierć Vernona i Ves?
Proste rozwiązanie, dzięki któremu żyją zarówno Ves, Talar i Vernon, jak i Sigi:
Nie zabijaj Radowida :p
 
Najtrudniejsza decyzja? Miałem tak naprawdę tylko 3 i to nie są decyzje główne, tam raczej się nie wahałem nigdy. Trudności za to sprawiły mi zadania "Nithing", "W sercu lasu" no i w dodatku decyzja dotycząca Iris.
 
Dla mnie quest z Radowidem nie istnieje.
Nie dość, że jakość scenariusza w tym momencie fabuły mocno szwankuje, to zwyczajnie jest to rzecz, którą Geralt omijałby szerokim łukiem.
Z szacunku i przyjaźni do Roche'a i sentymentu do Talara poszedłem na spotkanie, wysłuchałem planu ekipy i grzecznie podziękowałem za udział. Nie moja brocha, róbta co chceta.

Jeżeli zaś chodzi o wybór, który sprawił mi dużo trudności, to wiąże się z tym jedno z moich najlepszych wspomnień związanych z tą grą.
Quest z Paniami Lasu - zaufanie im, albo sprzymierzenie się z czwartą siostrą.

Ostatecznie wybrałem to drugie, co skutkowało samobójstwem Barona - mimo wady charakteru, jaka tę postać cechowała, odczułem bardzo prawdziwy smutek i żal, na tyle głęboki, by odbił swoje piętno na kilku kolejnych godzinach wędrówki po Velen.

Do czasu, gdy nie zawitałem do Novigradzkiego sierocińca, gdzie zobaczyłem cały, zdrowy i przede wszystkim żywy skutek mojej decyzji. Baron zginął, ale dzieci przeżyły. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności złożyło się, że wraz z wątkiem Pań Lasu zakończyłem większość Veleńskich wątków, więc z czystym sumieniem wyruszyłem wtedy do miasta i wziąłem się za odpowiednie zadanie.

Jedna z najbardziej wartościowych chwil, jakie granie mi kiedykolwiek przyniosło.
 
Last edited:
Quest z Paniami Lasu - zaufanie im, albo sprzymierzenie się z czwartą siostrą. .

W zasadzie to jest jedyny ciężki wybór w grze, bo gadanie Triss czy Yenn uważam za bezcelowe, wybór może być tylko jeden i bez zastanowienia, a jak ktoś ma jakieś wątpliwości znaczy że niezna źródła.
 
Dla mnie quest z Radowidem nie istnieje.

Prawda. Normalnie Wiedźmin by się trzymał z daleka od takich spraw ale mnie przekonuje argument Dijkstry. Póki żyje Radowid to Triss i Yenefer nie są bezpieczne. W książce Geralt też starał się trzymać z boku ale w momencie gdy tyczyło to jego przyjaciół zawsze działał.
 
Prawda. Normalnie Wiedźmin by się trzymał z daleka od takich spraw ale mnie przekonuje argument Dijkstry. Póki żyje Radowid to Triss i Yenefer nie są bezpieczne. W książce Geralt też starał się trzymać z boku ale w momencie gdy tyczyło to jego przyjaciół zawsze działał.

Nie w taki sposób.
Geralt działał bezpośrednio i nie bawił się w mesjasza. Obchodzi go Yen, obchodzi go Triss. Im pomoże, dla nich poderżnie parę gardeł i zaryzykuje stryczek - ale nie zabije króla, bo kiedyś tam, w przyszłości, jego działania mogą zaszkodzić którejś z czarodziejek. Z których każda potrafi o siebie zadbać, tak bajdełej.
 
W zasadzie to jest jedyny ciężki wybór w grze, bo gadanie Triss czy Yenn uważam za bezcelowe, wybór może być tylko jeden i bez zastanowienia, a jak ktoś ma jakieś wątpliwości znaczy że niezna źródła.

Myślę bardzo podobnie, co prawda scena z Triss w Novigradzkich dokach przy błyskotliwym komentarzu Dijkstry sprawiła, że na sekundę się zawahałem, ale dosłownie na sekundę.
Co do reszty, to o ile w zadaniach głównych nie miewałem wątpliwości, to o tyle w zadaniach pobocznych już tak. Pierwsza sytuacja, wymieniona tutaj zresztą to quest z Paniami lasu, ja zabiłem zaklęte drzewo, ponieważ cała ta sprawa z szukaniem czarnego konia bardzo mi śmierdziała. Nie wiem czy postąpiłbym tak samo gdybym znał konsekwencje decyzji, chociaż fakt, że przeżył Baron był bardzo mile przeze mnie odebrany. Baron miał swoje za uszami, ale była to genialna postać.

Druga sytuacja, to także wymieniona tutaj decyzja w zadaniu Nithing. Wybierałem pomiędzy mniejszym złem, i oszczędziłem kobietę, przez co musiałem rozbić rodzinę. Długo się nad tym zastanawiałem i dalej miałem wątpliwości.

Było jeszcze takie zlecenia na jakiegoś potwora, który zabijał patrole, gdzie okazywało się, że to byli po prostu partyzanci. Zabiłem ich zasłaniając się zwykłym bandyctwem i nie wiem czy słusznie.
 
@kubolmem, temat o decyzjach nie musi być związany z zakończeniem ;)

A ja chyba nie będę szczególnie oryginalny, bo z jedną z najtrudniejszych i najbardziej zapadających w pamięć decyzji uważam tę z duchem lasu. Bardzo w stylu całej serii, bo nie da się tutaj wybrać dobrze, mamy zło i mniejsze zło. Ktoś na pewno ucierpi i to my musimy zdecydować, które z nich będzie tym mniejszym. Smaczku całości dodaje też to że do samego końca nie mamy pewności kto kłamie, a kto mówi prawdę, musimy więc zaufać intuicji.

Dość interesujący był też wybór z prologu dotyczący podania wiedźmińskiego eliksiru rannej Lenie. Możemy nic nie zrobić i wtedy prawie na pewno umrze, możemy też podać specyfik, a wtedy również może umrzeć albo i gorzej. Tutaj też nie sposób przewidzieć konsekwencji i ponownie trzeba wybrać w zgodzie z samym sobą (lub swoją koncepcją postaci Geralta).

Do trudniejszych wyborów zaliczam też takie, w których po konfrontacji z jakimś totalnym gnojem lub innym wrogiem możemy zdecydować o jego losie: zabić go lub puścić wolno. Z jednej strony, jeśli go zabijemy to ulżymy sobie, pomścimy jego ofiary i będziemy mieć gwarancję, że więcej nikogo nie skrzywdzi. Z drugiej jednak, zabicie kogoś takiego z zimną krwi kiedy jest już pokonany i bezbronny sprawia, że nie różnimy się zbytnio od niego. Mamy więc moralny dylemat. Dochodzą do tego też konsekwencje, których nie można przewidzieć, bo puszczony wolno gagatek być może odejdzie w pokoju i więcej o nim nie usłyszymy, może wróci z kamratami się mścić, a może kiedyś się odwdzięczy za darowanie życia kiedy sami będziemy w potrzebie? Przykładem może być Junior.

Oczywiście wszystkie powyższe wybory są najtrudniejsze za pierwszym razem kiedy faktycznie nie znamy konsekwencji.
 
Ja miałem trzy ciężkie decyzje nad którymi się przez dłuższą chwilę zastanawiałem.
1. Nie będę oryginalny i był to oczywiście wybór miedzy Paniami Lasu, a Marą. Był to też jedyny moment w grze gdzie cofnąłem się w zapisach by jednak iść inną drogą. Początkowo wybrałem Marę, ale jak zamieniła się w demonicznego konia stwierdziłem, że ten wybór zdecydowanie mi nie leży i cofnąłem się w zapisach by stanąć po stronie Pań Lasu. Teraz gdy już wiem jakie są konsekwencje obu wyborów chyba jednak wybrałbym Marę :)
2. Iris. Ostatecznie po długim namyśle pozostawiłem jej różę i wyciąłem fragment obrazu. Teraz jak znam konsekwencje obu wyborów nadal nie wiem co mi bardziej pasuje więc jak będę ponownie w przyszłości przechodził grę znów spędzę trochę czasu nad tym tematem.
3. Tutaj chyba wszystkich zaskoczę, ale dla mnie bardzo trudnym wyborem była kwestia ubicia trolla z dodatku Zaginieni Górnicy. Ostatecznie przeważył fakt, że potrzebowałem składnika do jakiegoś eliksiru który z tego trolla można było wyciągnąć. Gdyby nie to chyba jednak pozostawiłbym go przy życiu i tak też uczynię przy kolejnym przechodzeniu gry.

Również wybór między Tris i Yen miałby dla mnie kolosalne znaczenie gdyby nie fakt, że odgórnie założyłem sobie, że za pierwszy razem idę książkowo czyli wybiorę Yen, a za drugim razem zabawię się w kontynuację wątku miłosnego jaki budowałem przez całą drugą cześć gry i wybiorę Triss (w pierwszej wybrałem Shani).
Krótką rozterkę miałem również pod koniec SzK gdy można było pozwolić zabić Olgierda. Zdecydowałem się go uratować głównie ze względu na chęć przedłużenia rozgrywki. Gdyby wybór ten realizował się tylko poprzez inne pokazanie zakończenia pozwoliłbym Panu Lusterko zabrać jego duszę bo za jego działalność uważam, że nie zasłużył na uratowanie.
 
Last edited:
Łatwiej jest podejmować decyzje, kiedy człowiek od początku wie, do jakiej sytuacji chce w grze doprowadzić (od początku chciałam na przykład, żeby mój Geralt był z Yennefer i żeby Baron przeżył). Tak samo jak nie miałam problemu z partyzantami - od początku zawsze stoję po stronie Wiewiórek, chociaż nie popieram ich metod. Ale jednocześnie uważam, że to, o co walczą, jest słuszne - chociaż cała sprawa jest przegrana.

Za to quest, o którym wspomniała @biniek 7 - Nithing - to było dla mnie wyzwanie. No żeby to zaraza, tak źle i tak niedobrze. Dwa razy przeniosłam klątwę, raz rozbiłam rodzinę i chyba jednak zostanę (zaczęłam właśnie czwarte podejście) przy przenoszeniu klątwy. I tym razem, że dam utopcom zjeść gościa, który siedzi związany na brzegu rzeki. Normalnie tego nie robiłam, bo uznałam, że Geralt by go uratował przed śmiercią (przecież nie wie nasz biedny wiedźmin, jakie będą konsekwencje). A teraz uznałam, że koniec tego dobrego, dam go zabić, to uratuję innych ludzi. Niech go utopce zeżrą żywcem.
I co do Iris - może jestem dziwna, ale zupełnie nie miałam tu dylematu. Zabrałam od niej różę.
 
Last edited:
Ostatecznie wybrałem to drugie, co skutkowało samobójstwem Barona - mimo wady charakteru, jaka tę postać cechowała, odczułem bardzo prawdziwy smutek i żal, na tyle głęboki, by odbił swoje piętno na kilku kolejnych godzinach wędrówki po Velen.
Ja trafiłam na ducha drzewa wcześniej przed rozpoczęciem zadania z Paniami Lasu i go uwolniłam. Baron przeżył, dzieci też. Ale może to jakiś bug.
 
@HuntMocy "Z drugiej jednak, zabicie kogoś takiego z zimną krwi kiedy jest już pokonany i bezbronny sprawia, że nie różnimy się zbytnio od niego"
Moim zdaniem zabicie kogoś takiego nie sprawia że stajemy się tacy sami. Sprawia że wyświadczamy przysługę dla wielu ludzi. Bo taki ktoś nie ma prawa dalej istnieć.
 
[...]Za to quest, o którym wspomniała @bieniek 7[...]

Pozwolę sobie poprawić - wspomniał i Biniek, nie Bieniek. :p

I tym razem, że dam utopcom zjeść gościa, który siedzi związany na brzegu rzeki. Normalnie tego nie robiłam, bo uznałam, że Geralt by go uratował przed śmiercią (przecież nie wie nasz biedny wiedźmin, jakie będą konsekwencje). A teraz uznałam, że koniec tego dobrego, dam go zabić, to uratuję innych ludzi. Niech go utopce zeżrą żywcem.

O to sobie jeszcze przypomniałem. Też uratowałem tego gościa, ale gdybym wiedział jak to się skończy i co ten drab później zrobi, to nie miałbym wątpliwości i zostawił go na brzegu.

Jeszcze jeden miałem dylemat, ale już zdecydowanie mniejszy. W zadaniu z Morvargiem, zastanawiałem się czy ugadywać się z jego wspólnikiem by pomógł mi zdjąć klątwe czy go zabić, a następnie zabić Morvarga zamiast go odczarować. W konsekwencji wspólnika zabiłem, Morvarga nakarmiłem jego własnym ciałem, bo uznałem, że to i tak mała kara za to co zrobił.
 
O to sobie jeszcze przypomniałem. Też uratowałem tego gościa, ale gdybym wiedział jak to się skończy i co ten drab później zrobi, to nie miałbym wątpliwości i zostawił go na brzegu.
Mowa o tym temerskim dezerterze? W takim razie jaki jest tego skutek (nie spotkałem się chyba z nim)?
 
Po uratowaniu go można go spotkać bodajże w Velen, gdzie wraz z nowymi kamratami wyciął w pień kupców i chce nam zapłacić za ratunek zrabowanym złotem.
 
Ja trafiłam na ducha drzewa wcześniej przed rozpoczęciem zadania z Paniami Lasu i go uwolniłam. Baron przeżył, dzieci też. Ale może to jakiś bug.

Ha. Ciekaw jestem. Jak się rozwinęła sytuacja na bagnie? Co się stało z Baronem i Aneczką?




A z tematem mi bardziej chodziło właśnie o takie decyzje co nie umiecie się przełamać by zagrać je inaczej.
przechodzicie grę raz i macie pewne wybory. Przy drugim podejściu zakładacie że tym razem gracie na opak. I właśnie znając pewne konsekwencje są zadania gdzie ciężko się przełamać do tej innej decyzji właśnie np z Duchem Lasu.
 
Top Bottom