Psia krew! Nie podoba mi się to... Czyli: Co ten Nilfgaard?!
Tak sobie czytam to forum i widzę, że Nilfgaard wywołuje na nim niemal zawsze ożywioną dyskusję. Zwłaszcza po ostatnim streamie. Coś wisi w powietrzu i na pewno nie jest to ciepły, letni deszcz. Bardziej przypomina to fetor krowiego, gnijącego truchła.
Pomyślałem więc, że pomimo wielu wątków na ten temat, założę kolejny.
Być może zbędny. A może jednak ktoś z CDPR rzuci tutaj okiem i weźmie cokolwiek pod uwagę przy kolejnych zmianach?
Zanim jednak zacznę płakać, to lojalnie (niczym Emisariusz) was uprzedzam, że zacząłem grać kilka dni temu. W zamkniętej becie nie brałem udziału, kart mam niewiele, zatem i o samej grze wiem niewiele. Wnioski wyciągam na podstawie własnych doświadczeń i plotek.
Dość często spotykam w grze Nilfgaard i zawsze sprawia mi on niemały problem, a o zasięgnięciu języka zdaje się, że nie tylko mi.
Zatem, co z tym Niflgaardem?
Problemem są możliwości Nilfgaardu jako takie. Nie rozpatrywałbym tej frakcji względem jednej karty - Tibora, o którym zawsze było głośno, a o którym po ostantim streamie aż huczy.
Tibor może być rzucony w pierwszej rundzie, co w większości wypadków będzie skutkowało spasowaniem ze strony przeciwnika. A w drugiej pozwoli utrzymać na nim presję, ponieważ musi on ją wygrać. I tutaj z pomocą przychodzi umiejętność kontroli Nilfgaardu. Możemy sobie rzucać truchłami, co jest bardzo irytujące i zmusza przeciwników do użycia kontry (jeśli przegrali pierwszą rundę, to innego wyjścia nie mają). Ile tych kontr można mieć w jednej chwili na ręce? Niewiele. Trucheł można rzucić aż trzy + ewentualna umiejętność dowódcy + Cahir.
Do tego pozostałe karty, które świetnie działają w synergiach, jak szpiedzy i Brygada Impera, która jako brązowa karta ma aż dwie umiejętności. Przy rozmieszczeniu otrzymuje bonusy za szpiegów, a do tego otrzymuje je ogólnie za każdego szpiega na polu bitwy. Jest również karta, która pozwala szpiegów zniszczyć i uzyskać za to bonusy do wartości bazowej.
Nilfgaard - jak każda inna frakcja - może również zagrać pogodą, co w jego rekach okazuje się równie diablo skuteczne, bo to daje mu dodatkową kontrolę i znowu zmusza przeciwnika do wyrzucenia się z kontr. A takich kontr też nie można mieć za wiele na ręku. Nawet, jeśli mamy ich trochę w talii, to przecież zawsze zostawiamy sobie też karty, do podbicia punktów na stole. Tymczasem truchło to sześc punktów dla przeciwnika, a dla nas konieczność zastosowania kontry, co też nie jest proste, bowiem truchło leząc po naszej stronie uznawane jest za sojusznika. A to oznacza, że większość kart zadających obrażenia nie będzie go mogła tknąć.
Z kolei inżynier pozwala dać jednostce wytrzymałość, więc nawet jeśli wygramy drugą rundę, to w trzeciej potrzebujemy kolejnej kontry. Ewentualnie Tibor też może być zagrany w drugiej rundzie, na ryzyko, które może się mocno opłacić, bo przeciwnik i tak musi się wyrzucić z kart, jeśli chce przebić.
Medycy w drugiej rundzie nie zdadzą się na wiele, jeśli w pierwszej został zagrany Tibor, ale jeśli rzucimy szpiegów, potem ich zniszczymy, to są oni przenoszeni ze strony przeciwnika na jego cmentarz, co jest moim zdaniem bardzo złym rozwiązaniem, bo pozwala wyciągać sobie karty i własne, i przeciwnika, a przy zdolności do niszczenia szpiegów i ponownego ich wyciągania i zagrywania wygląda to po prostu komicznie. Z karty, która powinna pozwalać na wyciągnięcie karty z cmentarza przeciwnika - czyli jego karty - mamy kartę, która pozwala wyciągać co chcemy. Gdyby mechanika discardowania kart była inna, to medyk działałby tak, jak powinien i był zależny od tego, ile jednostek zdiscardowal przeciwnik ze swojej talii. To jest rzecz, którą z pewnością bym zmienił: Karty powinny zawsze schodzić na cmentarz gracza, do którego nalezą. Niezależnie od tego, po której stronie zostały zniszczone/odrzucone.
Jak zostało wspomniane już w innych tematach, większość złotych kart ma jakieś warunki. Zapewne dlatego, że jako złote karty same w sobie są odporne na większość zagrań. Tibor to taki momentalny strzał obuchem w ryj. Wcześniej wiele osób narzekało na RnR, to co dopiero mówić o Tiborze? Fakt, mamy jedną kartę, ale to jest brąz, do tego odkryty, za co Nilfgaard również może dostać bonus w postaci obrażeń, bo też są karty, które przyznają go za odkryte karty.
Nie mówię, że Nilfgaard jest najlepszy i w ogóle, jednak mając w pamięci ostatni stream i reakcję chatu na wieść o "znerfieniu" Tibora mam wrażenie, że miliony much nie mogą się mylić. Po informacji o Tiborze zrobił się raban i posypały się wypowiedzi, że Nilfgaard jest "still OP (af)". Może jednak coś w tym jest? Mnie osobiście ta informacja o nerfie Tibora rozbawiła jak diabli. Bo co to za nerf? Te dwa punkty miałyby coś zmienić? Trudno rozpatrywać to nawet pod względem konkretnych zagrań, jakie mogłyby zostać względem Tibora zastosowane i mam wrażenie, że ktoś z ekipy CDPR jest fanem (żeby nie powiedzieć fanbojem) Czarnych.
Rozumiem, że inne talie też potrafią takie być, zależnie od konstrukcji, ale odnoszę wrażenie, że Nilfgaard jest w tym miejscu bardzo uniwersalny i potrafi wywrzeć na przeciwniku zbyt dużą presję, spychając go do całkowitej obrony i nie dając szansy na kontrę.
Jakie jest wasz zdanie, drodzy gracze, odnośnie tej frakcji na dzień dzisiejszy?
Wszelka konstruktywna krytyka oraz wieszanie psów mile widziane!