Czekam sobie na przesyłkę, którą obsługuje Poczta Polska. Coś długo nie przychodzi. Sprawdzam śledzenie. Próba doręczenia nieudana w dniu 5 listopada. Oczywiście w domu byłem obecny, ale to już mało ważne, przyzwyczaiłem się do spacerów na Pocztę. Problem w tym, że obok nieudanej próby doręczenia stoi jak byk, "awizowana". Awizo ani widu, ani słychu.
Kolejna linijka w tabelce śledzenia: Gotowa do odbioru w Placówce Pocztowej Kraków 55. Adresu nie ma, kodu pocztowego nie ma. Ale numer jest, myślę, łatwo znajdę. Ha, guzik. Nie znalazłem miejsca w internetach, gdzie wylistowane byłyby placówki według numerów.
Z pomocą przychodzi Google Maps. Metodą prób i błędów znajduję FUP Kraków 55. Zdziwił mnie fakt, że to ładny kawałek ode mnie. Nie byłem w stanie akurat odwiedzić tego punktu w najbliższych dniach, zastanawiał mnie też brak awizo, więc napisałem maila do Poczty Polskiej.
I dobrze, że napisałem i nie dyrdałem bez sensu przez pół miasta, bo po kilku dniach dowiedziałem się z maila zwrotnego, jaki jest adres Placówki Pocztowej 55. I siurpryza, nie był to adres FUP Kraków 55, a FUP Kraków 11. Logiczne, prawda?
Całe szczęście, FUP Kraków 11 jest znacznie bliżej mnie, więc przynajmniej oszczędzę dziś nogi i 8 złotych na biletach MPK.
Może to jest jakiś nowy poziom awizowania, że po awizo trzeba się udać na pocztę. A numerację Placówek Pocztowych trzeba dzielić przez 5.